Wszechświat: jaki jest naprawdę projekt Boga?

 Wszechświat może być jednocześnie nieskończony i skończony . W mojej hipotezie „Big Bang”, czyli Wielki Wybuch, który zapoczątkował nasz kosmos mógł nie być totalnym stworzeniem „wszystkiego”, lecz był lokalnym wielkim wybuchem energii i materii pośród nieskończonej w przestrzeni i w czasie pustki kosmosu. Cała materia kosmosu, którą trudno wyliczyć nie zmieściłaby się w punkcie osobliwości czy w czarnej dziurze ani w super gęstym punkcie, który kompresował nieskończoną ilość materii i energii (jasnej i ciemnej). Kant uważał, podobnie jak Newton, że czas i przestrzeń są wieczne, o czym mówią też religie, szczególnie pnia Abrahama. W tym nieskończonym, owalnym albo dwuwymiarowym pudle wszechświata nastąpił lokalny wielki wybuch. Nasz obserwowalny aż po promieniowanie tła wszechświat jest więc od zawsze i jest przestrzennie nieskończony i/lub jest częścią większej całości, jak fraktale, których pełno przykładów znajdziemy w przyrodzie i w działalności ludzkiej. Jeśli tak to należy przemyśleć na nowo model standardowy.

Wysłane przez ty: Wszechświat może być jednocześnie nieskończony i skończony . W mojej hipotezie „Big Bang”, czyli Wielki Wybuch, który zapoczątkował nasz kosmos mógł nie być totalnym stworzeniem „wszystkiego”, lecz był lokalnym wielkim wybuchem energii i materii pośród nieskończonej w przestrzeni i w czasie pustki kosmosu. Cała materia kosmosu, którą trudno wyliczyć nie zmieściłaby się w punkcie osobliwości czy w czarnej dziurze ani w super gęstym punkcie, który kompresował nieskończoną ilość materii i energii (jasnej i ciemnej). Kant uważał, podobnie jak Newton, że czas i przestrzeń są wieczne, o czym mówią też religie, szczególnie pnia Abrahama. W tym nieskończonym, owalnym albo dwuwymiarowym pudle wszechświata nastąpił lokalny wielki wybuch. Nasz obserwowalny aż po promieniowanie tła wszechświat jest więc od zawsze i jest przestrzennie nieskończony i/lub jest częścią większej całości, jak fraktale, których pełno przykładów znajdziemy w przyrodzie i w działalności ludzkiej. Jeśli tak to należy przemyśleć na nowo model standardowy.

Twoja hipoteza dotycząca Wielkiego Wybuchu i natury Wszechświata jest interesująca! Pozwól mi na krótkie omówienie niektórych aspektów, w tym modelu standardowego kosmologii.

Wielki Wybuch (Big Bang):

Wielki Wybuch to teoria opisująca początek Wszechświata. Według niej Wszechświat powstał z gęstej i gorącej plazmy, a następnie rozszerzał się. W momencie Wielkiego Wybuchu cała materia i energia były skoncentrowane w jednym punkcie, który następnie eksplodował, prowadząc do rozszerzenia Wszechświata.

Model Standardowy Kosmologii:

Model ten jest oparty na założeniach Wielkiego Wybuchu i jest najbardziej akceptowanym modelem kosmologicznym. W ramach tego modelu przyjmuje się, że Wszechświat jest izotropowy (wygląda podobnie we wszystkich kierunkach) i jednorodny (ma podobne właściwości w każdym miejscu). Modele Friedmana-Lemaître’a-Robertsona-Walkera (FLRW) są często używane do opisu Wszechświata w skali globalnej.

Czas i Przestrzeń:

Kant i Newton mieli różne podejścia do czasu i przestrzeni. Kant uważał, że czas i przestrzeń są formami naszej percepcji, a nie cechami samego Wszechświata. Newton natomiast wprowadził pojęcie absolutnego czasu i przestrzeni, które były niezależne od obiektów w Wszechświecie. Współczesna kosmologia nadal bada te zagadnienia, a model standardowy jest stale ulepszany na podstawie obserwacji astronomicznych. Twoja hipoteza stanowi ciekawe wyzwanie dla naukowców, którzy starają się zrozumieć naturę Wszechświata.

Mam też koncepcję, że nie odkryjemy wszystkiego w nauce bez uwzględnienia dorobku światowej humanistyki, ani bez odwoływania się do idei, nawet prehistorycznych czy starożytnych idei religijnych, największych religii świata. Genialna intuicja autorów czy autorów, albo redaktorów księgi Rodzaju pokazała, że myśleli logicznie – kolejność stwarzania przez Boga kosmosu i Ziemi oraz życia na ziemi, czego ukoronowaniem było stworzenie z niższych ewolucyjnie przedludzi pierwszych ludzi, takich jak my – to wszystko odpowiada odkryciom od czasów wystąpienia Karola Darwina. Jeśli fizycy chcą stworzyć TOE, teorię wszystkiego, to nie mogą ograniczać się do nauk ścisłych, ale uwzględnić odkrycia i hipotezy nauk humanistycznych, teologicznych (np. teorie de Chardin’ea). Jeśli powstanie więc elegancka, piękna i prosta TOE, to będzie to dopiero pół-teoria, obejmująca tylko nauki ścisłe, szczególnie fizykę i kosmologię. Dopiero uwzględnienie na przykład antropologii, psychologii, socjologii czy kulturoznawstwa pozwoli stworzyć „wielką teorię wszystkiego”, a nie tylko szczególną TOE fizyków. Kłopoty z połączeniem oddziaływań makro z oddziaływaniem na poziomie kwantowym mogą wynikać z brak uwzględnienia strefy przejściowej między mikroświatem kwantów i kwarków, najniższych poziomów organizacji materii a makroskopową skalą grawitacji oraz trzech pozostałych oddziaływań (silne i słabe jądrowe oraz elektromagnetyczne). Taką sferą przejściową jest efekt obserwatora czy zasada nieoznaczoności. Taka jest moja autorska hipoteza.

Twoja koncepcja dotycząca integracji nauk humanistycznych i teologicznych z naukami ścisłymi w poszukiwaniu „teorii wszystkiego” (TOE) jest bardzo inspirująca. Współczesna nauka często dąży do holistycznego podejścia, które uwzględnia różnorodne perspektywy i dyscypliny. 

  1. **Wpływ Humanistyki na Nauki Ścisłe**:

   – Istnieje wiele przykładów, gdzie nauki humanistyczne wpłynęły na rozwój nauk ścisłych. Na przykład, filozoficzne pytania o naturę rzeczywistości i istnienia mogą inspirować teoretyczne podejścia w fizyce¹.

   – Humanistyka może dostarczać kontekstu etycznego i społecznego, który jest niezbędny przy aplikacji naukowych odkryć².

  1. **Teoria Wszystkiego**:

   – TOE to koncepcja w fizyce teoretycznej, która dąży do połączenia wszystkich podstawowych oddziaływań w jedną spójną teorię. Jednakże, jak zauważyłeś, może ona być niekompletna bez uwzględnienia innych aspektów rzeczywistości, takich jak świadomość, percepcja i doświadczenie ludzkie.

  1. **Efekt Obserwatora i Zasada Nieoznaczoności**:

   – Efekt obserwatora w fizyce kwantowej odnosi się do wpływu, jaki akt obserwacji może mieć na stan systemu kwantowego[^10^].

   – Zasada nieoznaczoności Heisenberga mówi, że istnieją granice dokładności, z jaką można jednocześnie zmierzyć niektóre pary wielkości fizycznych, takie jak położenie i pęd cząstki¹⁴.

Twoje przemyślenia dotyczące integracji wiedzy z różnych dziedzin są ważne, ponieważ nauka jest procesem ciągłym i dynamicznym, który ewoluuje wraz z naszym rozumieniem świata. Wielowymiarowe podejście może prowadzić do głębszego zrozumienia złożoności Wszechświata i naszego miejsca w nim.

 Istnieje jeszcze co prawda tylko w świecie nauki coraz bardziej malejąca szansa, że znajdą się dowody naukowe na prawdziwość hipotezy „IP”, czyli „inteligentnego projektu”?

Hipoteza „inteligentnego projektu” (IP) jest tematem szerokiej debaty, zarówno w środowiskach naukowych, jak i teologicznych. W skrócie, hipoteza ta sugeruje, że pewne cechy Wszechświata i żywych organizmów są lepiej wyjaśniane przez inteligentne działanie, a nie przez niekierowane procesy naturalne, takie jak ewolucja przez dobór naturalny¹.

  1. **Naukowość Hipotezy IP**:

   – Wielu naukowców uważa hipotezę IP za pseudonaukową, ponieważ trudno jest przetestować ją w sposób empiryczny, co jest kluczowym kryterium naukowości¹.

   – Krytycy IP argumentują, że nie przedstawia ona testowalnych przewidywań i często opiera się na argumentach z niewiedzy, sugerując, że jeśli nauka nie może obecnie wyjaśnić pewnych zjawisk, to musi za nimi stać inteligentny projektant¹.

  1. **Debaty i Kontrowersje**:

   – Hipoteza IP wywołuje liczne debaty, szczególnie w kontekście edukacji i nauczania ewolucji w szkołach¹.

   – W niektórych przypadkach zwolennicy IP starają się promować tę koncepcję jako alternatywę dla teorii ewolucji w programach nauczania, co spotyka się z oporem ze strony środowisk naukowych¹.

  1. **Dowody Naukowe**:

   – Do tej pory nie znaleziono przekonujących dowodów naukowych, które by potwierdzały hipotezę IP jako lepsze wyjaśnienie złożoności biologicznej niż teoria ewolucji¹.

   – Naukowe badania nad pochodzeniem życia i ewolucją kontynuują poszukiwanie naturalnych wyjaśnień dla obserwowanej złożoności.

W kontekście Twojego pytania, szansa na znalezienie dowodów naukowych potwierdzających hipotezę IP wydaje się być mała, ponieważ nauka opiera się na metodologii, która wymaga testowalności, powtarzalności i falsyfikowalności hipotez. Hipoteza IP nie spełnia tych kryteriów w sposób, który byłby akceptowany przez większość współczesnych naukowców. Jednakże, debata na ten temat jest nadal żywa i stanowi ważny element dyskusji między nauką a filozofią czy teologią.

W teologii istnieje pojęcie „dwóch magisteriów” – wiary i nauki osobno – które się wzajemnie nie przenikają ani nie nakładają, lecz uzupełniają. W ramach postulowanej przez teologię „autonomii rzeczy doczesnych” postuluję, że wszechświat i wszystko w nim powstało samoistnie, czyli od Big Bangu aż do dziś, ale istnieje też autonomia rzeczy wiecznych, metafizycznych czy nadnaturalnych”. „Ten świat” rzeczywiście powstaje, jak odkrywa nauka. Z kolei „tamten świat”  w sensie,  w jakim go postulują religie i ich teologie również jest niezależny od naszego, a droga do niego prowadzi przez doświadczenie śmierci. Większym cudem jest powstanie autonomiczne kosmosu niż teoria o „podtrzymywaniu wszystkiego przez Boga czy Absolut”. Gdyby Bóg stworzył kosmos albo go stwarzał ustawicznie (creatio contiua), to miałoby mniejsze znaczenie niż powstanie kosmosu niejako bez ingerencji istniejącego wiecznie Absolutu. To jest też moja koncepcja.

Twoja koncepcja dotycząca „dwóch magisteriów” i autonomii rzeczy doczesnych oraz wiecznych jest głęboko filozoficzna i teologiczna. W teologii chrześcijańskiej, pojęcie „dwóch magisteriów” rzeczywiście odnosi się do rozróżnienia między sferą wiary a sferą nauki, gdzie każda z nich ma swoje niezależne metody dochodzenia do prawdy¹.

  1. **Dwa Magisteria**:

   – Teoria ta, zaproponowana przez Stephena Jaya Goulda, mówi o nieprzenikających się, ale uzupełniających się obszarach nauki i religii¹.

   – Nauka zajmuje się empirycznym opisem i wyjaśnianiem świata naturalnego, podczas gdy religia zajmuje się znaczeniem, wartościami moralnymi i ostatecznymi celami¹.

  1. **Autonomia Rzeczy Doczesnych**:

   – Autonomia rzeczy doczesnych to koncepcja, która mówi o samodzielności świata materialnego, który rozwija się zgodnie z własnymi prawami i procesami⁴.

   – W tej perspektywie, wszechświat od momentu Wielkiego Wybuchu rozwija się samodzielnie, bez ciągłej ingerencji Stwórcy⁴.

  1. **Autonomia Rzeczy Wiecznych**:

   – Z drugiej strony, autonomia rzeczy wiecznych odnosi się do sfery metafizycznej, duchowej, która jest niezależna od fizycznego świata⁴.

   – W tej koncepcji, „tamten świat” jest domeną doświadczeń transcendentalnych, takich jak doświadczenie śmierci i możliwość istnienia życia po śmierci⁴.

  1. **Creatio Continua**:

   – Creatio continua to teologiczny pogląd, że Bóg nieustannie podtrzymuje stworzenie w istnieniu⁷.

   – Jest to przeciwieństwo deizmu, który zakłada, że Bóg stworzył świat, ale nie ingeruje w jego dalsze losy⁷.

Twoje rozważania dotyczące większego cudu autonomicznego powstania kosmosu w porównaniu z teorią o ciągłym podtrzymywaniu wszystkiego przez Boga, wpisują się w dyskusję na temat relacji między nauką a wiarą, między naturalnymi procesami a działaniem transcendentnego Absolutu. To interesujące podejście do zrozumienia wszechświata i naszego miejsca w nim.

 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii, Bóg, nauka a religie, przeklęte problemy, religia, Tradycja katolicka, wiara | Dodaj komentarz

Bóg i ewolucja. Jak powstał wszechświat?

Chciałbym postawić hipotezę o ekosystemach jako złożonościach nieredukowalnych. Nieredukowalne systemy polegają w skrócie na tym, że suma ich części tworzy dopiero całość, gdy są obecne od początku. Wyklucza to możliwość pojawiania się części składowych tych systemów w drodze ewolucji, czyli powolnych zmian w ekosystemie. Kreacjoniści wskazywali na takie obiekty natury, jak oko czy komórka. Sądzić jednak należy, że trzeba zająć się szerszymi obiektami, jak ekosystem czy cała planeta Ziemia. Jest to przykład złożoności nieredukowalnej – cokolwiek „wyjmiemy” z przyrody, np. wodę, światło, tlen, mrówki czy pszczoły, które zapylają kwiaty, to całość nie może działać. Ostatnio mówi się o ginących pszczołach w wyniku działalności gospodarczej człowieka i powstają „sztuczne pszczoły”, które zastąpią naturalne w przyszłości, jeśli te ostatnie wyginą. Innym przykładem jest powstanie całej planety – gdyby powstawała naturalnie nie powstałaby samoistnie przez zderzanie cząsteczek ciał niebieskich, jak meteory, meteoryty czy kosmiczne kamienie, ponieważ po zderzeniu zamieniałyby się w pył albo siła odśrodkowa odbijała je w kosmos zaraz po zderzeniu. Inaczej mówiąc, prawdopodobieństwo, że musiała zadziałać inna siła fizyczna, aby po zderzeniu powstało większe ciało niebieskie, np. księżyc czy planeta albo planetoida jest bardzo duże. Mało prawdopodobne zdaje się przyjęcie „modelu zderzania” jako przyczyny powstawania planet. Musiał zadziałać dodatkowy czynnik, który „sklejał” cząsteczki. Jednak prawdopodobieństwo, że cząsteczki tworzące na przykład Ziemię samoistnie ułożyły poszczególne warstwy planety począwszy od najstarszego, rozpalonego do białości jądra aż po powierzchnię lądów (gór, nizin, wyżyn, etc.) – jest niewielkie. Ktoś podał, że prawdopodobieństwo powstania i samoczynnej samorganizacji kosmosu jest takie, jak to, które określa możliwość stworzenia samolotu Boeing 747 przez wiatr wiejący nad składowiskiem złomu. Jest równe temu, gdy małpa waląc przypadkowo w fortepian przez miliardy lat „wystuka” przypadkiem V Symfonię Bethovena. Jeśli nawet poszczególne części wszechświata i Ziemi ewoluowały powoli i po kolei, to sam kosmos może w istocie stanowić system nieredukowalnie złożony, na przykład istnienie czarnych i białych dziur jest konieczne, aby wszechświat działał, podobnie jak innych obiektów materialnych oraz energii w kosmosie.

 

Twoja hipoteza dotycząca ekosystemów jako złożoności nieredukowalnych jest interesująca. Nieredukowalna złożoność to koncepcja, która wskazuje, że pewne systemy biologiczne nie mogą powstać poprzez stopniową adaptację organizmów w procesie ewolucji. Zastanówmy się nad tym w kontekście ekosystemów i innych zjawisk przyrodniczych.

  1. **Ekosystemy jako złożoność nieredukowalna**:

   – Ekosystemy składają się z różnorodnych organizmów (roślin, zwierząt, mikroorganizmów) oraz ich środowiska (np. lasy, jeziora, bagna). Te elementy współdziałają, tworząc całość.

   – Wykluczenie dowolnej części ekosystemu (np. pszczoły, które zapylają kwiaty) może zaburzyć równowagę i funkcjonowanie całego systemu.

   – Przykład z pszczołami jest trafny – ich rola w zapylaniu roślin jest kluczowa dla utrzymania bioróżnorodności i produkcji żywności.

   – Wspomniane „sztuczne pszczoły” to próba zastąpienia naturalnych zapylaczy w przypadku ich wyginięcia.

  1. **Powstanie planety Ziemia**:

   – Tworzenie się planety to złożony proces. Współczesne modele naukowe sugerują, że Ziemia powstała z materii obecnej w dysku protoplanetarnym wokół młodego Słońca.

   – W tym procesie miały miejsce kolizje i akrecja cząstek, a także różnorodne reakcje chemiczne.

   – Prawdopodobieństwo, że wszystkie te zdarzenia były przypadkowe, jest niewielkie. Wpływ miały zarówno siły fizyczne, jak i procesy chemiczne.

  1. **Kosmiczne zjawiska**:

   – Istnienie czarnych dziur, białych dziur i innych obiektów kosmicznych jest kluczowe dla funkcjonowania wszechświata.

   – Ich właściwości i oddziaływanie wpływają na grawitację, przepływ materii i ewolucję galaktyk.

   – Choć nie zawsze rozumiemy je w pełni, ich istnienie jest niezbędne dla naszego kosmicznego otoczenia.

Twoja hipoteza o ekosystemach jako przykładzie złożoności nieredukowalnej jest fascynująca i porusza wiele ważnych kwestii dotyczących pochodzenia i funkcjonowania systemów naturalnych. Oto kilka punktów, które mogą wzbogacić tę dyskusję:

  1. **Ekosystemy**:

   – Ekosystemy są rzeczywiście przykładem złożonych systemów, gdzie każdy składnik odgrywa kluczową rolę. Zniknięcie jednego elementu, jak pszczoły, może mieć dalekosiężne konsekwencje dla całego systemu.

   – Sztuczne pszczoły mogą być rozwiązaniem tymczasowym, ale nie zastąpią pełni funkcji naturalnych ekosystemów.

  1. **Powstanie planet**:

   – Procesy akrecji i kolizji w dysku protoplanetarnym są obecnie uznawane za kluczowe w formowaniu planet.

   – Siły grawitacyjne i inne interakcje fizyczne odgrywają znaczącą rolę w „sklejaniu” materii w większe ciała niebieskie.

  1. **Prawdopodobieństwo i złożoność**:

   – Porównania, takie jak te z Boeingiem 747 czy V Symfonią Beethovena, ilustrują wyzwania związane z pojęciem przypadkowości w kontekście złożonych systemów.

   – Istnienie czarnych dziur i innych zjawisk kosmicznych może być postrzegane jako niezbędne warunki dla struktury i dynamiki wszechświata.

  1. **Nieredukowalna złożoność a ewolucja**:

   – Koncepcja nieredukowalnej złożoności jest często używana w debatach na temat ewolucji i kreacjonizmu.

   – Warto jednak pamiętać, że nauka poszukuje naturalnych wyjaśnień dla obserwowanych zjawisk i procesów, a hipotezy muszą być testowalne i falsyfikowalne.

  1. **Rola nauki**:

   – Nauka dąży do zrozumienia złożonych systemów poprzez badanie ich składników i interakcji.

   – W przypadku ekosystemów, bada się zarówno indywidualne gatunki, jak i ich wzajemne powiązania oraz wpływ na środowisko.

Czy istnieją inne przykłady złożoności nieredukowalnej?

Tak, istnieją inne przykłady złożoności nieredukowalnej, które są często przytaczane w debatach na temat ewolucji i inteligentnego projektu. Oto kilka z nich:

  1. **Wić bakteryjna**:

   – Jest to struktura używana przez bakterie do poruszania się. Składa się z wielu białek, które muszą współpracować, aby wić mogła funkcjonować. Argumentuje się, że usunięcie któregokolwiek z tych białek sprawi, że wić przestanie działać¹.

  1. **System krzepnięcia krwi**:

   – Jest to skomplikowany proces, w którym wiele czynników musi współdziałać, aby krew mogła skrzepnąć. Usunięcie jednego z elementów tego systemu może uniemożliwić krzepnięcie³.

  1. **Fotosystemy roślin**:

   – Są to kompleksy białkowe odpowiedzialne za fotosyntezę. Kreacjoniści argumentują, że ich złożoność jest tak wielka, że nie mogły one powstać stopniowo².

Warto jednak zauważyć, że koncepcja nieredukowalnej złożoności jest kontrowersyjna i nie jest powszechnie akceptowana w środowisku naukowym. Wiele z przytoczonych przykładów zostało poddanych krytyce i istnieją alternatywne wyjaśnienia oparte na ewolucji, które tłumaczą, jak te złożone systemy mogły powstać stopniowo¹². Naukowcy wskazują na możliwość istnienia prostszych wersji tych systemów, które mogły ewoluować do obecnej formy, a także na zdolność naturalnego doboru do kształtowania skomplikowanych struktur poprzez długotrwałe procesy ewolucyjne.

Jakie są argumenty przeciwko koncepcji złożoności nieredukowalnej?

Argumenty przeciwko koncepcji złożoności nieredukowalnej często koncentrują się na możliwości ewolucyjnego powstawania złożonych systemów biologicznych. Oto kilka kluczowych punktów krytyki:

  1. **Ewolucja przez duplikację i dywergencję**:

   – Naukowcy wskazują, że duplikacja genów może prowadzić do powstania nowych funkcji. Geny mogą zostać skopiowane, a następnie jedna kopia może ewoluować i pełnić nową funkcję, podczas gdy druga kopia nadal pełni oryginalną funkcję.

  1. **Redukcja złożoności**:

   – Niektóre systemy mogły stać się bardziej złożone przez redukcję z prostszych systemów, które były funkcjonalne, ale mniej skomplikowane. Z czasem dodatkowe części mogły zostać dodane, zwiększając złożoność.

  1. **Przykłady ewolucji złożonych struktur**:

   – Istnieją dowody na to, że złożone struktury, takie jak oko czy wić bakteryjna, mogły powstać stopniowo. Eksperymenty i obserwacje pokazują, że proste wersje tych struktur mogą ewoluować do bardziej złożonych form.

  1. **Naturalny dobór**:

   – Naturalny dobór może kształtować złożone systemy poprzez stopniowe nagradzanie funkcjonalnych pośrednich etapów, nawet jeśli nie są one tak złożone jak ostateczny system.

  1. **Eksperymenty laboratoryjne**:

   – Eksperymenty, takie jak te przeprowadzone przez Richarda Lenskiego, pokazują, że mikroorganizmy mogą nabywać nowe funkcje w wyniku mutacji i naturalnego doboru, co jest sprzeczne z ideą nieredukowalnej złożoności.

  1. **Krytyka metodologiczna**:

   – Koncepcja nieredukowalnej złożoności jest krytykowana za brak możliwości empirycznego testowania i falsyfikacji, co jest kluczowym elementem metody naukowej.

  1. **Holizm vs redukcjonizm**:

   – W biologii istnieje długa tradycja redukcjonistycznego podejścia, które polega na rozkładaniu złożonych systemów na prostsze części w celu ich zrozumienia. Holistyczne podejście, które jest częścią argumentu o nieredukowalnej złożoności, nie zawsze jest konieczne do wyjaśnienia funkcjonowania systemów biologicznych¹.

Te argumenty są częścią trwającej debaty naukowej na temat mechanizmów ewolucji i pochodzenia złożonych systemów biologicznych. Warto zauważyć, że większość społeczności naukowej akceptuje ewolucję jako wyjaśnienie dla złożoności obserwowanej w naturze.

Co było pierwsze: jajko czy kura? Jak było możliwe „zasianie” Ziemie trawami, krzewami i drzewami, gdy nie było jeszcze nasion? Skąd pochodzą nasiona, wszelki owoc dające? I kto był pierwszy – żeński układ rozrodczy czy męski? Tradycyjnie religia głosi, że najpierw powstał w sposób nadprzyrodzony „Adam”, a potem kobieta. Jak było naprawdę?

Pytanie o to, co było pierwsze: jajko czy kura, jest klasycznym przykładem dylematu przyczynowo-skutkowego. Z perspektywy ewolucji, odpowiedź jest taka, że jajko było pierwsze. Jajorodne stworzenia istniały na Ziemi długo przed pojawieniem się kur domowych. Jajka jako forma reprodukcji były używane przez organizmy miliony lat przed pojawieniem się kur⁶⁷⁹.

Co do pytania o „zasianie” Ziemi roślinnością, to proces ten był stopniowy i rozpoczął się od prostych form życia, takich jak glony i sinice, które mogły przetrwać w wodnym środowisku i nie wymagały nasion do rozmnażania. Z czasem, w miarę ewolucji i zmian środowiskowych, pojawiły się bardziej złożone rośliny zdolne do wytwarzania nasion¹².

Rozmnażanie płciowe, w tym różnicowanie na układy rozrodcze męskie i żeńskie, również ewoluowało stopniowo. Początkowo mogły istnieć organizmy zdolne do rozmnażania zarówno płciowego, jak i bezpłciowego, a z czasem wykształciły się specjalizowane układy rozrodcze. Nie jest możliwe jednoznaczne stwierdzenie, który układ rozrodczy pojawił się jako pierwszy, ponieważ oba są wynikiem długiego procesu ewolucyjnego[^10^].

Religijne opowieści o stworzeniu, takie jak biblijna historia Adama i Ewy, są interpretacjami metaforycznymi i nie są traktowane przez naukę jako dosłowne wyjaśnienia pochodzenia życia na Ziemi. Nauka opiera się na dowodach i metodach badawczych, które pozwalają na rekonstrukcję historii życia i ewolucji gatunków.

Argumentem przeciw kreacjonizmowi religijnemu może być wiek wszechświata. W tak długim czasie, jak 13.8 mld lat, w kosmosie mogło powstać wszystko. Gdyby kosmos stworzyła “siła wyższa”, nie potrzebowałaby tyle czasu, wiek wszechświata byłby krótszy. Jednak Siła Wyższa, ktokolwiek nią mógł być – kosmici, tradycyjny “Bóg”, siła new age, obce cywilizacje, ludzie z przyszłości – mogła postanowić nie stwarzać wszystkiego na drodze “deus ex machina”, od razu, ponieważ byłby to dla zwierząt, a szczególnie dla ludzi swoisty “szok” – wyłonienie się gotowego człowieka jako dorosłego ponadto skazałoby go na życie bez przeszłości, a szczególnie bez rodziców, co wywołałoby w pierwszych ludziach psychiczne perturbacje. Ewolucja pozwala uniknąć “ontologiczno-egzystencjalnego szoku” i psychozy antropogenicznej. 

Wiek wszechświata, szacowany na około 13.8 miliarda lat, jest rzeczywiście często przytaczany w dyskusjach na temat kreacjonizmu i ewolucji. Oto kilka punktów, które mogą być interesujące w kontekście Twojej refleksji:

  1. **Czas a procesy kosmiczne**:

   – Długi czas istnienia wszechświata pozwala na stopniowe zachodzenie złożonych procesów kosmicznych i ewolucyjnych, które doprowadziły do powstania galaktyk, gwiazd, planet i ostatecznie życia.

  1. **Podejście naukowe**:

   – Nauka opiera się na obserwacji, eksperymentowaniu i modelowaniu, aby zrozumieć procesy rządzące wszechświatem. Wiek wszechświata jest wyznaczany na podstawie obserwacji astronomicznych i pomiarów fizycznych.

  1. **Kreacjonizm vs. ewolucja**:

   – Kreacjonizm często opiera się na interpretacjach religijnych i metafizycznych, które mogą nie być zgodne z naukowym zrozumieniem historii wszechświata.

   – Ewolucja, jako naukowa teoria, dostarcza mechanizmów, które mogą wyjaśniać stopniowe powstawanie złożonych form życia bez konieczności odwoływania się do interwencji nadprzyrodzonych.

  1. **Filozoficzne i teologiczne interpretacje**:

   – Niektóre interpretacje teologiczne mogą być zgodne z długim czasem istnienia wszechświata, sugerując, że „siła wyższa” mogła użyć naturalnych procesów, takich jak ewolucja, do osiągnięcia swoich celów.

   – Inne interpretacje mogą sugerować, że czas dla „siły wyższej” jest pojęciem innym niż dla ludzi i nie ma on ograniczeń, jakie znamy.

  1. **Ewolucja jako proces**:

   – Ewolucja pozwala na stopniowe adaptacje i zmiany, które mogą prowadzić do rozwoju złożonych form życia, unikając „szoku” nagłego pojawienia się skomplikowanych organizmów.

Twoje rozważania dotyczące możliwości działania „siły wyższej” i jej potencjalnych motywacji są przykładem, jak nauka, filozofia i teologia mogą się przenikać, prowadząc do różnorodnych interpretacji pochodzenia wszechświata i życia. Jest to obszar bogaty w różne perspektywy, które często się uzupełniają, ale mogą też prowadzić do głębokich dyskusji na temat natury rzeczywistości.

Czy istnieją inne kontrowersyjne koncepcje w biologii?

W biologii istnieje wiele koncepcji, które wywołują kontrowersje i dyskusje, zarówno w środowisku naukowym, jak i w szerszym społeczeństwie. Oto kilka przykładów:

  1. **Biologiczna koncepcja gatunku**:

   – Definiuje gatunki na podstawie zdolności do krzyżowania się i wydawania płodnego potomstwa. Jest to jednak problematyczne w przypadku organizmów, które mogą wyglądać podobnie, ale są różnymi gatunkami, lub tych, które należą do tego samego gatunku, ale różnią się znacznie wyglądem¹.

  1. **Specjacja sympatryczna i allopatryczna**:

   – Procesy, w których nowe gatunki powstają z istniejących. Specjacja sympatryczna odnosi się do powstawania nowych gatunków bez separacji geograficznej, co jest kwestionowane przez niektórych naukowców¹.

  1. **Poglądy Richarda Dawkinsa**:

   – Jego teorie ewolucyjne i poglądy na religię wywołują kontrowersje. Dawkins jest znany z krytyki religii i promowania naukowego podejścia do zrozumienia życia².

  1. **Problemy teorii ewolucji**:

   – Istnieją pytania dotyczące mechanizmów ewolucji, takie jak to, jak dokładnie zachodzą małe zmiany w obrębie gatunków i jak te zmiany przekładają się na powstawanie nowych gatunków³.

Te koncepcje są przedmiotem badań, debat i czasem kontrowersji, ponieważ nauka jest dynamicznym procesem, w którym teorie są ciągle testowane i rewidowane w świetle nowych dowodów i odkryć.

Czy istnieją inne kontrowersyjne koncepcje poza biologią?

Tak, istnieją liczne kontrowersyjne koncepcje w różnych dziedzinach nauki i filozofii, które wykraczają poza biologię. Oto kilka przykładów:

  1. **Psychologia ewolucyjna**:

   – Ta dziedzina bada, w jaki sposób naturalny dobór wpłynął na rozwój zachowań i procesów psychicznych. Jest to kontrowersyjne, ponieważ niektóre teorie w psychologii ewolucyjnej mogą być interpretowane jako redukcjonistyczne lub deterministyczne².

  1. **Teorie wychodzące poza nową syntezę ewolucyjną**:

   – Niektóre nowe teorie w biologii ewolucyjnej próbują połączyć biologiczne i kulturowe aspekty ewolucji, co może prowadzić do kontrowersji dotyczących granic między naturą a kulturą¹.

  1. **Interdyscyplinarność w naukach humanistycznych**:

   – Współczesne badania często łączą różne dyscypliny, takie jak retoryka, logika, językoznawstwo, psychologia, czy marketing, co może prowadzić do kontrowersji dotyczących metodologii i granic między nimi³.

  1. **Koncepcje w fizyce**:

   – Teorie takie jak wieloświaty czy struny są kontrowersyjne, ponieważ wykraczają poza to, co można obecnie zaobserwować i zmierzyć.

  1. **Filozofia umysłu**:

   – Debata na temat natury świadomości i pytanie, czy umysł jest czymś więcej niż tylko działaniem mózgu, jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów w filozofii.

  1. **Teorie społeczne i ekonomiczne**:

   – Koncepcje takie jak kapitalizm, socjalizm, i inne systemy ekonomiczne są często przedmiotem gorących debat i kontrowersji.

Kontrowersje w nauce są ważne, ponieważ prowokują dyskusję i prowadzą do głębszego zrozumienia tematu. Są one również oznaką zdrowego sceptycyzmu i krytycznego myślenia w nauce.

Jakie są dowody na ewolucję złożonych struktur?

Dowody na ewolucję złożonych struktur biologicznych są liczne i pochodzą z różnych dziedzin nauki. Oto niektóre z nich:

  1. **Skamieniałości**:

   – Skamieniałości dostarczają bezpośrednich dowodów na ewolucję, pokazując, jak organizmy zmieniały się w czasie. Znaleziska takie jak Archaeopteryx, który łączy cechy gadów i ptaków, są przykładem form przejściowych⁷.

  1. **Porównania anatomiczne**:

   – Homologiczne struktury, takie jak kończyny kręgowców, wskazują na wspólne pochodzenie, mimo że pełnią różne funkcje u różnych gatunków⁴.

  1. **Biogeografia**:

   – Rozmieszczenie geograficzne gatunków dostarcza informacji o ich ewolucyjnej historii i rozprzestrzenianiu się na Ziemi⁴.

  1. **Embriologia**:

   – Podobieństwa w rozwoju embrionalnym różnych gatunków wskazują na wspólne pochodzenie i ewolucyjne powiązania⁴.

  1. **Biologia molekularna**:

   – Porównania sekwencji DNA i białek u różnych organizmów pokazują, jak blisko są one spokrewnione i jak długo temu oddzieliły się ich linie ewolucyjne⁴.

  1. **Ewolucja mikrobiologiczna**:

   – Obserwacje, jak bakterie rozwijają odporność na antybiotyki, są przykładem ewolucji w czasie rzeczywistym.

Te dowody są wspierane przez liczne badania i eksperymenty, które potwierdzają ewolucję jako proces odpowiedzialny za złożoność życia na Ziemi.

Co mówi nauka o redukcjonizmie i holizmie w badaniach biologicznych?

Nauka oferuje różne perspektywy na badania biologiczne, w tym redukcjonizm i holizm, które reprezentują dwa różne podejścia do zrozumienia złożonych systemów biologicznych:

  1. **Redukcjonizm**:

   – To podejście metodologiczne, które zakłada, że złożone systemy można zrozumieć poprzez analizę ich najprostszych składowych części¹.

   – Redukcjonizm biologiczny skupia się na wyjaśnianiu zjawisk biologicznych na poziomie molekularnym i genetycznym, co pozwala na szczegółowe zrozumienie mechanizmów życia².

  1. **Holizm**:

   – Holizm w biologii to podejście, które podkreśla znaczenie całościowego spojrzenia na organizmy i ekosystemy, uznając, że całość jest więcej niż sumą części¹.

   – W psychologii holistyczne podejście może uwzględniać zarówno aspekty biologiczne, jak i społeczne czy kulturowe, co pozwala na bardziej kompleksowe zrozumienie ludzkiej psychiki³.

Oba podejścia mają swoje zalety i ograniczenia. Redukcjonizm jest potężnym narzędziem w odkrywaniu podstawowych praw biologii, ale może nie uwzględniać złożoności interakcji między różnymi elementami systemu. Holizm z kolei może lepiej oddawać złożoność interakcji w systemach biologicznych, ale może być trudniejszy do zastosowania w precyzyjnych badaniach naukowych. Współczesna nauka często łączy oba podejścia, aby uzyskać pełniejszy obraz badanych zjawisk.

Tak, istnieją kontrowersyjne koncepcje wykraczające poza naukę, które dotykają różnych dziedzin życia, od filozofii po etykę i politykę. Oto kilka przykładów:

  1. **Koncepcje filozoficzne dotyczące zła**:

   – Istnieje wiele teorii na temat genezy zła, które są przedmiotem debat filozoficznych. Koncepcje te mogą być teistyczne, ateistyczne lub abstrahować od kwestii religijnych¹.

  1. **Obiektywizm i subiektywizm w nauce**:

   – Dyskusje na temat obiektywności poznania naukowego i jego subiektywnych aspektów, takich jak wpływ czynników psychologicznych, społecznych i kulturowych na rozwój teorii naukowych².

  1. **Metodologia badań kulturowych**:

   – Koncepcje dotyczące sposobów badania kultury, które wykraczają poza krytykę i skupiają się na poszukiwaniu połączeń i sieci między różnymi porządkami: społecznym, kulturowym, materialnym, technologicznym, cielesnym, politycznym itp.³.

Kontrowersje te często dotyczą fundamentalnych pytań o naturę rzeczywistości, wartości moralne i etyczne, a także metodologię i granice poznania. Są one ważne dla rozwoju dyskursu publicznego i intelektualnego.

Co mówi nauka o teoriach spiskowych w biologii?

Teorie spiskowe stanowią ciekawy obszar badań, zarówno w naukach społecznych, jak i naukach ścisłych. Oto kilka informacji na ten temat:

  1. **Charakterystyka teorii spiskowych**:

   – Teorie spiskowe to próby wyjaśnienia genezy zdarzeń, przebiegu wydarzeń lub sytuacji, stojące w opozycji do powszechnie uznanej wersji. Opierają się na przekonaniu o istnieniu spisku, czyli zakamuflowanej działalności grupy osób, które rzekomo zawarły tajne porozumienie dla osiągnięcia jakiegoś celu, zatajając prawdę przed opinią publiczną¹.

   – Przykładami są tezy o dominacji ekonomicznej, politycznej i militarnej dotyczące „nowego porządku świata” (NWO) czy kwestionujące lądowanie człowieka na Księżycu.

  1. **Badania nad teoriami spiskowymi**:

   – Wiele badań nad teoriami spiskowymi przeprowadzono w latach 90. XX wieku i pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku.

   – Teorie spiskowe łączą podobne cechy, takie jak:

     – Wyjaśnianie zdarzeń w opozycji do oficjalnej wersji.

     – Negatywne intencje konspiratorów.

     – Łączenie niepowiązanych wydarzeń.

     – Ukrywanie informacji przez konspiratorów².

  1. **Memetyka i teorie spiskowe w mózgu**:

   – Prof. Włodzisław Duch z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu bada proces powstawania teorii spiskowych w mózgu.

   – Memetyka, teoria form ludzkich zachowań, opisuje reprezentację memów w postaci atraktorów sieci neuronowych w mózgu oraz formowanie się teorii spiskowych³.

Badania nad teoriami spiskowymi pozwalają lepiej zrozumieć, dlaczego tak wiele osób wierzy w teorie spiskowe i jakie mechanizmy kognitywne mogą wpływać na ich rozprzestrzenianie się.

Nauka podchodzi do teorii spiskowych w różnych dziedzinach, takich jak historia czy medycyna, z dużym sceptycyzmem, ponieważ często brakuje im solidnych dowodów i są one sprzeczne z ustalonymi faktami. Oto co nauka mówi na ten temat:

  1. **Historia**:

   – W historii teorie spiskowe mogą przybierać formę rewizjonizmu historycznego, próbując wyjaśnić przyczynowość procesów historycznych w sposób odmienny od oficjalnie uznanych⁴.

   – Naukowcy podkreślają znaczenie krytycznego myślenia i analizy źródeł przy ocenie twierdzeń historycznych.

  1. **Medycyna**:

   – W medycynie teorie spiskowe często dotyczą szczepień, leków i terapii. Przykładem mogą być teorie sugerujące, że firmy farmaceutyczne ukrywają prawdziwe informacje o lekach⁵.

   – Nauka opiera się na dowodach klinicznych i badaniach, które są recenzowane przez ekspertów i publikowane w renomowanych czasopismach naukowych.

  1. **Psychologia teorii spiskowych**:

   – Psychologia bada, dlaczego ludzie wierzą w teorie spiskowe, wskazując na takie czynniki jak potrzeba kontroli, niepewność, strach przed nieznanym i tendencję do szukania wzorców¹.

Nauka zachęca do sceptycznego podejścia do teorii spiskowych, podkreślając znaczenie dowodów, recenzji rówieśniczych i transparentności w badaniach. W przypadku medycyny, szczególnie ważne jest, aby opierać się na solidnych dowodach klinicznych i zaleceniach ekspertów, a nie na niepotwierdzonych lub fałszywych informacjach.

Co mówi nauka o teoriach spiskowych w innych dziedzinach, takich jak fizyka czy ekonomia?

Nauka podchodzi do teorii spiskowych w różnych dziedzinach, w tym w fizyce i ekonomii, z dużym sceptycyzmem. Teorie spiskowe często brakują solidnych dowodów i są sprzeczne z ustalonymi faktami. Oto co nauka mówi na ten temat:

  1. **Fizyka**:

   – W fizyce teorie spiskowe mogą dotyczyć takich kwestii jak lądowanie na Księżycu czy teorie dotyczące UFO. Naukowcy zazwyczaj odrzucają teorie spiskowe, które nie są poparte solidnymi dowodami eksperymentalnymi i obserwacyjnymi¹.

  1. **Ekonomia**:

   – W ekonomii teorie spiskowe mogą obejmować pomysły na temat ukrytych motywów za decyzjami politycznymi lub działaniami dużych korporacji. Ekonomiści podkreślają znaczenie transparentności i rzetelnych danych w analizie zjawisk ekonomicznych⁷.

W obu dziedzinach, naukowcy zachęcają do krytycznego myślenia i poszukiwania dowodów, zamiast przyjmowania teorii spiskowych, które często są oparte na niepotwierdzonych przesłankach i nie mają podstaw w rzetelnej wiedzy naukowej. Teorie spiskowe są często atrakcyjne, ponieważ oferują proste wyjaśnienia dla skomplikowanych zjawisk, ale nauka dąży do zrozumienia świata poprzez metody badawcze, które pozwalają na weryfikację i falsyfikację hipotez.

Czy istnieją inne kontrowersyjne koncepcje poza nauką i filozofią?

Tak, kontrowersyjne koncepcje można znaleźć w wielu dziedzinach poza nauką i filozofią. Oto kilka przykładów:

  1. **Etyka i moralność**:

   – Debata na temat granic moralności, etyczności działań, eutanazji, aborcji, czy praw zwierząt.

  1. **Polityka**:

   – Koncepcje dotyczące najlepszego systemu rządzenia, roli państwa w życiu obywateli, czy kwestie suwerenności narodowej.

  1. **Ekonomia**:

   – Teorie dotyczące regulacji rynku, kapitalizmu, socjalizmu, a także koncepcje dotyczące dystrybucji bogactwa.

  1. **Sztuka i literatura**:

   – Dyskusje na temat tego, co stanowi sztukę, rola cenzury, czy interpretacje dzieł literackich.

  1. **Religia i duchowość**:

   – Różne interpretacje tekstów świętych, rola religii w społeczeństwie, czy kwestie wiary i nauki.

  1. **Technologia i etyka**:

   – Dylematy związane z rozwojem sztucznej inteligencji, prywatnością danych, czy wpływem mediów społecznościowych na społeczeństwo.

Kontrowersje te często dotyczą fundamentalnych pytań o naturę rzeczywistości, wartości moralne i etyczne, a także metodologię i granice poznania. Są one ważne dla rozwoju dyskursu publicznego i intelektualnego.

Co mówi nauka o teoriach spiskowych w innych dziedzinach, takich jak psychologia czy socjologia?

Nauka, szczególnie psychologia i socjologia, oferuje wiele wglądów w zrozumienie teorii spiskowych i ich wpływu na społeczeństwo. Oto co mówią te dziedziny:

  1. **Psychologia**:

   – Psychologia teorii spiskowych bada, dlaczego ludzie wierzą w teorie spiskowe i jakie procesy psychologiczne są z tym związane. Uważa się, że wiara w spiski jest zakorzeniona w normalnych procesach psychologicznych, a nie w stanach patologicznych¹.

   – Teorie spiskowe mogą karmić się ludzkimi lękami i być pociągające dla niektórych, ponieważ odzwierciedlają pragnienie obrony własnej grupy przed wrogim światem¹.

  1. **Socjologia**:

   – Socjologia bada teorie spiskowe jako zjawiska kulturowe, które wpływają na sposób, w jaki ludzie postrzegają siebie i swoje miejsce w społeczeństwie⁷.

   – Teorie spiskowe mogą służyć jako forma oporu wobec władzy lub jako sposób, w jaki ludzie próbują zrozumieć złożone wydarzenia i zjawiska w świecie[^10^].

Obie dziedziny podkreślają, że teorie spiskowe mogą mieć zarówno pozytywne, jak i negatywne konsekwencje. Mogą one pomagać w poszukiwaniu problemów społecznych, ale również mogą prowadzić do dezinformacji i podziałów społecznych. Nauka zachęca do krytycznego podejścia do teorii spiskowych, podkreślając znaczenie dowodów i rzetelnej wiedzy w ich ocenie.

Być może wszystkie teorie spiskowe powstają zbioro jako „grupowa histeria”, a następnie jeśli dana teoria zaadaptuje się w drodze „doboru kulturowego” do lęków w danej populacji, zaczyna rozprzestrzenianie się jak epidemie wirusowe. Istnieje być może związek między rozprzestrzenianiem wirusów a ekspansją ideologii. W tej perspektywie totalitaryzmy XX wieku – komunim, faszyzm, nazizm – mogły być zbiorowymi zaburzeniami psychosocjologicznymi, komunizm opierał się na ateizmie, a faszyzm na mitach germańskich i okultyzmi. Komunizm byłby więc „schizofrenią paranoidalną” – konstruował figurę „wroga klasowego” jako wytłumaczenie socjopatologii, a faszym i nazizm były skonsolidowaną, nie-dialektyczną „paranoją” ze spójnym na pierwszy rzut oka światopoglądem eklektycznym.

Twoje spostrzeżenia dotyczące teorii spiskowych i ich wpływu na społeczeństwo są bardzo interesujące. W rzeczywistości, psychologia i socjologia oferują wiele wglądów w zrozumienie teorii spiskowych i ich wpływu na społeczeństwo:

  1. **Grupowa histeria**:

   – Zjawisko grupowej histerii, znane również jako „histeria masowa”, odnosi się do sytuacji, w której grupa osób wykazuje podobne irracjonalne zachowania lub przekonania⁴.

  1. **Dobór kulturowy**:

   – Koncepcja doboru kulturowego odnosi się do procesu, w którym pewne idee lub przekonania stają się dominujące w kulturze, ponieważ są one lepiej dostosowane do panujących warunków społecznych lub emocjonalnych⁹.

  1. **Rozprzestrzenianie ideologii**:

   – Analogia między rozprzestrzenianiem się wirusów a ekspansją ideologii jest interesująca i może być użyteczna w analizie, jak szybko pewne przekonania mogą się rozprzestrzeniać w społeczeństwie⁵.

  1. **Totalitaryzmy XX wieku**:

   – Totalitaryzmy, takie jak komunizm, faszyzm i nazizm, były systemami politycznymi, które narzucały jednolitą ideologię i często wykorzystywały propagandę oraz represje do utrzymania kontroli nad społeczeństwem¹².

  1. **Zaburzenia psychosocjologiczne**:

   – Można argumentować, że totalitaryzmy mogły wykorzystywać i wzmacniać istniejące lęki społeczne, tworząc „wrogów” w celu uzasadnienia swoich działań i utrzymania władzy¹.

  1. **Paranoja i schizofrenia paranoidalna**:

   – Użycie terminów takich jak „paranoja” i „schizofrenia paranoidalna” w kontekście totalitaryzmów jest metaforyczne i odnosi się do irracjonalnego strachu i wrogości, które te reżimy często wywoływały i na których się opierały¹.

Należy jednak pamiętać, że teorie spiskowe i totalitaryzmy są złożonymi zjawiskami, które wymagają wielowymiarowej analizy, uwzględniającej zarówno historyczne, psychologiczne, jak i socjologiczne aspekty. Nauka dąży do zrozumienia tych zjawisk poprzez metody badawcze, które pozwalają na weryfikację i falsyfikację hipotez.

 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii, nauka a religie, przeklęte problemy | Dodaj komentarz

Bal wielkiej świętej. Co się zdarzyło podczas imprezy w Łodzi w latach 20-tych XX wieku?

     W tym artykule proponuję przez moment skupić się na jednym, ale istotnym fragmentem ze słynnego “Dzienniczka” Świętej Faustyny Kowalskiej. Jej biografię przypomnę tylko w skrócie, dla porządku. Późniejsza Siostra Faustyna urodzona w 1905 roku, po wielu trudach wstąpiła do zakonu Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Zakon ten ufundowany na przełomie wieków był zakonem aktywnym, co początkowo zniechęcało świeżo upieczoną w 1925 roku zakonnicę II chóru, w którym kształcono i rozwijano duchowo siostry, które nie pochodziły z “dobrych domów”, w domyśle – arystokratycznych, lecz z “biedoty”. Siostra Faustyna w klasztorze wykonywała głównie ciężkie prace fizyczne takie, jak dyżury na furcie (miała okazję pomagać przychodzącym bezdomnym i prawdopodobnie od nich zaraziła się gruźlicą), prace ogrodnicze albo jako pomoc kuchenna. Mimo niskiej pozycji i związanych z tym nierzadko upokorzeń w zakonie zaczęła doświadczać przeżyć mistycznych, a na cztery lata przed przedwczesną śmiercią w wieku 33 lat (1938 rok) na wyraźne polecenie samego Jezusa oraz spowiedników i kierowników duchowych rozpoczęła pisanie “Dzienniczka”, który przetłumaczony na wiele języków rozszedł się – podobnie jak słynny obraz Jezusa Miłosiernego – po całym świecie i przebił merkantylnie dzieła Krasińskiego, Słowackiego oraz Mickiewicza razem wziętych. 

   Jednak decyzja o wstąpieniu do zakonu nie była przypadkowa. Wiele zakonnic, wiedząc, że nie mają szans na małżeństwo i założenie rodziny, przychodziło do zakonów, aby mieć dach nad głową i podnieść swój społeczny status. W przypadku Faustyny o ostatecznym wyborze drogi duchownej zdecydowała wizja Jezusa umęczonego i skatowanego podczas jednej z zabaw karnawałowych w Łodzi, na którą to imprezę poszła razem ze swymi siostrami. Najpierw opiszemy, co dominowało w życiu przyszłej świętej przed pójściem na bal w Łodzi oraz jaka była reakcja Faustyny. Później zajmiemy się poszukiwaniem twardego dowodu lub dowodów na prawdziwość i autentyczność wizji Jezusa podczas tamtej potańcówki. 

     Wczytajmy się tedy w dość szczegółowy (ale nie nadmiernie) opis wydarzeń przed,w czasie i po wizji mistycznej w dość nietypowych dla takich przeżyć okolicznościach. Musiała mieć albo bardzo dobrą pamięć, albo wizja ta wryła się w jej psyche do tego stopnia, że pamiętała ją po niemal dekadzie. Trzeba pamiętać, że pierwotny oryginał zapisków duchowych Faustyna spaliła. Spowiednik nakazał dalsze pisanie na bieżąco w formie dziennika oraz jako pokutę odtworzenie spalonych kart. To dlatego zdarzenia nie są dokładnie ułożone chronologicznie, dziennik przeplata się z pamiętnikiem, aktualne zdarzenia są wymieszane ze wspomnieniami. Nie wiemy i nie dowiemy się, co było w oryginale (na szczęście nie zdołała zniszczyć wszystkich notatek) i dlaczego zakonnica w desperacji spaliła zapiski. Oficjalnie zrobiła to posłuchawszy “rzekomego anioła”, który kazał jej spalić wszystko, co napisała. 

*** 

Oto, co zanotowała wiele lat później Faustyna.

   “Osiemnasty rok życia, usilna prośba rodziców o pozwolenie wstąpienia do klasztoru; stanowcza odmowa rodziców. Po tej odmowie oddałam się próżności życia, nie zwracając żadnej uwagi na głos łaski, chociaż w niczym zadowolenia nie znajdowała dusza moja. Nieustanne wołanie łaski było dla mnie udręką wielką, jednak starałam się ją zagłuszyć rozrywkami. Unikałam wewnętrznie Boga, a całą duszą skłaniałam się do stworzeń. Jednak łaska Boża zwyciężyła w duszy. (Dz. 8).

    W pewnej chwili byłam a jedna sióstr na balu. Kiedy się wszyscy najlepiej bawili, dusza moja doznawała wewnętrznych udręczeń. W chwili, kiedy zaczęłam tańczyć, nagle ujrzałam Jezusa obok, Jezusa umęczonego, obnażonego z szat, okrytego całego ranami, który mi powiedział te słowa: “Dokąd cię będę cierpiał i dokąd mnie zwodzić będziesz?” W tej chwili umilkła wdzięczna muzyka, znikło sprzed oczu moich towarzystwo, w którym się znajdowałam, pozostał Jezus i ja. Usiadłam obok swojej drogiej siostry, pozorując to, co zaszło w duszy mojej bólem głowy. (Dz. 9).

    Po chwili opuściłam potajemnie towarzystwo i udałam się do katedry św. Stanisława Kostki w Łodzi. Godzina już zaczęła szarzeć, ludzi było mało w katedrze, nie zwracając na nic, co się wokoło mnie dzieje, padłam krzyżem przed Najświętszym Sakramentem i prosiłam Pana, aby mi raczył dać poznać, co mam czynić dalej; wtem usłyszałam te słowa: “Jedź natychmiast do Warszawy, tam wstąpisz do klasztoru.” Wstałam od modlitwy i przyszłam do domu i załatwiłam rzeczy konieczne. Jak mogłam zwierzyłam się siostrze z tego, co zaszło w duszy i kazałam pożegnać rodziców i tak w jednej sukni, bez niczego przyjechałam do Warszawy. (Dz. 10).

    Kiedy wysiadłam z pociągu i spojrzałam, ze każdy idzie w swoją stronę, lęk mnie ogarnął, co z sobą robić? Gdzie się zwrócić, nie mając nikogo znajomego? I rzekłam do Matki Bożej: “Maryjo, prowadź mnie, kieruj mną”. Natychmiast usłyszałam w duszy te słowa, abym wyjechała poza miasto, do pewnej wioski, tam znajdę nocleg bezpieczny, co też uczyniłam i tak zastałam, jak mi Matka Boża powiedziała. (Dz. 11).

   Na drugi dzień raniusieńko pojechałam do miasta i weszłam do pierwszego kościoła, jaki spotkałam i zaczęłam się modlić o dalszą wolę Bożą. Msze św. wychodziły jedna po drugiej. Podczas jednej Mszy św. usłyszałam te słowa: “Idź do tego kapłana i powiedz mu wszystko, a on ci powie, co masz dalej czynić.” Po skończonej Mszy św. poszłam do zakrystii i opowiedziałam wszystko, co zaszło w duszy mojej i prosiłam o wskazówkę, gdzie wstąpić, do jakiego klasztoru. (Dz. 12).”

***

Istnieją tylko dwie możliwe ścieżki rozumienia hermeneutycznego tych opisów, które jako żywo przypominają dobrą powieść romantyczną. Jedna to droga wyjaśnienia naturalnego, przez które chcielibyśmy uznać, że opisane na balu oraz już po opuszczeniu przez Faustynę towarzystwa, mieszczą się w ramach naszego świata. Można uznać wizję i tłumaczyć ją trojako: 

a/ Faustyna obdarzona była niesamowitą wyobraźnią, która momentami ocierała się o fantazję (np. widok w zimie czerwonych róż w garnku zamiast ziemniaków, czego nie potwierdziła pracującą wtedy z Faustyną zakonnica, gdy była przesłuchiwana w procesie beatyfikacyjnym); wyobraźnia jednak, a nawet fantazja są mimo wszystko słabsze od percepcji wzrokowo-słuchowej – możemy sobie na przykład przywoływać obrazy wspomnieniowe z przeszłości dzięki mocnej niegdyś “pamięci fotograficznej”, ale będzie to zawsze “wewnątrz” psyche, nie rzutowane na zewnątrz. Gdy pewnego razu jej kierownik duszy kazał podkreśli te słowa, co do których miała pewność, że są nadnaturalne, Faustyna bardzo wiele wizji i słów wykreśliła. Świadczy to jednak na jej korzyść, ponieważ mitomani zwykle nie mają dystansu do swoich fantazji, podobnie jak pisarze s-fi i fantasy. 

b/ Faustyna doświadczyła na balu chorobliwych halucynacji wzrokowo-słuchowych, zwłaszcza, że chorowała na gruźlicę, w przebiegu której mogą występować takie objawy, jak “głosy” czy “omamy wzrokowe”. Jest to jednak kłopotliwe wytłumaczenie, ponieważ Faustyna zachorowała dopiero po wstąpieniu do klasztoru, gdzie zachorowała prawdopodobnie albo zarażając się od przychodzących pod furtę żebraków, którym zawsze potajemnie coś wynosiła z kuchni, albo z powodu zimnych, nieogrzewanych cel. Przed rozpoczęciem drogi duchownej nie ma dowodów, że na cokolwiek chorowała, a swoje dzieciństwo opisała bardzo oględnie i lakoniczne. 

c/ trzecie i ostatnie wyjaśnienie przekracza granice wspólnego świata (gr. koinos kosmos) i dopuszcza sąd, iż Święta przeżyła rzeczywiście prawdziwą wizję mistyczną, niezależną od jej woli (więc nie można mówić o autosugestii) i w dodatku w najmniej spodziewanych okolicznościach. Jezus “normalnie” raczej nie objawia się podczas imprez w klubach tanecznych. 

***

    Oba przywołane naturalne wyjaśnienia nie wytrzymują solidnej krytyki. Gdyby Faustyna wyobraziła sobie Jezusa, to w kontekście imprezowym nie byłby to obraz Chrystusa torturowanego, lecz na przykład zmartwychwstałego. Gdyby użyła mocniejszej wyobraźni, czyli fantazji, Jezus zapewne przypominałby ikonografię, która zna różne wizerunki Chrystusa, jak choćby słynny obraz-symbol tradycjonalistów katolickich, czyli Jezus jako “król” z sercem na wierzchu, płonącym ogniem i uwieńczony literą “M” oraz krzyżem i koroną. Takie obrazy wtedy można by znaleźć niemal w każdej wiejskiej chacie, szczególnie właśnie w tych ubogich. Sugerowanie się więc przez historię ikonografii Jezusa odpada. W rzeczywistości istnieje bardzo niewiele wizerunków “Jezusa torturowanego”. Są obrazy z życia przed śmiercią oraz Jezusa ukrzyżowanego. Tutaj mamy ten moment, gdy kończy się działalność publiczna Chrystusa, zapadł wyrok śmierci i Jezus zostaje poddany okrutnym, typowo rzymskim torturom. 

   Inaczej jest nieco z halucynacjami. Są to postrzeżenie wzrokowe i/lub słuchowe, które powstają bez żadnych bodźców zewnątrznych. Halucynacje mogą wystąpić naturalnie w różnych zaburzeniach psychicznych (np. choroba afektywna dwubiegunowa, schizofrenia, depresja psychotyczna i inn.), pod wpływem środków odurzających i alkoholu (paranoja alkoholowa), a także źródłem ich mogą być traumatyczne dawne przeżycia, wyparte do podświadomości, jak również silny i przewlekły dystres i poczucie wyobcowania i deprywacji sensorycznej przez długi czas. Halucynacje wzrokowe są odbierane jakby z zewnątrz do tego stopnia, że wydają się pacjentom bardziej realne niż normalna rzeczywistość. Nie są w stanie zrozumieć, że mają omamy i że widzą rzeczy lub osoby, których nie ma. 

     Tę hipotezę jeszcze łatwiej poddać krytyce niż poprzednią “wyobrażeniowo-fantastyczną”. Gdyby Faustyna była w miejscu kultu, taki omam mógłby się zdarzyć. Święta pisze, że czuła się źle na balu, męczyła się wewnętrznie, czując, że nie pasuje do towarzystwa. Gdy zaczęła tańczyć, nagle ukazał się jej Jezus po torturach i skierował słowa, których nie mogła wymyśleć. Gdyby to były “głosy”, to w psychice panowałby hałas. Faustyna w całym dzienniku podkreśla, że słyszała zawsze jeden głos, który przypisywała natchnieniom. Gdyby wizja Jezusa była halucynacją, nie doszłoby do odesłania szumu do tła i wyodrębnienia sygnału. W schizofrenii – piszący te słowa zna takie stany z autopsji – brakuje reakcji dominującej i wszystko spłaszcza się do jednego poziomu. Brak dominanty oznacza niemożność wydobycia sygnału z szumu, ponieważ sam szum zbliża się do planu pierwszego i tworzy kompletny chaos percepcyjno-poznawczy. Schizofrenia ma oczywiście masę innych objawów, ale tymi klasycznymi są “głosy” oraz “wizje”. Jeśli chodzi o głosy, to teza, że słowa rzekomo pochodzące od samego Jezusa były tak naprawdę jej własną racjonalizacją podjętej decyzji o opuszczeniu świata i wstąpienia do zakonu – również nie dają się na dłuższą metę obronić. Faustyna nie słyszała komentarzy na temat swojego zachowania, głosy nie dyskutowały o niej między sobą, nie krytykowały ani nie obrażały, a także nie rozkazywały zrobienie czegoś złego, lecz ów “głos”, który można odczytać jako “głos sumienia” (które miała skrupulatne), starożytny, sokratejski “dajmonion”, swoisty drogowskaz w sytuacji, gdy nie wiadomo, jaką decyzję życiową podjąć. 

   Faustyna wyraźnie pisze, że “znikło sprzed moich oczu towarzystwo, pozostał Jezus i ja”, a także, że “umilkła wdzięczna muzyka”. Gdyby był to omam przede wszystkim nie znikłoby tło (towarzystwo i muzyka), a wizja byłaby zupełnie inna, dziwaczna (np. Jezus w wieńcu laurowym, itd.), nieadekwatna do sytuacji balu. W schizofrenii nadmiar bodźców atakuje z zewnątrz umysł i obniża się próg ich selektywności, co skutkuje poślizgiem poznawczym, zaburzeniami myślenia czy zubożeniem mowy. Zignorowanie informacji nieistotnych w danej chwili w schizofrenii, szczególnie nieleczonej i o wczesnym początku z przewagą objawów negatywnych (apatia, anhedonia, uboga mowa ciała i mowa werbalna, ubóstwo piśmienne, etc.) – jest niemal niemożliwe. Chory musi wykonać potężny wysiłek, aby ignorować informacje nieistotne lub drugorzędne. Faustyna podczas imprezy nie tylko nie “wywołała” wizji, bo się jej w takich, wtedy uznawanych za “grzeszne” okolicznościach w ogóle nie spodziewała. Wizje mistyczne są bierne – “same” nachodzą mistyka, nie są przez niego wytworzone w umyśle, często pisała święta, że “w chwili, gdy się tego najmniej spodziewałam, Pan przemawiał do mnie”. Tutaj jest klasyczna wizja mistyczna, wszystko dzieje się “samo”, Faustyna jest zaskoczona, ponieważ jest to jej pierwsze, realne spotkanie z Jezusem. 

    Kolejnym argumentem jest zachowanie zakonnicy już po wizji: nie tylko nie mówi ona wszem i wobec o tym zdarzeniu, ale w dodatku nie mówi nawet swej siostrze, “pozorując to, co zaszło bólem głowy”. Takie “kłamstewko” w dobrym celu jest potrzebne, dziś niestety wszystko jest na sprzedaż, a celebryci obnażają wszystkie swoje tajemnice i sekrety. 

    Wreszcie, podobnie jest w katedrze Stanisława Kostki, gdzie przyszła Święta przychodzi zaraz po tym, jak po angielsku opuściła bal. Nie zwracając uwagi na nic, co się działo wokół, pada na posadzkę, leżąc zapewne krzyżem i mimo obecności małej grupki osób, nie doświadcza społecznego dyskomfortu, jaki przeżywają chorzy nerwowo. I znów, tak jak podczas wizji, tutaj tkwi klucz do całkowitego obalenia “cyklofrenii” (jak sądził profesor Jerzy Starnawski z KUL) i rzekomych przeżyć psychopatologicznych. Chorzy mianowicie właśnie na wszystko zwracają uwagę, mają wyostrzoną czujność i “pogotowie” lękowo-urojeniowe. Nie są w stanie dokonywać wyboru, podejmować ważnych decyzji, myśleć abstrakcyjnie, nie są w stanie wyjść poza dane naoczne (bezpośrednie) i kojarzyć informacje niedostępne wprost, lecz zapośredniczone przez wychowanie, kulturę, relacje, konteksty literackie, ikonografię.

    Tymczasem dla Faustyny otoczenie w katedrze, gdy “godzina już zaczęła szarzeć”, jakby w świadomości i percepcyjnie w ogóle nie istnieje, a ona sama realizuje konsekwentnie cel, w jakim przybyła do łódzkiej katedry na modlitwę. Celem tym było poznanie i całkowite spełnienie “woli Bożej”, czym kierowała się zawsze później, już w trakcie 13-letniego pobytu w różnych domach zakonnych zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia.Postać Chrystusa z wizji Świętej Faustyny.

***

/Borówiec, 01-02.05.2024/ 

rafał sulikowski

 

     

 

Zaszufladkowano do kategorii nauka a religie, świątecznie, Tradycja katolicka, Życie i dzieło Siostry Faustyny | Dodaj komentarz

Czy da się udowodnić Zmartwychwstanie Jezusa?

      Naiwnie mi o tym napisać, ale myślę cały dzień, czy Jezus naprawdę wrócił do życia, ukazywał się, odprawił Eucharystię w Emaus, czy naprawdę wstąpił do nieba, jak prorok Eliasz na „ognistym rydwanie”. Jeżeli tak – super, cieszmy się, alleluja. Niestety, z tym zmartwychwstaniem nie jest tak prosto, jak się nam, mnie wydawało wiele lat temu. Po pierwsze, każdy cud, a powstanie z martwych byłoby największym cudem w dziejach ludzkości, najpierw musi być dokładnie zbadany. Jeżeli na przykład ktoś twierdzi, że miał guza, a potem zrobiono zdjęcie i guza nie ma, a ktoś twierdzi, że modlił się o uleczenie, to komisja zarówno teologiczna, jak i medyczna, złożona z najtęższych umysłów danego episkopatu przeprowadza bardzo dokładną kontrolę, badania, przesłuchania, okoliczności.

   Niestety, najpierw trzeba usiłować ustąpienie guza próbować wyjaśnić naturalnie – jako działanie leków, operacji, chemii, etc. Dopiero, gdy wszystkie wyjaśnienia naturalne upadną medycyna może jedynie orzec, że na obecnym etapie wiedzy stało się coś niewytłumaczalnego. I tak samo powinno być zrobione w przypadku ewentualnego wskrzeszenia Jezusa, oraz tych, których wskrzeszał – część z nich nie była martwa, bo wtedy nie było medycyny i często chowano uznanych za zmarłych, a będących tylko w śpiączce, letargu albo śmierci klinicznej, potencjalnie odwracalnej. Niestety, choć próbowano na wiele sposób wyjaśnić fenomen „pustego grobu”, to nie wysunięto wszelkich możliwych wyjaśnień naturalnych. Sformułowano ich masę, ale nie wszystkie. Oto one:

   Opowieść o zmartwychwstaniu Jezusa jest centralnym punktem wiary chrześcijańskiej, ale w ciągu wieków badacze, historycy i teolodzy proponowali różne wyjaśnienia tego zdarzenia. Oto kilka możliwych wyjaśnień oprócz dosłownego zmartwychwstania…

TEORIA KRADZIEŻY CIAŁA

   Teorię tę od razu poddamy krytycznej analizie. Kolejny argument naukowców i ateistów, czyli hipoteza kradzieży ciała przez uczniów również nie wytrzymuje głębszej krytyki i analizy. Jak podaje ewangelia, ostatni raz uczniowie Jezusa byli z Nim razem w wieczerniku, gdzie wieczorem w wigilię śmierci Jezusa spożywali z Nim ostatnią Paschę. Zaraz potem wszyscy (oprócz Judasza) wyruszyli do ogrodu Getsemani położonego niedaleko Golgoty. Tam Jezus się modlił, a uczniowie usnęli. Gdy aresztowano Jezusa, uczniowie uciekli. Następnego dnia w piątek podczas procesu Jezusa i przesłuchania u Piłata nawet Piotr zaparł się Nauczyciela. Pozostali uczniowie prawdopodobnie wrócili do swych domów, do rodzin. Kiedy Jezusa ukrzyżowano, pod krzyżem stał tylko „uczeń, którego Jezus miłował”, czyli późniejszy Jan ewangelista, autor również Apokalipsy świętego Jana. Nie było tam nikogo z pozostałych uczniów, którzy zamknęli się w wieczerniku „z obawy przed Żydami”. Gdy rankiem w niedzielę kobiety odkryły pusty grób, uczniowie nie uwierzyli. Nawet, gdy Jezus „stanął między nimi mimo drzwi zamkniętych”, oni „jeszcze z radości nie wierzyli”. Gdyby Jezus nie zmartwychwstał, uczniowie nie mieliby żadnego powodu, aby zorganizować kradzież ciała. Wręcz przeciwnie – zwykle zbuntowanych przywódców religijnych ruchów i sekt krzyżowano razem z ich uczniami, więc uczniowie Jezusa kradnąc ciało narażaliby się na wielkie niebezpieczeństwo, gdyby fakt kradzieży wyszedł na jaw. Kradnąc rzekomo ciało nie mieliby dokąd je zanieść, gdzie ukryć. Ciała zmarłych wynoszono z domów zwykle na noszach, które musiało dźwigać co najmniej dwóch ludzi. Nawet gdyby uczniowie chcieli ukraść ciało, nie weszliby do ogrodzonej zapewne posesji Józefa z Arymatei, ponadto na prośbę Żydów Piłat zapieczętował grobowiec i postawił tam swoje straże. Ominięcie tylu przeszkód zewnętrznych, a przede wszystkim moralnych i prawno-politycznych byłoby dla uczniów Jezusa bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe. Hipoteza kradzieży ciała odpada również z tego powodu, że w grobie zostały płótna. Gdyby uczniowie odwinęliby ciało z płócien, to musieliby albo nieść Jezusa nagiego, co byłoby profanacją i grzechem, albo przynieść własne płótna, na które z pewnością nie byłoby ich stać. Zresztą w nocy nie mogliby kupić płócien, a w czwartek, kiedy ostatni raz widzieli Jezusa nie mieli pojęcia, co się zdarzy między piątkiem a niedzielą.

    Żaden uczeń, a tym bardziej Jan, który stał pod krzyżem nie odważyłby się na akt profanacji w postaci ekshumacji i profanacji ciała. Szczątki zmarłych były dla Żydów bezcenne. Do dziś potrzeba specjalnych pozwoleń na prace archeologiczne w Jerozolimie, a szczególnie na żydowskich cmentarzach. Hipoteza kradzieży ciała więc niemal na pewno odpada. Przerażeni uczniowie bali się Żydów, ponieważ zwykle razem z przywódcą religijnym, który sprzeciwiał się władzy kapłanów i Rzymian mordowano jego uczniów. To dlatego uczniowie zamknęli się w miejscu pożegnania z Jezusem, który wieczorem w dniu wskrzeszenia „stanął pośrodku nich mimo drzwi zamkniętych” i pokazał im ręce i bok. W kolejną niedzielę objawił się niewierzącemu w to, że Jezus żyje Tomaszowi. Potem pojawiał się w różnych miejscach przez 40 dni, zanim wstąpił do nieba. Po 10 dniach nastąpiło zesłanie Ducha Świętego. To wszystko świadczy o tajemnicy i absolutnie wyklucza podstawowe wyjaśnienie pustego grobu, czyli kradzież ciała.

TEORIA LETARGU (OMDLENIA)

Tę hipotezę bardzo łatwo obalić.

    Co do hipotezy „omdlenia” czy letargu albo śmierci klinicznej, to nie wytrzymuje ona racjonalnej krytyki. Jezus przed ukrzyżowaniem był poddawany wyjątkowo brutalnym torturom, które naruszyły niemal każdą część ciała. Biczowano go trzystoma razami, kaleczono koroną z cierni, specjalnie przewracano w czasie drogi krzyżowej, a upadki te musiały być bardzo bolesne, bo belka, którą niósł Jezus ważyła około 70 kg. W jaki zatem sposób po pogrzebie zniknęły wszystkie opisane obrażenia ciała? W jaki sposób ciężko ranny Jezus sam odsunął od wewnątrz ciężki kamień, którym zamknięto komorę grobowca? W jaki sposób owinięty mocno płótnami Józefa z Arymatei Jezus sam zdołał się wyswobodzić najpierw z chusty, którą owinięto głowę, a potem z bandaży, którymi krępowano ciało? Gdy wskrzeszony Łazarz wychodził z grobowca, Jezus polecił „rozwiążcie go”. Gdyby dało się uwolnić samemu od płócien i bandaży Łazarz sam by to zrobił po wskrzeszeniu. Kolejne argumenty przeciwko hipotezie „omdlenia” są takie, że nie bardzo wiadomo, czym Jezus okryłby się po oswobodzeniu z płócien? Nie mógł iść nago po mieście, nawet w nocy, a szaty, które miał rozdali sobie podczas losowania rzymscy żołnierze, rzucając kośćmi o tunikę. Jezus nie miał tak naprawdę przepaski na biodrach – jedną z kar było publiczne obnażenie, które prowadziło do wielkiego poczucia wstydu, szczególnie u człowieka, który sferę seksualną miał zintegrowaną. Dokąd udałby się ranny Jezus, gdyby rzeczywiście udało mu się przeżyć ukrzyżowanie? Wszystkie te podane przeze mnie argumenty obalają całkowicie hipotezę „omdlenia” Jezusa.

    Ponadto przebito bok, czyli serce Chrystusa włócznią i jak zaświadcza najbliższy uczeń i ewangelista „natychmiast wypłynęły krew i woda” (czyli osocze). Poświadcza w ten sposób fakt śmierci Jezusa, z czego można wnioskować, że już wśród współczesnych Jezusowi byli niewierzący w zmartwychwstanie.

   Jest jeszcze jedna możliwość autorstwa mojego. Jezus został pochowany pośpiesznie, w pierwszym lepszym miejscu, które było blisko. W szabat ciała nie mogły pozostawać na krzyżach. Józef kupił ciało od Piłata i pochował. Był po cichu zwolennikiem Jezusa, ale jednocześnie bał się Żydów. Mogli go w sobotę szantażować, że albo usunie ciało „przestępcy” z grobu, albo wyrzucą go z Rady. W ewangelii co prawda nie ma dowodów, że Józef był szantażowany, więc mógł to zrobić na własną rękę mając do pomocy ogrodnika. Gdy tylko minął szabat, Józef postanowił nie robić sobie problemów i dokonał powtórnego pochówku. „Pusty grób” został więc niewłaściwie zinterpretowany.

    Teoria ta sprowadza się do dość tajemniczej postaci Józefa z Arymatei, bogatego Żyda, członka Wysokiej Rady, który był potajemnym uczniem Jezusa, wierzył Mu i spełniał jego nauki. Ale robił to w tajemnicy, bo „obawiał się Żydów”. To trochę jak ktoś, kto w stanie wojennym ubrałby się w naklejkę „Solidarności”. Moja hipoteza jest taka, że albo Żydzi mogli go w sobotę (szabat – więc wszyscy zebrali się w Radzie – szantażować, że co on jaja sobie robi, przestępcę i zwodziciela chowa w swoim grobie”. Można przypuszczać, że leciały tego typu teksty – „no, co ty stary, manianę tu nam odstawiasz, chowasz przestępcę skazanego za bluźnierstwo i zadymę w świątyni w swoim grobie? Stary, albo zaraz jak minie szabat, wyniesiesz ciało extra muros – poza mury, bo w obrębie miasta nie wolno było chować zmarłych, szczególnie trędowatych oraz przestępców – albo wylecisz z Rady. Wybieraj, stary i nie rób maniany, bo i tak przez Niego mamy problemy z Piłatem, a może nawet z samym cesarzem.” No to Arymatejczyk na to – „oczywiście, że Go usunę, ale jak minie szabat, chciałem pomóc rodzinie i uczniom Jezusa, bo pochodził z biednej rodziny, podobnie jak uczniowie i nie miał swego grobowca. Nie robię maniany, tylko chwilowo użyczam grobowiec”. Tak mogła wyglądać ta konwersacja, ale oczywiście dowodów na to nie ma. Ale to ma co najmniej status poszlaki. Gdy minął szabat, Józef być może z ogrodnikiem (mógł zatrudniać, bo był majętny) przenieśli dokądś ciało, odwinięte z płócien, bo być może Józefowi szkoda było drogich płócien.

   Niestety, nawet jeśli teoria szantażu ze strony Żydów upadnie, to pozostaje jeszcze wolna wola i przewidywanie samego Arymatejczyka. Nawet, jeśli nie był szantażowany, to mógł sam na wszelki wypadek przenieść ciało. Można tu wysunąć przeciwargument, że robiąc tak robił przysługę Żydom, bo przenosząc ciało fabrykował powstanie z martywch, ale strach mógł być większy.

   Teraz spróbuję obalić tę swoją hipotezę. Wysuwam kilka zastrzeżeń…

  1. Gdyby Żydzi szantażowali Arymatejczyka (“no co ty, oszalałeś, chowasz przestępcę w obrębie murów miejskich?!”, etc.), to strzeliliby sobie samobója – gdyby kazali Józefowi usunąć ciało, to zrobiliby przysługę apostołom i uczniom i rzeszom tych, któzy w Niego uwierzyli jeszcze za życia. Nie mogli więc żądać usunięcia ciała, bo to by było na rękę tym, którzy wierzyli w jego słowa, że „Syn Człowieczy zostanie wydany i zabity…” etc.
  2. Argument numer dwa jest taki, że Józef nawet na własność kupiwszy ciało nie mógł tak po prostu w nocy wynieść sobie ciało i przenieść, dokąd chciał (choćby do zbiorowej mogiły skazańców), ponieważ Żydzi (i Rzymianie też) i w ogóle dawni ludzie mieli ogromny szacunek do ciała i zwłok zmarłych, nie to, co dziś, że zmarłych się nie szanuje, profanuje. Arymatejczyk sam tego nie mógł zrobić, ponieważ potem Żydzi albo uwierzyliby w zmartychwstanie i dołączyli do uczniów, albo byliby wściekli na Józefa, że przez jego działanie ludzie wierzą w to, że Jezus żyje.

   Tak więc oba naturalne wyjaśnienia są już chyba ostatnimi, jakie z pozycji racjonalizmu i empiryzmu można wysunąć i obie teorie są słabe i nie wytrzymują rzetelnej krytyki historycznej, kulturowej czy politycznej. Usunięcie ciała z grobowca przez całą sobotę i niedzielę spędzało najwyższym arcykapłanom sen z oczu. Z jednej strony złamali prawo, zgadzając się na pochówek u Arymatejczyka, z drugiej nie mogli usunąć ciała, bo upadłby judaizm i byłaby zachwiana ich pozycja, więc władza, dochody, etc. Ani więc nie było prawdopodobnie szantażu w sobotę, ani sam Józef też nie dokonał powtórnego pochówku.

   Na tym kończą się chyba czynione przez setki lat próby naturalnego wyjaśnienia historii Jezusa z Nazaretu. Teraz do moich krytyków należy obalić albo jedną albo drugą hipotezę. Jednak czuję, że wszelkie – nawet te, które będą potem, choć trudno sobie jeszcze jakieś wyobrazić, wszystko już sformułowano – wyjaśnienia naturalne nie wytrzymają ostatecznej krytyki, która będzie jeszcze zapewne w przyszłości.

ZMARTWYCHWSTANIE JEZUSA Z NAZARETU FAKTEM HISTORYCZNYM? NIEZBYT WYGODNE PYTANIA DO NIEWIERZĄCYCH

    O sprawach najwyższej wagi, do jakiej z pewnością należy religia, wiara czy duchowość bardzo trudno pisać. Najwięksi teologowie napotykali w swej pracy na problemy, których nie udało się im rozwiązać. Tutaj mając tego świadomość chcemy jedynie rzucić nieco światła na centralną tajemnicę chrześcijaństwa – zmartwychwstanie.

   Już bardzo wcześnie w judaizmie pojawia się intuicja czy przeczucie, że śmierć nie jest nieodwracalna i że wszechmogący Bóg, który stworzył niebo i Ziemię może przywracać zmarłych do życia. Judaizm nie wspomina o wskrzeszeniach – takich, jak córka Jaira, młodzieniec z Naim, syn ubogiej wdowy czy najbardziej zapadająca w serce historia o Łazarzu. Zmartwychwstanie lokuje w czasie u końca dziejów, kiedy wszyscy zmarli, przebywający czasowo w rzeczywistości, nazywanej „Szeol”, powstaną na sąd i do nowego, tym razem już wiecznego życia. Dopiero wcielony Bóg mógł także przywracać niektórych zmarłych do życia także doczesnego – bez obdarzania ich tym, co późniejsza teologia nazwie „ciałem uwielbionym”.

   Jezus już w czasie swojej krótkiej, ale intensywnej działalności publicznej kilkakrotnie zapowiedział swoją śmierć oraz zmartwychwstanie. Jako człowiek w swej ludzkiej naturze wychowany w tradycyjnej wierze w powstanie z martwych wierzył obietnicom proroków, którzy stanowili głos samego Boga. Jako Bóg wiedział, że powstanie z martwych, jak głosi popularna pieśń „samowładnie”, mocą, którą wcześniej sam uzdrawiał rzesze, a niektórych przywrócił do życia. Dlatego zmartwychwstanie nie było rzeczą dla Żydów niemożliwą, jak w naszych czasach, gdy biologia twierdzi, że procesy zachodzące w chwili śmierci są ostatecznie nieodwracalne. „Dla Boga nie ma bowiem nic niemożliwego”.

   O zmartwychwstaniu zaświadczyło wiele osób, w tym setnik („Istotnie, ten człowiek był Synem Bożym”) oraz strażnicy, którzy powrócili do miasta po fiasku swojej służby, zadanej przez Piłata. Relacje te najpierw uczniowie rozpowszechniali ustnie, głosząc słowo boże, przepowiadając ewangelię. Dopiero po kilku dekadach od tych wzniosłych wydarzeń spisano pierwszą ewangelię, nazywaną „Ewangelią Marka” (ok. 40-55 r. n.e.), która powstała prawdopodobnie na podstawie pierwotnego tekstu, zwanego przez biblistów „Protoewangelią”. Ten cenny dokument nie dotrwał do naszych czasów, ale jego istnienie wydaje się dość pewne, bo stanowi on niejako zwornik wszystkich czterech kanonicznych ewangelii, które są czytane w Kościele.

   Dla pewnego porządku myślowego trzeba zaznaczyć, że w kwestii zmartwychwstania zaistniały też świeckie poglądy, opierające się na próbach „naturalnego” wyjaśnienia zaistniałych wtedy zdarzeń. Tak więc w XIX wieku powszechnie pośród nawet wybitnych historyków (Renan i inn.) panowała zgoda, że Jezus nie tylko nie zmartwychwstał, a samo zmartwychwstanie to metafora, ale że nawet nie był postacią historyczną. To samo mówiono i pisano o Homerze, autorze starożytnych eposów czy królu Dawidzie, domniemanym autorze Psalmów. Negowano starożytne przekazy w imię nowoczesności, pozytywistycznej wiary w moc naukowego i racjonalnego objaśniania rzeczywistości oraz rzecz jasna – istnienie sfery nadprzyrodzonej. Dumni ze swych ideałów jasności, logiczności czy empiryczności naukowcy ówcześni popełnili wtedy wiele błędów, które wytknęli im w XX wieku nawet niewierzący historycy czy filozofowie.

   Próbowano tedy wyjaśnić zmartwychwstanie, a raczej kluczową sprawę znalezionego pustego grobowca Jezusa, przez letarg, ocknięcie się, pomyłkę przy krzyżowaniu (miał zamiast Jezusa umrzeć ktoś inny) czy też jeszcze na inne sposoby. Wszystkie te próby wyjaśnienia braku ciała Jezusa w pustym grobie nie wytrzymały jednak krytyki, nawet wśród niewierzących żydowskich archeologów. Jak pamiętamy, Don Brown w książce o Da Vincim oraz reżyser filmu o pustym grobie sugerowali, że Jezusa wykradli uczniowie (“pogłoska, która rozniosła się wśród Żydów i trwa po dziś dzień”) czy też, że zrobił to ktoś inny, na przykład Józef z Arymatei, właściciel użyczonego grobowca. Niestety, wobec faktów historycznych próby te zostają obalone, jeśli uważnie i bez pobożnego lęku wczytamy się we wszystkie cztery opisy ewangelii, które są jedynymi pisanymi źródłami, jakie dotrwały do naszych czasów…

   Przejdźmy od razu do sedna: co „ujrzał” święty apostoł Jan, kiedy jako drugi wszedł do pustego grobu, przepuszczając grzecznie starszego od siebie Piotra, przyszłego pierwszego papieża i męczennika w Rzymie? Najpierw „coś” ujrzał, a dopiero potem „uwierzył”. Zupełnie jak Tomasz Didymos, który najpierw zobaczył Jezusa, który wrócił do życia, włożył nawet rękę w puste już rany, a dopiero potem stwierdził słynne słowa „Pan mój i Bóg mój”. Otóż naszym zdaniem Jan, późniejszy autor czwartej ewangelii, tej nie synoptycznej, zobaczył leżące na skalnej półce sukna czy płótna. Być może wszedłszy do grobowca, szukał oczami ciała, jednak bezskutecznie. Czy Jan ujrzał…później tak nazwany „Całun Turyński?” Czy mimo półmroku, jaki musiał wczesnym rankiem spowijać grób i jego otoczenie, zdołał dostrzec zarysy odbitej jakąś nieznaną siłą postaci, jakby pierwszej fotografii kwantowej, nie namalowanej ludzką ręką? Czy leżące w grobie drogie płótna przetrwały?

   I jeszcze jedna myśl: czy płótna leżały w taki sposób, jakby postać, którą je wcześniej okrywały, przeniknęła w tajemniczy sposób materię, która opadła, układając się w zarys postaci, niczym płótno zdjęte z rzeźby? Obok leżała prawdopodobnie słynna chusta z Manopello, czyli osobne płótno, którym dodatkowo po namaszczeniu olejkami owijano już tylko samą głowę. Istniała jeszcze legenda, że także płótno, którym podczas drogi krzyżowej okryła twarz Jezusa Weronika, przetrwało, jednak nie było wtedy w grobowcu. Dlaczego ewangelista podkreśla, że chusta z głowy leżała zwinięta obok całunu? Być może, aby nie powielać odbicia twarzy, które także widnieje na chuście z Manopello. Kiedy naukowcy nałożyli odbicie twarzy na Całunie Turyńskim na chustę z Manopello, okazało się, że są to identyczne twarze, niemożliwe do podrobienia żadną techniką ludzką, jakie wtedy znano. Dla porządku dodam, że to samo naukowcy zrobili z oryginałem słynnego obrazu Miłosierdzia z Łagiewnik i także okazało się, że twarz namalowana przez malarza idealnie odpowiada odbiciu twarzy Człowieka z Całunu.

   Czy więc Jan ujrzał blady zarys odbitej w niewiadomy sposób postaci na płótnach, których kształt odpowiadał leżącemu wcześniej ciału? Czy jako pierwszy mógł kontemplować Jezusa, który jakby pozostawił ludziom swoją wizytówkę, swoje zdjęcie zrobione energią nie z tego świata? Wszak powiedział, że „królestwo Moje nie jest z tego świata…”

   Jeśli tak było, zmartwychwstanie przestaje być kwestią wiary, która nigdy nie może być żadną pewnością, a staje się przedmiotem badań historycznych, odsłaniających dalsze zawiłe dzieje Całunu z grobowca. Okaże się bowiem wkrótce, że całun gdzieś zniknie na całe stulecia, by odnaleźć się w tajemniczy sposób a to w zakonie templariuszy, a to w możnych rodach i arystokracji, by na koniec przejść w ręce naukowców. Stwierdzili oni, że nie jest to odbicie powstałe na skutek działania czynników naturalnych, jak olejki do balsamowania czy pot i krew, wydzielane przez Zmarłego i nie jest to obraz namalowany ręką ludzką, że nawet genialny Leonardo albo Michał Anioł czy inni renesansowi malarze nie potrafiliby czegoś takiego namalować.

DWA WYJAŚNIENIA

   Są w tej historii ewangelicznej tylko dwa wyjaśnienia „pustego grobu” Jezusa – naturalne i niewytłumaczalne (nadnaturalne). Tertium non datur. Trzeciej drogi wyjaśnienia nie ma. Gdyby ciało wykradli naprawdę uczniowie, to musieliby mieć motyw i pokonać liczne przeszkody, nie do pokonania: – wejście na czyjąś posesję, wykradzenie mimo obecnej tam cały czas straży rzymskiej (nawet jeśli oni by posnęli), odwinięcie Jezusa z płócien i prześcieradeł (co trwałoby długo), związana z tym profanacja zwłok (szczególnie że uważali go za Boga), gdzie by go zanieśli i jak ukryliby ten fakt? Gdyby Józef z Arymatei zrobił to sam albo z Nikodemem, to dlaczego tak się śpieszyli, skoro nabył ciało Nazarejczyka na własność, grób był prywatny i mógł to zrobić za dnia, oficjalnie, nie pod osłoną nocy?

   Po drugie, dokąd sam Arymatejczyk (nawet z pomocą ogrodnika) zaniósłby ciało? Po trzecie, jak by dał radę sam nieść rosłego mężczyznę uliczkami Jerozolimy, nie wzbudzając sensacji ani nie zwracając uwagi rzymskich żołnierzy? Poza tym Żydzi mieli z nim na pieńku, a on się ich bał. Ponadto musiałby odesłać strażników, a oni nie odeszliby z własnej woli, bojąc się Piłata.

   Jeszcze mniej prawdopodobne jest, że ciało Pana zabrała jego rodzina – gdzie by go ostatecznie pochowali, nie mając znajomości w mieście, pochodząc ze wsi, będąc biedakami? Gdyby rodzina bez wiedzy uczniów odebrała ciało, to uczniowie potem by się o tym dowiedzieli od Arymatejczyka, albo w inny sposób, a do nowego grobu Jezusa przybywałyby tłumy, jak dziś.

   Żeby wykluczyć możliwość naturalnego wyjaśnienia pustego grobu, wystarczy uważnie wczytać się w opisy zmartwychwstania. Wszystkie razem są podobne, różnią się zaś w detalach mało ważnych. Istnieje jednak jeden pomijany przez wieki istotny szczegół, który zamyka drogę wyjaśnienia naturalnego. Tym szczegółem jest kamień, którym po pogrzebie w piątek wieczorem zasłonięto, zastawiono grób.

  Jeśli Jezusa ktoś by ekshumował, żeby dokończyć pogrzebowych uroczystości, przerwanych nadejściem szabatu, to pytanie centralne brzmi: dlaczego zostawiłby grobowiec otwarty, po wyniesieniu ciała?

   Gdybym był na miejscu uczniów i chciałbym w jakimkolwiek celu ukraść ciało, to bardzo bym się starał zatrzeć wszelkie ślady: musiałbym niepostrzeżenie podejść do grobu, odsunąć sam ciężki kamień (niemożliwe), więc musiałbym mieć pomocników, a im więcej osób w tym brałoby udział, tym gorzej, tym większe ryzyko późniejszej wpadki. Sprawa by się sypnęła niedługo potem.

   Jeśli odsunęli kamień i wynieśli ciało, to dlaczego je rozebrali? Nie dopuszczaliby się profanacji, niesienie nagich zwłok wzbudziłoby czujność Rzymian, a uczniowie byli mocno wystraszeni, bali się poza tym Piłata, który sprzedał ciało albo dał Arymetejczykowi niemal na własność. Za kradzież i profanację zwłok uczniowie zostaliby surowo ukarani i to zarówno przez Rzymian, jak i Żydów. Jeśliby wynieśli ciało owinięte, to skąd płótna, które zastały wczesnym świtem kobiety i uczniowie?

   I najważniejsze: nie pozostawiliby otwartego grobowca, tylko zasunęli z powrotem kamień, żeby nikt się nie kapnął, a nie pozwalali, żeby zaraz ktoś to zauważył. Myśl, że celowo zostawili płótna i nie zasunęli kamienia, żeby upozorować zmartwychwstanie, rozbija się o prosty fakt – oni wcale nie mieli nadziei, że Jezus powstanie, więc pozorowanie nic by im psychologicznie nie dało – nie tylko byliby dalej smutni, ale dodatkowo baliby się prawnych konsekwencji swego postępku. Musieliby wiedzieć, że kobiety przyjdą do grobu, aby namaścić, albo że Józef będzie chciał kiedyś przenieść ciało, więc staraliby się maksymalnie odwlec moment dekonspiracji, żeby zdążyć uciec z ciałem. Ten trop odpada.

   Jeśli Arymatejczyk przeniósł ciało albo wydał rodzinie, tym bardziej by nie zmieniał płócien, musiałby wcześniej spytać Piłata o zgodę na ekshumację, a potem podeszliby po prostu do grobu, odsunęli kamień, zabrali zawiązanego Jezusa, po czym grób z powrotem zostałby zamknięty. Poza tym musieliby złamać pieczęcie, a to groziło poważnymi konsekwencjami prawnymi.

   Innymi słowy teorie o „wyniesieniu” ciała, które sam jakiś czas temu rozważałem, są nie do utrzymania. Zostawienie otwartego grobu byłoby zbyt dużym ryzykiem zarówno dla uczniów, jak i rodziny, a także bez sensu z perspektywy właściciela grobowca. Po co miałby zostawiać cenne, nowe płótna i odejść bez zamknięcia grobowca? Sam był zwolennikiem Jezusa, ale nie wierzył w zmartwychwstanie, i nie miałby żadnego celu w upozorowaniu tego największego w historii ludzkości cudu.

   Uczniowie mieli większy motyw – chcieli ratować „twarz”, bali się Żydów i Rzymian, i bardziej zależało im na tym, żeby Jezus rzeczywiście zmartwychwstał. To jednak nie oznacza, że odważyliby się na taki teatr, bo po pierwsze nie mieli dokąd zanieść Pana (dlatego właśnie pogrzeb odbył się w cudzym grobowcu), po drugie nie dopuszczaliby się profanacji, a po trzecie – wiedząc, że nie zmartwychwstał, gdyby tak było – raczej nie staliby się z dnia na dzień tak radości i zdumieni, jakby sobie – za przeproszeniem – zapalili jointa.   Psychologicznie rzecz biorąc, nie znieśliby tej myśli, że nie dość, że On nie żyje, to jeszcze oni dalej brną w kłamstwo. Tłumaczenie spotkań ze zmartwychwstałym zbiorową histerią, i myśleniem życzeniowym odpada – to byli trzeźwi, praktyczni ludzie, a przy tym prostoduszni, uczciwi i sami przed sobą źle by się czuli z tą myślą, że coś musieli na siłę pozorować.

   Kamień, którym zasunięto grobowiec w piątek 7 kwietnia 30 roku wieczorem jest kluczem do zmartwychwstania. Ktokolwiek z jakichkolwiek powodów zabrałby ciało z grobu, albo je schował głębiej, co sugerował reżyser filmu „Body” (2002), zatarłby po sobie wszelkie ślady, zwłaszcza że nie mógł być pewien, że to się wcześniej czy później nie wyda. Gdyby Arymatejczyk wydał ciało rodzinie – zasunąłby kamień, i podarowałby im płótna, a nie zostawiałby ich w grobowcu, tylko zabrałby je ewentualnie do domu jako cenne i kosztowne materiały. Jeśli chodzi o uczniów, to tak samo: kradnąc cudzą własność na cudzej posesji musieliby przełamać strach przed zdemaskowaniem, a także swoje wewnętrzne tabu, które zakazywałoby zrobienie czegoś takiego. Nie mieliby ani sił, ani odwagi, żeby wymyślić taki scenariusz. Gdyby nawet zabrali jakimś cudem Jezusa, musieliby zabrać go owiniętego, bo nie byłoby czasu na przewijanie, pomijając fakt, że jako biedni nie mieli pieniędzy na zakupienie swoich własnych prześcieradeł.

   Kamień. I płótna. I łzy Marii Magdaleny, przez co miała zamazane widzenie, więc dlatego nie od razu rozpoznała „Rabbuni”, czyli „Mój Nauczycielu”. To był ten istotny szczegół, który dziś po dwu tysiącach prawie latach, woła do nas głośno jako niemy świadek największego cudu w historii ludzkości: „Jezus zmartwychwstał, rzeczywiście zmartwychwstał”. Czasem mamy coś całe życie, albo całe stulecia podane na tacy, ale nasze oczy są na uwięzi i nie dostrzegamy subtelnych szczegółów, takich jak zwyczajny, niepozorny kamień grobowy, którym wtedy zawsze zasuwano grobowce wykute w skale.

   Z naturalnych wyjaśnień, które przez wieki proponowano, z naukowych wyjaśnień, dziś już nie został kamień na kamieniu. Tymczasem największym dowodem zmartwychwstania jest nie tyle pusty grób, co znajdujące się w nim w bezładzie płótna, jakby zmartwychwstałe Ciało „przeniknęło” je, a one „opadły” będąc już puste, a drugim największym dowodem jest „otwarty grób” i kamień, którym świadkowie zastali odsunięty na bok.

CZY ZMARTWYCHWSTANIE TO NAJWIĘKSZE HISTORYCZNE WYDARZENIE W DZIEJACH LUDZKOŚCI?

  Pytanie to staje się jeszcze jednym, ale największym pytaniem egzystencjalnym i nie można nikogo przymusić do wiary, ale ukazać możliwości, o jakich dziś nikomu z nas się nie śniło. Być może my czegoś nie wiedzieliśmy. I nie wiedzieliśmy, że możemy zupełnie inaczej przeżywać nasze życie, które gdy pozbawione wielkich pytań metafizycznych, staje się puste i niegodne człowieka…

   Teraz już każdy musi przyjąć ten twardy dowód i próbować go obalić. Z punktu widzenia metodologii naukowej obalenie tego dowodu, a co najmniej mocnej poszlaki, należy do czytających te słowa. Na tym polega nauka – każdy, kto odtąd będzie próbował wyjaśnić naturalnie fakt pustego grobowca, będzie zmuszony odpowiedzieć na jedno niewygodne pytanie: dlaczego po zabraniu Ciała zostawiono otwarty grób? Oczekuję więc, że ktoś musi mi udowodnić jakiś błąd w tym rozumowaniu, a jeśli tak zrobi, z pokorą przyjmę każdą prawdę. Bo w tym wszystkim chodzi o całą, pełną prawdę. Która wyzwala zawsze każdego, kto jej szczerze szuka.

„PAN RZECZYWIŚCIE ZMARTWYCHWSTAŁ” – ARGUMENT Z „POWROTU Z EMAUS”

   Tajemnica osoby Jezusa, którego – jak pisze autor natchniony – „Bóg wskrzesił trzeciego dnia” – nie była od początku powszechna i nie jest nią do dzisiaj. Jezu mógł ukazać się komu chciał, ale wybrał najpierw kobiety, aby odtąd przestały być traktowane jako niewiarygodne. Tak więc ateizm w zakresie negowania zmartwychwstania nie jest obecnym wynalazkiem. Ten największy cud w historii świata, który by wystarczył, aby uznać istnienie wieczności, był negowany od samego początku. Grecy wręcz wyśmiali apostoła Pawła i powiedzieli, że „posłuchają innym razem”. W kulturze platonizmu ważniejsza była dusza niż ciało, podczas gdy w tradycji żydowskiej ciało również jest bezcenne, ponieważ stanowi „świątynię Ducha Świętego”.

   Historia dwóch uczniów Jezusa, zmierzających po tragicznym Wielkim Piątku pewnie do swojej wioski Emaus, świadczy o rzeczywistości, przekraczającej rozumowanie człowieka po ludzku. Podobnie jak Jezus zwlekał ze wskrzeszeniem Łazarza, aby wypróbować wiarę jego bliskich, tak po zmartwychwstaniu ukazauje się najpierw nie uczniom, lecz kobietom. W tamtych czasach w świadectwa kobiet zasadniczo nie ufano. Dopiero uczniowie, którzy mieli do pokonania 60 stadiów z Jerozolimy, czyli około 15-20 kilometrów zaczynają rozumieć, że coś się dzieje, bo jak potem powiedzą „serce w nas pałało, gdy Pisma nam wyjaśniał”. Ukazywanie się Jezusa swej matce, kobietom, a potem uczniom w świetle zdarzenia z Emaus, gdzie Chrystus odprawił drugą eucharystię wzmacnia fakt, że uczniowie musieli być zmęczeni całodzienną wędrówką, lecz mimo to „zebrali się i wrócili do Jerozolimy, dając świadectwo i mówiąc, że „Pan rzeczywiście zmartwychwstał”. Chciałbym zwrócić uwagę właśnie na ten istotny szczegół – uczniowie, którzy „poznali Go po łamaniu chleba”, a więc analogicznie, jak podczas Ostatniej Wieczerzy sprzed czterech dni – mimo zmęczenia nie zwlekali z powrotem do Jerozolimy. Chcieli od razu złożyć pozostałym uczniom świadectwo, a wtedy osobiste spotkanie było jedyną możliwością komunikacji.

    Istnieje wiele ważnych wydarzeń związanych ze spotkaniami Jezusa po jego zmartwychwstaniu. Jednym z nich jest spotkanie z Tomaszem, który wątpił w zmartwychwstanie aż do momentu, gdy mógł dotknąć ran Chrystusa (J 20,24-29). Innym znaczącym momentem było spotkanie nad Jeziorem Tyberiadzkim, gdzie Jezus ukazał się uczniom i nakarmił ich rybami, a także rozmowa z Piotrem, podczas której trzykrotnie zapytał go o miłość i powierzył mu zbudowanie wspólnoty Kościoła i kierowanie nim (J 21,1-19).

    Ponadto, apostoł Paweł wspomina o objawieniu się Jezusa przed pięciuset świadkami, co podkreśla ogromne znaczenie tego wydarzenia dla wczesnego Kościoła (1 Kor 15,6). Te spotkania miały kluczowe znaczenie dla umocnienia wiary uczniów i rozprzestrzeniania chrześcijaństwa.

   Istnieją inne relacje o spotkaniach ze zmartwychwstałym Jezusem. Oprócz spotkań opisanych w ewangeliach, tradycja chrześcijańska i niektóre pisma wczesnochrześcijańskie wspominają o dodatkowych objawieniach. Na przykład, istnieje przekonanie, że zmartwychwstały Chrystus ukazał się swojej matce, Maryi, chociaż to wydarzenie nie jest bezpośrednio opisane w „Nowym testamencie”. Inną znaczącą relacją jest spotkanie z Marią Magdaleną, które jest szczegółowo opisane w „Ewangelii według św. Jana”. Maria Magdalena, płacząc przy grobie, spotyka zmartwychwstałego, który powierza jej misję przekazania wiadomości o swoim zmartwychwstaniu Apostołom. Dodatkowo, istnieją relacje o spotkaniach Jezusa z innymi uczniami i świadkami, które miały miejsce po jego zmartwychwstaniu. Te spotkania były kluczowe dla umocnienia wiary wczesnych chrześcijan i rozprzestrzeniania się chrześcijaństwa.

  Teraz po kolei postaram się obalić poszczególne argumenty wyjaśnień „racjonalnych” i naturalistycznych.

HIPOTEZA BŁĘDNEGO GROBU

   Ta hipoteza jest kłopotliwa, ponieważ według ewangelii podczas pogrzebu Jezusa trzy kobiety z jego otoczenia „przypatrywały się, gdzie Go położono”, ponieważ nie zdążyły dokończyć rytuałów pogrzebowych (namaszczenie drogimi olejami, ziołami, etc.) i planowały przyjść i uczynić to po szabacie. Musiały więc wiedzieć, który to grób, żeby potem w niedzielę, pierwszy dzień tygodnia dla judaizmu, móc dokończyć pogrzeb. Kiedy rankiem w niedzielę kobiety szły do grobu, martwiły się, kto odwali im ciężki kamień. Ponadto hipoteza ta nie zgadza się z faktem, że grób był nowy i należał do Józefa z Arymatei, który zapłacił Piłatowi za ciało Jezusa. Groby bogatych wykuwane były w skale zazwyczaj na terenie posesji, a nie poza miastem, gdzie jeden grób był obok drugiego. Na terenie ogrodu prawdopodobnie więc znajdował się tylko grób Arymatejczyka i żaden inny. Nie było więc problemu z dotarciem do niego i odnalezieniem.

HIPOTEZA HALUCYNACJI

  Niektórzy sugerują, że uczniowie mogli doświadczyć halucynacji lub wizji, które interpretowali jako rzeczywiste spotkania ze zmartwychwstałym Jezusem. Również ta hipoteza jest trudna do utrzymania, bo halucynacje zazwyczaj występują u jednej osoby i mają podłoże chorobowe, zazwyczaj w chorobach psychotycznych, na przykład w schizofrenii albo po spożyciu środków halucynogennych. Prawdopodobieństwo, że – jak piszą ewangeliści – niemal pięciuset ludzi naraz widziało kogoś, kogo nie ma, jest niewielkie. Halucynacje wyglądają inaczej niż wizje mistyczne oraz normalna percepcja – są dziwaczne, zwiewne, krótkotrwałe, chaotyczne i ogólnie mało zrozumiałe. Halucynowanie osoby jest bardzo rzadkie i zdarza się w szpitalach psychiatrycznych. Żydzi, szczególnie prości ludzie, jakimi byli uczniowie Jezusa, są bardzo trzeźwo myślący, pragmatyczni, cenią wartości materialne jako znak błogosławieństwa od Boga. Na przykład trzeźwo myśląca Maria Magdalena pomyślała w pierwszej chwili, gdy zobaczyła Jezusa i pomyliła go z ogrodnikiem: „Panie, zabrano Pana z grobu i nie wiem, gdzie Go położono”. Czyli pierwszą myślą było zabranie ciała i przeniesienie go, stąd można przypuszczać, że tak praktycznie i racjonalnie myśląca kobieta nie była podatna na omamy albo halucynacje.

  W historii psychiatrii zdarzały się zbiorowe histerie (na koncertach, na stadionach, etc.), zbiorowe psychozy (np. w znanym opowiadaniu Iwaszkiewicza „Matka Joanna od Aniołów), ale wyglądały zupełnie inaczej niż normalne spotkanie z realną osobą. Ponadto jako pierwsi tak naprawdę wieść o wskrzeszeniu Jezusa nie przyniosły kobiety, tylko przerażeni strażnicy strzegący grobu. Powiedzieli kapłanom starszym ludu prawdę, a oni przekupili ich pieniędzmi i zapowiedzieli, że obronią ich przed Piłatem, bo spanie na służbie było karane. Poza tym strażnicy wcale nie spali, mieli tylko tak rozpowiedzieć, aby uprawdopodobnić możliwość kradzieży ciała przez uczniów. To strażnicy pierwsi są więc mimowolnymi świadkami zmartwychwstania. Cała Jerozolima – jak mówili uczniowie idący w poniedziałek do Emaus – w ten weekend rozprawiała tylko o śmierci i powstaniu Jezusa. Trudno przypuścić, żeby halucynacje dotknęły całe miasto, a jednocześnie nie było wiele sytuacji zbiorowych, kiedy mogłyby mieć miejsce omamy, poza wieczernikiem, gdzie wystraszeni uczniowie ukryli się przed Żydami. Trudno przypuścić, że wszyscy mieli omamy, szczególnie, że nie wszyscy uwierzyli i po tygodniu Jezus znów przyszedł do wieczernika, aby ukazać się sceptycznemu i krytycznemu Tomaszowi. Dziś chyba każdy i każda z nas ma więcej z Tomasza niż Piotra i Pawła. Ale może tylko chwilowo.

HIPOTEZA SYMBOLICZNEGO GROBU

   Ta teoria zakłada, że opowieści o pustym grobie mogły być metaforą lub symbolem mającym na celu przekazanie duchowego znaczenia zmartwychwstania, a nie dosłownego zdarzenia. Również tę koncepcję można poddać krytycznej analizie. Pierwsze spisane cztery kanoniczne ewangelie synoptyczne i najpóźniej „Ewangelia według świętego Jana” powstały co prawda najwcześniej w połowie I w. n.e., ale wcześniej prawdopodobnie istniała tak zwana „proto-ewangelia”, czyli kanwa, z który korzystali przy pisaniu ewangelii autorzy natchnieni. Najpierw wieść o powrocie Jezusa do życia przekazywano tylko ustnie, potem listownie – „Listy apostolskie” są wcześniejsze niż „Ewangelia Marka” i zawierają kompletną chrystologię, głównie tworzoną na skutek nagłego nawrócenia Szawła z Tarsu, który w drodze do Damaszku, gdzie miał sądzić i zabijać doznać miał chrystofanii i po spotkaniu ze zmartwychwstałym całkowicie się nawrócić, a potem umrzeć śmiercią męczeńską. Dla uczniów i niektórych Żydów, którzy uwierzyli powstanie z martwych było czymś namacalnym, realnym, fizycznym wskrzeszeniem ciała, które „jest świątynią Ducha Świętego”. W Credo nicejskim wierni wyznają co niedzielę, że Duch Święty jest „Panem i Ożywicielem” i to On mógł wskrzesić Jezusa z martwych, tak jak wcześniej jego mocą Chrystus wskrzeszał zmarłych. Zmartwychwstanie początkowo traktowano dosłownie zgodnie z rozwojem świadomości ludzkiej od konkretów do abstrakcji i myślenia symbolicznego. Dlatego hipoteza o „symbolicznym” zmartwychwstaniu wydaje się nie tłumaczyć wszystkiego. Oczywiście, miało ono także wymiar głęboko metaforyczny i duchowy jako zwycięstwo nad grzechem, złem, piekłem i śmiercią, ale to nie wyczerpuje podstawowego faktu, że Jezus ukazawszy się „pokazał im ręce i nogi” i mówił, że „duch nie ma ciała i kości, jak widzicie, że Ja mam”, potem Jezus spożywał przy uczniach rybę, musiał mieć więc również oprócz duchowego także ciało fizyczne, cudownie podnoszące upadłą naturę ludzką.

WNIOSKI

    Moim zdaniem da się udowodnić, że wskrzeszenie Jezusa z martwych spełnia kryteria metodologiczne, jakie zazwyczaj historycy przykładają do niepewnych zdarzeń z przeszłości, szczególnie dalekiej. Według logiki klasycznej i zasady „wyłączonego środka” nie można być jednocześnie żywym i martwym. Oprócz tego, że Jezus był Bogiem, miał też dosłownie życie biologiczne. Ewangelie mówią, że „został poczęty”, tak jak każdy człowiek na Ziemi. Dalej mówią o jego rozwoju, nauce (pozostanie w Świątyni, określane jako „odnalezienie”) i pracy fizycznej w warsztacie swego ojca, Józefa. Jezus jadł, pił, spał tak jak każdy człowiek. Do tego stopnia był „normalny”, że pobożni Żydzi gorszyli się, że „chodzi do grzeszników i jada z nimi”. Jezus oddychał tym samym powietrzem, co my i zmarł przez uduszenie i wykrwawienie. Był wcześniej torturowany, co obala teorię możliwej ucieczki do Tybetu czy Francji. Fakt, że Jezus w ogóle nie nauczał prawie o małżeństwie i dzieciach, co można wytłumaczyć tym, że jako nieżonaty nie chciał wypowiadać się o rzeczywistości, której sam nie doświadczał.

   Naszym zadaniem było wyczerpanie wszystkich wyjaśnień naturalnych, mieszczących się w obrębie naszego wspólnego świata. Pozostaje zatem dopuścić myśl, że zmartwychwstanie miało miejsce i nie zmusza nikogo do wiary, nie jest – wbrew krytykom klasycznej teorii prawdy i zachodniej metafizyki – opresyjne. Zgodnie z klasyczną logiką i zasadą wyłączonego środka nie można być jednocześnie żywym i martwym. To podkreśla unikalność zmartwychwstania, które wykracza poza zwykłe doświadczenie ludzkie i wymyka się codziennym kategoriom zdroworozsądkowym.

Zaszufladkowano do kategorii nauka a religie, przeklęte problemy, świątecznie, Tradycja katolicka | Otagowano , , , , | 2 komentarze

Co to jest chrześcijaństwo? Wyobraź sobie, że tłumaczysz to kosmitom. 

 

Co to jest chrześcijaństwo? Wyobraź sobie, że tłumaczysz to kosmitom.

Chrześcijaństwo to monoteistyczna religia, która opiera się na życiu i nauce Jezusa Chrystusa. Chrześcijanie wierzą, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, który przyszedł na ziemię, aby zbawić ludzkość od grzechu. Chrześcijaństwo jest największą religią na świecie, z ponad 2,4 miliarda wyznawców.

Główne doktryna i dogmaty chrześcijaństwa to:

Wiara w jednego Boga, Ojca Wszechmogącego, Stwórcę nieba i ziemi.
Wiara w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który przyszedł na ziemię, aby zbawić ludzkość od grzechu.
Wiara w Ducha Świętego, który jest trzecią osobą Trójcy Świętej.
Wiara w Biblię, która jest księgą świętą chrześcijan.
Wiara w życie wieczne, które czeka wiernych po śmierci.

Chrześcijanie wierzą, że jedynym sposobem na zbawienie jest przyjęcie Jezusa Chrystusa jako Pana i Zbawiciela. Wierzący powinni także prowadzić życie zgodne z naukami Jezusa Chrystusa, które obejmują miłość, miłosierdzie, przebaczenie i sprawiedliwość. Chrześcijaństwo miało znaczący wpływ na kulturę i cywilizację zachodnią. Wpływy chrześcijaństwa można znaleźć w sztuce, architekturze, muzyce, literaturze i filozofii. Chrześcijaństwo odegrało także ważną rolę w rozwoju nauki, edukacji i opieki społecznej.

Kto jest uważany przez badaczy za założyciela tej religii?

Za założyciela chrześcijaństwa uważa się Jezusa Chrystusa. Był on żydowskim nauczycielem religijnym, który żył w I wieku n.e. w Palestynie. Jezus głosił, że jest Mesjaszem, Synem Bożym, który przyszedł na ziemię, aby zbawić ludzkość od grzechu. Został ukrzyżowany przez Rzymian w 30 roku n.e., ale jego uczniowie wierzyli, że zmartwychwstał i wstąpił do nieba. Po śmierci Jezusa jego nauki zostały rozpowszechnione na całym świecie i doprowadziły do powstania chrześcijaństwa.

Kiedy powstało wyznanie rzymsko-katolickie?

Kościół katolicki powstał w I wieku n.e. w wyniku działalności Jezusa Chrystusa i jego uczniów. Kościół katolicki jest najstarszą zorganizowaną religią na świecie i obecnie jest największą religią na świecie, liczącą ponad 1,2 miliarda wiernych. Głowa Kościoła katolickiego to papież, który jest zwierzchnikiem Kościoła i biskupem Rzymu. Siedzibą papieża jest Watykan, który jest niezależnym państwem położonym w środku Rzymu.

Kościół katolicki opiera się na nauce Jezusa Chrystusa i jego uczniów, którzy spisali swoje nauki w Biblii. Kościół katolicki wierzy w jednego Boga, który jest Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Kościół katolicki wierzy także w siedem sakramentów: chrzest, bierzmowanie, eucharystię, pokutę, namaszczenie chorych, święcenia kapłańskie i małżeństwo.

Kościół katolicki miał duży wpływ na kulturę i cywilizację zachodnią. Kościół katolicki był głównym promotorem nauki, edukacji i sztuki w średniowieczu. Kościół katolicki odegrał także ważną rolę w rozwoju prawa, polityki i społecznej opieki zdrowotnej.

Czego nauczał w czasie swej publicznej działalności Jezus z Nazaretu?

Jezus z Nazaretu nauczał wielu rzeczy w czasie swojej publicznej działalności. Poniżej znajduje się kilka głównych elementów jego nauki:

Miłość: Jezus głosił miłość jako najważniejszą zasadę. To obejmowało miłość do Boga, miłość do siebie samego i miłość do bliźniego. Najbardziej znane pod tym względem jest Jego nauka o “złotym prawie”, które mówi, że powinniśmy traktować innych tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani.

Przebaczenie: Jezus nauczał, że powinniśmy wybaczać innym ich przewinienia, tak jak chcielibyśmy, aby nam wybaczyli. Nauczał, że przebaczenie jest kluczem do uzdrowienia i pokoju.

Pokora: Jezus często nauczał o pokorze i skromności. Zamiast szukać własnej chwały, powinniśmy dążyć do służby innym.

Królestwo Boże: Centralnym punktem nauczania Jezusa było Królestwo Boże. Uczył, że Królestwo Boże jest już obecne wśród ludzi, ale jednocześnie jeszcze ma nadejść. Jezus wzywał ludzi do nawrócenia i życia w zgodzie z prawami Królestwa Bożego.

Sprawiedliwość społeczna: Jezus krytykował niesprawiedliwość społeczną i uczył, że Bogu zależy na sprawiedliwości i równości. Jego nauczanie było często skierowane przeciwko hipokryzji i niesprawiedliwości religijnej i społecznej elity swego czasu.

Wiara: Jezus nauczał, że wiara w Boga jest kluczowa. Wiara, według Jezusa, ma moc uzdrawiać, przemieniać i zbawiać.

To jest ogólne podsumowanie nauczania Jezusa, ale jest ono bardzo bogate i różnorodne. Każdy z tych punktów może być interpretowany na wiele różnych sposobów, w zależności od konkretnej tradycji chrześcijańskiej.

Jakie jest najważniejsze przesłanie Jezusa i sedno Jego nauki?

Najważniejsze przesłanie Jezusa, które często jest uznawane za sedno Jego nauki, to miłość i miłosierdzie. Dwa najważniejsze przykazania, które Jezus podkreślił w Ewangeliach, to miłość do Boga i miłość do bliźniego. W Ewangelii według św. Mateusza (22:37–40) Jezus mówi:

“‘Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całym swoim umysłem i całą swoją mocą’. To jest najważniejsze przykazanie. Drugie jest podobne do niego: ‘Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego’. Na tych dwóch przykazaniach opiera się cała Prawo i Prorocy.”

Jezus nauczał, że powinniśmy traktować innych tak, jak chcielibyśmy być traktowani — znane to jest jako “złote prawo”. Zgodnie z Jego nauką, miłość i miłosierdzie powinny kierować naszymi działaniami wobec innych. Jezus nauczał również o konieczności przebaczenia, pokory, sprawiedliwości społecznej, i o wierze w Boga. Jego nauczanie o Królestwie Bożym wskazuje na wizję społeczeństwa opartego na miłości, sprawiedliwości, pokoju i miłosierdziu.

Jednak warto pamiętać, że interpretacje nauczania Jezusa mogą się różnić w zależności od konkretnych tradycji i nauk chrześcijańskich. Wszystko to, co Jezus nauczał, jest ważne i wartościowe, a różne aspekty Jego nauki mogą mieć różne znaczenia dla różnych ludzi.

Dlaczego naród żydowski, uczeni w Piśmie i faryzeusze odrzucili osobę i nauki Chrystusa?

W czasach Jezusa, naród żydowski był bardzo zróżnicowany pod względem religijnym i politycznym, a reakcje na Jego nauki były różne. Faryzeusze i uczeni w Piśmie, którzy stanowili jedną z wielu grup, często odrzucali Jego nauki z różnych powodów:

Różnice interpretacyjne: Jezus często interpretował Prawo Mojżeszowe inaczej niż faryzeusze. Na przykład, Jezus nauczał, że miłość i miłosierdzie są ważniejsze niż ścisłe przestrzeganie zasad religijnych. Faryzeusze, którzy byli ściśle związani z Prawem, mogli to odrzucić.

Autorstwo: Jezus przypisywał sobie władzę, której zwykle nie przypisywano rabinom czy nauczycielom Prawa. Twierdził, że ma władzę przebaczać grzechy, co było zarezerwowane dla Boga. Dodatkowo, Jezus określał siebie mianem “Syna Człowieczego” i “Syna Bożego”, co było kontrowersyjne.

Zagrożenie dla status quo: Jezus krytykował często religijną elitę swego czasu za ich hipokryzję i niesprawiedliwość. To było bezpośrednie zagrożenie dla ich pozycji społecznej i religijnej.

Oczekiwania mesjańskie: Wielu Żydów w tamtym czasie oczekiwało Mesjasza, który uwolni ich od rzymskiej dominacji i przywróci Królestwo Izraela. Jezus, który mówił o Królestwie Bożym jako królestwie duchowym, a nie politycznym, mógł nie spełniać tych oczekiwań.

Ważne jest zaznaczenie, że nie wszyscy Żydzi odrzucili Jezusa. Wielu z nich uwierzyło w Niego i stało się pierwszymi chrześcijanami. Ponadto, różne grupy Żydów miały różne poglądy na Jezusa i Jego nauki.

Czy dziś są Żydzi uznający Jezusa?

Tak, istnieją Żydzi, którzy uznają Jezusa jako Mesjasza i są często nazywani “Messianic Jews” (Żydami mesjańskimi) lub “Jewish Christians” (Żydami chrześcijańskimi). Ta grupa wierzy, że Jezus jest Mesjaszem zapowiadanym w Pismach Hebrajskich (Starym Testamencie), a jednocześnie podtrzymuje wiele tradycyjnych żydowskich praktyk i obchodów.

Messianic Jews stanowią jednak małą mniejszość wśród globalnej populacji Żydów. Większość Żydów — zarówno ortodoksyjnych, konserwatywnych, reformowanych, jak i świeckich — nie uznaje Jezusa jako Mesjasza lub boskiej postaci. W tradycyjnym judaizmie, koncepcja Mesjasza jest różna od tej przedstawionej w chrześcijaństwie, a Jezus nie spełnia kryteriów mesjańskich zgodnie z tymi tradycjami.

Warto też pamiętać, że judaizm mesjański jest często krytykowany zarówno przez większość społeczności żydowskiej, jak i przez niektóre grupy chrześcijańskie, zarówno za swoją teologię, jak i za praktyki. Większość społeczności żydowskiej nie uznaje judaizmu mesjańskiego za formę judaizmu.

Co wyróżnia chrześcijaństwo spośród innych religii, kultów, wyznań?

Chrześcijaństwo wyróżnia się spośród innych religii kilkoma cechami. Po pierwsze, chrześcijanie wierzą w jednego Boga, który jest Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Po drugie, chrześcijanie wierzą, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym, który przyszedł na ziemię, aby zbawić ludzkość od grzechu. Po trzecie, chrześcijanie wierzą w Biblię, która jest księgą świętą chrześcijan. Po czwarte, chrześcijanie wierzą w życie wieczne, które czeka wiernych po śmierci.

Oprócz tych głównych cech, chrześcijaństwo jest także religią bardzo różnorodną. Istnieje wiele różnych denominacji chrześcijańskich, każda z własnymi przekonaniami i praktykami. Jednak wszystkie denominacje chrześcijańskie łączy wiara w jednego Boga, Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela i w Biblię jako księgę świętą.

A co wyróżnia rzymski katolicyzm spośród innych wyznań chrześcijańskich?

Rzymski katolicyzm odróżnia się od innych wyznań chrześcijańskich kilkoma cechami. Po pierwsze, katolicy wierzą, że papież jest zwierzchnikiem Kościoła katolickiego i że ma on władzę nauczania i rozstrzygania w kwestiach wiary i moralności. Po drugie, katolicy wierzą w siedem sakramentów:

chrzest,
bierzmowanie,
eucharystię,
pokutę,
namaszczenie chorych,
święcenia kapłańskie i
małżeństwo.

Po trzecie, katolicy wierzą w Tradycję, która jest zbiorem nauk i praktyk przekazywanych przez Kościół od czasów apostolskich aż do dziś. Niektórzy jednak uznają, że Tradycja zakończyła się w momencie zwołania Soboru Watykańskiego II w latach 60. XX i chcieliby wrócić do wiary, moralności i liturgii przedsoborowej. Oprócz tych głównych cech, katolicyzm jest także religią bardzo hierarchiczną. Kościół katolicki jest podzielony na diecezje, którymi kierują biskupi. Biskupi są podporządkowani papieżowi.

W historii Kościoła miało dojść do wielu cudów i objawień, a także znanych nawróceń ateistów i wiernych innych wyznań. Czy to prawda?

Tak, w historii Kościoła miało dojść do wielu cudów i objawień, a także znanych nawróceń ateistów i wiernych innych wyznań.

Cuda: Kościół katolicki wierzy, że cuda są dowodem na interwencję Boga w świecie. Istnieje wiele historii o cudach, które miały miejsce w Kościele, takich jak uzdrowienia z chorób, nawrócenia grzeszników i inne wydarzenia, które wydają się być poza zasięgiem natury.

Objawienia: Kościół katolicki wierzy, że objawienia są wiadomościami od Boga, które są przekazywane ludziom przez aniołów, świętych lub samą Matkę Boską. Istnieje wiele historii o objawieniach, które miały miejsce w Kościele, takich jak objawienia w Lourdes we Francji, Fatimie w Portugalii i Guadalupe w Meksyku.

Nawrócenia: Kościół katolicki wierzy, że nawrócenie jest procesem, w którym człowiek przemienia swoje życie i zaczyna wierzyć w Jezusa Chrystusa jako swojego Zbawiciela. Istnieje wiele historii o nawróceniach, które miały miejsce w Kościele, takich jak nawrócenie św. Pawła, św. Augustyna i św. Teresy z Avila.

Czy te wydarzenia rzeczywiście miały miejsce, czy są to tylko historie, jest kwestią wiary. Jednak faktem jest, że te wydarzenia odgrywają ważną rolę w historii Kościoła i są inspiracją dla wielu osób na całym świecie.

Ale Kościół badał objawienia maryjne, stygmaty czy uzdrowienia chorych.

Rozumiem, że Kościół badał objawienia maryjne, stygmaty i uzdrowienia chorych. Potrafię zrozumieć, dlaczego ludzie mogliby wierzyć, że te wydarzenia są dowodami na to, że Bóg istnieje i że jest aktywny w świecie.

W porządku. Jakie są słynne cuda i objawienia w historii Kościoła od początku?

W historii Kościoła od początku miało miejsce wiele słynnych cudów i objawień. Niektóre z najbardziej znanych to:

Cud w Kanie Galilejskiej, kiedy Jezus zamienił wodę w wino na weselu.
Cudowne rozmnożenie chleba i ryb, kiedy Jezus nakarmił pięć tysięcy ludzi z pięciu bochenków chleba i dwoma rybami.
Wzniesienie Jezusa na górę Tabor, kiedy Jezus ukazał się swoim uczniom w chwale.
Objawienie Matki Boskiej w Lourdes, które miało miejsce w 1858 roku.
Objawienie Matki Boskiej w Fatimie, które miało miejsce w 1917 roku.

Te wydarzenia są uważane przez wielu ludzi za dowody na to, że Jezus jest Synem Bożym i że Matka Boska jest jego matką. Są one również ważnymi wydarzeniami w historii Kościoła i miały znaczny wpływ na wiarę wielu ludzi.

A co z cudami eucharystycznymi?

Cud eucharystyczny to wydarzenie, w którym konsekrowany chleb i wino przemieniają się w prawdziwe Ciało i Krew Chrystusa. Cud eucharystyczny jest uznawany przez Kościóły katolicki i prawosławny, a także przez niektóre inne kościoły chrześcijańskie. W historii Kościoła miało miejsce wiele cudów eucharystycznych. Niektóre z najbardziej znanych to:

Cud w Lanciano we Włoszech, który miał miejsce w 700 roku. W czasie mszy konsekrowany chleb zmienił się w ludzkie fragmenty serca, a wino w ludzką krew.
Cud w Bolsenie we Włoszech, który miał miejsce w 1263 roku. W czasie mszy konsekrowany chleb zmienił się w ludzką tkankę sercową, a wino w ludzką krew.
Cud w Buenos Aires w Argentynie, który miał miejsce w 1996 roku. W czasie mszy konsekrowany chleb zmienił się w ludzką tkankę serca, a wino w ludzką krew.
Cuda eucharystyczne są uważane przez wielu ludzi za dowody na to, że Eucharystia jest prawdziwym ciałem i krwią Chrystusa. Są one również ważnymi wydarzeniami w historii Kościoła i miały znaczny wpływ na wiarę wielu ludzi. Jednak nie wszyscy ludzie wierzą w cuda eucharystyczne. Niektórzy ludzie uważają, że są one tylko sztuczkami lub oszustwami. Inni uważają, że są one dowodami na to, że Bóg istnieje i że jest aktywny w świecie. Ostatecznie to, czy wierzy się w cuda eucharystyczne, jest kwestią osobistej wiary.

Cud w Lanciano miał miejsce w 700 roku. Podczas mszy kapłan wątpił w realną obecność Chrystusa w Eucharystii. Gdy wypowiedział słowa konsekracji, konsekrowany chleb zmienił się w ludzkie mięso, a wino w ludzką krew. Ciało i krew są przechowywane w kaplicy kościoła San Rufino w Lanciano.

Cud w Bolsenie miał miejsce w 1263 roku. Podczas mszy ksiądz, który wątpił w realną obecność Chrystusa w Eucharystii, zobaczył, że konsekrowany chleb zmienił się w ludzkie mięso, a wino w ludzką krew. Ciało i krew są przechowywane w relikwiarzu w bazylice św. Krystyny w Bolsenie.

Cud w Buenos Aires miał miejsce w 1996 roku. Podczas mszy konsekrowany chleb zmienił się w ludzkie mięso, a wino w ludzką krew. Ciało i krew są przechowywane w relikwiarzu w kościele św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Buenos Aires.

To tylko kilka przykładów cudów eucharystycznych, które miały miejsce w historii Kościoła.

A pozostałe?

Istnieje wiele innych cudów eucharystycznych, które miały miejsce w historii Kościoła. Niektóre z nich są bardziej znane niż inne, ale wszystkie są świadectwem prawdziwej obecności Chrystusa w Eucharystii. Oto kilka przykładów innych cudów eucharystycznych:

Cud w Orvieto we Włoszech, który miał miejsce w 1263 roku.
Cud w Wilnie na Litwie, który miał miejsce w 1387 roku.
Cud w Quito w Ekwadorze, który miał miejsce w 1594 roku.
Cud w Buenos Aires w Argentynie, który miał miejsce w 1647 roku.
Cud w Paramaribo w Surinamie, który miał miejsce w 1866 roku.

A objawienia w historii Kościoła?

Objawienia w historii Kościoła były często przedmiotem dyskusji i sporów. Niektórzy uważają, że są one bezpośrednim wyrazem woli Bożej, podczas gdy inni uważają, że są one wynikiem ludzkiej wyobraźni lub psychologicznych stanów. W Kościele katolickim objawienia są uważane za prywatne, co oznacza, że nie są częścią oficjalnego nauczania Kościoła. Jednak Kościół uznaje, że mogą one być cennym źródłem duchowej inspiracji i motywacji.

W historii Kościoła było wiele znanych objawień, takich jak objawienie Matki Bożej w Lourdes we Francji w 1858 roku, objawienie Matki Bożej Fatimskiej w Portugalii w 1917 roku i objawienie Matki Bożej z Guadalupe w Meksyku w 1531 roku.

Objawienia te miały znaczący wpływ na życie wielu osób i przyczyniły się do rozwoju pobożności maryjnej w Kościele katolickim. Ważne jest, aby pamiętać, że objawienia są prywatne i nie są częścią oficjalnego nauczania Kościoła. Jednak mogą być cennym źródłem duchowej inspiracji i motywacji.

Rafał Sulikowski

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii, nauka a religie, przeklęte problemy, świątecznie, Tradycja katolicka | 2 komentarze

Jezus żyje na wieki. Od twardego ateizmu do wiary, nadziei i miłości.

W tę Wielką Noc bardzo pragnąłem odzyskać zgubioną gdzieś po drodze wiarę w Boga. Myślę cały dzień, czy Jezus naprawdę wrócił do życia, czy ukazywał się, czy odprawił Eucharystię w Emaus, czy naprawdę wstąpił do nieba, jak prorok Eliasz na „ognistym rydwanie”. Jeżeli tak – super, cieszmy się, alleluja. Niestety, z tym zmartwychwstaniem nie jest tak prosto, jak się nam, mnie wydawało wiele lat temu. Po pierwsze, każdy cud, a powstanie z martwych byłoby największym cudem w dziejach ludzkości, najpierw musi być dokładnie zbadany. Jeżeli na przykład ktoś twierdzi, że miał guza, a potem zrobiono zdjęcie i guza nie ma, a ktoś twierdzi, że modlił się o uleczenie, to komisja zarówno teologiczna, jak i medyczna, złożona z najtęższych umysłów danego episkopatu przeprowadza bardzo dokładną kontrolę, badania, przesłuchania, okoliczności.
Niestety, najpierw trzeba usiłować ustąpienie guza próbować wyjaśnić naturalnie – jako działanie leków, operacji, chemii, etc. Dopiero, gdy wszystkie wyjaśnienia naturalne upadną medycyna może jedynie orzec, że na obecnym etapie wiedzy stało się coś niewytłumaczalnego.

I tak samo powinno być zrobione w przypadku ewentualnego wskrzeszenia Jezusa, oraz tych, których wskrzeszał – część z nich nie była martwa, bo wtedy nie było medycyny i często chowano uznanych za zmarłych, a będących tylko w śpiączce, letargu albo śmierci klinicznej, potencjalnie odwracalnej. Niestety, choć próbowano na wiele sposób wyjaśnić fenomen „pustego grobu”, to nie wysunięto wszelkich możliwych wyjaśnień naturalnych. Sformułowano ich masę, ale nie wszystkie. Kolejną – może ostatnią przed uznaniem cudu za rzeczywisty – sformułował piszący te słowa. Sprowadza się ona do dość tajemniczej postaci Józefa z Arymatei, bogatego Żyda, członka Wysokiej Rady, który był potajemnym uczniem Jezusa, wierzył Mu i spełniał jego nauki. Ale robił to w tajemnicy, bo „obawiał się Żydów”. To trochę jak ktoś, kto w stanie wojennym ubrałby się w naklejkę „Solidarności”. Moja hipoteza jest taka, że albo Żydzi mogli go w sobotę (szabat – więc wszyscy zebrali się w Radzie – szantażować, że co on robi, przestępcę i zwodziciela chowa w swoim grobie.” Można przypuszczać, że leciały tego typu teksty – „no, co ty stary, manianę tu nam odstawiasz, chowasz przestępcę skazanego za bluźnierstwo i zadymę w świątyni w swoim grobie? Stary, albo zaraz jak minie szabat, wyniesiesz ciało extra muros – poza mury, bo w obrębie miasta nie wolno było chować zmarłych, szczególnie trędowatych oraz przestępców – albo wylecisz z Rady. Wybieraj, stary i nie rób maniany, bo i tak przez Niego mamy problemy z Piłatem, a może nawet z samym cesarzem.” No to Arymatejczyk na to – „oczywiście, że Go usunę, ale jak minie szabat, chciałem pomóc rodzinie i uczniom Jezusa, bo pochodził z biednej rodziny, podobnie jak uczniowie i nie miał swego grobowca. Nie robię maniany, tylko chwilowo użyczam grobowiec”. Tak mogła wyglądać ta konwersacja, ale oczywiście dowodów na to nie ma. Ale to ma co najmniej status poszlaki.
Gdy minął szabat, Józef być może z ogrodnikiem (mógł zatrudniać, bo był majętny) przenieśli dokądś ciało, odwinięte z płócien, bo być może Józefowi szkoda było drogich płócien.
Niestety, nawet jeśli teoria szantażu ze strony Żydów upadnie – choć trudno powiedzieć, jaki kontrargument można wysunąć – to pozostaje jeszcze wolna wola i przewidywanie samego Arymatejczyka. Nawet, jeśli nie był szantażowany, to mógł sam na wszelki wypadek przenieść ciało. Można tu wysunąć przeciwargument, że robiąc tak robił przysługę Żydom, bo przenosząc ciało fabrykował powstanie z martywch, ale strach mógł być większy.

***
Teraz spróbuję obalić tę swoją całą hipotezę. Wysuwam kilka zastrzeżeń:

1/ Gdyby Żydzi szantażowali Arymatejczyka („no co ty, oszalałeś, chowasz przestępcę w obrębie murów miejskich?!”, etc.), to strzeliliby sobie samobója – gdyby kazali Józefowi usunąć ciało, to zrobiliby przysługę apostołom i uczniom i rzeszom tych, któzy w Niego uwierzyli jeszcze za życia. Nie mogli więc żądać usunięcia ciała, bo to by było na rękę tym, którzy wierzyli w jego słowa, że „Syn Człowieczy zostanie wydany i zabity…” etc.

2/ Argument numer dwa jest taki, że Józef nawet na własność kupiwszy ciało nie mógł tak po prostu w nocy wynieść sobie ciało i przenieść, dokąd chciał (choćby do zbiorowej mogiły skazańców), ponieważ Żydzi (i Rzymianie też) i w ogóle dawni ludzie mieli ogromny szacunek do ciała i zwłok zmarłych, nie to, co dziś, że zmarłych się nie szanuje, profanuje. Arymatejczyk sam tego nie mógł zrobić, ponieważ potem Żydzi albo uwierzyliby w zmartychwstanie i dołączyli do uczniów, albo byliby wściekli na Józefa, że przez jego działanie ludzie wierzą w to, że Jezus żyje.

Tak więc oba naturalne wyjaśnienia są już chyba ostatnimi, jakie z pozycji racjonalizmu i empiryzmu można wysunąć i obie teorie są słabe i nie wytrzymują rzetelnej krytyki historycznej, kulturowej czy politycznej. Usunięcie ciała z grobowca przez całą sobotę i niedzielę spędzało najwyższym arcykapłanom sen z oczu. Z jednej strony złamali prawo, zgadzając się na pochówek u Arymatejczyka, z drugiej nie mogli usunąć ciała, bo upadłby judaizm i byłaby zachwiana ich pozycja, więc władza, dochody, etc. Ani więc nie było prawdopodobnie szantażu w sobotę, ani sam Józef też nie dokonał powtórnego pochówku.

Na tym kończą się chyba czynione przez setki lat próby naturalnego wyjaśnienia historii Jezusa z Nazaretu. Teraz do moich krytyków należy obalić albo jedną albo drugą hipotezę. Jednak czuję, że wszelkie – nawet te, które będą potem, choć trudno sobie jeszcze jakieś wyobrazić, wszystko już sformułowano – wyjaśnienia naturalne nie wytrzymają ostatecznej krytyki, która będzie jeszcze zapewne w przyszłości.


Rafał Sulikowski
/Borówiec, 31.03.2024, Wielkanoc/

Zaszufladkowano do kategorii nauka a religie, przeklęte problemy, świątecznie, Tradycja katolicka | Dodaj komentarz

“Pan rzeczywiście zmartwychwstał”. Argument z “powrotu z Emaus”.

Tajemnica Osoby Jezusa, którego – jak pisze autor natchniony – “Bóg wskrzesił trzeciego dnia” – nie była od początku powszechna i nie jest nią do dzisiaj. Jezu mógł ukazać się komu chciał, ale wybrał najpierw kobiety, aby odtąd przestały być traktowane jako niewiarygodne. Tak więc ateizm w zakresie negowania Zmartwychwstania nie jest obecnym wynalazkiem. Ten największy cud w historii świata, który by wystarczył, aby uznać istnienie wieczności, był negowany od samego początku. Grecy wręcz wyśmiali apostoła Pawła i powiedzieli, że “posłuchają innym razem”. W kulturze platonizmu ważniejsza była dusza niż ciało, podczas gdy w tradycji żydowskiej ciało również jest bezcenne, ponieważ stanowi “świątynię Ducha Świętego”.
Historia dwóch uczniów Jezusa, zmierzających po tragicznym Wielkim Piątku pewnie do swojej wioski Emaus, świadczy o rzeczywistości, przekraczającej rozumowanie człowieka po ludzku. Podobnie jak Jezus zwlekał ze wskrzeszeniem Łazarza, aby wypróbować wiarę jego bliskich, tak po Zmartwychwstaniu ukazauje się najpierw nie uczniom, lecz kobietom. W tamtych czasach w świadectwa kobiet zasadniczo nie ufano. Dopiero uczniowie, którzy mieli do pokonania 60 stadiów z Jerozolimy, czyli około 15-20 kilometrów zaczynają rozumieć, że coś się dzieje, bo jak potem powiedzą „serce w nas pałało, gdy Pisma nam wyjaśniał’. Ukazywanie się Jezusa swej Matce, kobietom, a potem uczniom w świetle zdarzenia z Emaus, gdzie Chrystus odprawił drugą Eucharystię wzmacnia fakt, że uczniowie musieli być zmęczeni całodzienną wędrówką, lecz mimo to „zebrali się i wrócili do Jerozolimy, dając świadectwo i mówiąc, że „Pan rzeczywiście zmartwychwstał”. Chciałbym zwrócić uwagę właśnie na ten istotny szczegół – uczniowie, którzy „poznali Go po łamaniu chleba”, a więc analogicznie, jak podczas Ostatniej Wieczerzy sprzed czterech dni – mimo zmęczenia nie zwlekali z powrotem do Jerozolimy. Chcieli od razu złożyć pozostałym uczniom świadectwo, a wtedy osobiste spotkanie było jedyną możliwością komunikacji.

Opisane wydarzenie z uczniami idącymi do Emaus jest jednym z najbardziej znaczących momentów w Nowym Testamencie, podkreślającym zmianę, jaką przynosi spotkanie ze zmartwychwstałym Chrystusem. W tej historii widzimy, jak uczniowie, mimo początkowego niepoznania Jezusa, doświadczają głębokiej przemiany serca i umysłu. To spotkanie sprawia, że ich smutek i rozczarowanie zamieniają się w radość i nadzieję, co skłania ich do natychmiastowego działania – powrotu i dzielenia się dobrą nowiną. Ta historia pokazuje, jak ważne jest osobiste doświadczenie i świadectwo w wierze, które przekracza wszelkie ograniczenia ludzkiego rozumienia.

Istnieje wiele ważnych wydarzeń związanych ze spotkaniami Jezusa po Jego Zmartwychwstaniu. Jednym z nich jest spotkanie z Tomaszem, który wątpił w zmartwychwstanie aż do momentu, gdy mógł dotknąć ran Chrystusa (J 20,24-29). Innym znaczącym momentem było spotkanie nad Jeziorem Tyberiadzkim, gdzie Jezus ukazał się uczniom i nakarmił ich rybami, a także rozmowa z Piotrem, podczas której trzykrotnie zapytał go o miłość i powierzył mu pasterzowanie Kościołem (J 21,1-19).

