Nie udaje się wiara bez diabła i Boga…

***
Niestety, jak pisał ksiądz Twardowski nie udaje się wiara „bez Boga i diabła”. Najpierw, mimo słów Pawła VI, że „swąd szatana wdarł się do Kościoła”, upadła wiara w zło osobowe. Pozostało zło moralne, czyli grzech, ale i to zaczyna upadać. Tymczasem, bardzo łatwo udowodnić, że grzech to nie urojenie, błąd czy wada albo nałóg. Istnieją herezje – jeśli powiem profesorowi, że pierwiastek trzeciego stopnia z ośmiu wynosi cztery, popełniam herezję matematyczną. Dlaczego więc, tym bardziej nie można błądzić w wierze? Można. Słuchałem długo lewej burty Arki Piotrowej, negującej jeśli nie Boga osobowego, to na pewno zło osobowe. Po ostatnich przejściach sądzę, że rację mają jednak ci, co nadal wierzą w zło, albo co gorsza sami je w życiu doświadczyli pod różnymi postaciami. Zło istnieje, bo w przeciwnym razie ofiara Jezusa nie ma sensu, to znaczy, że Jezus umarł z wszelkich innych powodów niż po to, aby zniszczyć moc zła. Wszystko jedno, jakiego – grzech, choroby, śmierć, opętania, niepowodzenia w biznesie, zniszczone relacje, itd. Jeśli Jezus się mylił, twierdząc, że istnieje możliwość utraty życia wiecznego, to znaczy, że nie był Bogiem wszechwiedzącym. Lecz Jezus był po brzegi napełniony Duchem świętym, raczej więc mylić się nie mógł. Mógł natomiast okresowo cierpieć na duszy, aby w ten sposób także zbawić ludzkość. Ja wciąż wierzę, że prawdziwe są słowa skierowane do Faustyny – „nikogo nie wyłączyłem”. Tradycyjnie to Judasza ocenia się najbardziej negatywnie, podczas gdy żyło masę zbrodniarzy i ludobójców przy których nieszczęsny skarbnik Jezusa to niemal święty. Podczas obrzędów i modlitw egzorcystycznych zawsze pojawia się ta sama świta, więc na pewno niektóre przypadki są mistyfikacją i oznaczają chorobę umysłową, która nie jest zawiniona. Jednak w każdej dziedzinie życia są wyjątki – tak samo są granice psychiatrii, za którymi działa już Bóg i zło, które rośnie niczym chwast z pszenicą aż do zbioru. Piszę to po ciężkich ostatnich przejściach, a ja czuję się dobrze i najlepiej tylko w świątyni. Męczą mnie już wszelkie światowe sprawy, jakimi żyje ludzkość, która już dawno przestała niestety wierzyć w „bajeczki o Bogu”, a co najmniej wierzyć w zło osobowe. Męczą mnie wszelkie sprawy doczesne – urządzanie się w życiu, zdobycie „posadki”, znajomości, relacje, ludzie krótkowzroczni, którzy muszą się w młodości wyszaleć, ale potem zawsze przychodzi za to sowity rachunek. Najgorzej mają nie sataniści, bo im większy grzech, tym obficiej wyleje się łaska, tylko letni i oziębli katolicy oraz ateiści, a szczególnie antyteiści i agnostycy, bo paradoksalnie trzeba być zimnym lub gorącym. Okres zimna w moim życiu chyba się kończy. Chcę się wsłuchać, co ma mi do powiedzenia prawica kościelna i Tradycja, bez której ewangelie są wyrwane z kontekstu.

O Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski, *1976 w Krakowie, absolwent polonistyki UJ, miłośnik muzyki, autor muzyki elektronicznej - dotąd około 100 utworów instrumentalnych, które wciąż powstają. Gra na syntezatorach, gitarze, śpiewa i publikuje swoje interpretacje w serwisach typu ising.pl, od 2016 roku kompozytor muzyki niszowej. Przez 20 lat w Krakowie bardzo zaangażowany w prace Akdemickiego Chóru "Organum", za co w 2009 został odznaczony srebrnym medalem Polskiego Związku Chórów i Orkiestr za całokształt pracy społecznej na niwie muzycznej. Żonaty, mieszka i pracuje niedaleko Poznania.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, przeklęte problemy, świątecznie, Tradycja katolicka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *