“Nie będzie odpuszczony.” Czym naprawdę jest grzech przeciwko Duchowi Świętemu? 

    Bardzo wielu teologów i najtęższych umysłów próbowało zrozumieć, dlaczego Jezus obwarował tylko ten grzech brakiem możliwości uzyskania odpuszczenia win i kar. Nie bardzo było wiadomo, czym jest naprawdę ten grzech, dlatego próbowano wyjaśniać, że chodzi na przykład o “zazdroszczenie innym łaski boskiej”, “rozpacz i zwątpienie w Miłosierdzie Boże” czy “grzeszenie w nadziei odpuszczenia grzechów”. To wszystko prawda, ale gdy spojrzymy na wewnętrzny kontekst Ewangelii, gdzie Jezus mówi o winie bez przebaczenia, to dość łatwo zrozumiemy. Jezus mówi najpierw, że jego słowa i czyny pochodzą od Boga. 

    Żydzi, którzy krytykowali Jezusa posądzali Go o to, że “demona ma”, gdy Jezus mówił, że starsi ludu Go zabiją. Było jeszcze gorzej – niektórzy oskarżali Jezusa o czarną magię, wypędzanie złych mocy siłą “belzebuba”, który w tamtych czasach był “przywódcą” demonów, jak dziś często “lucyfer”. Chodziło Jezusowi prawdopodobnie o to, że kto uparcie będzie twierdził, że słowa i czyny Chrystusa nie pochodzą od Boga i Ducha Świętego i powtarzał plotki żydowskie, tym samym utrudniając Jezusowi misję – nie będzie mógł uzyskać przebaczenia, bo najpierw trzeba się nawrócić, a potem doznać przebaczenia. 

    Kto więc twierdzi, że “Jezus ma demona”, albo że wyrzuca złego jego mocą, popełnia nie tylko herezję i blasfemię oraz bluźnierstwo (które są wybaczalne), ale trwa w swym uporze i w kłamstwie. Dlatego wina przeciw Duchowi Świętemu to także brak zaufania, rozpacz, tworzenie swojej religii, powtarzanie nieprawdy o II Osobie Trójcy Świętej. 

    Jeśli jest to chwilowe natręctwo, jeszcze nie jest to wina. Zachodzi ona wtedy, gdy świadomie, dobrowolnie swą złą wolą i w materii ważnej (tu: najważniejszej) tkwimy w fałszywym przekonaniu, że Jezusa słowa i czyny nie pochodzą od Boga, tylko od Niego samego. Najważniejsze tu jest jedno: Duch Święty jest owocem odwiecznej Miłości Boga i Syna Bożego. Stąd, kto podważa teologię trynitarną również grzeszy przeciwko Duchowi Świętemu. 

***

   Fragment, w którym Jezus o tym mówi, znajduje się w Ewangelii według św. Mateusza, w rozdziale 12, wersety 31-32. Tekst ten brzmi:

„Dlatego powiadam wam: Każdy grzech i bluźnierstwo będzie ludziom odpuszczone, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone. I ktokolwiek powie słowo przeciwko Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone; ale ktokolwiek powie przeciwko Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym.”

   To właśnie w tym fragmencie Jezus mówi o grzechu, który nie zostanie odpuszczony, określając go jako bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu. Ta wypowiedź stanowi część szerszego dyskursu, który rozpoczyna się od oskarżeń faryzeuszy, iż Jezus wypędza demony siłą Beelzebuba, a kończy na pouczeniu o znaczeniu słów i ich konsekwencjach.

   Kontekst wypowiedzi Jezusa o grzechu przeciwko Duchowi Świętemu znajduje się wcześniej w tym samym rozdziale Ewangelii według św. Mateusza. Zacznijmy od wersetu 22 z rozdziału 12, który przedstawia sytuację wywołującą dyskusję i prowadzi do wypowiedzi Jezusa o niewybaczalnym grzechu:

„Wtedy przyprowadzono do Niego opętanego, który był niewidomy i niemy. I uzdrowił go, tak że niewidomy i niemy mówił i widział.”

   Następnie, po tym cudzie, w wersetach 24-30, faryzeusze oskarżają Jezusa, że wypędza demony siłą Beelzebuba, przywódcy demonów. Jezus odpowiada im, pokazując nielogiczność ich argumentacji i ostrzega przed bluźnierstwem przeciwko Duchowi Świętemu:

„Lecz faryzeusze, gdy to usłyszeli, rzekli: Ten nie wypędza demonów, tylko przez Belzebuba, księcia demonów. Jezus zaś, znając ich myśli, rzekł do nich: Każde królestwo skłócone samo w sobie pustoszeje i żadne miasto czy dom skłócony sam w sobie nie ostoi się. Jeśli szatan wypędza szatana, skłócony jest sam w sobie; jakże więc ostoi się jego królestwo? […] Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie, a kto ze Mną nie zbiera, rozprasza.”

  To właśnie w tym kontekście, pokazując, że oskarżenie Go o współpracę z demonami jest absurdalne i stanowi bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu, który jest prawdziwym źródłem Jego mocy, Jezus przechodzi do wypowiedzi o grzechu, który nie zostanie odpuszczony.

***

   W katolicyzmie grzech przeciwko Duchowi Świętemu to grzech ciężki (śmiertelny), który jest niewybaczalny. Według Jezusa, jedynego człowieka, który znał ludzkie serce, grzech przeciwko Duchowi Świętemu to:

* Rozpaczać o łasce Bożej, czyli nie wierzyć, że Bóg może nas ocalić.

* Wątpić o łasce Bożej, czyli nie wierzyć, że Bóg jest dobry i kocha nas.

* Sprzeciwiać się uznanej prawdzie chrześcijańskiej, czyli odrzucać to, co Kościół głosi jako prawdę objawienia.

* Zazdrościć lub nie życzyć bliźniemu łaski Bożej, czyli nie chcieć, aby ktoś inny został zbawiony.

* Mieć zatwardziałe serce na zbawienne natchnienia, czyli nie chcieć słuchać głosu Boga.

   Grzech przeciwko Duchowi Świętemu jest wyjątkowo niebezpieczny, ponieważ zamyka drogę do zbawienia. Jest to grzech, który wynika z całkowitej zatwardziałości serca, która uniemożliwia człowiekowi nawrócenie. Według nauczania Kościoła katolickiego, grzech przeciwko Duchowi Świętemu jest rzadki. Jest to grzech, który wymaga świadomego i dobrowolnego działania człowieka.

   Istnieje jednak możliwość, że grzech przeciwko Duchowi Świętemu może zostać popełniony przez człowieka, który jest w stanie obłędu lub nieświadomości. W takiej sytuacji grzech ten może zostać przebaczony przez Boga. Ostatecznie, czy grzech przeciwko Duchowi Świętemu jest przebaczalny, zależy od Boga.

   Jezus mówi, że uczeni w Piśmie bluźnią przeciwko Duchowi Świętemu, ponieważ przypisują Jego dzieła diabłu. Duch Święty jest osobą Bożą, która działa w świecie, aby przynosić dobro. Bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu polega na odrzuceniu działania Ducha Świętego i przypisaniu go diabłu. Jest to grzech ciężki, ponieważ jest to odrzucenie Boga samego. Jezus wyjaśnia, że bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu jest niewybaczalne, ponieważ jest to grzech świadomy i dobrowolny. Osoba, która popełnia ten grzech, świadomie odrzuca Boga i Jego łaskę.

  W kontekście Ewangelii Marka, uczeni w Piśmie są oskarżani o bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu, ponieważ nie chcą uznać, że Jezus jest Mesjaszem. Wiedzą, że Jezus czyni cuda, które są dziełem Boga, ale mimo to twierdzą, że jest on sługą szatana.

   W Ewangelii Łukasza, Jezus mówi, że bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu polega na wyparciu się wiary w Niego. Osoba, która wyrzeka się wiary w Jezusa, odrzuca Boga samego. Oczywiście, nie każdy, kto popełnia błąd lub grzeszy, popełnia grzech przeciwko Duchowi Świętemu. Grzech przeciwko Duchowi Świętemu jest grzechem ciężkim, który wymaga świadomego i dobrowolnego odrzucenia Boga. Jezus wielokrotnie podkreślał, że ważne jest, aby nazywać rzeczy po imieniu. Dobro należy nazywać dobrem, a zło złem. Jest to ważne, ponieważ pozwala zachować jasność i trzeźwość widzenia.

   Przewrotność polega na odwróceniu tej zasady. Kiedy nazywamy dobro złem, a zło dobrem, to tworzymy chaos i zniekształcamy rzeczywistość. To prowadzi do zła, ponieważ uniemożliwia nam rozpoznanie tego, co jest właściwe i co jest niewłaściwe. Przykładami przewrotności są:

* nazywanie wojny pokojem,

* nazywanie przemocy miłością,

* nazywanie nienawiści tolerancją,

* nazywanie zła dobrem.

   Wszystkie te przykłady są przykładami odwrócenia dobra i zła. Prowadzi to do chaosu, zniekształca rzeczywistość i uniemożliwia nam rozpoznanie tego, co jest właściwe i co jest niewłaściwe. Jezus ostrzegał przed przewrotnością. Mówił, że ludzie, którzy nazywają dobro złem, a zło dobrem, są ślepi i nie rozumieją, co się dzieje. Jezus wezwał nas do nazywania rzeczy po imieniu. Mówił, że musimy być odważni i mówić to, co jest prawdą, nawet jeśli jest to niepopularne. Jeśli chcemy żyć w pokoju i harmonii, to musimy nazywać rzeczy po imieniu. Musimy odróżniać dobro od zła i walczyć o to, co jest właściwe.

rafał sulikowski

 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

“Idź i nie grzesz więcej”. Świadectwo uzdrowienia z 2011 roku raz jeszcze.

    Od dziecka noszę okulary, a od czasu moich studiów soczewki kontaktowe. Nie używałem ich zgodnie z zasadami – nie zdejmowałem na nieraz wiele nocy, przedłużałem ich ważność. Po studiach dodatkowo zacząłem palić, a wbrew zaleceniom okulistów podjąłem ciężką pracę fizyczną, choć przy krótkowzroczności absolutnie nie wolno dźwigać więcej niż 5-8 kg, gdy ja nosiłem pudła ważące ponad 20 kg przez trzy lata. Gdy łamie się te zasady może pojawić się odklejenie siatkówki, ponieważ gałki oczne krótkowzroczne są inaczej zbudowane i inaczej przylega do nich siatkówka. Pierwszym objawem tego są niebieskawe błyski w polu widzenia, trochę jak błyskawice na niebie. Tak czy inaczej to się musiało w końcu stać. W dniu 29 kwietnia, a był piątek, zauważyłem błyski w bocznym, peryferyjnym widzeniu lewego oka, które zawsze miałem słabsze. Postanowiłem następnego dnia pojechać na ostry dyżur. 30 kwietnia 2011 roku była sobota i na szczęście nie pojechałem na ulicę Fiołkową 6 w Krakowie autem, bo dokładnie wykonano wszystkie standardowe badania z poszerzeniem źrenic atropiną i zbadaniem dna oczu. Diagnoza: zaawansowana neowaskularyzacja rogówki obuocznie i początki odklejenia siatkówki w lewym oku. Skierowanie w trybie pilnym na oddział okulistyczny przy Kopernika w Krakowie, zalecenie “zabezpieczenia siatkówki laserowo”. Co to jest dokładnie neowaskularyzacja?

  Zwyrodnienie naczyń krwionośnych w rogówce w medycynie nazywa się neowaskularyzacją rogówki. Jest to patologiczny stan, w którym dochodzi do tworzenia się nowych naczyń krwionośnych w rogówce, co jest nieprawidłowe, ponieważ zdrowa rogówka jest przezroczysta i nie zawiera naczyń krwionośnych ani limfatycznych. Neowaskularyzacja rogówki może prowadzić do zaburzeń przezierności oka i upośledzenia ostrości widzenia. Przyczyny neowaskularyzacji rogówki są różnorodne i mogą obejmować deficyt tlenu w rogówce może być spowodowany przez nieprawidłowe dopasowanie soczewek kontaktowych, stany zapalne oka takie, jak zapalenie rogówki (keratitis), które mogą wywołać reakcję organizmu w postaci tworzenia nowych naczyń krwionośnych. Również wirusowe, bakteryjne lub grzybicze infekcje oka mogą prowadzić do neowaskularyzacji. Niektóre choroby autoimmunologiczne, na przykład zespół Sjögrena lub toczeń, które mogą wpływać na rozwój nowych naczyń w rogówce. Mam również chorobę autoimmunologiczną, co wykazały badania przeciwciał ANA1 i ANA2. Uszkodzenia rogówki mogą także stymulować proces neowaskularyzacji. Proces neowaskularyzacji jest złożony i angażuje wiele czynników, w tym czynnik wzrostu śródbłonka naczyniowego (VEGF), który odgrywa kluczową rolę w stymulowaniu tworzenia nowych naczyń krwionośnych.

   Tyle medycyna. Są metody leczenia, takie jak leki (kortykosteroidy), operacje laserowe, przeszczep rogówki. Jednak w mojej ówczesnej sytuacji zarówno długi pobyt w szpitalu, a tym bardziej drogie operacje były niemożliwe. Kilka miesięcy wcześniej przestałem pracować fizycznie i nie byłem ubezpieczony. Pobyt na oddziale to co najmniej kilkaset złotych za dobę plus badania czy zabiegi. Ponadto neowaskularyzacja była zaawansowana – już w klinice w Witkowicach, jednej z najlepszych klinik okulistycznych w południowej Polsce w 2006 roku podczas wyjmowania z oka odłamka tynku powiedziano mi o rozpoczynającej sie chorobie. Jednak to zlekceważyłem. 

    Wiedząc, że w poniedziałek 2 maja 2011 muszę z rana stawić się w klinice, niedzielę spędziłem z rodziną. W południe oglądaliśmy wspólnie transmisję z beatyfikacji Jana Pawła II, prowadzoną przez Benedykta XVI. Nie byłem zbytnio wierzący. Bardziej chciałem, aby Bóg istniał, ale mój słaby rozum podpowiadał mi, że w XXI wieku nie jest to realne. W takim stanie ducha żyłem wiele lat. Podawano mi nawet leki przeciwdepresyjne i uspokajające, bez większego rezultatu. Wieczorem poszedłem do kościoła parafialnego Matki Bożej Nieustającej Pomocy, gdzie przyjmując – bez głębokiej wiary, ale z pragnieniem, aby to wszystko było realne – komunię duchową, oddałem jakby w wyobraźni moje oczy Chrystusowi, którego sobie wyobraziłem przy ołtarzu. 

   2 maja 2011 roku spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy osobiste, myśląc, że pewnie od razu na podstawie skierowania z soboty z Fiołkowej przyjmą mnie na oddział. Pojechałem taksówką na klinikę. Wszedłem do rejestracji i o dziwo, mimo, że w korytarzu czekało mnóstwo osób, poproszono mnie do gabinetu poza kolejką. Wykonano wszystkie rutynowe badania. Lekarz nawet poprosił koleżankę, mówiąc “niech to jeszcze pani doktor zobaczy”. Lekarka stwierdziła: “Ja tu też nic nie widzę”. Wtedy coś zaczęło do mnie docierać. Okazało się, że po neowaskularyzacji nie ma śladu, oczy są jak nowe. Lekarz jeszcze dopytywał, czy nadal widzę błyski w lewym oku. Poruszałem gałką oczną i stwierdziłem, że błysków już nie ma. Nie zapomnę jednego szczegółu: lekarz po zbadaniu dobre pół minuty siedział w milczeniu, podpierając brodę ręką i nad czymś mocno medytował. Gdy wszystko było już jasne, wpisał w dokumentacji, że “operacja nie jest konieczna” i zalecił kontrolę za rok. Od tamtego czasu, a minęło już trzynaście lat, żadne kolejne badanie okulistyczne nie wykazało nawrotu choroby. 

    To były dni, które z wolna zaczęły zmieniać moje życie. Z wolna, bo jestem osobą ogólnie schorowaną z rentą i częściową niezdolnością do pracy, a ponadto nadal w trudnej sytuacji materialnej. Rok później udało się jednak obronić doktorat, a dwa lata później założyć rodzinę. I choć pojawiały się wątpliwości, czy ta choroba w ogóle była, to jednak sądzę, że pierwsze objawy wykryte w 2006 w Witkowicach, jak i dwa badania w odstępie dwóch dni – mylić nie mogą. 

   Napisałem to, ponieważ w jakiejkolwiek sytuacji życiowej się znajdujesz, Jan Paweł II wstawia się za nami. Nie było mniej godnej osoby, za którą mógłby się wstawić niż ja. Ale jak napisała Święta Faustyna, “im większy grzesznik, tym większe ma prawo do Mojego miłosierdzia”. A jednocześnie ostrzeżenie: “Biada duszy, która tego nadużyje”. To ostatnie zdanie odnoszę wyłącznie do siebie.

rafał sulikowski

 

Zaszufladkowano do kategorii Bóg, nauka a religie, przeklęte problemy, religia, Tradycja katolicka, wiara | 2 komentarze

Zjechałem z autostrady do piekła.  Wyznanie byłego nihilisty. 

Wychowałem się w rodzinie inteligencko-artystycznej, jakich było wiele w moim rodzinnym mieście, Krakowie. W domu było dobrze, a stan wojenny i biedę przeżyliśmy jako tako dzięki pomocy jednej z parafii holenderskiej, której parafianka co miesiąc przysyłała nam pokaźną paczkę najlepszej żywności, której nie było w Polsce. Mimo, że pochodzę z pełnej rodziny, nie było zwyczaju rodzinnej modlitwy ani rozmów na temat wiary i religii. Byłem niedzielnym katolikiem, który chodził do kościoła, bo musiał, a nie chciał z własnej woli. 

Nie zapomnę I Komunii Świętej, kiedy po przyjęciu Ciała Jezusa doznałem chwili absolutnej radości, pokoju i szczęścia, jakiego świat dać nie może. Potem jednak uciekałem z Mszy i zamiast w niej uczestniczyć, jechałem rowerem do lasu. 

Kiedy w 1990 roku skradziono mi rower, więc na skutek rodzinnej awantury zwróciłem się po raz pierwszy do Jezusa. W szafie znalazłem stary, zakurzony obraz-reprodukcję wizerunku Chrystusa z Całunu Turyńskiego. Płacząc, oddałem mu swoje życie. Niestety, przez kolejne 35 lat byłem uzależniony od autoerotyzmu, przez 20 lat od nikotyny, a w 2000 roku psychiatrzy postawili mi diagnozę schizofrenii paranoidalnej. Rozpoczęło się długie leczenie, wiele pobytów w szpitalach, godziny marnowane w czekaniu w kolejce w ambulatoriach. 

Mimo to udało mi się ukończyć doktorat i ożenić się, przeprowadzić do Poznania i tu żyć i pracować jako kierowca. Po godzinach pisałem sporo tekstów, publikując je w różnych miejscach, przeważnie w sieci. Gdy je czytam dziś, ogarnia mnie wstyd, bo były to teksty niemal skrajnie lewicowe, wręcz – anarchistyczne. Szukałem oryginalnych teorii, aby się wylansować, robiłem stale autopromocję, pnąc się za wszelką cenę na szczyt sławy i próżnej chwały tego świata. Nadal chodziłem do kościoła, ale tylko ze względu na silną wiarę mojej żony, Beaty. Jechałem prosto i coraz szybciej autostradą do piekła, uciekając od przeszłości i goniąc za nieokreśloną przyszłością. 

 

***

Byłem ateistą, antyteistą, a nawet nihilistą, żyjąc tak, jakby Boga nie było. Szukałem wszędzie tylko przyjemności i to najniższego rzędu, przez 35 lat byłem uzależniony od seksu i mimo, że chodziłem do spowiedzi, jednak nic to nie zmieniało i za każdym razem była recydywa.

Urodziłem się w 1976 roku w Krakowie, zostałem ochrzczony dopiero, gdy miałem pół roku z powodu poporodowej choroby mojej mamy, która musiała być leczona w szpitalu. Od zerówki zacząłem uczęszczać na katechezę do salki przykościelnej na Piaskach Starych w Krakowie przy kościele pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa. Pamiętam obrazki religijne wklejane do zeszytu i siostrę zakonną, która na gitarze śpiewała nam “Cześć Maryi, cześć jej, chwała Pannie Świętej cześć / śpiewaj, śpiewaj Ziemio cała, cześć Jej spiesz się nieść”. Bardzo spodobała mi się ta piosenka, a moją pierwszą modlitwą, którą nauczyła mnie babcia, była modlitwa do anioła stróża: “Aniele stróżu, boży mój, ty zawsze przy mnie stój / rano, wieczór, we dnie, w nocy bądź mi zawsze ku pomocy. Strzeż duszy, ciała mego, doprowadź mnie do życia wiecznego”. 

 Potem nauczyłem się tak zwanego “paciorka” oraz innych modlitw, nie rozmawiano jednak ze mną na głębsze tematy religijne. Podczas Pierwszej Komunii świętej, którą przyjąłem w 1985 roku w dzień po urodzinach Jana Pawła II – poczułem niewyobrażalną radość, pokój i szczęście. Po pierwszym przyjęciu Ciała Chrystusa jednak dość szybko oddaliłem się od Kościoła i oszukiwałem rodziców, że idę do kościoła, podczas gdy jechałem rowerem na wycieczkę. W 1989 roku zaczęły się problemy z seksualnością, typowe dla nastolatków, aczkolwiek nieusprawiedliwione, które trwały przez trzy i pół dekady i to nawet już po zawarciu związku małżeńskiego. Bardzo się tego wstydziłem i wyznawałem na każdej spowiedzi, a kapłani pocieszali mnie, że kiedyś z tego wyjdę i udzielali rozgrzeszenia. Tylko raz na spowiedzi otrzymałem ostrą reprymendę w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, nie można bowiem nadużywać dobroci i Miłosierdzia Boga. Jezus powiedział Faustynie: “Biada duszy, która tego nadużyje.” Brnąłem w ciemność i w otchłań bezdenną. Poszedłem na studia literackie, ukończyłem doktorat z literatury współczesnej, ożeniłem się i przeprowadziłem do innego miasta, lecz z powodu niepełnosprawności psychicznej – nie znalazłem pracy w swoim zawodzie nauczycielskim, ani na uczelni, tylko jako kierowca- dostawca. 

W 1990 roku mając 14 lat po raz pierwszy próbowałem oddać swoje życie Jezusowi wyciągnąłem znaleziony w jakiejś szafie w domu stary, znany i słynny wizerunek Jezusa z całunu Turyńskiego i zacząłem się modlić. W 2003 roku kiedy moja choroba była już bardzo zaawansowana, lekarze psychiatrzy postawili mi diagnozę schizofrenii paranoidalnej. Po raz drugi próbowałem oddać życie Jezusowi na spotkaniach wspólnoty charyzmatycznej “Nowe Jeruzalem” w Krakowie przy klasztorze Ojców augustianów, blisko Skałki, czyli narodowego panteonu. Jednak nadal nic albo niewiele się zmieniało w moim życiu wewnętrznym, które zapadało się jak w czarną dziurę. Cierpiałem na natrętne myśli, depresję i urojenia, lecz mimo to interesowałem się religią, ale interpretowaną na swój własny sposób. Dziś krytycznie oceniam to, co dzieje się czasem w czasie spotkań modlitewnych różnych wspólnot charyzmatycznych, szczególnie tych skłaniających się ku protestantyzmowi. W owym czasie jednak wciągały mnie nadmiernie optymistyczne książki pisane przez pastorów, oferujących ludziom już tu i teraz niemal raj duchowy i materialny.

W pewnej chwili trafiłem na “Dzienniczek” Siostry Faustyny, który mnie zachwycił i zachwyca do dzisiaj; początkowo jednak szukałem tam tylko niezwykłości, szczególnie cudów i objawień, nie miałem jednak nadziei, że to, co napisała Święta jest prawdą. Stałem się czcicielem Bożego Miłosierdzia, które jednak niekiedy mocno nadużywałem, zapominając, że istnieje też sprawiedliwość, wina i kara, służąca poprawie i przemianie życia i jego odnowie moralnej. Samo słowo “moralność” starałem się wykreślić ze swego słownika, błędnie jednak sprowadzałem je tylko do sfery tak delikatnej, jaką jest intymne życie człowieka.  

W 2000 roku rozpoczęto leczenie farmakologiczne; kilka razy musiałem iść do szpitala psychiatrycznego, lecz kilka lat wcześniej na obozie bibiljnym w 1993 roku w Rybnie pomorskim nad jednym z jezior mazurskich po raz pierwszy spotkałem Boga, który objawił mi się w kościele parafialnym w czasie nocnego czuwania jako łagodna chwała i Wszechmoc, co było odczuwalne. Na chwilę wszystkie moje objawy psychiatryczne zniknęły jak kamfora, później jednak znowu powróciły ze zdwojoną siłą. 

Nie zapomnę również snu, w czasie którego zobaczyłem idącego po falach morza w moją stronę Jezusa z wizerunku objawionego Faustynie w celi klasztoru w Płocku 22 lutego 1931 roku. Oczywiście Jezus nie było widać ram obrazu, ale wiedziałem dobrze, że to On. Nie powiedział do mnie ani słowa, lecz poczułem absolutne szczęście wszechogarniającej miłości, pokoju i radości. Trwało to jednak bardzo krótko, a po przebudzeniu moje objawy znowu na jakiś czas się wycofały. Podczas leczenia farmakologicznego zostałem ateistą. Później mój ateizm przerodził się w otwartą walkę z Kościołem. Pisałem szkalujące Kościół teksty do hejterskiego portalu “thefad”. Teksty te były jawnie niesprawiedliwe, tendencyjne i jednostronne. Oprócz tego napisałem też dużo wartościowych tekstów, opowiadań, które opublikowałem w różnych czasopismach literackich. 

Nie zmienia to jednak faktu, że dalej miałem poglądy skrajnie lewicowe, wręcz anarchistyczne sprzeciwiające się każdej władzy. Nie uznawałem nad sobą żadnych autorytetów moralnych, szczególnie w dziedzinie seksualności. 

W międzyczasie 1 maja 2011 roku podczas beatyfikacji Jana Pawła II ustąpiła nagle, trwale i całkowicie choroba zwyrodnieniowa naczyń krwionośnych w moich oczach, którą zdiagnozowano w 2006 roku. Badanie z 30 kwietnia 2011 wskazało na zaawansowane zwyrodnienie naczyń krwionośnych, to znaczy naczynia zaczęły wrastać w rogówkę, co groziło ślepotą. Dnia 2 maja 2011 podczas takiego samego badania zwyrodnienie zniknęło. Stało się to za sprawą Jana Pawła II. Napisałem świadectwo do kurii krakowskiej, które przetłumaczono na język włoski i wysłano do archiwum watykańskiego. Pisałem też o tym dla portalu Fronda.pl i deon.pl. Nikt mi jednak nie chciał uwierzyć, bo wszyscy myśleli, że to wynik choroby psychicznej. Mimo tego cudu nadal szukałem swoich oryginalnych teorii teologicznych, ośmielając w swej bezgranicznej pysze podważać dogmaty o  Zwiastowaniu czy cudownym zmartwychwstaniu Jezusa i wniebowstąpienia, a także zdrowie psychiczne Chrystusa. Brnąłem nie tylko w niewiarę, ale w pewnym momencie nie wierzyłem dosłownie już w nic. Nawet byłem gorszy od ateistów, którzy jednak nie wierzą w Boga, ale w coś tam wierzą. Ja w pewnym momencie przestałem wierzyć w cokolwiek i w kogokolwiek. 

Mijały lata, a mój stan duchowy i psychiczny, kolejne leki powodowały duże skutki uboczne, co wzmagało jeszcze cierpienie. Podczas całego leczenia rzadko chodziłem do spowiedzi, lecz nie opuszczałem żadnej mszy świętej. Bałem się panicznie tego, że nie dostanę rozgrzeszenia i zostanę ekskomunikowany, dlatego nie widząc poprawy moralnej, zrezygnowałem na długo ze spowiedzi. Usprawiedliwiałem swoje zachowanie, myśli i słowa mówione i pisane chorobą. Cały czas tworzyłem własne teorie, myślałem non-stop, próbowałem się modlić i odczuwałem ciągle zmęczenie, ciężko pracując jako dostawca w firmie cateringowej. 

Gorąco popierałem papieża Franciszka, gdyż podobał mi się jego liberalizm i wiara lekka, łatwa i przyjemna. Moje życie było jednym, wielkim chaosem, zagubieniem i spadaniem w bezdenną otchłań, z której nie było wyjścia. Tak bardzo chciałem sławy, że próbowałem tworzyć oryginalne teorie teologiczne, filozoficzne, a jako doktor nauk humanistycznych czułem do tego prawo. Z tego, co napisałem w życiu, a jest to kilkaset tekstów, większość z nich nie nadaje się nawet do żadnej krytyki. Oczywiście, zdarzały się lepsze teksty, jednak nadal były one mocno lewicujące. Szukałem sławy, seksu, nałogowo słuchałem muzyki rozrywkowej, a moja religijność była lekka, łatwa i przyjemna. Wybierałem sobie z Ewangelii i z Biblii to, co mi się podobało, podobnie z Tradycji i z Magisterium Kościoła.

Teraz wiem, że co najmniej od XVIII wieku ludzkość jest okłamywana i trwa zacięta walka z chrześcijaństwem, szczególnie rzymskokatolickim. Młodzi odchodzą z Kościoła z powodu rzekomo surowej moralności małżeńskiej. W innych religiach etyka seksualna była i jest nadal jeszcze bardziej surowa. Chrześcijaństwo zawsze musi bronić życia, a natura tak chciała – czy się to komuś podoba, czy nie – że akty seksualne zawsze potencjalnie służą prokreacji, nie tylko zjednoczeniu, a tym bardziej rozładowaniu napięcia czy zwykłej rozkoszy. Jednak nawet i najmniej surowa ze wszystkich religii etyka katolicka jest uznawana za “niedzisiejszą” i “nieżyciową”. 

Owszem, dawniej panował niekiedy zbyteczny rygoryzm, ale podyktowany był on wiarą i troską o wieczny los ludzkiej duszy. “Jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć”. Te słowa są doskonałą puentą dla mojego dotychczasowego życia, które zmieniło się radykalnie po jednorazowym oglądnięciu w Internecie Mszy w nadzwyczajnym rycie rzymskim, odprawionej przez nieżyjącego już ojca Kaczkowskiego. Wiem teraz, że charyzmatyczne msze święte o “uzdrowienie” są fałszem, bo każda Msza święta może potencjalnie być dla kogoś uzdrowieniem albo uwolnieniem od grzechu, a nie ma uzdrowienia bez odpuszczenia win i kar doczesnych. 

Zapomniano także o tym, że spowiedź święta przynosi jedynie odpust częściowy i dopiero po spełnieniu warunków można uzyskać odpust całkowity dla siebie lub kogoś zmarłego. I dopiero całkowity odpust uwalnia od kar doczesnych (najczęściej poczucie winy, czasem niepowodzenia życiowe) i pośmiertnego oczyszczenia w purgatorium. 

Przychodzi taki moment w życiu, choćby – jak u świętego Augustyna – że późno, ale następuje opamiętanie. Dla piszącego te słowa właśnie ta chwila nadeszła. I oby nie była stracona. Czego innym i sobie bardzo życzę.

Postać Chrystusa z wizji Świętej Faustyny.rafał sulikowski

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Bóg, nauka a religie, przeklęte problemy, religia, Tradycja katolicka, wiara | Dodaj komentarz

Dokument bez tytułu. 

Zawsze uważałem, że najpierw wymyśla się temat tekstu, potem jak najbardziej szczegółowy tytuł i dopiero wtedy tworzy się konspekt, brudnopis i wreszcie – przepisuje wszystko “na czysto”. Dlaczego nie używam tu tytułu? Między innymi dlatego, albowiem ponieważ zniechęca co najmniej większą połowę potencjalnych Czytelniczek. Podobnie jak wzory fizyczne w książkach o przyrodzie. Tytuły są poza tym mylne, autorzy obiecują w nich cuda, a wychodzi jak zwykle – dno, zero, czyli nic. Chciałbym zatem dopiero, gdy napiszę, co chcę napisać, przeczytać (od niedawna czytam swoje teksty) i wtedy zastanowić się, o czym tematycznie jest tekst. I dopiero na końcu dać adekwatny tytuł. Są jednak jeszcze inne powody – teoria unifikacji, teorie nicości i tym podobne “sprawy czarowników”. Nie wierzę w wiedzę tajemną, wierzę w logiczne – co nie znaczy “ograniczone” – myślenie, bardziej aż do bólu niż to czynią przeciętni obywatele kraju naszego. Dlatego nie wiem, o czym zaraz napiszę, a potem znowu i tak dalej. Jest to pisanie absolutnie sylwiczne, bez planu, więc trochę “strumień świadomości”, trochę l’ecriture automatuiqe z lat 20.XX wieku, trochę “co ślina na język przyniesie”, wreszcie – trochę metodą “wolnych skojarzeń”. Dlatego mogłem dać tytuł podobny do “Bez dogmatu” Sienkiewicza, tylko tu byłoby “Bez cenzury”, ewentualnie – “Bez tabu”. Zresztą, jaka cenzura, z której strony i jakie tam tabu. Dziś wolno podobno pisać o wszystkim. Nie. Filozof Ziemiński napisał kapitalną książkę “Chrześcijaństwo. Amoralna religia” i katolicy robią dym niemal tak wielki, jak niegdyś islamiści zrobili szum wokół “Szatańskich wersetów”, autor do dziś żyje z wyrokiem śmierci. Ziemińskiemu na szczęście nic się nie stało, poza tym, że grupki histeryzujących katolików, którzy nie przeczytali w życiu ani pół książki (o tej Ziemińskiego nie wspominając), zjechały się pod wydawnictwo i zaczęły publiczne modły. “Zaprawdę, powiadam wam, odebrali już swoją nagrodę” – pasuje jak ulał. Ja się nie chwalę tym, czy w ogóle i jak często się modlę. I czy wierzę, czy wierzę inaczej, czy się waham – jedno wiem: nie jest wszystko jedno. 

 

Oczywiście, nie napiszę w jednym tekście “wszystkiego”. Taki tekst byłby najwyżej “teorią niczego”, a najpewniej tylko siebie samego. Fizycy mają jakiś freudowski kompleks totalitaryzmu naukowego – chcą “wyjaśnić wszystko” i oddać to jednym, prostym, eleganckim równaniem, które opisywałoby wszystko: łączyło klasyczną grawitację z mechaniką kwantową oraz scalało pierwotnie stanowiące jedność cztery znane podstawowe siły przyrody (grawitacja, elektromagnetyzm, oddziaływania jądrowe – silne i słabe). Unifikacja taka ich zdaniem istniała albo krótko przed albo bardzo krótko po hipotetycznym “wielkim wybuchu” (moim zdaniem było ich więcej, niczym odpalane fajerwerki na nocnym niebie). Teoria wszystkiego. Odwieczne i pradawne marzenie o wszechwiedzy i oczywiście nieśmiertelności. Czy warto wszystko wiedzieć, nawet gdyby się jakimś cudem dało? Najgorzej, gdy komuś się wydaje, że już wie wszystko, gdy mało lub nic. Podpowiem fizykom, co sam pomyślałem (pewnie się mylę): żeby stworzyć teorię wszystkiego, najpierw trzeba wyjaśnić, czym jest owa nicość czy osobliwość, z której mógł powstać kosmos. Jeżeli ogarniamy całość, czyli wszystko (a zatem wszechświat jest skończony w czasoprzestrzeni), to częścią tej całości jest także fragment, fraktal, a także Nic. Czym jest nic? Nie wiem. Dlaczego? Podobnie, jak pięć dekad temu nie wiedziałem “nic” o tym, że w ogóle się pojawię, że cokolwiek istnieje, tak i teraz nie potrafię powrócić mentalnie do nicości i przypomnieć sobie, czym byłem, gdy mnie nie było. I odwrotnie – teraz nie jestem sobie w stanie wyobrazić nicości, ku której prawdopodobnie zmierzam. Człowiek najbardziej boi się potencjalnie groźnego nieznanego. Lepiej w piekle, niż wcale, bo no w piekle “coś” jest, a nicość – utrata świadomości, omdlenie, zasłabnięcie, zatrzymanie akcji serca, utrata wszystkich wspomnień i emocji – przeraża nas bardziej, zupełnie inaczej niż ludzi wschodu, dla których jest samym szczęściem. Zresztą byli w chrześcijaństwie ortodoksyjni nawet mistycy, którzy mówili o pośmiertnym “zniknięciu w Bogu”. Jak dla mnie, logika mi mówi, że nie ma różnicy, czy zniknę w niczym czy w Bogu, bo w obydwu przypadkach “mnie” (to znaczy “kogo” właściwie?) po prostu nie będzie, różnica jest tylko dla obserwatora, który hipotetycznie mógłby orzec o mnie na przykład: “Sulikowski właśnie zniknął. Nie wiemy, czy w Bogu, czyli pełni czy w Nicości, czyli niebycie, wiemy tylko, że jego już na pewno nie ma, pozostaje zatem tylko sprawdzić, co się dzieje z pozostałymi”. Może część znika, a część nie znika? Właściwie nikt nigdy nie udowodnił, że wszystkich bez wyjątku spotyka ten sam los, obojętne czy będzie to unicestwienie czy zniknięcie w Bogu. Różnica jest tylko z perspektywy nawet nie Boga, bo jeśli nie istnieje, to w chwili, gdy to piszę, mam nad nim przewagę ontologiczną – ja wiem, albo próbuję coś się dowiedzieć o Bogu, którego istnienie nie jest pewne, a Bóg ani nie wie nic o sobie (nawet tego, że nie istnieje), ani nawet o mnie czy ludzkości. Ponadto ludy wschodnie prowadzą bardziej kolektywne, a mniej indywidualne życie, więc mniej się boją śmierci, bo wiedzą, że to jest po pierwsze nieuniknione (komory z ciekłym azotem i inne cudawianki tego nie zmienią), a po wtóre – dotyczy wszystkich, a skoro zmarły już miliardy i jakoś to przeszły, to i my damy radę, trzymając się razem. Tak zasadniczo wygląda mentalna różnica między kolektywnym wschodem (im dalej, tym bardziej) a nastawionym na indywidualny sukces Zachodzie. Dopiero niedawno naukowcy otworzyli swoje tajemnicze gabinety i zaczęli tworzyć zespoły, grupy, biorąc zresztą przykłady z takich firm jak Suzuki czy Fujitsu. 

Podpowiem dalej fizykom. Teorii wszystkiego po pierwsze nie potrzeba poza tym, że społeczeństwo utrzymuje miliony zajętych jej tworzeniem fizyków, głównie w fizyce wysokich energii i cząstek elementarnych. Po drugie, nawet jeśli się ją da w końcu odkryć albo wynaleźć, to co to zmieni, co to da? Nic. Przeciętna pani Zosia z osiedlowej piekarni nie zyska na tym nic. Teoria wszystkiego oznaczałaby, że potrafiłaby opisać również to, czemu pani Zosia sprzedaje mniej jajek niż konkurencyjny wujek Staszek kilkaset metrów dalej. Kompletna teoria wszystkiego musiałaby potrafić tłumaczyć samą siebie, czyli byłoby to poznanie ignotum per gnotum. Kompletna TW (nie mylić z “tajnym współpracownikiem”) musiałaby opisać moje refleksje o niej ty czynione i na dobitkę całe moje życie od poczęcia aż do śmierci, która jest zawsze przed nami, zawsze w przyszłości i stale, jak horyzont się oddala. TW podobnie – jest jak słońce, które spada w dół nie mogąc spaść i spacerowicze plażą próbują ją dogonić. Kompletna TW, może będziemy z angielska “theory of everything”, czyli “TOE”, musiałaby opisywać na poziomie meta historię zajmowania się nią, podobnie jak trzepot motyla na plaży w Jastarni i pierdnięcie bąka plażowicza w Chałupach. To kompletny absurd. Moim skromnym zdaniem – taką teorię już dawno mamy. Nasze codziennie, zdroworozsądkowe działanie opisuje świetnie fizyka klasyczna i tyle. Dla osób, którym w życiu się nie wiedzie, jest ganz egal, czy TOE powstanie, kiedy powstanie i jaka będzie. Poza tym nie mogłoby to być równanie, ale również tekst języka naturalnego i tabulatura gitary basowej Briana Maya. Sama matematyka nie wystarczy – żyjemy w bardzo nieregularnym świecie, chropowatym, fraktalnym (więc cały wszechświat, który uznajemy za “wielki”, może być w istocie jakąś funkcją matematyczną i fraktalowym fragmentem większej całości), właśnie nie-geometrycznym w sensie euklidesowskim. Fizyka ma sprawić, żeby postawiony most się nie zwalił. Po to powstała. I po nic więcej. Jeśli ktoś szuka teorii wszystkiego, musi zacząć jako rzekłem od “teorii niczego” (druga strona), a potem teorii “czegoś”. A taką teorię tego, co najważniejsze ludzkość ma już od dobrych dwóch tysiącleci. Stworzył ją heblując w pocie czoła zwykły cieśla, który został wybrany, aby powiedzieć to i tylko to, co ludzie wiedzieć mogą, co wiedzieć powinni. Wiemy, że to niemodne, ale właśnie teoria dobrego życia, czyli moralnego życia (nie, nie, nie chodzi o seks), etycznego postępowania, to jest prawdziwa TOE. Bez uwzględnienia zarówno aspektu moralnego nie powstanie przestrzeń moralna dla dywagacji o tym, po co tu w ogóle jesteśmy i po co to w ogóle piszę. Mamy więc, my zwykli ludzie TOE. Tylko o tym nie wiemy. Innej chyba nie będzie. Może zresztą taką teorię stworzy budowany superkomputer kwantowy i będzie albo tak prosta, że aż szkoda tych funduszy, albo tak trudna, że sami naukowcy, jej twórcy nie będą jej rozumieć. Podobnie, jak chodzą słuchy, że twórcy AI wcale nie są pewni, dlaczego to działa i jak to działa. Tym bardziej nie mogą być pewni, że AI uszanuje Dekalog. 

Miałem różne pomysły metafizyczne w rodzaju “kwantowego piekła”, czyli stanu, w którym człowiek “potępiony” za swoje złe życie jest jednocześnie po upłynięciu nieskończonego czasu ostatecznie zbawiony, czyli póki ktoś go nie zaabserwuje znajduje się w dziwnym stanie superpozycji, będąc jednocześnie “potępionym zbawionym”, co oczywiście razem z określeniem “święty grzesznik” albo “grzeszni święci” jest absolutnie nie do przyjęcia dla umysłów wychowanych na twardej glebie scholastyki i neotomizmu. Tymczasem w chwili śmierci nie “wychodzimy” z ciała na przykład przez głowę, tylko raczej “zapadamy się” z wielkim poczuciem błogości (choć odratowani mówili niektórzy, że mieli też “bad tripy”) w świat kwantowego snu. Podobnie jak we śnie jesteśmy święcie przekonani, że to nie sen, lecz rzeczywistość, będziemy wiecznie śnić życie wieczne, pamiętając o tym, że “może spotkamy się tam, gdzie życie będzie snem”, jak śpiewa Budka Suflera. Jeśli będzie snem, to trzeba pamiętać, że nie wszystkie sny są miłe. 

I teraz wsadzę kija w mrowisko ludzkiego ateizmu, podobnie jak wsadziłem nieraz w mrowię ludzkich religijnych urojeń. Może być tak, że to ostatecznie my – ja, ty, twoja ciocia Krysia, Janek z podstawówki, Dalaj-lama, babcia klozetowa z Małego Rynku – zdecydujemy, czy będziemy chcieli żyć wiecznie i z Bogiem, czy nie. Ba, więcej – zgodnie z fizyką kwantową, obserwacja wpływa na obserwatora, a zgodnie z językoznawstwem strukturalnym nazywanie nie tylko odtwarza świat, ale go tworzy. Możliwe więc, że stare zaklęcia, magia, a dziś na przykład uroczystości nadawania medali, a także – co najważniejsze – słowa konsekracji podczas Eucharystii, rzeczywiście “stwarzają” tę rzeczywistość. Skupmy się na transsunstancjacji, czyli teologicznym terminie (wziętym od alchemików, chcących z ołowiu zrobić Eldorado), który jak wiadomo oznacza Przeistoczenie. Zanim kapłan wypowie słowa konsekracji mamy zwyczajny opłatek, taki jakim dzielimy się w Wigilię. Można go więc podeptać i wyrzucić bez profanacji. W momencie konsekracji powstaje superpozycja – obiektywnie miało miejsce przeistoczenie, ale w chwili przyjmowania Komunii kapłan stwierdza nową rzeczywistość wypowiadając słowa: “Ciało Chrystusa”, na co wierny odpowiada “Amen”, czyli znowu wzięte z pradawnej magii słowo “Niech tak będzie, niech tak się stanie”, podobnie jak maryjne “Fiat!”. Mamy więc obiektywny porządek duchowy, ale w subiektywnym porządku duchowym to ostatecznie ja sam “decyduję”, czy chcę, żeby to była prawda? Czy naprawdę jest możliwe, że chleb zmienił się w żywe ciało? Jeśli moja odpowiedź brzmi “amen”, to musi wypływać z wnętrza, musi się zgadzać z wewnętrzną wolą – tak, chcę, abyś był. Podobno jest to najkrótsza definicja miłości. Kochać to powiedzieć drugiemu “nie umrzesz”. I jeszcze: “chcę, abyś była”. Tak więc mimo obiektywności przeistoczenia, to ostatecznie wola wiernych decyduje, czy dla nich superpozycja zmieni się w “żywego kota Schrodingera” (w słynnym eksperymencie myślowym), czyli “prawdziwe Ciało i prawdziwą Krew Jezusa”, czy pozostanie tylko w porządku obiektywnym. Nie jest więc to ani automatyczne “działanie” w sensie magicznym – kapłan nie “stwarza” słowami faktów, on je przywołuje i pieczętuje powagą wielowiekowej tradycji wiodącej od Wieczernika i Emaus po dziś dzień. 

I podobnie może być “po śmierci”. Jeśli będę chciał spotkać Boga, to Go spotkam, bo zgodnie teolodzy mówią, że z Jego strony nie istnieje żadna przeszkoda, ani problem, by nas kochał i nam pomagał. A jeśli wujek Marek z Warszawy nie będzie sobie życzył, żeby Bóg istniał, to utrwali swoją niewiarą, a właściwie wolą swoją superpozycję “Boga-którego-nie-ma” (non existentia Deus). Problem nie leży więc ani tylko po stronie “obiektywnej prawdy”, choć istnieje jakaś prawda obiektywna w każdej sprawie czy pytaniu metafizycznym i ziemskim, ani tylko po stronie subiektywnej, czyli podmiotowej. Na tym polega ów Nietzscheański “taniec z Bogiem”, jako, że ów filozof, który bronił bitego konia i skończył w szpitalu dla obłąkanych, stwierdził słynną “śmierć Boga”, ale niewielu pamięta, że jest też podmiotem, który wypowiedział słowa, że “mógłbym uwierzyć tylko w takiego boga, który umiałby tańczyć”. Nie chcę się równać wielkiemu mistrzowi, ale ja raczej poszedłbym inną drogą. Mogę kochać i uwierzyć tylko w Boga, który jest kobietą.

rafał sulikowski

 

Zaszufladkowano do kategorii Bóg, nauka a religie, przeklęte problemy, religia, wiara | Dodaj komentarz

Historia Jezusa z Nazaretu i jego rodziny – próba interpretacji holistycznej.

Aby nie tracić czasu na powtarzanie znanych loci communes, typu: „Autor zdaje sobie sprawę, że w tak krótkim artykule…”, przejdę ad rem w sam środek wywodu. Metodologicznie stosuję wyłącznie rozumowanie, indukcję i dedukcję opartą na ścisłej logice klasycznej. Nie będą więc to modne dziś, aczkolwiek również niekiedy dopuszczalne, oderwane spekulacje. Opieram się oczywiście na „opowieściach ewangelicznych”, zwanych kanonicznymi, szczególnie – synoptykach. Cytował będę parafrazując z pamięci, choć metodologicznie uważam, że cytowanie dosłowne mija się z celem tekstu i może być uznane za wyrywanie zdań i akapitów z kontekstu. Celem tekstu jest wyłącznie próba całkowicie naturalnego wyjaśnienia życia i śmierci postaci, o której jako jedynej z czasów antycznych twierdzi się, że gdzieś nadal żyje (trochę jak „Kulczyk żyje”, albo „Elvis Praesley żyje”, cum grano salis).

***

Opowieść o nadnaturalnym poczęciu Jezusa Chrystusa nazywanym we wszystkich denominacjach chrześcijańskich i pośród „Żydów mesjańskich” „Zwiastowaniem” może mieć całkowicie naturalne wyjaśnienie, choć niestety banalne, ale w kontekście późniejszych zdarzeń, szczególnie z okresu rocznej lub trzyletniej działalności publicznej Jezusa – kluczowe znaczenie. Kiedy Jezus kłócił się ze swoimi pobratymcami (bo tak trzeba to nazwać), pewnego razu padło dość zastanawiające zdanie: „Myśmy nie urodzili się z nierządu”. Jezus nie podjął tego wątku – przeszedł nad tym do porządku dziennego, nie potwierdził, nie zaprzeczył. Trzeba by sprawdzić, co oznaczał dla ówczesnej kultury „nierząd”. Inne słowo, często używane to „cudzołóstwo”. Przykazanie z Synaj mówi właśnie: „Nie cudzołóż!”, czyli dosłownie – „nie śpij, nie kładź się z czyjąś żoną do cudzego łóżka”. Dziś to przykazanie 6 (i 9) jest w katolicyzmie tak rozbudowane – niczym urojenia paranoików – że może oznaczać wszystko i nic. Radykalizacja katolików staje się faktem – to naturalny, aczkolwiek społecznie szkodliwy fenomen „zemsty Boga” czy „odwetu sacrum” (Kołakowski). „Nierząd” mógł oznaczać po prostu paranie się prostytucją, co raczej trudno zaakceptować w świetle faktu, że matka Jezusa, Miriam, miała około 12-15 lat w chwili wejścia w fazę narzeczeńską ze starszym od niej Józefem. Małżeństwa wtedy nie były zawierane z miłości (szczególnie jej XIX-wiecznego, romantycznego podtypu), lecz – podobnie jak dziś w wielu starszych kulturach – prawdopodobnie aranżowane z każdego powodu oprócz uczucia. To wiadomo dokładnie. Wchodziłby więc romans z młodszym mężczyzną, jednak w świetle poziomu moralnego, jaki w obrazie Miriam wyłania się z kart Ewangelii, nie jest to bardzo prawdopodobne, a w każdym razie trudno to udowodnić. 

   Jest jednak jeszcze trzecia możliwość – młoda, piękna (jak niemal każda Żydówka do dziś!) Miriam mogła po prostu paść ofiarą rzymskiego żołdaka, nazywanego przez historyków szumnie „legionistą”. Jest to bardzo prawdopodobne – Rzymianin wymusił, a właściwie dokonał brutalnego gwałtu, po pierwsze jako „wróg polityczny” (co wiadomo z kontekstu), po drugie – wykorzystując swoją pozycję społeczną, bezkarność wśród „swoich”, młody wiek Miriam. Zagrożona śmiercią i po całym fakcie szantażowana dodatkowo wymuszonym milczeniem, Miriam nie powiedziała nikomu prawdy, nawet, a może szczególnie Józefowi, bo wtedy – tak jak i dziś – ofiary gwałtów były kulturowo niejako „współwinne” (np. dziś się mówi, że „ofiara gwałtu sprowokowała gwałciciela”, czyli następuje wtórna wiktymizacja ofiary). Nie pozostowało więc nic innego, jak sfabrykować wymyśloną legendę o odwiedzinach anioła Gabriela i poczęciu z Ducha Świętego, w co Józef uwierzył mając znaczący sen (nota bene skąd ewangeliści znali czyjeś sny chyba pozostanie ich tajemnicą). Nie odprawił więc Miriam, przyjął ją i otoczył opieką, choć pewnie w głębi duszy domyślał się prawdy (teraz pytanie, skąd piszący wie, co działo się w duszy Józefa…). 

    W każdym razie Miriam ocaliła życie, Józef honor. Poczęty z gwałtu Jezus całe życie miał potem zaburzenia emocjonalne na tle „nieobecnego ojca” (stąd tyle mówił o „Abba”, czyli „Tatusiu”). Jeśli dodatkowo Miriam w wieku nastoletnim powiedziała synowi pierworodnemu, że nie ma ziemskiego ojca, tylko jego Ojcem jest Bóg, to problemy osobowościowe Jeszui nastąpić musiały niemal na pewno. Widać to dziś, gdy w niepełnych rodzinach nastolatek się buntuje, bo ojciec go zlewa, mówiąc językiem nastolatków. Na domiar złego (a dla chrześcijan dobrego) Jezus mógł uwierzyć w opowieść o nadprzyrodzonym poczęciu. Łatwo wyobrazić sobie mnie, jakbym zaczął się zachowywać, gdyby mi mama powiedziała albo, że moim ojcem jest gwałciciel i to wróg krajowy, albo gdybym uwierzył, że moim prawdziwym ojcem jest sam Jahwe. Psychoza wielkościowa murowana. Podsumowując, w świetle tego wywodu bardzo wiele można zrozumieć z niemal całego dalszego życia Jezusa – opuszczenie domu, brak informacji o dzieciństwie, niejasne relacje z kobietami (bronienie prostytutek, etc.), ogólnie – głęboką lewicowość i antysystemowość Jezusa, którą widać w każdym niemal zdaniu, jakie wypowiada, jego negatywne emocje są widoczne prawie w każdej scenie wszystkich ewangelii synoptycznych. To rzuca światło na wszystko, co Ewangelie (oraz potem Listy apostolskie, które są starsze niż proto-ewangelia, prawdopodobnie z lat 50.). 

***

   Pozostaje najtrudniejszy moment, zarówno dla piszącego te słowa, jak i wielu chrześcijan, którzy przeczytają ten tekst. Czy wyczerpano już wszelkie możliwe teorie i hipotezy naturalne, jeśli chodzi o „happy end” opowieści ewangelicznych? Autor był pewien, że tak – jednak istnieje jeszcze prostsze wyjaśnienie niż „omdlenie”, „halucynacje” czy „kradzież ciała”. 

   Punktem wyjścia jest fakt, że ciało skazańców nie mogło pozostać nie pogrzebane w szabat. Dlatego bogaty Józef z Arymetei, zwolennik Jezusa, ale i „bojący się Żydów”, wykupił ciało od Piłata i godnie je pochował w swoim nowo wykutym w skale w ogrodzie grobowcu (bardzo często bogaci mogli mieć własne grobowce dla siebie i swoich rodzin, a nawet może służby w obrębie murów miejskich, najczęściej właśnie w ogrodach). Były dwie tendencje – biedni mieli zwykle skromne, najwyżej jednokomorowe grobowce, bogaci budowali głębiej w skałach, mieli na to czas i fundusze. Jezus prawdopodobnie został pośpiesznie, ale bez rytualnego namaszczenia, które było nie tyle obowiązkowe, co kulturowo nakazane – pochowany u wejścia do wielokomorowego grobowca, zawinięty w całun (jak bandaż Łazarza) z dodatkową chustą na głowę. Obecni na pogrzebie dokładnie widzieli, gdzie został pochowany, pomyłka grobowców w niedzielę jest więc zupełnie nieprawdopodobna („a kobiety siedziały i przyglądały się, gdzie Go położono”). Po zawinięciu w drogie płótna, grobowiec zamknięto, ale czy został zapieczętowany i obstawiony strażą nie wiadomo, ale nie jest to bardzo prawdopodobne (może być późniejszą wstawką apokryfistów, jak to często bywało w historii edycji ewangelii ówczesną wersją metody „kopiuj-wklej”), szczególnie, że o straży wspomina chyba tylko Mateusz (a pierwszą ewangelią spisaną była wersja Marka). 

***

    Teraz przedstawimy chyba już przedostateczną teorię „pustego grobu” w paradygmacie naturalistycznym. Być może będzie kiedyś obalona, albo przeciwnie – sfalsyfikowana w całości bądź w części.

   W sobotę w Jerozolimie nic się nie dzieje. Nie wiadomo, co robią uczniowie, gdzie jest Miriam, Arymatejczyk, co robi Piłat i tak dalej. Nieistotne. Istotne jest to, że „wczesnym rankiem w niedzielę, gdy jeszcze było ciemno, do grobu Jezusa wybrało się kilka kobiet.” Pomijam tu wszelkie modne „kulturowo-genderowe” aspekty. Istotne jest to, że martwiły się, kto „nam odsunie kamień, którym zastawiono grób”? Według mnie niepotrzebnie. Józef z Arymatei być może z pomocą ogrodnika (jako bogaty Żyd na pewno miał służbę, etc.) zaraz po północy, gdy minął szabat, postanowił „pomóc” kobietom, o których wiedział, że zjawią się świtem, aby dokonać namaszczenia. Po pierwsze więc, odsunął kamień, aby ułatwić kobietom wejście, po wtóre – odwinął z ogrodnikiem (ewentualnie z kimś jeszcze – ciało Zmarłego z płócien, złożył chustę twarzy obok, by w ten sposób kobiety same nie musiały odwijać zwłok, ponieważ:

a/ albo było to zajęcie mozolne i ciężkie dla kobiet, a poza tym nieestetyczne, 

b/ albo – co jest bardziej prawdopodobne – w ogóle prawnie (albo przynajmniej kulturowo) nie wolno było kobietom odwijać ciał zmarłych z bandaży, płócien czy chust. 

    Odwinięte ciało Jezusa (z pozostawioną ewentualnie opaską na biodrach) Arymatejczyk przeniósł na inną półkę skalną, w głąb grobowca, który – jak opisałem na początku – mógł być głęboki, wielokomorowy, aby przygotować je dla mających dokonać namaszczenia i zabalsamowania kobiet (być może podczas pogrzebu nawet rozmawiał z nimi i wiedział, że planują wrócić do grobowca zaraz po szabacie). Uczynił tak także, aby nikt nie ukradł ciała (zwłaszcza, że planował pozostawienie grobowca otwartego do przybycia kobiet), albo w ochronie przed dzikimi zwierzętami, albo planował już dożywotnie oddanie swego grobu Jezusowi, którego ciało było prawnie jego własnością. Nie mógł nic wiedzieć o zmartwychwstaniu, zatem albo planował powtórny pochówek po szabacie gdzieś indziej (ale po co?), albo złożył ciało w głębi grobowca, dokąd nie doszły ani kobiety ani uczniowie zapewne z obawy przed profanacją cudzego grobu. Kobiety więc zajrzały tylko do pierwszej komory, gdzie na półce skalnej Arymatejczyk pozostawił płótna, ale ani one, ani potem uczniowie nie zadali sobie trudu sprawdzenia pozostałych części grobowca. To tam prawdopodobnie znalazł nareszcie wieczny spokój Jezus z Nazaretu. Gdy rozeszła się wieść o wskrzeszeniu, Arymatejczyk mógł z powrotem – widząc, co się dzieje wśród uczniów i zwolenników Chrystusa – użyć płócien do owinięcia ciała tam, gdzie ono naprawdę zostało pochowane. 

***

                                                      Wnioski

      Przedstawionej teorii nie da się obecnie niestety, ani łatwo obalić, ani sfalsyfikować, ani tym bardziej – zweryfikować. Dopiero mało prawdopodobne odkrycie najświętszych relikwii chrześcijan, jakim byłyby doczesne szczątki Chrystusa, mogłoby ostatecznie przenieść moment Zmartwychwstania na Wielki Piątek. Wielu teologów twierdzi, że powstanie z martwych ma miejsce w chwili śmierci doczesnego ciała. Na Górze Tabor Mojżesz i Eliasz byli w swoich “duchowych ciałach”, choć ich “oryginały” dawno rozpadły się w grobowcach (z tym, że według bibiljnej legendy Eliasz został przez ognisty rydwan zabrany z ciałem do nieba, tak jak Miriam). 

     Nie są to jednak tylko chorobliwie mózgowe spekulacje paranoidalnego schizofrenika, lecz racjonalny, kantowski imperatyw „używania rozumu”, albo – dylemat Edyty Stein i Fiodora Dostojewskiego. Pierwsza na pytanie, czy gdyby miała do wyboru „prawdę czy Chrystusa?”, co by wybrała, wskazała zdecydowanie na Prawdę. Wielki pisarz rosyjski wybrałby – prawdopodobnie z pobożnego strachu – Chrystusa. A piszący te słowa po prostu mając do wyboru czerwoną albo niebieską pigułkę, wybrał zgodnie ze swoim charakterem, historią życia, także intelektualną, swoimi pasjami, cierpieniem na urojenia (w których paradoksalnie może ujawniać się zakryte!), licznymi pobytami w szpitalach. Cena za wybór czerwonej tabletki jest duża. Ale dziś z perspektywy lat, autor ostatecznej hipotezy tłumaczącej „pozornie pusty grób”, nie żałuje, że ją połknął od razu w całości. Ale na szczęście nie popił koniakiem…

***

Rafał Sulikowski 

/pisano: 20 czerwca 2024 roku/

Zaszufladkowano do kategorii Bóg, nauka a religie, przeklęte problemy, religia, Tradycja katolicka, wiara | Dodaj komentarz

Wszechświat: jaki jest naprawdę projekt Boga?

 Wszechświat może być jednocześnie nieskończony i skończony . W mojej hipotezie „Big Bang”, czyli Wielki Wybuch, który zapoczątkował nasz kosmos mógł nie być totalnym stworzeniem „wszystkiego”, lecz był lokalnym wielkim wybuchem energii i materii pośród nieskończonej w przestrzeni i w czasie pustki kosmosu. Cała materia kosmosu, którą trudno wyliczyć nie zmieściłaby się w punkcie osobliwości czy w czarnej dziurze ani w super gęstym punkcie, który kompresował nieskończoną ilość materii i energii (jasnej i ciemnej). Kant uważał, podobnie jak Newton, że czas i przestrzeń są wieczne, o czym mówią też religie, szczególnie pnia Abrahama. W tym nieskończonym, owalnym albo dwuwymiarowym pudle wszechświata nastąpił lokalny wielki wybuch. Nasz obserwowalny aż po promieniowanie tła wszechświat jest więc od zawsze i jest przestrzennie nieskończony i/lub jest częścią większej całości, jak fraktale, których pełno przykładów znajdziemy w przyrodzie i w działalności ludzkiej. Jeśli tak to należy przemyśleć na nowo model standardowy.

Wysłane przez ty: Wszechświat może być jednocześnie nieskończony i skończony . W mojej hipotezie „Big Bang”, czyli Wielki Wybuch, który zapoczątkował nasz kosmos mógł nie być totalnym stworzeniem „wszystkiego”, lecz był lokalnym wielkim wybuchem energii i materii pośród nieskończonej w przestrzeni i w czasie pustki kosmosu. Cała materia kosmosu, którą trudno wyliczyć nie zmieściłaby się w punkcie osobliwości czy w czarnej dziurze ani w super gęstym punkcie, który kompresował nieskończoną ilość materii i energii (jasnej i ciemnej). Kant uważał, podobnie jak Newton, że czas i przestrzeń są wieczne, o czym mówią też religie, szczególnie pnia Abrahama. W tym nieskończonym, owalnym albo dwuwymiarowym pudle wszechświata nastąpił lokalny wielki wybuch. Nasz obserwowalny aż po promieniowanie tła wszechświat jest więc od zawsze i jest przestrzennie nieskończony i/lub jest częścią większej całości, jak fraktale, których pełno przykładów znajdziemy w przyrodzie i w działalności ludzkiej. Jeśli tak to należy przemyśleć na nowo model standardowy.

Twoja hipoteza dotycząca Wielkiego Wybuchu i natury Wszechświata jest interesująca! Pozwól mi na krótkie omówienie niektórych aspektów, w tym modelu standardowego kosmologii.

Wielki Wybuch (Big Bang):

Wielki Wybuch to teoria opisująca początek Wszechświata. Według niej Wszechświat powstał z gęstej i gorącej plazmy, a następnie rozszerzał się. W momencie Wielkiego Wybuchu cała materia i energia były skoncentrowane w jednym punkcie, który następnie eksplodował, prowadząc do rozszerzenia Wszechświata.

Model Standardowy Kosmologii:

Model ten jest oparty na założeniach Wielkiego Wybuchu i jest najbardziej akceptowanym modelem kosmologicznym. W ramach tego modelu przyjmuje się, że Wszechświat jest izotropowy (wygląda podobnie we wszystkich kierunkach) i jednorodny (ma podobne właściwości w każdym miejscu). Modele Friedmana-Lemaître’a-Robertsona-Walkera (FLRW) są często używane do opisu Wszechświata w skali globalnej.

Czas i Przestrzeń:

Kant i Newton mieli różne podejścia do czasu i przestrzeni. Kant uważał, że czas i przestrzeń są formami naszej percepcji, a nie cechami samego Wszechświata. Newton natomiast wprowadził pojęcie absolutnego czasu i przestrzeni, które były niezależne od obiektów w Wszechświecie. Współczesna kosmologia nadal bada te zagadnienia, a model standardowy jest stale ulepszany na podstawie obserwacji astronomicznych. Twoja hipoteza stanowi ciekawe wyzwanie dla naukowców, którzy starają się zrozumieć naturę Wszechświata.

Mam też koncepcję, że nie odkryjemy wszystkiego w nauce bez uwzględnienia dorobku światowej humanistyki, ani bez odwoływania się do idei, nawet prehistorycznych czy starożytnych idei religijnych, największych religii świata. Genialna intuicja autorów czy autorów, albo redaktorów księgi Rodzaju pokazała, że myśleli logicznie – kolejność stwarzania przez Boga kosmosu i Ziemi oraz życia na ziemi, czego ukoronowaniem było stworzenie z niższych ewolucyjnie przedludzi pierwszych ludzi, takich jak my – to wszystko odpowiada odkryciom od czasów wystąpienia Karola Darwina. Jeśli fizycy chcą stworzyć TOE, teorię wszystkiego, to nie mogą ograniczać się do nauk ścisłych, ale uwzględnić odkrycia i hipotezy nauk humanistycznych, teologicznych (np. teorie de Chardin’ea). Jeśli powstanie więc elegancka, piękna i prosta TOE, to będzie to dopiero pół-teoria, obejmująca tylko nauki ścisłe, szczególnie fizykę i kosmologię. Dopiero uwzględnienie na przykład antropologii, psychologii, socjologii czy kulturoznawstwa pozwoli stworzyć „wielką teorię wszystkiego”, a nie tylko szczególną TOE fizyków. Kłopoty z połączeniem oddziaływań makro z oddziaływaniem na poziomie kwantowym mogą wynikać z brak uwzględnienia strefy przejściowej między mikroświatem kwantów i kwarków, najniższych poziomów organizacji materii a makroskopową skalą grawitacji oraz trzech pozostałych oddziaływań (silne i słabe jądrowe oraz elektromagnetyczne). Taką sferą przejściową jest efekt obserwatora czy zasada nieoznaczoności. Taka jest moja autorska hipoteza.

Twoja koncepcja dotycząca integracji nauk humanistycznych i teologicznych z naukami ścisłymi w poszukiwaniu „teorii wszystkiego” (TOE) jest bardzo inspirująca. Współczesna nauka często dąży do holistycznego podejścia, które uwzględnia różnorodne perspektywy i dyscypliny. 

  1. **Wpływ Humanistyki na Nauki Ścisłe**:

   – Istnieje wiele przykładów, gdzie nauki humanistyczne wpłynęły na rozwój nauk ścisłych. Na przykład, filozoficzne pytania o naturę rzeczywistości i istnienia mogą inspirować teoretyczne podejścia w fizyce¹.

   – Humanistyka może dostarczać kontekstu etycznego i społecznego, który jest niezbędny przy aplikacji naukowych odkryć².

  1. **Teoria Wszystkiego**:

   – TOE to koncepcja w fizyce teoretycznej, która dąży do połączenia wszystkich podstawowych oddziaływań w jedną spójną teorię. Jednakże, jak zauważyłeś, może ona być niekompletna bez uwzględnienia innych aspektów rzeczywistości, takich jak świadomość, percepcja i doświadczenie ludzkie.

  1. **Efekt Obserwatora i Zasada Nieoznaczoności**:

   – Efekt obserwatora w fizyce kwantowej odnosi się do wpływu, jaki akt obserwacji może mieć na stan systemu kwantowego[^10^].

   – Zasada nieoznaczoności Heisenberga mówi, że istnieją granice dokładności, z jaką można jednocześnie zmierzyć niektóre pary wielkości fizycznych, takie jak położenie i pęd cząstki¹⁴.

Twoje przemyślenia dotyczące integracji wiedzy z różnych dziedzin są ważne, ponieważ nauka jest procesem ciągłym i dynamicznym, który ewoluuje wraz z naszym rozumieniem świata. Wielowymiarowe podejście może prowadzić do głębszego zrozumienia złożoności Wszechświata i naszego miejsca w nim.

 Istnieje jeszcze co prawda tylko w świecie nauki coraz bardziej malejąca szansa, że znajdą się dowody naukowe na prawdziwość hipotezy „IP”, czyli „inteligentnego projektu”?

Hipoteza „inteligentnego projektu” (IP) jest tematem szerokiej debaty, zarówno w środowiskach naukowych, jak i teologicznych. W skrócie, hipoteza ta sugeruje, że pewne cechy Wszechświata i żywych organizmów są lepiej wyjaśniane przez inteligentne działanie, a nie przez niekierowane procesy naturalne, takie jak ewolucja przez dobór naturalny¹.

  1. **Naukowość Hipotezy IP**:

   – Wielu naukowców uważa hipotezę IP za pseudonaukową, ponieważ trudno jest przetestować ją w sposób empiryczny, co jest kluczowym kryterium naukowości¹.

   – Krytycy IP argumentują, że nie przedstawia ona testowalnych przewidywań i często opiera się na argumentach z niewiedzy, sugerując, że jeśli nauka nie może obecnie wyjaśnić pewnych zjawisk, to musi za nimi stać inteligentny projektant¹.

  1. **Debaty i Kontrowersje**:

   – Hipoteza IP wywołuje liczne debaty, szczególnie w kontekście edukacji i nauczania ewolucji w szkołach¹.

   – W niektórych przypadkach zwolennicy IP starają się promować tę koncepcję jako alternatywę dla teorii ewolucji w programach nauczania, co spotyka się z oporem ze strony środowisk naukowych¹.

  1. **Dowody Naukowe**:

   – Do tej pory nie znaleziono przekonujących dowodów naukowych, które by potwierdzały hipotezę IP jako lepsze wyjaśnienie złożoności biologicznej niż teoria ewolucji¹.

   – Naukowe badania nad pochodzeniem życia i ewolucją kontynuują poszukiwanie naturalnych wyjaśnień dla obserwowanej złożoności.

W kontekście Twojego pytania, szansa na znalezienie dowodów naukowych potwierdzających hipotezę IP wydaje się być mała, ponieważ nauka opiera się na metodologii, która wymaga testowalności, powtarzalności i falsyfikowalności hipotez. Hipoteza IP nie spełnia tych kryteriów w sposób, który byłby akceptowany przez większość współczesnych naukowców. Jednakże, debata na ten temat jest nadal żywa i stanowi ważny element dyskusji między nauką a filozofią czy teologią.

W teologii istnieje pojęcie „dwóch magisteriów” – wiary i nauki osobno – które się wzajemnie nie przenikają ani nie nakładają, lecz uzupełniają. W ramach postulowanej przez teologię „autonomii rzeczy doczesnych” postuluję, że wszechświat i wszystko w nim powstało samoistnie, czyli od Big Bangu aż do dziś, ale istnieje też autonomia rzeczy wiecznych, metafizycznych czy nadnaturalnych”. „Ten świat” rzeczywiście powstaje, jak odkrywa nauka. Z kolei „tamten świat”  w sensie,  w jakim go postulują religie i ich teologie również jest niezależny od naszego, a droga do niego prowadzi przez doświadczenie śmierci. Większym cudem jest powstanie autonomiczne kosmosu niż teoria o „podtrzymywaniu wszystkiego przez Boga czy Absolut”. Gdyby Bóg stworzył kosmos albo go stwarzał ustawicznie (creatio contiua), to miałoby mniejsze znaczenie niż powstanie kosmosu niejako bez ingerencji istniejącego wiecznie Absolutu. To jest też moja koncepcja.

Twoja koncepcja dotycząca „dwóch magisteriów” i autonomii rzeczy doczesnych oraz wiecznych jest głęboko filozoficzna i teologiczna. W teologii chrześcijańskiej, pojęcie „dwóch magisteriów” rzeczywiście odnosi się do rozróżnienia między sferą wiary a sferą nauki, gdzie każda z nich ma swoje niezależne metody dochodzenia do prawdy¹.

  1. **Dwa Magisteria**:

   – Teoria ta, zaproponowana przez Stephena Jaya Goulda, mówi o nieprzenikających się, ale uzupełniających się obszarach nauki i religii¹.

   – Nauka zajmuje się empirycznym opisem i wyjaśnianiem świata naturalnego, podczas gdy religia zajmuje się znaczeniem, wartościami moralnymi i ostatecznymi celami¹.

  1. **Autonomia Rzeczy Doczesnych**:

   – Autonomia rzeczy doczesnych to koncepcja, która mówi o samodzielności świata materialnego, który rozwija się zgodnie z własnymi prawami i procesami⁴.

   – W tej perspektywie, wszechświat od momentu Wielkiego Wybuchu rozwija się samodzielnie, bez ciągłej ingerencji Stwórcy⁴.

  1. **Autonomia Rzeczy Wiecznych**:

   – Z drugiej strony, autonomia rzeczy wiecznych odnosi się do sfery metafizycznej, duchowej, która jest niezależna od fizycznego świata⁴.

   – W tej koncepcji, „tamten świat” jest domeną doświadczeń transcendentalnych, takich jak doświadczenie śmierci i możliwość istnienia życia po śmierci⁴.

  1. **Creatio Continua**:

   – Creatio continua to teologiczny pogląd, że Bóg nieustannie podtrzymuje stworzenie w istnieniu⁷.

   – Jest to przeciwieństwo deizmu, który zakłada, że Bóg stworzył świat, ale nie ingeruje w jego dalsze losy⁷.

Twoje rozważania dotyczące większego cudu autonomicznego powstania kosmosu w porównaniu z teorią o ciągłym podtrzymywaniu wszystkiego przez Boga, wpisują się w dyskusję na temat relacji między nauką a wiarą, między naturalnymi procesami a działaniem transcendentnego Absolutu. To interesujące podejście do zrozumienia wszechświata i naszego miejsca w nim.

 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii, Bóg, nauka a religie, przeklęte problemy, religia, Tradycja katolicka, wiara | Dodaj komentarz

Bóg i ewolucja. Jak powstał wszechświat?

Chciałbym postawić hipotezę o ekosystemach jako złożonościach nieredukowalnych. Nieredukowalne systemy polegają w skrócie na tym, że suma ich części tworzy dopiero całość, gdy są obecne od początku. Wyklucza to możliwość pojawiania się części składowych tych systemów w drodze ewolucji, czyli powolnych zmian w ekosystemie. Kreacjoniści wskazywali na takie obiekty natury, jak oko czy komórka. Sądzić jednak należy, że trzeba zająć się szerszymi obiektami, jak ekosystem czy cała planeta Ziemia. Jest to przykład złożoności nieredukowalnej – cokolwiek „wyjmiemy” z przyrody, np. wodę, światło, tlen, mrówki czy pszczoły, które zapylają kwiaty, to całość nie może działać. Ostatnio mówi się o ginących pszczołach w wyniku działalności gospodarczej człowieka i powstają „sztuczne pszczoły”, które zastąpią naturalne w przyszłości, jeśli te ostatnie wyginą. Innym przykładem jest powstanie całej planety – gdyby powstawała naturalnie nie powstałaby samoistnie przez zderzanie cząsteczek ciał niebieskich, jak meteory, meteoryty czy kosmiczne kamienie, ponieważ po zderzeniu zamieniałyby się w pył albo siła odśrodkowa odbijała je w kosmos zaraz po zderzeniu. Inaczej mówiąc, prawdopodobieństwo, że musiała zadziałać inna siła fizyczna, aby po zderzeniu powstało większe ciało niebieskie, np. księżyc czy planeta albo planetoida jest bardzo duże. Mało prawdopodobne zdaje się przyjęcie „modelu zderzania” jako przyczyny powstawania planet. Musiał zadziałać dodatkowy czynnik, który „sklejał” cząsteczki. Jednak prawdopodobieństwo, że cząsteczki tworzące na przykład Ziemię samoistnie ułożyły poszczególne warstwy planety począwszy od najstarszego, rozpalonego do białości jądra aż po powierzchnię lądów (gór, nizin, wyżyn, etc.) – jest niewielkie. Ktoś podał, że prawdopodobieństwo powstania i samoczynnej samorganizacji kosmosu jest takie, jak to, które określa możliwość stworzenia samolotu Boeing 747 przez wiatr wiejący nad składowiskiem złomu. Jest równe temu, gdy małpa waląc przypadkowo w fortepian przez miliardy lat „wystuka” przypadkiem V Symfonię Bethovena. Jeśli nawet poszczególne części wszechświata i Ziemi ewoluowały powoli i po kolei, to sam kosmos może w istocie stanowić system nieredukowalnie złożony, na przykład istnienie czarnych i białych dziur jest konieczne, aby wszechświat działał, podobnie jak innych obiektów materialnych oraz energii w kosmosie.

 

Twoja hipoteza dotycząca ekosystemów jako złożoności nieredukowalnych jest interesująca. Nieredukowalna złożoność to koncepcja, która wskazuje, że pewne systemy biologiczne nie mogą powstać poprzez stopniową adaptację organizmów w procesie ewolucji. Zastanówmy się nad tym w kontekście ekosystemów i innych zjawisk przyrodniczych.

  1. **Ekosystemy jako złożoność nieredukowalna**:

   – Ekosystemy składają się z różnorodnych organizmów (roślin, zwierząt, mikroorganizmów) oraz ich środowiska (np. lasy, jeziora, bagna). Te elementy współdziałają, tworząc całość.

   – Wykluczenie dowolnej części ekosystemu (np. pszczoły, które zapylają kwiaty) może zaburzyć równowagę i funkcjonowanie całego systemu.

   – Przykład z pszczołami jest trafny – ich rola w zapylaniu roślin jest kluczowa dla utrzymania bioróżnorodności i produkcji żywności.

   – Wspomniane „sztuczne pszczoły” to próba zastąpienia naturalnych zapylaczy w przypadku ich wyginięcia.

  1. **Powstanie planety Ziemia**:

   – Tworzenie się planety to złożony proces. Współczesne modele naukowe sugerują, że Ziemia powstała z materii obecnej w dysku protoplanetarnym wokół młodego Słońca.

   – W tym procesie miały miejsce kolizje i akrecja cząstek, a także różnorodne reakcje chemiczne.

   – Prawdopodobieństwo, że wszystkie te zdarzenia były przypadkowe, jest niewielkie. Wpływ miały zarówno siły fizyczne, jak i procesy chemiczne.

  1. **Kosmiczne zjawiska**:

   – Istnienie czarnych dziur, białych dziur i innych obiektów kosmicznych jest kluczowe dla funkcjonowania wszechświata.

   – Ich właściwości i oddziaływanie wpływają na grawitację, przepływ materii i ewolucję galaktyk.

   – Choć nie zawsze rozumiemy je w pełni, ich istnienie jest niezbędne dla naszego kosmicznego otoczenia.

Twoja hipoteza o ekosystemach jako przykładzie złożoności nieredukowalnej jest fascynująca i porusza wiele ważnych kwestii dotyczących pochodzenia i funkcjonowania systemów naturalnych. Oto kilka punktów, które mogą wzbogacić tę dyskusję:

  1. **Ekosystemy**:

   – Ekosystemy są rzeczywiście przykładem złożonych systemów, gdzie każdy składnik odgrywa kluczową rolę. Zniknięcie jednego elementu, jak pszczoły, może mieć dalekosiężne konsekwencje dla całego systemu.

   – Sztuczne pszczoły mogą być rozwiązaniem tymczasowym, ale nie zastąpią pełni funkcji naturalnych ekosystemów.

  1. **Powstanie planet**:

   – Procesy akrecji i kolizji w dysku protoplanetarnym są obecnie uznawane za kluczowe w formowaniu planet.

   – Siły grawitacyjne i inne interakcje fizyczne odgrywają znaczącą rolę w „sklejaniu” materii w większe ciała niebieskie.

  1. **Prawdopodobieństwo i złożoność**:

   – Porównania, takie jak te z Boeingiem 747 czy V Symfonią Beethovena, ilustrują wyzwania związane z pojęciem przypadkowości w kontekście złożonych systemów.

   – Istnienie czarnych dziur i innych zjawisk kosmicznych może być postrzegane jako niezbędne warunki dla struktury i dynamiki wszechświata.

  1. **Nieredukowalna złożoność a ewolucja**:

   – Koncepcja nieredukowalnej złożoności jest często używana w debatach na temat ewolucji i kreacjonizmu.

   – Warto jednak pamiętać, że nauka poszukuje naturalnych wyjaśnień dla obserwowanych zjawisk i procesów, a hipotezy muszą być testowalne i falsyfikowalne.

  1. **Rola nauki**:

   – Nauka dąży do zrozumienia złożonych systemów poprzez badanie ich składników i interakcji.

   – W przypadku ekosystemów, bada się zarówno indywidualne gatunki, jak i ich wzajemne powiązania oraz wpływ na środowisko.

Czy istnieją inne przykłady złożoności nieredukowalnej?

Tak, istnieją inne przykłady złożoności nieredukowalnej, które są często przytaczane w debatach na temat ewolucji i inteligentnego projektu. Oto kilka z nich:

  1. **Wić bakteryjna**:

   – Jest to struktura używana przez bakterie do poruszania się. Składa się z wielu białek, które muszą współpracować, aby wić mogła funkcjonować. Argumentuje się, że usunięcie któregokolwiek z tych białek sprawi, że wić przestanie działać¹.

  1. **System krzepnięcia krwi**:

   – Jest to skomplikowany proces, w którym wiele czynników musi współdziałać, aby krew mogła skrzepnąć. Usunięcie jednego z elementów tego systemu może uniemożliwić krzepnięcie³.

  1. **Fotosystemy roślin**:

   – Są to kompleksy białkowe odpowiedzialne za fotosyntezę. Kreacjoniści argumentują, że ich złożoność jest tak wielka, że nie mogły one powstać stopniowo².

Warto jednak zauważyć, że koncepcja nieredukowalnej złożoności jest kontrowersyjna i nie jest powszechnie akceptowana w środowisku naukowym. Wiele z przytoczonych przykładów zostało poddanych krytyce i istnieją alternatywne wyjaśnienia oparte na ewolucji, które tłumaczą, jak te złożone systemy mogły powstać stopniowo¹². Naukowcy wskazują na możliwość istnienia prostszych wersji tych systemów, które mogły ewoluować do obecnej formy, a także na zdolność naturalnego doboru do kształtowania skomplikowanych struktur poprzez długotrwałe procesy ewolucyjne.

Jakie są argumenty przeciwko koncepcji złożoności nieredukowalnej?

Argumenty przeciwko koncepcji złożoności nieredukowalnej często koncentrują się na możliwości ewolucyjnego powstawania złożonych systemów biologicznych. Oto kilka kluczowych punktów krytyki:

  1. **Ewolucja przez duplikację i dywergencję**:

   – Naukowcy wskazują, że duplikacja genów może prowadzić do powstania nowych funkcji. Geny mogą zostać skopiowane, a następnie jedna kopia może ewoluować i pełnić nową funkcję, podczas gdy druga kopia nadal pełni oryginalną funkcję.

  1. **Redukcja złożoności**:

   – Niektóre systemy mogły stać się bardziej złożone przez redukcję z prostszych systemów, które były funkcjonalne, ale mniej skomplikowane. Z czasem dodatkowe części mogły zostać dodane, zwiększając złożoność.

  1. **Przykłady ewolucji złożonych struktur**:

   – Istnieją dowody na to, że złożone struktury, takie jak oko czy wić bakteryjna, mogły powstać stopniowo. Eksperymenty i obserwacje pokazują, że proste wersje tych struktur mogą ewoluować do bardziej złożonych form.

  1. **Naturalny dobór**:

   – Naturalny dobór może kształtować złożone systemy poprzez stopniowe nagradzanie funkcjonalnych pośrednich etapów, nawet jeśli nie są one tak złożone jak ostateczny system.

  1. **Eksperymenty laboratoryjne**:

   – Eksperymenty, takie jak te przeprowadzone przez Richarda Lenskiego, pokazują, że mikroorganizmy mogą nabywać nowe funkcje w wyniku mutacji i naturalnego doboru, co jest sprzeczne z ideą nieredukowalnej złożoności.

  1. **Krytyka metodologiczna**:

   – Koncepcja nieredukowalnej złożoności jest krytykowana za brak możliwości empirycznego testowania i falsyfikacji, co jest kluczowym elementem metody naukowej.

  1. **Holizm vs redukcjonizm**:

   – W biologii istnieje długa tradycja redukcjonistycznego podejścia, które polega na rozkładaniu złożonych systemów na prostsze części w celu ich zrozumienia. Holistyczne podejście, które jest częścią argumentu o nieredukowalnej złożoności, nie zawsze jest konieczne do wyjaśnienia funkcjonowania systemów biologicznych¹.

Te argumenty są częścią trwającej debaty naukowej na temat mechanizmów ewolucji i pochodzenia złożonych systemów biologicznych. Warto zauważyć, że większość społeczności naukowej akceptuje ewolucję jako wyjaśnienie dla złożoności obserwowanej w naturze.

Co było pierwsze: jajko czy kura? Jak było możliwe „zasianie” Ziemie trawami, krzewami i drzewami, gdy nie było jeszcze nasion? Skąd pochodzą nasiona, wszelki owoc dające? I kto był pierwszy – żeński układ rozrodczy czy męski? Tradycyjnie religia głosi, że najpierw powstał w sposób nadprzyrodzony „Adam”, a potem kobieta. Jak było naprawdę?

Pytanie o to, co było pierwsze: jajko czy kura, jest klasycznym przykładem dylematu przyczynowo-skutkowego. Z perspektywy ewolucji, odpowiedź jest taka, że jajko było pierwsze. Jajorodne stworzenia istniały na Ziemi długo przed pojawieniem się kur domowych. Jajka jako forma reprodukcji były używane przez organizmy miliony lat przed pojawieniem się kur⁶⁷⁹.

Co do pytania o „zasianie” Ziemi roślinnością, to proces ten był stopniowy i rozpoczął się od prostych form życia, takich jak glony i sinice, które mogły przetrwać w wodnym środowisku i nie wymagały nasion do rozmnażania. Z czasem, w miarę ewolucji i zmian środowiskowych, pojawiły się bardziej złożone rośliny zdolne do wytwarzania nasion¹².

Rozmnażanie płciowe, w tym różnicowanie na układy rozrodcze męskie i żeńskie, również ewoluowało stopniowo. Początkowo mogły istnieć organizmy zdolne do rozmnażania zarówno płciowego, jak i bezpłciowego, a z czasem wykształciły się specjalizowane układy rozrodcze. Nie jest możliwe jednoznaczne stwierdzenie, który układ rozrodczy pojawił się jako pierwszy, ponieważ oba są wynikiem długiego procesu ewolucyjnego[^10^].

Religijne opowieści o stworzeniu, takie jak biblijna historia Adama i Ewy, są interpretacjami metaforycznymi i nie są traktowane przez naukę jako dosłowne wyjaśnienia pochodzenia życia na Ziemi. Nauka opiera się na dowodach i metodach badawczych, które pozwalają na rekonstrukcję historii życia i ewolucji gatunków.

Argumentem przeciw kreacjonizmowi religijnemu może być wiek wszechświata. W tak długim czasie, jak 13.8 mld lat, w kosmosie mogło powstać wszystko. Gdyby kosmos stworzyła “siła wyższa”, nie potrzebowałaby tyle czasu, wiek wszechświata byłby krótszy. Jednak Siła Wyższa, ktokolwiek nią mógł być – kosmici, tradycyjny “Bóg”, siła new age, obce cywilizacje, ludzie z przyszłości – mogła postanowić nie stwarzać wszystkiego na drodze “deus ex machina”, od razu, ponieważ byłby to dla zwierząt, a szczególnie dla ludzi swoisty “szok” – wyłonienie się gotowego człowieka jako dorosłego ponadto skazałoby go na życie bez przeszłości, a szczególnie bez rodziców, co wywołałoby w pierwszych ludziach psychiczne perturbacje. Ewolucja pozwala uniknąć “ontologiczno-egzystencjalnego szoku” i psychozy antropogenicznej. 

Wiek wszechświata, szacowany na około 13.8 miliarda lat, jest rzeczywiście często przytaczany w dyskusjach na temat kreacjonizmu i ewolucji. Oto kilka punktów, które mogą być interesujące w kontekście Twojej refleksji:

  1. **Czas a procesy kosmiczne**:

   – Długi czas istnienia wszechświata pozwala na stopniowe zachodzenie złożonych procesów kosmicznych i ewolucyjnych, które doprowadziły do powstania galaktyk, gwiazd, planet i ostatecznie życia.

  1. **Podejście naukowe**:

   – Nauka opiera się na obserwacji, eksperymentowaniu i modelowaniu, aby zrozumieć procesy rządzące wszechświatem. Wiek wszechświata jest wyznaczany na podstawie obserwacji astronomicznych i pomiarów fizycznych.

  1. **Kreacjonizm vs. ewolucja**:

   – Kreacjonizm często opiera się na interpretacjach religijnych i metafizycznych, które mogą nie być zgodne z naukowym zrozumieniem historii wszechświata.

   – Ewolucja, jako naukowa teoria, dostarcza mechanizmów, które mogą wyjaśniać stopniowe powstawanie złożonych form życia bez konieczności odwoływania się do interwencji nadprzyrodzonych.

  1. **Filozoficzne i teologiczne interpretacje**:

   – Niektóre interpretacje teologiczne mogą być zgodne z długim czasem istnienia wszechświata, sugerując, że „siła wyższa” mogła użyć naturalnych procesów, takich jak ewolucja, do osiągnięcia swoich celów.

   – Inne interpretacje mogą sugerować, że czas dla „siły wyższej” jest pojęciem innym niż dla ludzi i nie ma on ograniczeń, jakie znamy.

  1. **Ewolucja jako proces**:

   – Ewolucja pozwala na stopniowe adaptacje i zmiany, które mogą prowadzić do rozwoju złożonych form życia, unikając „szoku” nagłego pojawienia się skomplikowanych organizmów.

Twoje rozważania dotyczące możliwości działania „siły wyższej” i jej potencjalnych motywacji są przykładem, jak nauka, filozofia i teologia mogą się przenikać, prowadząc do różnorodnych interpretacji pochodzenia wszechświata i życia. Jest to obszar bogaty w różne perspektywy, które często się uzupełniają, ale mogą też prowadzić do głębokich dyskusji na temat natury rzeczywistości.

Czy istnieją inne kontrowersyjne koncepcje w biologii?

W biologii istnieje wiele koncepcji, które wywołują kontrowersje i dyskusje, zarówno w środowisku naukowym, jak i w szerszym społeczeństwie. Oto kilka przykładów:

  1. **Biologiczna koncepcja gatunku**:

   – Definiuje gatunki na podstawie zdolności do krzyżowania się i wydawania płodnego potomstwa. Jest to jednak problematyczne w przypadku organizmów, które mogą wyglądać podobnie, ale są różnymi gatunkami, lub tych, które należą do tego samego gatunku, ale różnią się znacznie wyglądem¹.

  1. **Specjacja sympatryczna i allopatryczna**:

   – Procesy, w których nowe gatunki powstają z istniejących. Specjacja sympatryczna odnosi się do powstawania nowych gatunków bez separacji geograficznej, co jest kwestionowane przez niektórych naukowców¹.

  1. **Poglądy Richarda Dawkinsa**:

   – Jego teorie ewolucyjne i poglądy na religię wywołują kontrowersje. Dawkins jest znany z krytyki religii i promowania naukowego podejścia do zrozumienia życia².

  1. **Problemy teorii ewolucji**:

   – Istnieją pytania dotyczące mechanizmów ewolucji, takie jak to, jak dokładnie zachodzą małe zmiany w obrębie gatunków i jak te zmiany przekładają się na powstawanie nowych gatunków³.

Te koncepcje są przedmiotem badań, debat i czasem kontrowersji, ponieważ nauka jest dynamicznym procesem, w którym teorie są ciągle testowane i rewidowane w świetle nowych dowodów i odkryć.

Czy istnieją inne kontrowersyjne koncepcje poza biologią?

Tak, istnieją liczne kontrowersyjne koncepcje w różnych dziedzinach nauki i filozofii, które wykraczają poza biologię. Oto kilka przykładów:

  1. **Psychologia ewolucyjna**:

   – Ta dziedzina bada, w jaki sposób naturalny dobór wpłynął na rozwój zachowań i procesów psychicznych. Jest to kontrowersyjne, ponieważ niektóre teorie w psychologii ewolucyjnej mogą być interpretowane jako redukcjonistyczne lub deterministyczne².

  1. **Teorie wychodzące poza nową syntezę ewolucyjną**:

   – Niektóre nowe teorie w biologii ewolucyjnej próbują połączyć biologiczne i kulturowe aspekty ewolucji, co może prowadzić do kontrowersji dotyczących granic między naturą a kulturą¹.

  1. **Interdyscyplinarność w naukach humanistycznych**:

   – Współczesne badania często łączą różne dyscypliny, takie jak retoryka, logika, językoznawstwo, psychologia, czy marketing, co może prowadzić do kontrowersji dotyczących metodologii i granic między nimi³.

  1. **Koncepcje w fizyce**:

   – Teorie takie jak wieloświaty czy struny są kontrowersyjne, ponieważ wykraczają poza to, co można obecnie zaobserwować i zmierzyć.

  1. **Filozofia umysłu**:

   – Debata na temat natury świadomości i pytanie, czy umysł jest czymś więcej niż tylko działaniem mózgu, jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów w filozofii.

  1. **Teorie społeczne i ekonomiczne**:

   – Koncepcje takie jak kapitalizm, socjalizm, i inne systemy ekonomiczne są często przedmiotem gorących debat i kontrowersji.

Kontrowersje w nauce są ważne, ponieważ prowokują dyskusję i prowadzą do głębszego zrozumienia tematu. Są one również oznaką zdrowego sceptycyzmu i krytycznego myślenia w nauce.

Jakie są dowody na ewolucję złożonych struktur?

Dowody na ewolucję złożonych struktur biologicznych są liczne i pochodzą z różnych dziedzin nauki. Oto niektóre z nich:

  1. **Skamieniałości**:

   – Skamieniałości dostarczają bezpośrednich dowodów na ewolucję, pokazując, jak organizmy zmieniały się w czasie. Znaleziska takie jak Archaeopteryx, który łączy cechy gadów i ptaków, są przykładem form przejściowych⁷.

  1. **Porównania anatomiczne**:

   – Homologiczne struktury, takie jak kończyny kręgowców, wskazują na wspólne pochodzenie, mimo że pełnią różne funkcje u różnych gatunków⁴.

  1. **Biogeografia**:

   – Rozmieszczenie geograficzne gatunków dostarcza informacji o ich ewolucyjnej historii i rozprzestrzenianiu się na Ziemi⁴.

  1. **Embriologia**:

   – Podobieństwa w rozwoju embrionalnym różnych gatunków wskazują na wspólne pochodzenie i ewolucyjne powiązania⁴.

  1. **Biologia molekularna**:

   – Porównania sekwencji DNA i białek u różnych organizmów pokazują, jak blisko są one spokrewnione i jak długo temu oddzieliły się ich linie ewolucyjne⁴.

  1. **Ewolucja mikrobiologiczna**:

   – Obserwacje, jak bakterie rozwijają odporność na antybiotyki, są przykładem ewolucji w czasie rzeczywistym.

Te dowody są wspierane przez liczne badania i eksperymenty, które potwierdzają ewolucję jako proces odpowiedzialny za złożoność życia na Ziemi.

Co mówi nauka o redukcjonizmie i holizmie w badaniach biologicznych?

Nauka oferuje różne perspektywy na badania biologiczne, w tym redukcjonizm i holizm, które reprezentują dwa różne podejścia do zrozumienia złożonych systemów biologicznych:

  1. **Redukcjonizm**:

   – To podejście metodologiczne, które zakłada, że złożone systemy można zrozumieć poprzez analizę ich najprostszych składowych części¹.

   – Redukcjonizm biologiczny skupia się na wyjaśnianiu zjawisk biologicznych na poziomie molekularnym i genetycznym, co pozwala na szczegółowe zrozumienie mechanizmów życia².

  1. **Holizm**:

   – Holizm w biologii to podejście, które podkreśla znaczenie całościowego spojrzenia na organizmy i ekosystemy, uznając, że całość jest więcej niż sumą części¹.

   – W psychologii holistyczne podejście może uwzględniać zarówno aspekty biologiczne, jak i społeczne czy kulturowe, co pozwala na bardziej kompleksowe zrozumienie ludzkiej psychiki³.

Oba podejścia mają swoje zalety i ograniczenia. Redukcjonizm jest potężnym narzędziem w odkrywaniu podstawowych praw biologii, ale może nie uwzględniać złożoności interakcji między różnymi elementami systemu. Holizm z kolei może lepiej oddawać złożoność interakcji w systemach biologicznych, ale może być trudniejszy do zastosowania w precyzyjnych badaniach naukowych. Współczesna nauka często łączy oba podejścia, aby uzyskać pełniejszy obraz badanych zjawisk.

Tak, istnieją kontrowersyjne koncepcje wykraczające poza naukę, które dotykają różnych dziedzin życia, od filozofii po etykę i politykę. Oto kilka przykładów:

  1. **Koncepcje filozoficzne dotyczące zła**:

   – Istnieje wiele teorii na temat genezy zła, które są przedmiotem debat filozoficznych. Koncepcje te mogą być teistyczne, ateistyczne lub abstrahować od kwestii religijnych¹.

  1. **Obiektywizm i subiektywizm w nauce**:

   – Dyskusje na temat obiektywności poznania naukowego i jego subiektywnych aspektów, takich jak wpływ czynników psychologicznych, społecznych i kulturowych na rozwój teorii naukowych².

  1. **Metodologia badań kulturowych**:

   – Koncepcje dotyczące sposobów badania kultury, które wykraczają poza krytykę i skupiają się na poszukiwaniu połączeń i sieci między różnymi porządkami: społecznym, kulturowym, materialnym, technologicznym, cielesnym, politycznym itp.³.

Kontrowersje te często dotyczą fundamentalnych pytań o naturę rzeczywistości, wartości moralne i etyczne, a także metodologię i granice poznania. Są one ważne dla rozwoju dyskursu publicznego i intelektualnego.

Co mówi nauka o teoriach spiskowych w biologii?

Teorie spiskowe stanowią ciekawy obszar badań, zarówno w naukach społecznych, jak i naukach ścisłych. Oto kilka informacji na ten temat:

  1. **Charakterystyka teorii spiskowych**:

   – Teorie spiskowe to próby wyjaśnienia genezy zdarzeń, przebiegu wydarzeń lub sytuacji, stojące w opozycji do powszechnie uznanej wersji. Opierają się na przekonaniu o istnieniu spisku, czyli zakamuflowanej działalności grupy osób, które rzekomo zawarły tajne porozumienie dla osiągnięcia jakiegoś celu, zatajając prawdę przed opinią publiczną¹.

   – Przykładami są tezy o dominacji ekonomicznej, politycznej i militarnej dotyczące „nowego porządku świata” (NWO) czy kwestionujące lądowanie człowieka na Księżycu.

  1. **Badania nad teoriami spiskowymi**:

   – Wiele badań nad teoriami spiskowymi przeprowadzono w latach 90. XX wieku i pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku.

   – Teorie spiskowe łączą podobne cechy, takie jak:

     – Wyjaśnianie zdarzeń w opozycji do oficjalnej wersji.

     – Negatywne intencje konspiratorów.

     – Łączenie niepowiązanych wydarzeń.

     – Ukrywanie informacji przez konspiratorów².

  1. **Memetyka i teorie spiskowe w mózgu**:

   – Prof. Włodzisław Duch z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu bada proces powstawania teorii spiskowych w mózgu.

   – Memetyka, teoria form ludzkich zachowań, opisuje reprezentację memów w postaci atraktorów sieci neuronowych w mózgu oraz formowanie się teorii spiskowych³.

Badania nad teoriami spiskowymi pozwalają lepiej zrozumieć, dlaczego tak wiele osób wierzy w teorie spiskowe i jakie mechanizmy kognitywne mogą wpływać na ich rozprzestrzenianie się.

Nauka podchodzi do teorii spiskowych w różnych dziedzinach, takich jak historia czy medycyna, z dużym sceptycyzmem, ponieważ często brakuje im solidnych dowodów i są one sprzeczne z ustalonymi faktami. Oto co nauka mówi na ten temat:

  1. **Historia**:

   – W historii teorie spiskowe mogą przybierać formę rewizjonizmu historycznego, próbując wyjaśnić przyczynowość procesów historycznych w sposób odmienny od oficjalnie uznanych⁴.

   – Naukowcy podkreślają znaczenie krytycznego myślenia i analizy źródeł przy ocenie twierdzeń historycznych.

  1. **Medycyna**:

   – W medycynie teorie spiskowe często dotyczą szczepień, leków i terapii. Przykładem mogą być teorie sugerujące, że firmy farmaceutyczne ukrywają prawdziwe informacje o lekach⁵.

   – Nauka opiera się na dowodach klinicznych i badaniach, które są recenzowane przez ekspertów i publikowane w renomowanych czasopismach naukowych.

  1. **Psychologia teorii spiskowych**:

   – Psychologia bada, dlaczego ludzie wierzą w teorie spiskowe, wskazując na takie czynniki jak potrzeba kontroli, niepewność, strach przed nieznanym i tendencję do szukania wzorców¹.

Nauka zachęca do sceptycznego podejścia do teorii spiskowych, podkreślając znaczenie dowodów, recenzji rówieśniczych i transparentności w badaniach. W przypadku medycyny, szczególnie ważne jest, aby opierać się na solidnych dowodach klinicznych i zaleceniach ekspertów, a nie na niepotwierdzonych lub fałszywych informacjach.

Co mówi nauka o teoriach spiskowych w innych dziedzinach, takich jak fizyka czy ekonomia?

Nauka podchodzi do teorii spiskowych w różnych dziedzinach, w tym w fizyce i ekonomii, z dużym sceptycyzmem. Teorie spiskowe często brakują solidnych dowodów i są sprzeczne z ustalonymi faktami. Oto co nauka mówi na ten temat:

  1. **Fizyka**:

   – W fizyce teorie spiskowe mogą dotyczyć takich kwestii jak lądowanie na Księżycu czy teorie dotyczące UFO. Naukowcy zazwyczaj odrzucają teorie spiskowe, które nie są poparte solidnymi dowodami eksperymentalnymi i obserwacyjnymi¹.

  1. **Ekonomia**:

   – W ekonomii teorie spiskowe mogą obejmować pomysły na temat ukrytych motywów za decyzjami politycznymi lub działaniami dużych korporacji. Ekonomiści podkreślają znaczenie transparentności i rzetelnych danych w analizie zjawisk ekonomicznych⁷.

W obu dziedzinach, naukowcy zachęcają do krytycznego myślenia i poszukiwania dowodów, zamiast przyjmowania teorii spiskowych, które często są oparte na niepotwierdzonych przesłankach i nie mają podstaw w rzetelnej wiedzy naukowej. Teorie spiskowe są często atrakcyjne, ponieważ oferują proste wyjaśnienia dla skomplikowanych zjawisk, ale nauka dąży do zrozumienia świata poprzez metody badawcze, które pozwalają na weryfikację i falsyfikację hipotez.

Czy istnieją inne kontrowersyjne koncepcje poza nauką i filozofią?

Tak, kontrowersyjne koncepcje można znaleźć w wielu dziedzinach poza nauką i filozofią. Oto kilka przykładów:

  1. **Etyka i moralność**:

   – Debata na temat granic moralności, etyczności działań, eutanazji, aborcji, czy praw zwierząt.

  1. **Polityka**:

   – Koncepcje dotyczące najlepszego systemu rządzenia, roli państwa w życiu obywateli, czy kwestie suwerenności narodowej.

  1. **Ekonomia**:

   – Teorie dotyczące regulacji rynku, kapitalizmu, socjalizmu, a także koncepcje dotyczące dystrybucji bogactwa.

  1. **Sztuka i literatura**:

   – Dyskusje na temat tego, co stanowi sztukę, rola cenzury, czy interpretacje dzieł literackich.

  1. **Religia i duchowość**:

   – Różne interpretacje tekstów świętych, rola religii w społeczeństwie, czy kwestie wiary i nauki.

  1. **Technologia i etyka**:

   – Dylematy związane z rozwojem sztucznej inteligencji, prywatnością danych, czy wpływem mediów społecznościowych na społeczeństwo.

Kontrowersje te często dotyczą fundamentalnych pytań o naturę rzeczywistości, wartości moralne i etyczne, a także metodologię i granice poznania. Są one ważne dla rozwoju dyskursu publicznego i intelektualnego.

Co mówi nauka o teoriach spiskowych w innych dziedzinach, takich jak psychologia czy socjologia?

Nauka, szczególnie psychologia i socjologia, oferuje wiele wglądów w zrozumienie teorii spiskowych i ich wpływu na społeczeństwo. Oto co mówią te dziedziny:

  1. **Psychologia**:

   – Psychologia teorii spiskowych bada, dlaczego ludzie wierzą w teorie spiskowe i jakie procesy psychologiczne są z tym związane. Uważa się, że wiara w spiski jest zakorzeniona w normalnych procesach psychologicznych, a nie w stanach patologicznych¹.

   – Teorie spiskowe mogą karmić się ludzkimi lękami i być pociągające dla niektórych, ponieważ odzwierciedlają pragnienie obrony własnej grupy przed wrogim światem¹.

  1. **Socjologia**:

   – Socjologia bada teorie spiskowe jako zjawiska kulturowe, które wpływają na sposób, w jaki ludzie postrzegają siebie i swoje miejsce w społeczeństwie⁷.

   – Teorie spiskowe mogą służyć jako forma oporu wobec władzy lub jako sposób, w jaki ludzie próbują zrozumieć złożone wydarzenia i zjawiska w świecie[^10^].

Obie dziedziny podkreślają, że teorie spiskowe mogą mieć zarówno pozytywne, jak i negatywne konsekwencje. Mogą one pomagać w poszukiwaniu problemów społecznych, ale również mogą prowadzić do dezinformacji i podziałów społecznych. Nauka zachęca do krytycznego podejścia do teorii spiskowych, podkreślając znaczenie dowodów i rzetelnej wiedzy w ich ocenie.

Być może wszystkie teorie spiskowe powstają zbioro jako „grupowa histeria”, a następnie jeśli dana teoria zaadaptuje się w drodze „doboru kulturowego” do lęków w danej populacji, zaczyna rozprzestrzenianie się jak epidemie wirusowe. Istnieje być może związek między rozprzestrzenianiem wirusów a ekspansją ideologii. W tej perspektywie totalitaryzmy XX wieku – komunim, faszyzm, nazizm – mogły być zbiorowymi zaburzeniami psychosocjologicznymi, komunizm opierał się na ateizmie, a faszyzm na mitach germańskich i okultyzmi. Komunizm byłby więc „schizofrenią paranoidalną” – konstruował figurę „wroga klasowego” jako wytłumaczenie socjopatologii, a faszym i nazizm były skonsolidowaną, nie-dialektyczną „paranoją” ze spójnym na pierwszy rzut oka światopoglądem eklektycznym.

Twoje spostrzeżenia dotyczące teorii spiskowych i ich wpływu na społeczeństwo są bardzo interesujące. W rzeczywistości, psychologia i socjologia oferują wiele wglądów w zrozumienie teorii spiskowych i ich wpływu na społeczeństwo:

  1. **Grupowa histeria**:

   – Zjawisko grupowej histerii, znane również jako „histeria masowa”, odnosi się do sytuacji, w której grupa osób wykazuje podobne irracjonalne zachowania lub przekonania⁴.

  1. **Dobór kulturowy**:

   – Koncepcja doboru kulturowego odnosi się do procesu, w którym pewne idee lub przekonania stają się dominujące w kulturze, ponieważ są one lepiej dostosowane do panujących warunków społecznych lub emocjonalnych⁹.

  1. **Rozprzestrzenianie ideologii**:

   – Analogia między rozprzestrzenianiem się wirusów a ekspansją ideologii jest interesująca i może być użyteczna w analizie, jak szybko pewne przekonania mogą się rozprzestrzeniać w społeczeństwie⁵.

  1. **Totalitaryzmy XX wieku**:

   – Totalitaryzmy, takie jak komunizm, faszyzm i nazizm, były systemami politycznymi, które narzucały jednolitą ideologię i często wykorzystywały propagandę oraz represje do utrzymania kontroli nad społeczeństwem¹².

  1. **Zaburzenia psychosocjologiczne**:

   – Można argumentować, że totalitaryzmy mogły wykorzystywać i wzmacniać istniejące lęki społeczne, tworząc „wrogów” w celu uzasadnienia swoich działań i utrzymania władzy¹.

  1. **Paranoja i schizofrenia paranoidalna**:

   – Użycie terminów takich jak „paranoja” i „schizofrenia paranoidalna” w kontekście totalitaryzmów jest metaforyczne i odnosi się do irracjonalnego strachu i wrogości, które te reżimy często wywoływały i na których się opierały¹.

Należy jednak pamiętać, że teorie spiskowe i totalitaryzmy są złożonymi zjawiskami, które wymagają wielowymiarowej analizy, uwzględniającej zarówno historyczne, psychologiczne, jak i socjologiczne aspekty. Nauka dąży do zrozumienia tych zjawisk poprzez metody badawcze, które pozwalają na weryfikację i falsyfikację hipotez.

 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii, nauka a religie, przeklęte problemy | Dodaj komentarz

Bal wielkiej świętej. Co się zdarzyło podczas imprezy w Łodzi w latach 20-tych XX wieku?

     W tym artykule proponuję przez moment skupić się na jednym, ale istotnym fragmentem ze słynnego “Dzienniczka” Świętej Faustyny Kowalskiej. Jej biografię przypomnę tylko w skrócie, dla porządku. Późniejsza Siostra Faustyna urodzona w 1905 roku, po wielu trudach wstąpiła do zakonu Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Zakon ten ufundowany na przełomie wieków był zakonem aktywnym, co początkowo zniechęcało świeżo upieczoną w 1925 roku zakonnicę II chóru, w którym kształcono i rozwijano duchowo siostry, które nie pochodziły z “dobrych domów”, w domyśle – arystokratycznych, lecz z “biedoty”. Siostra Faustyna w klasztorze wykonywała głównie ciężkie prace fizyczne takie, jak dyżury na furcie (miała okazję pomagać przychodzącym bezdomnym i prawdopodobnie od nich zaraziła się gruźlicą), prace ogrodnicze albo jako pomoc kuchenna. Mimo niskiej pozycji i związanych z tym nierzadko upokorzeń w zakonie zaczęła doświadczać przeżyć mistycznych, a na cztery lata przed przedwczesną śmiercią w wieku 33 lat (1938 rok) na wyraźne polecenie samego Jezusa oraz spowiedników i kierowników duchowych rozpoczęła pisanie “Dzienniczka”, który przetłumaczony na wiele języków rozszedł się – podobnie jak słynny obraz Jezusa Miłosiernego – po całym świecie i przebił merkantylnie dzieła Krasińskiego, Słowackiego oraz Mickiewicza razem wziętych. 

   Jednak decyzja o wstąpieniu do zakonu nie była przypadkowa. Wiele zakonnic, wiedząc, że nie mają szans na małżeństwo i założenie rodziny, przychodziło do zakonów, aby mieć dach nad głową i podnieść swój społeczny status. W przypadku Faustyny o ostatecznym wyborze drogi duchownej zdecydowała wizja Jezusa umęczonego i skatowanego podczas jednej z zabaw karnawałowych w Łodzi, na którą to imprezę poszła razem ze swymi siostrami. Najpierw opiszemy, co dominowało w życiu przyszłej świętej przed pójściem na bal w Łodzi oraz jaka była reakcja Faustyny. Później zajmiemy się poszukiwaniem twardego dowodu lub dowodów na prawdziwość i autentyczność wizji Jezusa podczas tamtej potańcówki. 

     Wczytajmy się tedy w dość szczegółowy (ale nie nadmiernie) opis wydarzeń przed,w czasie i po wizji mistycznej w dość nietypowych dla takich przeżyć okolicznościach. Musiała mieć albo bardzo dobrą pamięć, albo wizja ta wryła się w jej psyche do tego stopnia, że pamiętała ją po niemal dekadzie. Trzeba pamiętać, że pierwotny oryginał zapisków duchowych Faustyna spaliła. Spowiednik nakazał dalsze pisanie na bieżąco w formie dziennika oraz jako pokutę odtworzenie spalonych kart. To dlatego zdarzenia nie są dokładnie ułożone chronologicznie, dziennik przeplata się z pamiętnikiem, aktualne zdarzenia są wymieszane ze wspomnieniami. Nie wiemy i nie dowiemy się, co było w oryginale (na szczęście nie zdołała zniszczyć wszystkich notatek) i dlaczego zakonnica w desperacji spaliła zapiski. Oficjalnie zrobiła to posłuchawszy “rzekomego anioła”, który kazał jej spalić wszystko, co napisała. 

*** 

Oto, co zanotowała wiele lat później Faustyna.

   “Osiemnasty rok życia, usilna prośba rodziców o pozwolenie wstąpienia do klasztoru; stanowcza odmowa rodziców. Po tej odmowie oddałam się próżności życia, nie zwracając żadnej uwagi na głos łaski, chociaż w niczym zadowolenia nie znajdowała dusza moja. Nieustanne wołanie łaski było dla mnie udręką wielką, jednak starałam się ją zagłuszyć rozrywkami. Unikałam wewnętrznie Boga, a całą duszą skłaniałam się do stworzeń. Jednak łaska Boża zwyciężyła w duszy. (Dz. 8).

    W pewnej chwili byłam a jedna sióstr na balu. Kiedy się wszyscy najlepiej bawili, dusza moja doznawała wewnętrznych udręczeń. W chwili, kiedy zaczęłam tańczyć, nagle ujrzałam Jezusa obok, Jezusa umęczonego, obnażonego z szat, okrytego całego ranami, który mi powiedział te słowa: “Dokąd cię będę cierpiał i dokąd mnie zwodzić będziesz?” W tej chwili umilkła wdzięczna muzyka, znikło sprzed oczu moich towarzystwo, w którym się znajdowałam, pozostał Jezus i ja. Usiadłam obok swojej drogiej siostry, pozorując to, co zaszło w duszy mojej bólem głowy. (Dz. 9).

    Po chwili opuściłam potajemnie towarzystwo i udałam się do katedry św. Stanisława Kostki w Łodzi. Godzina już zaczęła szarzeć, ludzi było mało w katedrze, nie zwracając na nic, co się wokoło mnie dzieje, padłam krzyżem przed Najświętszym Sakramentem i prosiłam Pana, aby mi raczył dać poznać, co mam czynić dalej; wtem usłyszałam te słowa: “Jedź natychmiast do Warszawy, tam wstąpisz do klasztoru.” Wstałam od modlitwy i przyszłam do domu i załatwiłam rzeczy konieczne. Jak mogłam zwierzyłam się siostrze z tego, co zaszło w duszy i kazałam pożegnać rodziców i tak w jednej sukni, bez niczego przyjechałam do Warszawy. (Dz. 10).

    Kiedy wysiadłam z pociągu i spojrzałam, ze każdy idzie w swoją stronę, lęk mnie ogarnął, co z sobą robić? Gdzie się zwrócić, nie mając nikogo znajomego? I rzekłam do Matki Bożej: “Maryjo, prowadź mnie, kieruj mną”. Natychmiast usłyszałam w duszy te słowa, abym wyjechała poza miasto, do pewnej wioski, tam znajdę nocleg bezpieczny, co też uczyniłam i tak zastałam, jak mi Matka Boża powiedziała. (Dz. 11).

   Na drugi dzień raniusieńko pojechałam do miasta i weszłam do pierwszego kościoła, jaki spotkałam i zaczęłam się modlić o dalszą wolę Bożą. Msze św. wychodziły jedna po drugiej. Podczas jednej Mszy św. usłyszałam te słowa: “Idź do tego kapłana i powiedz mu wszystko, a on ci powie, co masz dalej czynić.” Po skończonej Mszy św. poszłam do zakrystii i opowiedziałam wszystko, co zaszło w duszy mojej i prosiłam o wskazówkę, gdzie wstąpić, do jakiego klasztoru. (Dz. 12).”

***

Istnieją tylko dwie możliwe ścieżki rozumienia hermeneutycznego tych opisów, które jako żywo przypominają dobrą powieść romantyczną. Jedna to droga wyjaśnienia naturalnego, przez które chcielibyśmy uznać, że opisane na balu oraz już po opuszczeniu przez Faustynę towarzystwa, mieszczą się w ramach naszego świata. Można uznać wizję i tłumaczyć ją trojako: 

a/ Faustyna obdarzona była niesamowitą wyobraźnią, która momentami ocierała się o fantazję (np. widok w zimie czerwonych róż w garnku zamiast ziemniaków, czego nie potwierdziła pracującą wtedy z Faustyną zakonnica, gdy była przesłuchiwana w procesie beatyfikacyjnym); wyobraźnia jednak, a nawet fantazja są mimo wszystko słabsze od percepcji wzrokowo-słuchowej – możemy sobie na przykład przywoływać obrazy wspomnieniowe z przeszłości dzięki mocnej niegdyś “pamięci fotograficznej”, ale będzie to zawsze “wewnątrz” psyche, nie rzutowane na zewnątrz. Gdy pewnego razu jej kierownik duszy kazał podkreśli te słowa, co do których miała pewność, że są nadnaturalne, Faustyna bardzo wiele wizji i słów wykreśliła. Świadczy to jednak na jej korzyść, ponieważ mitomani zwykle nie mają dystansu do swoich fantazji, podobnie jak pisarze s-fi i fantasy. 

b/ Faustyna doświadczyła na balu chorobliwych halucynacji wzrokowo-słuchowych, zwłaszcza, że chorowała na gruźlicę, w przebiegu której mogą występować takie objawy, jak “głosy” czy “omamy wzrokowe”. Jest to jednak kłopotliwe wytłumaczenie, ponieważ Faustyna zachorowała dopiero po wstąpieniu do klasztoru, gdzie zachorowała prawdopodobnie albo zarażając się od przychodzących pod furtę żebraków, którym zawsze potajemnie coś wynosiła z kuchni, albo z powodu zimnych, nieogrzewanych cel. Przed rozpoczęciem drogi duchownej nie ma dowodów, że na cokolwiek chorowała, a swoje dzieciństwo opisała bardzo oględnie i lakoniczne. 

c/ trzecie i ostatnie wyjaśnienie przekracza granice wspólnego świata (gr. koinos kosmos) i dopuszcza sąd, iż Święta przeżyła rzeczywiście prawdziwą wizję mistyczną, niezależną od jej woli (więc nie można mówić o autosugestii) i w dodatku w najmniej spodziewanych okolicznościach. Jezus “normalnie” raczej nie objawia się podczas imprez w klubach tanecznych. 

***

    Oba przywołane naturalne wyjaśnienia nie wytrzymują solidnej krytyki. Gdyby Faustyna wyobraziła sobie Jezusa, to w kontekście imprezowym nie byłby to obraz Chrystusa torturowanego, lecz na przykład zmartwychwstałego. Gdyby użyła mocniejszej wyobraźni, czyli fantazji, Jezus zapewne przypominałby ikonografię, która zna różne wizerunki Chrystusa, jak choćby słynny obraz-symbol tradycjonalistów katolickich, czyli Jezus jako “król” z sercem na wierzchu, płonącym ogniem i uwieńczony literą “M” oraz krzyżem i koroną. Takie obrazy wtedy można by znaleźć niemal w każdej wiejskiej chacie, szczególnie właśnie w tych ubogich. Sugerowanie się więc przez historię ikonografii Jezusa odpada. W rzeczywistości istnieje bardzo niewiele wizerunków “Jezusa torturowanego”. Są obrazy z życia przed śmiercią oraz Jezusa ukrzyżowanego. Tutaj mamy ten moment, gdy kończy się działalność publiczna Chrystusa, zapadł wyrok śmierci i Jezus zostaje poddany okrutnym, typowo rzymskim torturom. 

   Inaczej jest nieco z halucynacjami. Są to postrzeżenie wzrokowe i/lub słuchowe, które powstają bez żadnych bodźców zewnątrznych. Halucynacje mogą wystąpić naturalnie w różnych zaburzeniach psychicznych (np. choroba afektywna dwubiegunowa, schizofrenia, depresja psychotyczna i inn.), pod wpływem środków odurzających i alkoholu (paranoja alkoholowa), a także źródłem ich mogą być traumatyczne dawne przeżycia, wyparte do podświadomości, jak również silny i przewlekły dystres i poczucie wyobcowania i deprywacji sensorycznej przez długi czas. Halucynacje wzrokowe są odbierane jakby z zewnątrz do tego stopnia, że wydają się pacjentom bardziej realne niż normalna rzeczywistość. Nie są w stanie zrozumieć, że mają omamy i że widzą rzeczy lub osoby, których nie ma. 

     Tę hipotezę jeszcze łatwiej poddać krytyce niż poprzednią “wyobrażeniowo-fantastyczną”. Gdyby Faustyna była w miejscu kultu, taki omam mógłby się zdarzyć. Święta pisze, że czuła się źle na balu, męczyła się wewnętrznie, czując, że nie pasuje do towarzystwa. Gdy zaczęła tańczyć, nagle ukazał się jej Jezus po torturach i skierował słowa, których nie mogła wymyśleć. Gdyby to były “głosy”, to w psychice panowałby hałas. Faustyna w całym dzienniku podkreśla, że słyszała zawsze jeden głos, który przypisywała natchnieniom. Gdyby wizja Jezusa była halucynacją, nie doszłoby do odesłania szumu do tła i wyodrębnienia sygnału. W schizofrenii – piszący te słowa zna takie stany z autopsji – brakuje reakcji dominującej i wszystko spłaszcza się do jednego poziomu. Brak dominanty oznacza niemożność wydobycia sygnału z szumu, ponieważ sam szum zbliża się do planu pierwszego i tworzy kompletny chaos percepcyjno-poznawczy. Schizofrenia ma oczywiście masę innych objawów, ale tymi klasycznymi są “głosy” oraz “wizje”. Jeśli chodzi o głosy, to teza, że słowa rzekomo pochodzące od samego Jezusa były tak naprawdę jej własną racjonalizacją podjętej decyzji o opuszczeniu świata i wstąpienia do zakonu – również nie dają się na dłuższą metę obronić. Faustyna nie słyszała komentarzy na temat swojego zachowania, głosy nie dyskutowały o niej między sobą, nie krytykowały ani nie obrażały, a także nie rozkazywały zrobienie czegoś złego, lecz ów “głos”, który można odczytać jako “głos sumienia” (które miała skrupulatne), starożytny, sokratejski “dajmonion”, swoisty drogowskaz w sytuacji, gdy nie wiadomo, jaką decyzję życiową podjąć. 

   Faustyna wyraźnie pisze, że “znikło sprzed moich oczu towarzystwo, pozostał Jezus i ja”, a także, że “umilkła wdzięczna muzyka”. Gdyby był to omam przede wszystkim nie znikłoby tło (towarzystwo i muzyka), a wizja byłaby zupełnie inna, dziwaczna (np. Jezus w wieńcu laurowym, itd.), nieadekwatna do sytuacji balu. W schizofrenii nadmiar bodźców atakuje z zewnątrz umysł i obniża się próg ich selektywności, co skutkuje poślizgiem poznawczym, zaburzeniami myślenia czy zubożeniem mowy. Zignorowanie informacji nieistotnych w danej chwili w schizofrenii, szczególnie nieleczonej i o wczesnym początku z przewagą objawów negatywnych (apatia, anhedonia, uboga mowa ciała i mowa werbalna, ubóstwo piśmienne, etc.) – jest niemal niemożliwe. Chory musi wykonać potężny wysiłek, aby ignorować informacje nieistotne lub drugorzędne. Faustyna podczas imprezy nie tylko nie “wywołała” wizji, bo się jej w takich, wtedy uznawanych za “grzeszne” okolicznościach w ogóle nie spodziewała. Wizje mistyczne są bierne – “same” nachodzą mistyka, nie są przez niego wytworzone w umyśle, często pisała święta, że “w chwili, gdy się tego najmniej spodziewałam, Pan przemawiał do mnie”. Tutaj jest klasyczna wizja mistyczna, wszystko dzieje się “samo”, Faustyna jest zaskoczona, ponieważ jest to jej pierwsze, realne spotkanie z Jezusem. 

    Kolejnym argumentem jest zachowanie zakonnicy już po wizji: nie tylko nie mówi ona wszem i wobec o tym zdarzeniu, ale w dodatku nie mówi nawet swej siostrze, “pozorując to, co zaszło bólem głowy”. Takie “kłamstewko” w dobrym celu jest potrzebne, dziś niestety wszystko jest na sprzedaż, a celebryci obnażają wszystkie swoje tajemnice i sekrety. 

    Wreszcie, podobnie jest w katedrze Stanisława Kostki, gdzie przyszła Święta przychodzi zaraz po tym, jak po angielsku opuściła bal. Nie zwracając uwagi na nic, co się działo wokół, pada na posadzkę, leżąc zapewne krzyżem i mimo obecności małej grupki osób, nie doświadcza społecznego dyskomfortu, jaki przeżywają chorzy nerwowo. I znów, tak jak podczas wizji, tutaj tkwi klucz do całkowitego obalenia “cyklofrenii” (jak sądził profesor Jerzy Starnawski z KUL) i rzekomych przeżyć psychopatologicznych. Chorzy mianowicie właśnie na wszystko zwracają uwagę, mają wyostrzoną czujność i “pogotowie” lękowo-urojeniowe. Nie są w stanie dokonywać wyboru, podejmować ważnych decyzji, myśleć abstrakcyjnie, nie są w stanie wyjść poza dane naoczne (bezpośrednie) i kojarzyć informacje niedostępne wprost, lecz zapośredniczone przez wychowanie, kulturę, relacje, konteksty literackie, ikonografię.

    Tymczasem dla Faustyny otoczenie w katedrze, gdy “godzina już zaczęła szarzeć”, jakby w świadomości i percepcyjnie w ogóle nie istnieje, a ona sama realizuje konsekwentnie cel, w jakim przybyła do łódzkiej katedry na modlitwę. Celem tym było poznanie i całkowite spełnienie “woli Bożej”, czym kierowała się zawsze później, już w trakcie 13-letniego pobytu w różnych domach zakonnych zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia.Postać Chrystusa z wizji Świętej Faustyny.

***

/Borówiec, 01-02.05.2024/ 

rafał sulikowski

 

     

 

Zaszufladkowano do kategorii nauka a religie, świątecznie, Tradycja katolicka, Życie i dzieło Siostry Faustyny | Dodaj komentarz

Czy da się udowodnić Zmartwychwstanie Jezusa?

      Naiwnie mi o tym napisać, ale myślę cały dzień, czy Jezus naprawdę wrócił do życia, ukazywał się, odprawił Eucharystię w Emaus, czy naprawdę wstąpił do nieba, jak prorok Eliasz na „ognistym rydwanie”. Jeżeli tak – super, cieszmy się, alleluja. Niestety, z tym zmartwychwstaniem nie jest tak prosto, jak się nam, mnie wydawało wiele lat temu. Po pierwsze, każdy cud, a powstanie z martwych byłoby największym cudem w dziejach ludzkości, najpierw musi być dokładnie zbadany. Jeżeli na przykład ktoś twierdzi, że miał guza, a potem zrobiono zdjęcie i guza nie ma, a ktoś twierdzi, że modlił się o uleczenie, to komisja zarówno teologiczna, jak i medyczna, złożona z najtęższych umysłów danego episkopatu przeprowadza bardzo dokładną kontrolę, badania, przesłuchania, okoliczności.

   Niestety, najpierw trzeba usiłować ustąpienie guza próbować wyjaśnić naturalnie – jako działanie leków, operacji, chemii, etc. Dopiero, gdy wszystkie wyjaśnienia naturalne upadną medycyna może jedynie orzec, że na obecnym etapie wiedzy stało się coś niewytłumaczalnego. I tak samo powinno być zrobione w przypadku ewentualnego wskrzeszenia Jezusa, oraz tych, których wskrzeszał – część z nich nie była martwa, bo wtedy nie było medycyny i często chowano uznanych za zmarłych, a będących tylko w śpiączce, letargu albo śmierci klinicznej, potencjalnie odwracalnej. Niestety, choć próbowano na wiele sposób wyjaśnić fenomen „pustego grobu”, to nie wysunięto wszelkich możliwych wyjaśnień naturalnych. Sformułowano ich masę, ale nie wszystkie. Oto one:

   Opowieść o zmartwychwstaniu Jezusa jest centralnym punktem wiary chrześcijańskiej, ale w ciągu wieków badacze, historycy i teolodzy proponowali różne wyjaśnienia tego zdarzenia. Oto kilka możliwych wyjaśnień oprócz dosłownego zmartwychwstania…

TEORIA KRADZIEŻY CIAŁA

   Teorię tę od razu poddamy krytycznej analizie. Kolejny argument naukowców i ateistów, czyli hipoteza kradzieży ciała przez uczniów również nie wytrzymuje głębszej krytyki i analizy. Jak podaje ewangelia, ostatni raz uczniowie Jezusa byli z Nim razem w wieczerniku, gdzie wieczorem w wigilię śmierci Jezusa spożywali z Nim ostatnią Paschę. Zaraz potem wszyscy (oprócz Judasza) wyruszyli do ogrodu Getsemani położonego niedaleko Golgoty. Tam Jezus się modlił, a uczniowie usnęli. Gdy aresztowano Jezusa, uczniowie uciekli. Następnego dnia w piątek podczas procesu Jezusa i przesłuchania u Piłata nawet Piotr zaparł się Nauczyciela. Pozostali uczniowie prawdopodobnie wrócili do swych domów, do rodzin. Kiedy Jezusa ukrzyżowano, pod krzyżem stał tylko „uczeń, którego Jezus miłował”, czyli późniejszy Jan ewangelista, autor również Apokalipsy świętego Jana. Nie było tam nikogo z pozostałych uczniów, którzy zamknęli się w wieczerniku „z obawy przed Żydami”. Gdy rankiem w niedzielę kobiety odkryły pusty grób, uczniowie nie uwierzyli. Nawet, gdy Jezus „stanął między nimi mimo drzwi zamkniętych”, oni „jeszcze z radości nie wierzyli”. Gdyby Jezus nie zmartwychwstał, uczniowie nie mieliby żadnego powodu, aby zorganizować kradzież ciała. Wręcz przeciwnie – zwykle zbuntowanych przywódców religijnych ruchów i sekt krzyżowano razem z ich uczniami, więc uczniowie Jezusa kradnąc ciało narażaliby się na wielkie niebezpieczeństwo, gdyby fakt kradzieży wyszedł na jaw. Kradnąc rzekomo ciało nie mieliby dokąd je zanieść, gdzie ukryć. Ciała zmarłych wynoszono z domów zwykle na noszach, które musiało dźwigać co najmniej dwóch ludzi. Nawet gdyby uczniowie chcieli ukraść ciało, nie weszliby do ogrodzonej zapewne posesji Józefa z Arymatei, ponadto na prośbę Żydów Piłat zapieczętował grobowiec i postawił tam swoje straże. Ominięcie tylu przeszkód zewnętrznych, a przede wszystkim moralnych i prawno-politycznych byłoby dla uczniów Jezusa bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe. Hipoteza kradzieży ciała odpada również z tego powodu, że w grobie zostały płótna. Gdyby uczniowie odwinęliby ciało z płócien, to musieliby albo nieść Jezusa nagiego, co byłoby profanacją i grzechem, albo przynieść własne płótna, na które z pewnością nie byłoby ich stać. Zresztą w nocy nie mogliby kupić płócien, a w czwartek, kiedy ostatni raz widzieli Jezusa nie mieli pojęcia, co się zdarzy między piątkiem a niedzielą.

    Żaden uczeń, a tym bardziej Jan, który stał pod krzyżem nie odważyłby się na akt profanacji w postaci ekshumacji i profanacji ciała. Szczątki zmarłych były dla Żydów bezcenne. Do dziś potrzeba specjalnych pozwoleń na prace archeologiczne w Jerozolimie, a szczególnie na żydowskich cmentarzach. Hipoteza kradzieży ciała więc niemal na pewno odpada. Przerażeni uczniowie bali się Żydów, ponieważ zwykle razem z przywódcą religijnym, który sprzeciwiał się władzy kapłanów i Rzymian mordowano jego uczniów. To dlatego uczniowie zamknęli się w miejscu pożegnania z Jezusem, który wieczorem w dniu wskrzeszenia „stanął pośrodku nich mimo drzwi zamkniętych” i pokazał im ręce i bok. W kolejną niedzielę objawił się niewierzącemu w to, że Jezus żyje Tomaszowi. Potem pojawiał się w różnych miejscach przez 40 dni, zanim wstąpił do nieba. Po 10 dniach nastąpiło zesłanie Ducha Świętego. To wszystko świadczy o tajemnicy i absolutnie wyklucza podstawowe wyjaśnienie pustego grobu, czyli kradzież ciała.

TEORIA LETARGU (OMDLENIA)

Tę hipotezę bardzo łatwo obalić.

    Co do hipotezy „omdlenia” czy letargu albo śmierci klinicznej, to nie wytrzymuje ona racjonalnej krytyki. Jezus przed ukrzyżowaniem był poddawany wyjątkowo brutalnym torturom, które naruszyły niemal każdą część ciała. Biczowano go trzystoma razami, kaleczono koroną z cierni, specjalnie przewracano w czasie drogi krzyżowej, a upadki te musiały być bardzo bolesne, bo belka, którą niósł Jezus ważyła około 70 kg. W jaki zatem sposób po pogrzebie zniknęły wszystkie opisane obrażenia ciała? W jaki sposób ciężko ranny Jezus sam odsunął od wewnątrz ciężki kamień, którym zamknięto komorę grobowca? W jaki sposób owinięty mocno płótnami Józefa z Arymatei Jezus sam zdołał się wyswobodzić najpierw z chusty, którą owinięto głowę, a potem z bandaży, którymi krępowano ciało? Gdy wskrzeszony Łazarz wychodził z grobowca, Jezus polecił „rozwiążcie go”. Gdyby dało się uwolnić samemu od płócien i bandaży Łazarz sam by to zrobił po wskrzeszeniu. Kolejne argumenty przeciwko hipotezie „omdlenia” są takie, że nie bardzo wiadomo, czym Jezus okryłby się po oswobodzeniu z płócien? Nie mógł iść nago po mieście, nawet w nocy, a szaty, które miał rozdali sobie podczas losowania rzymscy żołnierze, rzucając kośćmi o tunikę. Jezus nie miał tak naprawdę przepaski na biodrach – jedną z kar było publiczne obnażenie, które prowadziło do wielkiego poczucia wstydu, szczególnie u człowieka, który sferę seksualną miał zintegrowaną. Dokąd udałby się ranny Jezus, gdyby rzeczywiście udało mu się przeżyć ukrzyżowanie? Wszystkie te podane przeze mnie argumenty obalają całkowicie hipotezę „omdlenia” Jezusa.

    Ponadto przebito bok, czyli serce Chrystusa włócznią i jak zaświadcza najbliższy uczeń i ewangelista „natychmiast wypłynęły krew i woda” (czyli osocze). Poświadcza w ten sposób fakt śmierci Jezusa, z czego można wnioskować, że już wśród współczesnych Jezusowi byli niewierzący w zmartwychwstanie.

   Jest jeszcze jedna możliwość autorstwa mojego. Jezus został pochowany pośpiesznie, w pierwszym lepszym miejscu, które było blisko. W szabat ciała nie mogły pozostawać na krzyżach. Józef kupił ciało od Piłata i pochował. Był po cichu zwolennikiem Jezusa, ale jednocześnie bał się Żydów. Mogli go w sobotę szantażować, że albo usunie ciało „przestępcy” z grobu, albo wyrzucą go z Rady. W ewangelii co prawda nie ma dowodów, że Józef był szantażowany, więc mógł to zrobić na własną rękę mając do pomocy ogrodnika. Gdy tylko minął szabat, Józef postanowił nie robić sobie problemów i dokonał powtórnego pochówku. „Pusty grób” został więc niewłaściwie zinterpretowany.

    Teoria ta sprowadza się do dość tajemniczej postaci Józefa z Arymatei, bogatego Żyda, członka Wysokiej Rady, który był potajemnym uczniem Jezusa, wierzył Mu i spełniał jego nauki. Ale robił to w tajemnicy, bo „obawiał się Żydów”. To trochę jak ktoś, kto w stanie wojennym ubrałby się w naklejkę „Solidarności”. Moja hipoteza jest taka, że albo Żydzi mogli go w sobotę (szabat – więc wszyscy zebrali się w Radzie – szantażować, że co on jaja sobie robi, przestępcę i zwodziciela chowa w swoim grobie”. Można przypuszczać, że leciały tego typu teksty – „no, co ty stary, manianę tu nam odstawiasz, chowasz przestępcę skazanego za bluźnierstwo i zadymę w świątyni w swoim grobie? Stary, albo zaraz jak minie szabat, wyniesiesz ciało extra muros – poza mury, bo w obrębie miasta nie wolno było chować zmarłych, szczególnie trędowatych oraz przestępców – albo wylecisz z Rady. Wybieraj, stary i nie rób maniany, bo i tak przez Niego mamy problemy z Piłatem, a może nawet z samym cesarzem.” No to Arymatejczyk na to – „oczywiście, że Go usunę, ale jak minie szabat, chciałem pomóc rodzinie i uczniom Jezusa, bo pochodził z biednej rodziny, podobnie jak uczniowie i nie miał swego grobowca. Nie robię maniany, tylko chwilowo użyczam grobowiec”. Tak mogła wyglądać ta konwersacja, ale oczywiście dowodów na to nie ma. Ale to ma co najmniej status poszlaki. Gdy minął szabat, Józef być może z ogrodnikiem (mógł zatrudniać, bo był majętny) przenieśli dokądś ciało, odwinięte z płócien, bo być może Józefowi szkoda było drogich płócien.

   Niestety, nawet jeśli teoria szantażu ze strony Żydów upadnie, to pozostaje jeszcze wolna wola i przewidywanie samego Arymatejczyka. Nawet, jeśli nie był szantażowany, to mógł sam na wszelki wypadek przenieść ciało. Można tu wysunąć przeciwargument, że robiąc tak robił przysługę Żydom, bo przenosząc ciało fabrykował powstanie z martywch, ale strach mógł być większy.

   Teraz spróbuję obalić tę swoją hipotezę. Wysuwam kilka zastrzeżeń…

  1. Gdyby Żydzi szantażowali Arymatejczyka (“no co ty, oszalałeś, chowasz przestępcę w obrębie murów miejskich?!”, etc.), to strzeliliby sobie samobója – gdyby kazali Józefowi usunąć ciało, to zrobiliby przysługę apostołom i uczniom i rzeszom tych, któzy w Niego uwierzyli jeszcze za życia. Nie mogli więc żądać usunięcia ciała, bo to by było na rękę tym, którzy wierzyli w jego słowa, że „Syn Człowieczy zostanie wydany i zabity…” etc.
  2. Argument numer dwa jest taki, że Józef nawet na własność kupiwszy ciało nie mógł tak po prostu w nocy wynieść sobie ciało i przenieść, dokąd chciał (choćby do zbiorowej mogiły skazańców), ponieważ Żydzi (i Rzymianie też) i w ogóle dawni ludzie mieli ogromny szacunek do ciała i zwłok zmarłych, nie to, co dziś, że zmarłych się nie szanuje, profanuje. Arymatejczyk sam tego nie mógł zrobić, ponieważ potem Żydzi albo uwierzyliby w zmartychwstanie i dołączyli do uczniów, albo byliby wściekli na Józefa, że przez jego działanie ludzie wierzą w to, że Jezus żyje.

   Tak więc oba naturalne wyjaśnienia są już chyba ostatnimi, jakie z pozycji racjonalizmu i empiryzmu można wysunąć i obie teorie są słabe i nie wytrzymują rzetelnej krytyki historycznej, kulturowej czy politycznej. Usunięcie ciała z grobowca przez całą sobotę i niedzielę spędzało najwyższym arcykapłanom sen z oczu. Z jednej strony złamali prawo, zgadzając się na pochówek u Arymatejczyka, z drugiej nie mogli usunąć ciała, bo upadłby judaizm i byłaby zachwiana ich pozycja, więc władza, dochody, etc. Ani więc nie było prawdopodobnie szantażu w sobotę, ani sam Józef też nie dokonał powtórnego pochówku.

   Na tym kończą się chyba czynione przez setki lat próby naturalnego wyjaśnienia historii Jezusa z Nazaretu. Teraz do moich krytyków należy obalić albo jedną albo drugą hipotezę. Jednak czuję, że wszelkie – nawet te, które będą potem, choć trudno sobie jeszcze jakieś wyobrazić, wszystko już sformułowano – wyjaśnienia naturalne nie wytrzymają ostatecznej krytyki, która będzie jeszcze zapewne w przyszłości.

ZMARTWYCHWSTANIE JEZUSA Z NAZARETU FAKTEM HISTORYCZNYM? NIEZBYT WYGODNE PYTANIA DO NIEWIERZĄCYCH

    O sprawach najwyższej wagi, do jakiej z pewnością należy religia, wiara czy duchowość bardzo trudno pisać. Najwięksi teologowie napotykali w swej pracy na problemy, których nie udało się im rozwiązać. Tutaj mając tego świadomość chcemy jedynie rzucić nieco światła na centralną tajemnicę chrześcijaństwa – zmartwychwstanie.

   Już bardzo wcześnie w judaizmie pojawia się intuicja czy przeczucie, że śmierć nie jest nieodwracalna i że wszechmogący Bóg, który stworzył niebo i Ziemię może przywracać zmarłych do życia. Judaizm nie wspomina o wskrzeszeniach – takich, jak córka Jaira, młodzieniec z Naim, syn ubogiej wdowy czy najbardziej zapadająca w serce historia o Łazarzu. Zmartwychwstanie lokuje w czasie u końca dziejów, kiedy wszyscy zmarli, przebywający czasowo w rzeczywistości, nazywanej „Szeol”, powstaną na sąd i do nowego, tym razem już wiecznego życia. Dopiero wcielony Bóg mógł także przywracać niektórych zmarłych do życia także doczesnego – bez obdarzania ich tym, co późniejsza teologia nazwie „ciałem uwielbionym”.

   Jezus już w czasie swojej krótkiej, ale intensywnej działalności publicznej kilkakrotnie zapowiedział swoją śmierć oraz zmartwychwstanie. Jako człowiek w swej ludzkiej naturze wychowany w tradycyjnej wierze w powstanie z martwych wierzył obietnicom proroków, którzy stanowili głos samego Boga. Jako Bóg wiedział, że powstanie z martwych, jak głosi popularna pieśń „samowładnie”, mocą, którą wcześniej sam uzdrawiał rzesze, a niektórych przywrócił do życia. Dlatego zmartwychwstanie nie było rzeczą dla Żydów niemożliwą, jak w naszych czasach, gdy biologia twierdzi, że procesy zachodzące w chwili śmierci są ostatecznie nieodwracalne. „Dla Boga nie ma bowiem nic niemożliwego”.

   O zmartwychwstaniu zaświadczyło wiele osób, w tym setnik („Istotnie, ten człowiek był Synem Bożym”) oraz strażnicy, którzy powrócili do miasta po fiasku swojej służby, zadanej przez Piłata. Relacje te najpierw uczniowie rozpowszechniali ustnie, głosząc słowo boże, przepowiadając ewangelię. Dopiero po kilku dekadach od tych wzniosłych wydarzeń spisano pierwszą ewangelię, nazywaną „Ewangelią Marka” (ok. 40-55 r. n.e.), która powstała prawdopodobnie na podstawie pierwotnego tekstu, zwanego przez biblistów „Protoewangelią”. Ten cenny dokument nie dotrwał do naszych czasów, ale jego istnienie wydaje się dość pewne, bo stanowi on niejako zwornik wszystkich czterech kanonicznych ewangelii, które są czytane w Kościele.

   Dla pewnego porządku myślowego trzeba zaznaczyć, że w kwestii zmartwychwstania zaistniały też świeckie poglądy, opierające się na próbach „naturalnego” wyjaśnienia zaistniałych wtedy zdarzeń. Tak więc w XIX wieku powszechnie pośród nawet wybitnych historyków (Renan i inn.) panowała zgoda, że Jezus nie tylko nie zmartwychwstał, a samo zmartwychwstanie to metafora, ale że nawet nie był postacią historyczną. To samo mówiono i pisano o Homerze, autorze starożytnych eposów czy królu Dawidzie, domniemanym autorze Psalmów. Negowano starożytne przekazy w imię nowoczesności, pozytywistycznej wiary w moc naukowego i racjonalnego objaśniania rzeczywistości oraz rzecz jasna – istnienie sfery nadprzyrodzonej. Dumni ze swych ideałów jasności, logiczności czy empiryczności naukowcy ówcześni popełnili wtedy wiele błędów, które wytknęli im w XX wieku nawet niewierzący historycy czy filozofowie.

   Próbowano tedy wyjaśnić zmartwychwstanie, a raczej kluczową sprawę znalezionego pustego grobowca Jezusa, przez letarg, ocknięcie się, pomyłkę przy krzyżowaniu (miał zamiast Jezusa umrzeć ktoś inny) czy też jeszcze na inne sposoby. Wszystkie te próby wyjaśnienia braku ciała Jezusa w pustym grobie nie wytrzymały jednak krytyki, nawet wśród niewierzących żydowskich archeologów. Jak pamiętamy, Don Brown w książce o Da Vincim oraz reżyser filmu o pustym grobie sugerowali, że Jezusa wykradli uczniowie (“pogłoska, która rozniosła się wśród Żydów i trwa po dziś dzień”) czy też, że zrobił to ktoś inny, na przykład Józef z Arymatei, właściciel użyczonego grobowca. Niestety, wobec faktów historycznych próby te zostają obalone, jeśli uważnie i bez pobożnego lęku wczytamy się we wszystkie cztery opisy ewangelii, które są jedynymi pisanymi źródłami, jakie dotrwały do naszych czasów…

   Przejdźmy od razu do sedna: co „ujrzał” święty apostoł Jan, kiedy jako drugi wszedł do pustego grobu, przepuszczając grzecznie starszego od siebie Piotra, przyszłego pierwszego papieża i męczennika w Rzymie? Najpierw „coś” ujrzał, a dopiero potem „uwierzył”. Zupełnie jak Tomasz Didymos, który najpierw zobaczył Jezusa, który wrócił do życia, włożył nawet rękę w puste już rany, a dopiero potem stwierdził słynne słowa „Pan mój i Bóg mój”. Otóż naszym zdaniem Jan, późniejszy autor czwartej ewangelii, tej nie synoptycznej, zobaczył leżące na skalnej półce sukna czy płótna. Być może wszedłszy do grobowca, szukał oczami ciała, jednak bezskutecznie. Czy Jan ujrzał…później tak nazwany „Całun Turyński?” Czy mimo półmroku, jaki musiał wczesnym rankiem spowijać grób i jego otoczenie, zdołał dostrzec zarysy odbitej jakąś nieznaną siłą postaci, jakby pierwszej fotografii kwantowej, nie namalowanej ludzką ręką? Czy leżące w grobie drogie płótna przetrwały?

   I jeszcze jedna myśl: czy płótna leżały w taki sposób, jakby postać, którą je wcześniej okrywały, przeniknęła w tajemniczy sposób materię, która opadła, układając się w zarys postaci, niczym płótno zdjęte z rzeźby? Obok leżała prawdopodobnie słynna chusta z Manopello, czyli osobne płótno, którym dodatkowo po namaszczeniu olejkami owijano już tylko samą głowę. Istniała jeszcze legenda, że także płótno, którym podczas drogi krzyżowej okryła twarz Jezusa Weronika, przetrwało, jednak nie było wtedy w grobowcu. Dlaczego ewangelista podkreśla, że chusta z głowy leżała zwinięta obok całunu? Być może, aby nie powielać odbicia twarzy, które także widnieje na chuście z Manopello. Kiedy naukowcy nałożyli odbicie twarzy na Całunie Turyńskim na chustę z Manopello, okazało się, że są to identyczne twarze, niemożliwe do podrobienia żadną techniką ludzką, jakie wtedy znano. Dla porządku dodam, że to samo naukowcy zrobili z oryginałem słynnego obrazu Miłosierdzia z Łagiewnik i także okazało się, że twarz namalowana przez malarza idealnie odpowiada odbiciu twarzy Człowieka z Całunu.

   Czy więc Jan ujrzał blady zarys odbitej w niewiadomy sposób postaci na płótnach, których kształt odpowiadał leżącemu wcześniej ciału? Czy jako pierwszy mógł kontemplować Jezusa, który jakby pozostawił ludziom swoją wizytówkę, swoje zdjęcie zrobione energią nie z tego świata? Wszak powiedział, że „królestwo Moje nie jest z tego świata…”

   Jeśli tak było, zmartwychwstanie przestaje być kwestią wiary, która nigdy nie może być żadną pewnością, a staje się przedmiotem badań historycznych, odsłaniających dalsze zawiłe dzieje Całunu z grobowca. Okaże się bowiem wkrótce, że całun gdzieś zniknie na całe stulecia, by odnaleźć się w tajemniczy sposób a to w zakonie templariuszy, a to w możnych rodach i arystokracji, by na koniec przejść w ręce naukowców. Stwierdzili oni, że nie jest to odbicie powstałe na skutek działania czynników naturalnych, jak olejki do balsamowania czy pot i krew, wydzielane przez Zmarłego i nie jest to obraz namalowany ręką ludzką, że nawet genialny Leonardo albo Michał Anioł czy inni renesansowi malarze nie potrafiliby czegoś takiego namalować.

DWA WYJAŚNIENIA

   Są w tej historii ewangelicznej tylko dwa wyjaśnienia „pustego grobu” Jezusa – naturalne i niewytłumaczalne (nadnaturalne). Tertium non datur. Trzeciej drogi wyjaśnienia nie ma. Gdyby ciało wykradli naprawdę uczniowie, to musieliby mieć motyw i pokonać liczne przeszkody, nie do pokonania: – wejście na czyjąś posesję, wykradzenie mimo obecnej tam cały czas straży rzymskiej (nawet jeśli oni by posnęli), odwinięcie Jezusa z płócien i prześcieradeł (co trwałoby długo), związana z tym profanacja zwłok (szczególnie że uważali go za Boga), gdzie by go zanieśli i jak ukryliby ten fakt? Gdyby Józef z Arymatei zrobił to sam albo z Nikodemem, to dlaczego tak się śpieszyli, skoro nabył ciało Nazarejczyka na własność, grób był prywatny i mógł to zrobić za dnia, oficjalnie, nie pod osłoną nocy?

   Po drugie, dokąd sam Arymatejczyk (nawet z pomocą ogrodnika) zaniósłby ciało? Po trzecie, jak by dał radę sam nieść rosłego mężczyznę uliczkami Jerozolimy, nie wzbudzając sensacji ani nie zwracając uwagi rzymskich żołnierzy? Poza tym Żydzi mieli z nim na pieńku, a on się ich bał. Ponadto musiałby odesłać strażników, a oni nie odeszliby z własnej woli, bojąc się Piłata.

   Jeszcze mniej prawdopodobne jest, że ciało Pana zabrała jego rodzina – gdzie by go ostatecznie pochowali, nie mając znajomości w mieście, pochodząc ze wsi, będąc biedakami? Gdyby rodzina bez wiedzy uczniów odebrała ciało, to uczniowie potem by się o tym dowiedzieli od Arymatejczyka, albo w inny sposób, a do nowego grobu Jezusa przybywałyby tłumy, jak dziś.

   Żeby wykluczyć możliwość naturalnego wyjaśnienia pustego grobu, wystarczy uważnie wczytać się w opisy zmartwychwstania. Wszystkie razem są podobne, różnią się zaś w detalach mało ważnych. Istnieje jednak jeden pomijany przez wieki istotny szczegół, który zamyka drogę wyjaśnienia naturalnego. Tym szczegółem jest kamień, którym po pogrzebie w piątek wieczorem zasłonięto, zastawiono grób.

  Jeśli Jezusa ktoś by ekshumował, żeby dokończyć pogrzebowych uroczystości, przerwanych nadejściem szabatu, to pytanie centralne brzmi: dlaczego zostawiłby grobowiec otwarty, po wyniesieniu ciała?

   Gdybym był na miejscu uczniów i chciałbym w jakimkolwiek celu ukraść ciało, to bardzo bym się starał zatrzeć wszelkie ślady: musiałbym niepostrzeżenie podejść do grobu, odsunąć sam ciężki kamień (niemożliwe), więc musiałbym mieć pomocników, a im więcej osób w tym brałoby udział, tym gorzej, tym większe ryzyko późniejszej wpadki. Sprawa by się sypnęła niedługo potem.

   Jeśli odsunęli kamień i wynieśli ciało, to dlaczego je rozebrali? Nie dopuszczaliby się profanacji, niesienie nagich zwłok wzbudziłoby czujność Rzymian, a uczniowie byli mocno wystraszeni, bali się poza tym Piłata, który sprzedał ciało albo dał Arymetejczykowi niemal na własność. Za kradzież i profanację zwłok uczniowie zostaliby surowo ukarani i to zarówno przez Rzymian, jak i Żydów. Jeśliby wynieśli ciało owinięte, to skąd płótna, które zastały wczesnym świtem kobiety i uczniowie?

   I najważniejsze: nie pozostawiliby otwartego grobowca, tylko zasunęli z powrotem kamień, żeby nikt się nie kapnął, a nie pozwalali, żeby zaraz ktoś to zauważył. Myśl, że celowo zostawili płótna i nie zasunęli kamienia, żeby upozorować zmartwychwstanie, rozbija się o prosty fakt – oni wcale nie mieli nadziei, że Jezus powstanie, więc pozorowanie nic by im psychologicznie nie dało – nie tylko byliby dalej smutni, ale dodatkowo baliby się prawnych konsekwencji swego postępku. Musieliby wiedzieć, że kobiety przyjdą do grobu, aby namaścić, albo że Józef będzie chciał kiedyś przenieść ciało, więc staraliby się maksymalnie odwlec moment dekonspiracji, żeby zdążyć uciec z ciałem. Ten trop odpada.

   Jeśli Arymatejczyk przeniósł ciało albo wydał rodzinie, tym bardziej by nie zmieniał płócien, musiałby wcześniej spytać Piłata o zgodę na ekshumację, a potem podeszliby po prostu do grobu, odsunęli kamień, zabrali zawiązanego Jezusa, po czym grób z powrotem zostałby zamknięty. Poza tym musieliby złamać pieczęcie, a to groziło poważnymi konsekwencjami prawnymi.

   Innymi słowy teorie o „wyniesieniu” ciała, które sam jakiś czas temu rozważałem, są nie do utrzymania. Zostawienie otwartego grobu byłoby zbyt dużym ryzykiem zarówno dla uczniów, jak i rodziny, a także bez sensu z perspektywy właściciela grobowca. Po co miałby zostawiać cenne, nowe płótna i odejść bez zamknięcia grobowca? Sam był zwolennikiem Jezusa, ale nie wierzył w zmartwychwstanie, i nie miałby żadnego celu w upozorowaniu tego największego w historii ludzkości cudu.

   Uczniowie mieli większy motyw – chcieli ratować „twarz”, bali się Żydów i Rzymian, i bardziej zależało im na tym, żeby Jezus rzeczywiście zmartwychwstał. To jednak nie oznacza, że odważyliby się na taki teatr, bo po pierwsze nie mieli dokąd zanieść Pana (dlatego właśnie pogrzeb odbył się w cudzym grobowcu), po drugie nie dopuszczaliby się profanacji, a po trzecie – wiedząc, że nie zmartwychwstał, gdyby tak było – raczej nie staliby się z dnia na dzień tak radości i zdumieni, jakby sobie – za przeproszeniem – zapalili jointa.   Psychologicznie rzecz biorąc, nie znieśliby tej myśli, że nie dość, że On nie żyje, to jeszcze oni dalej brną w kłamstwo. Tłumaczenie spotkań ze zmartwychwstałym zbiorową histerią, i myśleniem życzeniowym odpada – to byli trzeźwi, praktyczni ludzie, a przy tym prostoduszni, uczciwi i sami przed sobą źle by się czuli z tą myślą, że coś musieli na siłę pozorować.

   Kamień, którym zasunięto grobowiec w piątek 7 kwietnia 30 roku wieczorem jest kluczem do zmartwychwstania. Ktokolwiek z jakichkolwiek powodów zabrałby ciało z grobu, albo je schował głębiej, co sugerował reżyser filmu „Body” (2002), zatarłby po sobie wszelkie ślady, zwłaszcza że nie mógł być pewien, że to się wcześniej czy później nie wyda. Gdyby Arymatejczyk wydał ciało rodzinie – zasunąłby kamień, i podarowałby im płótna, a nie zostawiałby ich w grobowcu, tylko zabrałby je ewentualnie do domu jako cenne i kosztowne materiały. Jeśli chodzi o uczniów, to tak samo: kradnąc cudzą własność na cudzej posesji musieliby przełamać strach przed zdemaskowaniem, a także swoje wewnętrzne tabu, które zakazywałoby zrobienie czegoś takiego. Nie mieliby ani sił, ani odwagi, żeby wymyślić taki scenariusz. Gdyby nawet zabrali jakimś cudem Jezusa, musieliby zabrać go owiniętego, bo nie byłoby czasu na przewijanie, pomijając fakt, że jako biedni nie mieli pieniędzy na zakupienie swoich własnych prześcieradeł.

   Kamień. I płótna. I łzy Marii Magdaleny, przez co miała zamazane widzenie, więc dlatego nie od razu rozpoznała „Rabbuni”, czyli „Mój Nauczycielu”. To był ten istotny szczegół, który dziś po dwu tysiącach prawie latach, woła do nas głośno jako niemy świadek największego cudu w historii ludzkości: „Jezus zmartwychwstał, rzeczywiście zmartwychwstał”. Czasem mamy coś całe życie, albo całe stulecia podane na tacy, ale nasze oczy są na uwięzi i nie dostrzegamy subtelnych szczegółów, takich jak zwyczajny, niepozorny kamień grobowy, którym wtedy zawsze zasuwano grobowce wykute w skale.

   Z naturalnych wyjaśnień, które przez wieki proponowano, z naukowych wyjaśnień, dziś już nie został kamień na kamieniu. Tymczasem największym dowodem zmartwychwstania jest nie tyle pusty grób, co znajdujące się w nim w bezładzie płótna, jakby zmartwychwstałe Ciało „przeniknęło” je, a one „opadły” będąc już puste, a drugim największym dowodem jest „otwarty grób” i kamień, którym świadkowie zastali odsunięty na bok.

CZY ZMARTWYCHWSTANIE TO NAJWIĘKSZE HISTORYCZNE WYDARZENIE W DZIEJACH LUDZKOŚCI?

  Pytanie to staje się jeszcze jednym, ale największym pytaniem egzystencjalnym i nie można nikogo przymusić do wiary, ale ukazać możliwości, o jakich dziś nikomu z nas się nie śniło. Być może my czegoś nie wiedzieliśmy. I nie wiedzieliśmy, że możemy zupełnie inaczej przeżywać nasze życie, które gdy pozbawione wielkich pytań metafizycznych, staje się puste i niegodne człowieka…

   Teraz już każdy musi przyjąć ten twardy dowód i próbować go obalić. Z punktu widzenia metodologii naukowej obalenie tego dowodu, a co najmniej mocnej poszlaki, należy do czytających te słowa. Na tym polega nauka – każdy, kto odtąd będzie próbował wyjaśnić naturalnie fakt pustego grobowca, będzie zmuszony odpowiedzieć na jedno niewygodne pytanie: dlaczego po zabraniu Ciała zostawiono otwarty grób? Oczekuję więc, że ktoś musi mi udowodnić jakiś błąd w tym rozumowaniu, a jeśli tak zrobi, z pokorą przyjmę każdą prawdę. Bo w tym wszystkim chodzi o całą, pełną prawdę. Która wyzwala zawsze każdego, kto jej szczerze szuka.

„PAN RZECZYWIŚCIE ZMARTWYCHWSTAŁ” – ARGUMENT Z „POWROTU Z EMAUS”

   Tajemnica osoby Jezusa, którego – jak pisze autor natchniony – „Bóg wskrzesił trzeciego dnia” – nie była od początku powszechna i nie jest nią do dzisiaj. Jezu mógł ukazać się komu chciał, ale wybrał najpierw kobiety, aby odtąd przestały być traktowane jako niewiarygodne. Tak więc ateizm w zakresie negowania zmartwychwstania nie jest obecnym wynalazkiem. Ten największy cud w historii świata, który by wystarczył, aby uznać istnienie wieczności, był negowany od samego początku. Grecy wręcz wyśmiali apostoła Pawła i powiedzieli, że „posłuchają innym razem”. W kulturze platonizmu ważniejsza była dusza niż ciało, podczas gdy w tradycji żydowskiej ciało również jest bezcenne, ponieważ stanowi „świątynię Ducha Świętego”.

   Historia dwóch uczniów Jezusa, zmierzających po tragicznym Wielkim Piątku pewnie do swojej wioski Emaus, świadczy o rzeczywistości, przekraczającej rozumowanie człowieka po ludzku. Podobnie jak Jezus zwlekał ze wskrzeszeniem Łazarza, aby wypróbować wiarę jego bliskich, tak po zmartwychwstaniu ukazauje się najpierw nie uczniom, lecz kobietom. W tamtych czasach w świadectwa kobiet zasadniczo nie ufano. Dopiero uczniowie, którzy mieli do pokonania 60 stadiów z Jerozolimy, czyli około 15-20 kilometrów zaczynają rozumieć, że coś się dzieje, bo jak potem powiedzą „serce w nas pałało, gdy Pisma nam wyjaśniał”. Ukazywanie się Jezusa swej matce, kobietom, a potem uczniom w świetle zdarzenia z Emaus, gdzie Chrystus odprawił drugą eucharystię wzmacnia fakt, że uczniowie musieli być zmęczeni całodzienną wędrówką, lecz mimo to „zebrali się i wrócili do Jerozolimy, dając świadectwo i mówiąc, że „Pan rzeczywiście zmartwychwstał”. Chciałbym zwrócić uwagę właśnie na ten istotny szczegół – uczniowie, którzy „poznali Go po łamaniu chleba”, a więc analogicznie, jak podczas Ostatniej Wieczerzy sprzed czterech dni – mimo zmęczenia nie zwlekali z powrotem do Jerozolimy. Chcieli od razu złożyć pozostałym uczniom świadectwo, a wtedy osobiste spotkanie było jedyną możliwością komunikacji.

    Istnieje wiele ważnych wydarzeń związanych ze spotkaniami Jezusa po jego zmartwychwstaniu. Jednym z nich jest spotkanie z Tomaszem, który wątpił w zmartwychwstanie aż do momentu, gdy mógł dotknąć ran Chrystusa (J 20,24-29). Innym znaczącym momentem było spotkanie nad Jeziorem Tyberiadzkim, gdzie Jezus ukazał się uczniom i nakarmił ich rybami, a także rozmowa z Piotrem, podczas której trzykrotnie zapytał go o miłość i powierzył mu zbudowanie wspólnoty Kościoła i kierowanie nim (J 21,1-19).

    Ponadto, apostoł Paweł wspomina o objawieniu się Jezusa przed pięciuset świadkami, co podkreśla ogromne znaczenie tego wydarzenia dla wczesnego Kościoła (1 Kor 15,6). Te spotkania miały kluczowe znaczenie dla umocnienia wiary uczniów i rozprzestrzeniania chrześcijaństwa.

   Istnieją inne relacje o spotkaniach ze zmartwychwstałym Jezusem. Oprócz spotkań opisanych w ewangeliach, tradycja chrześcijańska i niektóre pisma wczesnochrześcijańskie wspominają o dodatkowych objawieniach. Na przykład, istnieje przekonanie, że zmartwychwstały Chrystus ukazał się swojej matce, Maryi, chociaż to wydarzenie nie jest bezpośrednio opisane w „Nowym testamencie”. Inną znaczącą relacją jest spotkanie z Marią Magdaleną, które jest szczegółowo opisane w „Ewangelii według św. Jana”. Maria Magdalena, płacząc przy grobie, spotyka zmartwychwstałego, który powierza jej misję przekazania wiadomości o swoim zmartwychwstaniu Apostołom. Dodatkowo, istnieją relacje o spotkaniach Jezusa z innymi uczniami i świadkami, które miały miejsce po jego zmartwychwstaniu. Te spotkania były kluczowe dla umocnienia wiary wczesnych chrześcijan i rozprzestrzeniania się chrześcijaństwa.

  Teraz po kolei postaram się obalić poszczególne argumenty wyjaśnień „racjonalnych” i naturalistycznych.

HIPOTEZA BŁĘDNEGO GROBU

   Ta hipoteza jest kłopotliwa, ponieważ według ewangelii podczas pogrzebu Jezusa trzy kobiety z jego otoczenia „przypatrywały się, gdzie Go położono”, ponieważ nie zdążyły dokończyć rytuałów pogrzebowych (namaszczenie drogimi olejami, ziołami, etc.) i planowały przyjść i uczynić to po szabacie. Musiały więc wiedzieć, który to grób, żeby potem w niedzielę, pierwszy dzień tygodnia dla judaizmu, móc dokończyć pogrzeb. Kiedy rankiem w niedzielę kobiety szły do grobu, martwiły się, kto odwali im ciężki kamień. Ponadto hipoteza ta nie zgadza się z faktem, że grób był nowy i należał do Józefa z Arymatei, który zapłacił Piłatowi za ciało Jezusa. Groby bogatych wykuwane były w skale zazwyczaj na terenie posesji, a nie poza miastem, gdzie jeden grób był obok drugiego. Na terenie ogrodu prawdopodobnie więc znajdował się tylko grób Arymatejczyka i żaden inny. Nie było więc problemu z dotarciem do niego i odnalezieniem.

HIPOTEZA HALUCYNACJI

  Niektórzy sugerują, że uczniowie mogli doświadczyć halucynacji lub wizji, które interpretowali jako rzeczywiste spotkania ze zmartwychwstałym Jezusem. Również ta hipoteza jest trudna do utrzymania, bo halucynacje zazwyczaj występują u jednej osoby i mają podłoże chorobowe, zazwyczaj w chorobach psychotycznych, na przykład w schizofrenii albo po spożyciu środków halucynogennych. Prawdopodobieństwo, że – jak piszą ewangeliści – niemal pięciuset ludzi naraz widziało kogoś, kogo nie ma, jest niewielkie. Halucynacje wyglądają inaczej niż wizje mistyczne oraz normalna percepcja – są dziwaczne, zwiewne, krótkotrwałe, chaotyczne i ogólnie mało zrozumiałe. Halucynowanie osoby jest bardzo rzadkie i zdarza się w szpitalach psychiatrycznych. Żydzi, szczególnie prości ludzie, jakimi byli uczniowie Jezusa, są bardzo trzeźwo myślący, pragmatyczni, cenią wartości materialne jako znak błogosławieństwa od Boga. Na przykład trzeźwo myśląca Maria Magdalena pomyślała w pierwszej chwili, gdy zobaczyła Jezusa i pomyliła go z ogrodnikiem: „Panie, zabrano Pana z grobu i nie wiem, gdzie Go położono”. Czyli pierwszą myślą było zabranie ciała i przeniesienie go, stąd można przypuszczać, że tak praktycznie i racjonalnie myśląca kobieta nie była podatna na omamy albo halucynacje.

  W historii psychiatrii zdarzały się zbiorowe histerie (na koncertach, na stadionach, etc.), zbiorowe psychozy (np. w znanym opowiadaniu Iwaszkiewicza „Matka Joanna od Aniołów), ale wyglądały zupełnie inaczej niż normalne spotkanie z realną osobą. Ponadto jako pierwsi tak naprawdę wieść o wskrzeszeniu Jezusa nie przyniosły kobiety, tylko przerażeni strażnicy strzegący grobu. Powiedzieli kapłanom starszym ludu prawdę, a oni przekupili ich pieniędzmi i zapowiedzieli, że obronią ich przed Piłatem, bo spanie na służbie było karane. Poza tym strażnicy wcale nie spali, mieli tylko tak rozpowiedzieć, aby uprawdopodobnić możliwość kradzieży ciała przez uczniów. To strażnicy pierwsi są więc mimowolnymi świadkami zmartwychwstania. Cała Jerozolima – jak mówili uczniowie idący w poniedziałek do Emaus – w ten weekend rozprawiała tylko o śmierci i powstaniu Jezusa. Trudno przypuścić, żeby halucynacje dotknęły całe miasto, a jednocześnie nie było wiele sytuacji zbiorowych, kiedy mogłyby mieć miejsce omamy, poza wieczernikiem, gdzie wystraszeni uczniowie ukryli się przed Żydami. Trudno przypuścić, że wszyscy mieli omamy, szczególnie, że nie wszyscy uwierzyli i po tygodniu Jezus znów przyszedł do wieczernika, aby ukazać się sceptycznemu i krytycznemu Tomaszowi. Dziś chyba każdy i każda z nas ma więcej z Tomasza niż Piotra i Pawła. Ale może tylko chwilowo.

HIPOTEZA SYMBOLICZNEGO GROBU

   Ta teoria zakłada, że opowieści o pustym grobie mogły być metaforą lub symbolem mającym na celu przekazanie duchowego znaczenia zmartwychwstania, a nie dosłownego zdarzenia. Również tę koncepcję można poddać krytycznej analizie. Pierwsze spisane cztery kanoniczne ewangelie synoptyczne i najpóźniej „Ewangelia według świętego Jana” powstały co prawda najwcześniej w połowie I w. n.e., ale wcześniej prawdopodobnie istniała tak zwana „proto-ewangelia”, czyli kanwa, z który korzystali przy pisaniu ewangelii autorzy natchnieni. Najpierw wieść o powrocie Jezusa do życia przekazywano tylko ustnie, potem listownie – „Listy apostolskie” są wcześniejsze niż „Ewangelia Marka” i zawierają kompletną chrystologię, głównie tworzoną na skutek nagłego nawrócenia Szawła z Tarsu, który w drodze do Damaszku, gdzie miał sądzić i zabijać doznać miał chrystofanii i po spotkaniu ze zmartwychwstałym całkowicie się nawrócić, a potem umrzeć śmiercią męczeńską. Dla uczniów i niektórych Żydów, którzy uwierzyli powstanie z martwych było czymś namacalnym, realnym, fizycznym wskrzeszeniem ciała, które „jest świątynią Ducha Świętego”. W Credo nicejskim wierni wyznają co niedzielę, że Duch Święty jest „Panem i Ożywicielem” i to On mógł wskrzesić Jezusa z martwych, tak jak wcześniej jego mocą Chrystus wskrzeszał zmarłych. Zmartwychwstanie początkowo traktowano dosłownie zgodnie z rozwojem świadomości ludzkiej od konkretów do abstrakcji i myślenia symbolicznego. Dlatego hipoteza o „symbolicznym” zmartwychwstaniu wydaje się nie tłumaczyć wszystkiego. Oczywiście, miało ono także wymiar głęboko metaforyczny i duchowy jako zwycięstwo nad grzechem, złem, piekłem i śmiercią, ale to nie wyczerpuje podstawowego faktu, że Jezus ukazawszy się „pokazał im ręce i nogi” i mówił, że „duch nie ma ciała i kości, jak widzicie, że Ja mam”, potem Jezus spożywał przy uczniach rybę, musiał mieć więc również oprócz duchowego także ciało fizyczne, cudownie podnoszące upadłą naturę ludzką.

WNIOSKI

    Moim zdaniem da się udowodnić, że wskrzeszenie Jezusa z martwych spełnia kryteria metodologiczne, jakie zazwyczaj historycy przykładają do niepewnych zdarzeń z przeszłości, szczególnie dalekiej. Według logiki klasycznej i zasady „wyłączonego środka” nie można być jednocześnie żywym i martwym. Oprócz tego, że Jezus był Bogiem, miał też dosłownie życie biologiczne. Ewangelie mówią, że „został poczęty”, tak jak każdy człowiek na Ziemi. Dalej mówią o jego rozwoju, nauce (pozostanie w Świątyni, określane jako „odnalezienie”) i pracy fizycznej w warsztacie swego ojca, Józefa. Jezus jadł, pił, spał tak jak każdy człowiek. Do tego stopnia był „normalny”, że pobożni Żydzi gorszyli się, że „chodzi do grzeszników i jada z nimi”. Jezus oddychał tym samym powietrzem, co my i zmarł przez uduszenie i wykrwawienie. Był wcześniej torturowany, co obala teorię możliwej ucieczki do Tybetu czy Francji. Fakt, że Jezus w ogóle nie nauczał prawie o małżeństwie i dzieciach, co można wytłumaczyć tym, że jako nieżonaty nie chciał wypowiadać się o rzeczywistości, której sam nie doświadczał.

   Naszym zadaniem było wyczerpanie wszystkich wyjaśnień naturalnych, mieszczących się w obrębie naszego wspólnego świata. Pozostaje zatem dopuścić myśl, że zmartwychwstanie miało miejsce i nie zmusza nikogo do wiary, nie jest – wbrew krytykom klasycznej teorii prawdy i zachodniej metafizyki – opresyjne. Zgodnie z klasyczną logiką i zasadą wyłączonego środka nie można być jednocześnie żywym i martwym. To podkreśla unikalność zmartwychwstania, które wykracza poza zwykłe doświadczenie ludzkie i wymyka się codziennym kategoriom zdroworozsądkowym.

Zaszufladkowano do kategorii nauka a religie, przeklęte problemy, świątecznie, Tradycja katolicka | Otagowano , , , , | 2 komentarze

Co to jest chrześcijaństwo? Wyobraź sobie, że tłumaczysz to kosmitom. 

 

Co to jest chrześcijaństwo? Wyobraź sobie, że tłumaczysz to kosmitom.

Chrześcijaństwo to monoteistyczna religia, która opiera się na życiu i nauce Jezusa Chrystusa. Chrześcijanie wierzą, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, który przyszedł na ziemię, aby zbawić ludzkość od grzechu. Chrześcijaństwo jest największą religią na świecie, z ponad 2,4 miliarda wyznawców.

Główne doktryna i dogmaty chrześcijaństwa to:

Wiara w jednego Boga, Ojca Wszechmogącego, Stwórcę nieba i ziemi.
Wiara w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który przyszedł na ziemię, aby zbawić ludzkość od grzechu.
Wiara w Ducha Świętego, który jest trzecią osobą Trójcy Świętej.
Wiara w Biblię, która jest księgą świętą chrześcijan.
Wiara w życie wieczne, które czeka wiernych po śmierci.

Chrześcijanie wierzą, że jedynym sposobem na zbawienie jest przyjęcie Jezusa Chrystusa jako Pana i Zbawiciela. Wierzący powinni także prowadzić życie zgodne z naukami Jezusa Chrystusa, które obejmują miłość, miłosierdzie, przebaczenie i sprawiedliwość. Chrześcijaństwo miało znaczący wpływ na kulturę i cywilizację zachodnią. Wpływy chrześcijaństwa można znaleźć w sztuce, architekturze, muzyce, literaturze i filozofii. Chrześcijaństwo odegrało także ważną rolę w rozwoju nauki, edukacji i opieki społecznej.

Kto jest uważany przez badaczy za założyciela tej religii?

Za założyciela chrześcijaństwa uważa się Jezusa Chrystusa. Był on żydowskim nauczycielem religijnym, który żył w I wieku n.e. w Palestynie. Jezus głosił, że jest Mesjaszem, Synem Bożym, który przyszedł na ziemię, aby zbawić ludzkość od grzechu. Został ukrzyżowany przez Rzymian w 30 roku n.e., ale jego uczniowie wierzyli, że zmartwychwstał i wstąpił do nieba. Po śmierci Jezusa jego nauki zostały rozpowszechnione na całym świecie i doprowadziły do powstania chrześcijaństwa.

Kiedy powstało wyznanie rzymsko-katolickie?

Kościół katolicki powstał w I wieku n.e. w wyniku działalności Jezusa Chrystusa i jego uczniów. Kościół katolicki jest najstarszą zorganizowaną religią na świecie i obecnie jest największą religią na świecie, liczącą ponad 1,2 miliarda wiernych. Głowa Kościoła katolickiego to papież, który jest zwierzchnikiem Kościoła i biskupem Rzymu. Siedzibą papieża jest Watykan, który jest niezależnym państwem położonym w środku Rzymu.

Kościół katolicki opiera się na nauce Jezusa Chrystusa i jego uczniów, którzy spisali swoje nauki w Biblii. Kościół katolicki wierzy w jednego Boga, który jest Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Kościół katolicki wierzy także w siedem sakramentów: chrzest, bierzmowanie, eucharystię, pokutę, namaszczenie chorych, święcenia kapłańskie i małżeństwo.

Kościół katolicki miał duży wpływ na kulturę i cywilizację zachodnią. Kościół katolicki był głównym promotorem nauki, edukacji i sztuki w średniowieczu. Kościół katolicki odegrał także ważną rolę w rozwoju prawa, polityki i społecznej opieki zdrowotnej.

Czego nauczał w czasie swej publicznej działalności Jezus z Nazaretu?

Jezus z Nazaretu nauczał wielu rzeczy w czasie swojej publicznej działalności. Poniżej znajduje się kilka głównych elementów jego nauki:

Miłość: Jezus głosił miłość jako najważniejszą zasadę. To obejmowało miłość do Boga, miłość do siebie samego i miłość do bliźniego. Najbardziej znane pod tym względem jest Jego nauka o “złotym prawie”, które mówi, że powinniśmy traktować innych tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani.

Przebaczenie: Jezus nauczał, że powinniśmy wybaczać innym ich przewinienia, tak jak chcielibyśmy, aby nam wybaczyli. Nauczał, że przebaczenie jest kluczem do uzdrowienia i pokoju.

Pokora: Jezus często nauczał o pokorze i skromności. Zamiast szukać własnej chwały, powinniśmy dążyć do służby innym.

Królestwo Boże: Centralnym punktem nauczania Jezusa było Królestwo Boże. Uczył, że Królestwo Boże jest już obecne wśród ludzi, ale jednocześnie jeszcze ma nadejść. Jezus wzywał ludzi do nawrócenia i życia w zgodzie z prawami Królestwa Bożego.

Sprawiedliwość społeczna: Jezus krytykował niesprawiedliwość społeczną i uczył, że Bogu zależy na sprawiedliwości i równości. Jego nauczanie było często skierowane przeciwko hipokryzji i niesprawiedliwości religijnej i społecznej elity swego czasu.

Wiara: Jezus nauczał, że wiara w Boga jest kluczowa. Wiara, według Jezusa, ma moc uzdrawiać, przemieniać i zbawiać.

To jest ogólne podsumowanie nauczania Jezusa, ale jest ono bardzo bogate i różnorodne. Każdy z tych punktów może być interpretowany na wiele różnych sposobów, w zależności od konkretnej tradycji chrześcijańskiej.

Jakie jest najważniejsze przesłanie Jezusa i sedno Jego nauki?

Najważniejsze przesłanie Jezusa, które często jest uznawane za sedno Jego nauki, to miłość i miłosierdzie. Dwa najważniejsze przykazania, które Jezus podkreślił w Ewangeliach, to miłość do Boga i miłość do bliźniego. W Ewangelii według św. Mateusza (22:37–40) Jezus mówi:

“‘Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całym swoim umysłem i całą swoją mocą’. To jest najważniejsze przykazanie. Drugie jest podobne do niego: ‘Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego’. Na tych dwóch przykazaniach opiera się cała Prawo i Prorocy.”

Jezus nauczał, że powinniśmy traktować innych tak, jak chcielibyśmy być traktowani — znane to jest jako “złote prawo”. Zgodnie z Jego nauką, miłość i miłosierdzie powinny kierować naszymi działaniami wobec innych. Jezus nauczał również o konieczności przebaczenia, pokory, sprawiedliwości społecznej, i o wierze w Boga. Jego nauczanie o Królestwie Bożym wskazuje na wizję społeczeństwa opartego na miłości, sprawiedliwości, pokoju i miłosierdziu.

Jednak warto pamiętać, że interpretacje nauczania Jezusa mogą się różnić w zależności od konkretnych tradycji i nauk chrześcijańskich. Wszystko to, co Jezus nauczał, jest ważne i wartościowe, a różne aspekty Jego nauki mogą mieć różne znaczenia dla różnych ludzi.

Dlaczego naród żydowski, uczeni w Piśmie i faryzeusze odrzucili osobę i nauki Chrystusa?

W czasach Jezusa, naród żydowski był bardzo zróżnicowany pod względem religijnym i politycznym, a reakcje na Jego nauki były różne. Faryzeusze i uczeni w Piśmie, którzy stanowili jedną z wielu grup, często odrzucali Jego nauki z różnych powodów:

Różnice interpretacyjne: Jezus często interpretował Prawo Mojżeszowe inaczej niż faryzeusze. Na przykład, Jezus nauczał, że miłość i miłosierdzie są ważniejsze niż ścisłe przestrzeganie zasad religijnych. Faryzeusze, którzy byli ściśle związani z Prawem, mogli to odrzucić.

Autorstwo: Jezus przypisywał sobie władzę, której zwykle nie przypisywano rabinom czy nauczycielom Prawa. Twierdził, że ma władzę przebaczać grzechy, co było zarezerwowane dla Boga. Dodatkowo, Jezus określał siebie mianem “Syna Człowieczego” i “Syna Bożego”, co było kontrowersyjne.

Zagrożenie dla status quo: Jezus krytykował często religijną elitę swego czasu za ich hipokryzję i niesprawiedliwość. To było bezpośrednie zagrożenie dla ich pozycji społecznej i religijnej.

Oczekiwania mesjańskie: Wielu Żydów w tamtym czasie oczekiwało Mesjasza, który uwolni ich od rzymskiej dominacji i przywróci Królestwo Izraela. Jezus, który mówił o Królestwie Bożym jako królestwie duchowym, a nie politycznym, mógł nie spełniać tych oczekiwań.

Ważne jest zaznaczenie, że nie wszyscy Żydzi odrzucili Jezusa. Wielu z nich uwierzyło w Niego i stało się pierwszymi chrześcijanami. Ponadto, różne grupy Żydów miały różne poglądy na Jezusa i Jego nauki.

Czy dziś są Żydzi uznający Jezusa?

Tak, istnieją Żydzi, którzy uznają Jezusa jako Mesjasza i są często nazywani “Messianic Jews” (Żydami mesjańskimi) lub “Jewish Christians” (Żydami chrześcijańskimi). Ta grupa wierzy, że Jezus jest Mesjaszem zapowiadanym w Pismach Hebrajskich (Starym Testamencie), a jednocześnie podtrzymuje wiele tradycyjnych żydowskich praktyk i obchodów.

Messianic Jews stanowią jednak małą mniejszość wśród globalnej populacji Żydów. Większość Żydów — zarówno ortodoksyjnych, konserwatywnych, reformowanych, jak i świeckich — nie uznaje Jezusa jako Mesjasza lub boskiej postaci. W tradycyjnym judaizmie, koncepcja Mesjasza jest różna od tej przedstawionej w chrześcijaństwie, a Jezus nie spełnia kryteriów mesjańskich zgodnie z tymi tradycjami.

Warto też pamiętać, że judaizm mesjański jest często krytykowany zarówno przez większość społeczności żydowskiej, jak i przez niektóre grupy chrześcijańskie, zarówno za swoją teologię, jak i za praktyki. Większość społeczności żydowskiej nie uznaje judaizmu mesjańskiego za formę judaizmu.

Co wyróżnia chrześcijaństwo spośród innych religii, kultów, wyznań?

Chrześcijaństwo wyróżnia się spośród innych religii kilkoma cechami. Po pierwsze, chrześcijanie wierzą w jednego Boga, który jest Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Po drugie, chrześcijanie wierzą, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym, który przyszedł na ziemię, aby zbawić ludzkość od grzechu. Po trzecie, chrześcijanie wierzą w Biblię, która jest księgą świętą chrześcijan. Po czwarte, chrześcijanie wierzą w życie wieczne, które czeka wiernych po śmierci.

Oprócz tych głównych cech, chrześcijaństwo jest także religią bardzo różnorodną. Istnieje wiele różnych denominacji chrześcijańskich, każda z własnymi przekonaniami i praktykami. Jednak wszystkie denominacje chrześcijańskie łączy wiara w jednego Boga, Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela i w Biblię jako księgę świętą.

A co wyróżnia rzymski katolicyzm spośród innych wyznań chrześcijańskich?

Rzymski katolicyzm odróżnia się od innych wyznań chrześcijańskich kilkoma cechami. Po pierwsze, katolicy wierzą, że papież jest zwierzchnikiem Kościoła katolickiego i że ma on władzę nauczania i rozstrzygania w kwestiach wiary i moralności. Po drugie, katolicy wierzą w siedem sakramentów:

chrzest,
bierzmowanie,
eucharystię,
pokutę,
namaszczenie chorych,
święcenia kapłańskie i
małżeństwo.

Po trzecie, katolicy wierzą w Tradycję, która jest zbiorem nauk i praktyk przekazywanych przez Kościół od czasów apostolskich aż do dziś. Niektórzy jednak uznają, że Tradycja zakończyła się w momencie zwołania Soboru Watykańskiego II w latach 60. XX i chcieliby wrócić do wiary, moralności i liturgii przedsoborowej. Oprócz tych głównych cech, katolicyzm jest także religią bardzo hierarchiczną. Kościół katolicki jest podzielony na diecezje, którymi kierują biskupi. Biskupi są podporządkowani papieżowi.

W historii Kościoła miało dojść do wielu cudów i objawień, a także znanych nawróceń ateistów i wiernych innych wyznań. Czy to prawda?

Tak, w historii Kościoła miało dojść do wielu cudów i objawień, a także znanych nawróceń ateistów i wiernych innych wyznań.

Cuda: Kościół katolicki wierzy, że cuda są dowodem na interwencję Boga w świecie. Istnieje wiele historii o cudach, które miały miejsce w Kościele, takich jak uzdrowienia z chorób, nawrócenia grzeszników i inne wydarzenia, które wydają się być poza zasięgiem natury.

Objawienia: Kościół katolicki wierzy, że objawienia są wiadomościami od Boga, które są przekazywane ludziom przez aniołów, świętych lub samą Matkę Boską. Istnieje wiele historii o objawieniach, które miały miejsce w Kościele, takich jak objawienia w Lourdes we Francji, Fatimie w Portugalii i Guadalupe w Meksyku.

Nawrócenia: Kościół katolicki wierzy, że nawrócenie jest procesem, w którym człowiek przemienia swoje życie i zaczyna wierzyć w Jezusa Chrystusa jako swojego Zbawiciela. Istnieje wiele historii o nawróceniach, które miały miejsce w Kościele, takich jak nawrócenie św. Pawła, św. Augustyna i św. Teresy z Avila.

Czy te wydarzenia rzeczywiście miały miejsce, czy są to tylko historie, jest kwestią wiary. Jednak faktem jest, że te wydarzenia odgrywają ważną rolę w historii Kościoła i są inspiracją dla wielu osób na całym świecie.

Ale Kościół badał objawienia maryjne, stygmaty czy uzdrowienia chorych.

Rozumiem, że Kościół badał objawienia maryjne, stygmaty i uzdrowienia chorych. Potrafię zrozumieć, dlaczego ludzie mogliby wierzyć, że te wydarzenia są dowodami na to, że Bóg istnieje i że jest aktywny w świecie.

W porządku. Jakie są słynne cuda i objawienia w historii Kościoła od początku?

W historii Kościoła od początku miało miejsce wiele słynnych cudów i objawień. Niektóre z najbardziej znanych to:

Cud w Kanie Galilejskiej, kiedy Jezus zamienił wodę w wino na weselu.
Cudowne rozmnożenie chleba i ryb, kiedy Jezus nakarmił pięć tysięcy ludzi z pięciu bochenków chleba i dwoma rybami.
Wzniesienie Jezusa na górę Tabor, kiedy Jezus ukazał się swoim uczniom w chwale.
Objawienie Matki Boskiej w Lourdes, które miało miejsce w 1858 roku.
Objawienie Matki Boskiej w Fatimie, które miało miejsce w 1917 roku.

Te wydarzenia są uważane przez wielu ludzi za dowody na to, że Jezus jest Synem Bożym i że Matka Boska jest jego matką. Są one również ważnymi wydarzeniami w historii Kościoła i miały znaczny wpływ na wiarę wielu ludzi.

A co z cudami eucharystycznymi?

Cud eucharystyczny to wydarzenie, w którym konsekrowany chleb i wino przemieniają się w prawdziwe Ciało i Krew Chrystusa. Cud eucharystyczny jest uznawany przez Kościóły katolicki i prawosławny, a także przez niektóre inne kościoły chrześcijańskie. W historii Kościoła miało miejsce wiele cudów eucharystycznych. Niektóre z najbardziej znanych to:

Cud w Lanciano we Włoszech, który miał miejsce w 700 roku. W czasie mszy konsekrowany chleb zmienił się w ludzkie fragmenty serca, a wino w ludzką krew.
Cud w Bolsenie we Włoszech, który miał miejsce w 1263 roku. W czasie mszy konsekrowany chleb zmienił się w ludzką tkankę sercową, a wino w ludzką krew.
Cud w Buenos Aires w Argentynie, który miał miejsce w 1996 roku. W czasie mszy konsekrowany chleb zmienił się w ludzką tkankę serca, a wino w ludzką krew.
Cuda eucharystyczne są uważane przez wielu ludzi za dowody na to, że Eucharystia jest prawdziwym ciałem i krwią Chrystusa. Są one również ważnymi wydarzeniami w historii Kościoła i miały znaczny wpływ na wiarę wielu ludzi. Jednak nie wszyscy ludzie wierzą w cuda eucharystyczne. Niektórzy ludzie uważają, że są one tylko sztuczkami lub oszustwami. Inni uważają, że są one dowodami na to, że Bóg istnieje i że jest aktywny w świecie. Ostatecznie to, czy wierzy się w cuda eucharystyczne, jest kwestią osobistej wiary.

Cud w Lanciano miał miejsce w 700 roku. Podczas mszy kapłan wątpił w realną obecność Chrystusa w Eucharystii. Gdy wypowiedział słowa konsekracji, konsekrowany chleb zmienił się w ludzkie mięso, a wino w ludzką krew. Ciało i krew są przechowywane w kaplicy kościoła San Rufino w Lanciano.

Cud w Bolsenie miał miejsce w 1263 roku. Podczas mszy ksiądz, który wątpił w realną obecność Chrystusa w Eucharystii, zobaczył, że konsekrowany chleb zmienił się w ludzkie mięso, a wino w ludzką krew. Ciało i krew są przechowywane w relikwiarzu w bazylice św. Krystyny w Bolsenie.

Cud w Buenos Aires miał miejsce w 1996 roku. Podczas mszy konsekrowany chleb zmienił się w ludzkie mięso, a wino w ludzką krew. Ciało i krew są przechowywane w relikwiarzu w kościele św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Buenos Aires.

To tylko kilka przykładów cudów eucharystycznych, które miały miejsce w historii Kościoła.

A pozostałe?

Istnieje wiele innych cudów eucharystycznych, które miały miejsce w historii Kościoła. Niektóre z nich są bardziej znane niż inne, ale wszystkie są świadectwem prawdziwej obecności Chrystusa w Eucharystii. Oto kilka przykładów innych cudów eucharystycznych:

Cud w Orvieto we Włoszech, który miał miejsce w 1263 roku.
Cud w Wilnie na Litwie, który miał miejsce w 1387 roku.
Cud w Quito w Ekwadorze, który miał miejsce w 1594 roku.
Cud w Buenos Aires w Argentynie, który miał miejsce w 1647 roku.
Cud w Paramaribo w Surinamie, który miał miejsce w 1866 roku.

A objawienia w historii Kościoła?

Objawienia w historii Kościoła były często przedmiotem dyskusji i sporów. Niektórzy uważają, że są one bezpośrednim wyrazem woli Bożej, podczas gdy inni uważają, że są one wynikiem ludzkiej wyobraźni lub psychologicznych stanów. W Kościele katolickim objawienia są uważane za prywatne, co oznacza, że nie są częścią oficjalnego nauczania Kościoła. Jednak Kościół uznaje, że mogą one być cennym źródłem duchowej inspiracji i motywacji.

W historii Kościoła było wiele znanych objawień, takich jak objawienie Matki Bożej w Lourdes we Francji w 1858 roku, objawienie Matki Bożej Fatimskiej w Portugalii w 1917 roku i objawienie Matki Bożej z Guadalupe w Meksyku w 1531 roku.

Objawienia te miały znaczący wpływ na życie wielu osób i przyczyniły się do rozwoju pobożności maryjnej w Kościele katolickim. Ważne jest, aby pamiętać, że objawienia są prywatne i nie są częścią oficjalnego nauczania Kościoła. Jednak mogą być cennym źródłem duchowej inspiracji i motywacji.

Rafał Sulikowski

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii, nauka a religie, przeklęte problemy, świątecznie, Tradycja katolicka | 2 komentarze