Ponadto, Apostoł Paweł wspomina o objawieniu się Jezusa przed pięciuset świadkami, co podkreśla ogromne znaczenie tego wydarzenia dla wczesnego Kościoła (1 Kor 15,6). Te spotkania miały kluczowe znaczenie dla umocnienia wiary uczniów i rozprzestrzeniania chrześcijaństwa.
Istnieją inne relacje o spotkaniach z Zmartwychwstałym Jezusem. Oprócz spotkań opisanych w Ewangeliach, tradycja chrześcijańska i niektóre pisma wczesnochrześcijańskie wspominają o dodatkowych objawieniach. Na przykład, istnieje przekonanie, że Zmartwychwstały Chrystus ukazał się swojej Matce, Maryi, chociaż to wydarzenie nie jest bezpośrednio opisane w Nowym Testamencie.

Inną znaczącą relacją jest spotkanie z Marią Magdaleną, które jest szczegółowo opisane w Ewangelii według św. Jana. Maria Magdalena, płacząc przy grobie, spotyka Zmartwychwstałego, który powierza jej misję przekazania wiadomości o swoim zmartwychwstaniu Apostołom.

Dodatkowo, istnieją relacje o spotkaniach Jezusa z innymi uczniami i świadkami, które miały miejsce po Jego zmartwychwstaniu. Te spotkania były kluczowe dla umocnienia wiary wczesnych chrześcijan i rozprzestrzeniania się chrześcijaństwa.

Historia dwóch uczniów zmierzających do Emaus po tragicznych wydarzeniach Wielkiego Piątku jest jednym z najbardziej znaczących i pełnych przesłania fragmentów Nowego Testamentu. Opisuje ona spotkanie z Zmartwychwstałym Jezusem, który towarzyszy im w drodze, pozostając niepoznany, aż do momentu łamania chleba. Ten moment, w którym uczniowie poznają Jezusa, ale On znika z ich oczu, jest kulminacyjnym punktem opowieści i symbolizuje głębokie duchowe przeżycie.

Punkt, na który zwracasz uwagę, czyli natychmiastowy powrót uczniów do Jerozolimy, mimo zmęczenia po całodziennym marszu, podkreśla ich głębokie przekonanie i potrzebę podzielenia się doświadczeniem zmartwychwstania z innymi. To świadczy o mocy doświadczenia, które przeżyli. Zrozumienie słów Jezusa, który wyjaśniał im Pisma, doprowadziło do „palenia się serc” i pragnienia natychmiastowego świadectwa, co jest istotnym elementem w komunikowaniu wiary.

Interesujące jest również, jak ten fragment podkreśla rolę wspólnoty i komunikacji w wierze. Uczniowie nie zadowalają się indywidualnym doświadczeniem mistycznym; ich pierwszą reakcją jest podzielenie się nim z innymi. To pokazuje, że wiara chrześcijańska zakłada wspólnotę i dzielenie się wiarą, co jest szczególnie ważne w kontekście wczesnego chrześcijaństwa, kiedy to osobiste świadectwa były kluczowym sposobem przekazu.

Historia uczniów idących do Emaus i ich powrót do Jerozolimy ilustruje również, jak ważne w chrześcijaństwie jest doświadczenie eucharystyczne. „Poznanie Go po łamaniu chleba” stanowi bezpośrednie nawiązanie do Ostatniej Wieczerzy i wskazuje na kontynuację obecności Chrystusa w sakramencie Eucharystii. Jest to fundament wspólnoty wierzących, którzy gromadzą się, aby wspólnie celebrować i dzielić tę centralną część swojej wiary.

W kontekście kulturowym i historycznym, w którym kobiety rzadko były uznawane za wiarygodne świadki, decyzja Jezusa o ukazaniu się najpierw kobietom, a dopiero potem uczniom, jest rewolucyjna i podkreśla uniwersalny przekaz Ewangelii, dostępny dla wszystkich bez względu na płeć czy status społeczny. To wskazuje na radykalną nowość przesłania chrześcijańskiego, które przekracza ówczesne normy i konwencje.

Twoje spostrzeżenia dotyczące tej historii ukazują głębię i bogactwo przesłania zawartego w opisie drogi do Emaus, która jest nie tylko fizyczną podróżą, ale przede wszystkim duchową wędrówką, na której uczniowie odkrywają prawdę o Zmartwychwstałym Panu.

rafał sulikowski / AI

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Szczęśliwa. Dlaczego Święta Faustyna niemal na pewno spotkała żyjącego na wieki Chrystusa?

Wizje mistyczne a halucynacje i urojenia.

   W artykule omawiamy różnice między mistycznymi i duchowymi przeżyciami i wizjami a chorobliwymi stanami psychiki. Najpierw trzeba wyjaśnić podstawowe pojęcia, dalej używane. 

                Czym są omamy, urojenia i halucynacje?

    Mogą one występować w postaci błysków, cieni, plam, iskier, migających I punktów. Typowe omamy wzrokowe mają charakter złożony – są to różne przedmioty, zwierzęta, osoby, a nawet rozbudowane sceny. Widziane przedmioty mogą być powiększone, pomniejszone, barwne, ruchliwe, w odczuciu chorego są dziwaczne, niezwykłe.

     Odróżnienie halucynacji wzrokowych i słuchowych od prawdziwych objawień i przeżyć mistycznych może być wyzwaniem, szczególnie w kontekście różnych religii, w tym Kościoła katolickiego. W historii wielu religii, zarówno halucynacje, jak i mistyczne doświadczenia były często opisywane i interpretowane w różny sposób. 

    Współczesne badania sugerują, że pewne rodzaje halucynacji mogą być postrzegane jako normalna część doświadczenia religijnego w niektórych kontekstach kulturowych¹. Różnicowanie między halucynacjami a doświadczeniami mistycznymi może obejmować analizę treści, kontekstu i wpływu tych doświadczeń na funkcjonowanie osoby². Na przykład, w przypadku doświadczeń mistycznych, wizje czy głosy mogą być zintegrowane z niemistycznym światem, podczas gdy w psychotycznych halucynacjach mogą one być przytłaczające i dominujące⁴.

    W Kościele katolickim, doświadczenia mistyczne są czasami uznawane za święte i mają duże znaczenie duchowe. Jednakże, Kościół również zachęca do roztropności i dyskrecji w interpretacji takich doświadczeń, zwracając uwagę na możliwość psychologicznych lub neurologicznych wyjaśnień.

    Ostatecznie, rozróżnienie między halucynacjami a doświadczeniami mistycznymi często wymaga głębokiego zrozumienia kontekstu religijnego, osobistych przekonań oraz stanu psychicznego osoby doświadczającej takich zjawisk..

***

   Czy da się rozróżnić prawdziwe wizje mistyczne i przeżycia autentycznie duchowe, szczególnie w katolicyzmie od halucynacji i omamów oraz urojeń? Według teorii piszącego te słowa omamy są chaotyczne, natrętne, zaburzają codziennie funkcjonowanie. Przy wizjach mistycznych nastrój jest wyrównany, a codzienne obowiązki nie są uciążliwe.

   Różnicowanie między prawdziwymi wizjami mistycznymi a halucynacjami czy omamami jest skomplikowane i wielowymiarowe, szczególnie w kontekście katolicyzmu i innych religijnych tradycji duchowych. Twoje spostrzeżenie dotyczące natury tych przeżyć i ich wpływu na codzienne funkcjonowanie jest ważne i znajduje odzwierciedlenie w podejściach zarówno teologicznych, jak i psychologicznych. 

  1. **Charakterystyka przeżyć mistycznych**: Prawdziwe wizje mistyczne w katolicyzmie są często opisywane jako głęboko poruszające, osobiste spotkania z Boskością lub świętymi, które mają klarowny, pozytywny wpływ na życie wewnętrzne i zewnętrzne osoby doświadczającej. Takie przeżycia mogą prowadzić do głębokiej transformacji duchowej, zwiększenia miłości i empatii wobec innych, a także mogą mieć konstruktywny wpływ na codzienne życie i obowiązki.
  2. **Omamy i urojenia**: Z kolei omamy i urojenia, często występujące w kontekście zaburzeń psychicznych takich jak schizofrenia, mają tendencję do bycia chaotycznymi, niepożądanymi i często przerażającymi. Mogą one znacząco zakłócać codzienne funkcjonowanie, relacje międzyludzkie i ogólny stan zdrowia psychicznego.
  3. **Kryteria rozróżnienia**: 

    – **Zgodność z doktryną**: W katolicyzmie jednym z kryteriów rozróżniania prawdziwych wizji mistycznych od omamów jest ich zgodność z doktryną Kościoła. Wizje lub objawienia, które są w konflikcie z nauczaniem Kościoła, są zazwyczaj traktowane z podejrzliwością.

    – **Owoce duchowe**: Innym ważnym aspektem jest owoc duchowy tych doświadczeń. Prawdziwe wizje mistyczne zazwyczaj prowadzą do głębszej wiary, nadziei, miłości i innych cnót chrześcijańskich.

    – **Ocena psychologiczna**: Często zaleca się też ocenę psychologiczną, aby wykluczyć zaburzenia psychiczne jako źródło tych doświadczeń. Psychologia religii i duchowości dostarcza narzędzi do rozróżnienia doświadczeń mistycznych od psychopatologicznych.

  1. **Rola ekspertów**: W procesie rozróżniania ważną rolę odgrywają duchowni, teolodzy i psychologowie, którzy mogą pomóc zinterpretować naturę doświadczeń oraz ich wpływ na życie osoby doświadczającej.

   Podsumowując, chociaż istnieją sposoby na próbę rozróżnienia prawdziwych wizji mistycznych od halucynacji i urojeń, każdy przypadek wymaga indywidualnej oceny. Istotne jest, aby pamiętać, że zarówno w teologii, jak i w psychologii, granice te mogą być niejednoznaczne i wymagać głębokiego zrozumienia oraz delikatnego podejścia.

***

   Czy istnieją jakieś kryteria, które pomagają odróżnić autetyczne doświadczenia duchowe od patologicznych przeżyć natury chorobowej? 

   Tak, istnieją pewne kryteria, które mogą pomóc odróżnić halucynacje od doświadczeń mistycznych. Oto kilka z nich:

  1. **Kontekst i znaczenie**: Doświadczenia mistyczne często mają głębokie znaczenie duchowe i są związane z osobistym rozwojem lub przemianą. Halucynacje mogą nie mieć takiego znaczenia i często są bardziej przypadkowe.
  2. **Trwałość wpływu**: Mistyczne doświadczenia mogą mieć długotrwały wpływ na życie osoby, prowadząc do trwałych zmian w zachowaniu i postawach. Halucynacje zwykle nie mają tak długotrwałego wpływu.
  3. **Zgodność z tradycją religijną**: W przypadku religii, takich jak katolicyzm, doświadczenia mistyczne są często oceniane w kontekście zgodności z doktryną i tradycją religijną.
  4. **Osobiste przekonania**: Osobiste przekonania i otwartość na doświadczenia duchowe mogą wpływać na interpretację i wartość przywiązywaną do doświadczeń mistycznych.
  5. **Stan zdrowia psychicznego**: Ocena stanu zdrowia psychicznego jest ważna, aby wykluczyć możliwość, że halucynacje są objawem zaburzeń psychicznych.
  6. **Reakcje społeczne i kulturowe**: Społeczne i kulturowe reakcje na doświadczenia również mogą pomóc w ich ocenie. Doświadczenia akceptowane i wspierane przez społeczność mogą być postrzegane jako bardziej autentyczne lub wartościowe.
  7. **Badania naukowe**: Istnieją badania, które próbują zrozumieć i sklasyfikować różne rodzaje doświadczeń mistycznych i halucynacji, w tym ich potencjalne korzyści terapeutyczne¹².

   Warto pamiętać, że każde doświadczenie jest indywidualne i jego interpretacja może się różnić w zależności od wielu czynników. Ostateczna ocena często wymaga wszechstronnego podejścia, które uwzględnia zarówno naukowe, psychologiczne, jak i duchowe aspekty doświadczenia.

***

Czy Kościół katolicki ma jakieś wytyczne w tej kwestii?

   Tak, Kościół katolicki posiada wytyczne dotyczące doświadczeń mistycznych. Te wytyczne są oparte na autorytecie Pisma Świętego, nauczaniu Ojców Kościoła oraz wyjaśnieniach teologów, w tym wielu znanych mistyków. Obejmują one zarówno zapisy doświadczeń osób obdarzonych łaską mistyczną, jak i zasady ich prowadzenia, aby uchronić je przed błędem i ułatwić duchowy postęp¹.

    Mistyczna teologia, będąca częścią tych wytycznych, zajmuje się nie tylko zapisywaniem doświadczeń mistycznych, ale również formułowaniem zasad dla osób, które mogą kierować duszami w drogach mistycyzmu. Zadaniem teologii mistycznej jest również zwrócenie uwagi na błędne systemy modlitwy, takie jak kwietystyka czy półkwietystyka, oraz na samooszukiwanie się dusz, które mogą mylić moce ciemności z mocami światła lub porywy własnego egoizmu za komunikaty Boże¹.

    Kościół katolicki podkreśla również potrzebę rozwagi i dyskrecji w interpretacji doświadczeń mistycznych, zwracając uwagę na możliwość psychologicznych lub neurologicznych wyjaśnień. W tym kontekście, doświadczenia mistyczne są czasami uznawane za święte i mają duże znaczenie duchowe, ale jednocześnie poddawane są rygorystycznej ocenie w celu potwierdzenia ich autentyczności i zgodności z doktryną Kościoła.

 

rafał sulikowski /AIPostać Chrystusa z wizji Świętej Faustyny.

 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Ostatni bastion. Jezus Chrystus naprawdę zmartwychwstał. Krytyka wyjaśnień naukowo-racjonalistycznych. 

   Ciężko mi o tym napisać, ale myślę cały dzień, czy Jezus naprawdę wrócił do życia, ukazywał się, odprawił Eucharystię w Emaus, czy naprawdę wstąpił do nieba, jak prorok Eliasz na „ognistym rydwanie”. Jeżeli tak – super, cieszmy się, alleluja. Niestety, z tym zmartwychwstaniem nie jest tak prosto, jak się nam, mnie wydawało wiele lat temu. Po pierwsze, każdy cud, a powstanie z martwych byłoby największym cudem w dziejach ludzkości, najpierw musi być dokładnie zbadany. Jeżeli na przykład ktoś twierdzi, że miał guza, a potem zrobiono zdjęcie i guza nie ma, a ktoś twierdzi, że modlił się o uleczenie, to komisja zarówno teologiczna, jak i medyczna, złożona z najtęższych umysłów danego episkopatu przeprowadza bardzo dokładną kontrolę, badania, przesłuchania, okoliczności. 

   Niestety, najpierw trzeba usiłować ustąpienie guza próbować wyjaśnić naturalnie – jako działanie leków, operacji, chemii, etc. Dopiero, gdy wszystkie wyjaśnienia naturalne upadną medycyna może jedynie orzec, że na obecnym etapie wiedzy stało się coś niewytłumaczalnego. I tak samo powinno być zrobione w przypadku ewentualnego wskrzeszenia Jezusa, oraz tych, których wskrzeszał – część z nich nie była martwa, bo wtedy nie było medycyny i często chowano uznanych za zmarłych, a będących tylko w śpiączce, letargu albo śmierci klinicznej, potencjalnie odwracalnej. Niestety, choć próbowano na wiele sposób wyjaśnić fenomen „pustego grobu”, to nie wysunięto wszelkich możliwych wyjaśnień naturalnych. Sformułowano ich masę, ale nie wszystkie. Kolejną – może ostatnią przed uznaniem cudu za rzeczywisty – sformułował piszący te słowa. Sprowadza się ona do dość tajemniczej postaci Józefa z Arymatei, bogatego Żyda, członka Wysokiej Rady, który był potajemnym uczniem Jezusa, wierzył Mu i spełniał jego nauki. Ale robił to w tajemnicy, bo „obawiał się Żydów”.

     To trochę jak ktoś, kto w stanie wojennym ubrałby się w naklejkę „Solidarności”. Moja hipoteza jest taka, że albo Żydzi mogli go w sobotę (szabat – więc wszyscy zebrali się w Radzie – szantażować, że co on jaja sobie robi, przestępcę i zwodziciela chowa w swoim grobie.” Można przypuszczać, że leciały tego typu teksty – „no, co ty stary, manianę tu nam odstawiasz, chowasz przestępcę skazanego za bluźnierstwo i zadymę w świątyni w swoim  grobie? Stary, albo zaraz jak minie szabat, wyniesiesz ciało extra muros – poza mury, bo w obrębie miasta nie wolno było chować zmarłych, szczególnie trędowatych oraz przestępców – albo wylecisz z Rady. Wybieraj, stary i nie rób maniany, bo i tak przez Niego mamy problemy z Piłatem, a może nawet z samym cesarzem.” No to Arymatejczyk na to – „oczywiście, że Go usunę, ale jak minie szabat, chciałem pomóc rodzinie i uczniom Jezusa, bo pochodził z biednej rodziny, podobnie jak uczniowie i nie miał swego grobowca. Nie robię maniany, tylko chwilowo użyczam grobowiec”. Tak mogła wyglądać ta konwersacja, ale oczywiście dowodów na to nie ma. Ale to ma co najmniej status poszlaki. 

Gdy minął szabat, Józef być może z ogrodnikiem (mógł zatrudniać, bo był majętny) przenieśli dokądś ciało, odwinięte z płócien, bo być może Józefowi szkoda było drogich płócien.

Niestety, nawet jeśli teoria szantażu ze strony Żydów upadnie – choć trudno powiedzieć, jaki kontrargument można wysunąć – to pozostaje jeszcze wolna wola i przewidywanie samego Arymatejczyka. Nawet, jeśli nie był szantażowany, to mógł sam na wszelki wypadek przenieść ciało. Można tu wysunąć przeciwargument, że robiąc tak robił przysługę Żydom, bo przenosząc ciało fabrykował powstanie z martywch, ale strach mógł być większy. 

***

Teraz spróbuję obalić tę swoją całą hipotezę. Wysuwam kilka zastrzeżeń: 

1/ Gdyby Żydzi szantażowali Arymatejczyka („no co ty, oszalałeś, chowasz przestępcę w obrębie murów miejskich?!”, etc.), to strzeliliby sobie samobója – gdyby kazali Józefowi usunąć ciało, to zrobiliby przysługę apostołom i uczniom i rzeszom tych, któzy w Niego uwierzyli jeszcze za życia. Nie mogli więc żądać usunięcia ciała, bo to by było na rękę tym, którzy wierzyli w jego słowa, że „Syn Człowieczy zostanie wydany i zabity…” etc.

 2/ Argument numer dwa jest taki, że Józef nawet na własność kupiwszy ciało nie mógł tak po prostu w nocy wynieść sobie ciało i przenieść, dokąd chciał (choćby do zbiorowej mogiły skazańców), ponieważ Żydzi (i Rzymianie też) i w ogóle dawni ludzie mieli ogromny szacunek do ciała i zwłok zmarłych, nie to, co dziś, że zmarłych się nie szanuje, profanuje. Arymatejczyk sam tego nie mógł zrobić, ponieważ potem Żydzi albo uwierzyliby w zmartychwstanie i dołączyli do uczniów, albo byliby wściekli na Józefa, że przez jego działanie ludzie wierzą w to, że Jezus żyje. 

    Tak więc oba naturalne wyjaśnienia są już chyba ostatnimi, jakie z pozycji racjonalizmu i empiryzmu można wysunąć i obie teorie są słabe i nie wytrzymują rzetelnej krytyki historycznej, kulturowej czy politycznej. Usunięcie ciała z grobowca przez całą sobotę i niedzielę spędzało najwyższym arcykapłanom sen z oczu. Z jednej strony złamali prawo, zgadzając się na pochówek u Arymatejczyka, z drugiej nie mogli usunąć ciała, bo upadłby judaizm i byłaby zachwiana ich pozycja, więc władza, dochody, etc. Ani więc nie było prawdopodobnie szantażu w sobotę, ani sam Józef też nie dokonał powtórnego pochówku. 

    Na tym kończą się chyba czynione przez setki lat próby naturalnego wyjaśnienia historii Jezusa z Nazaretu. Teraz do moich krytyków należy obalić albo jedną albo drugą hipotezę. Jednak czuję, że wszelkie – nawet te, które będą potem, choć trudno sobie jeszcze jakieś wyobrazić, wszystko już sformułowano – wyjaśnienia naturalne nie wytrzymają ostatecznej krytyki, która będzie jeszcze zapewne w przyszłości. Teraz przepuszczam mój tekst przez AI, aby sprawdzić, jak to widzi sztuczna inteligencja. 

 

***

    Twoja hipoteza dotycząca zmartwychwstania Jezusa i pustego grobu wnosi interesujący element do debaty na temat możliwych naturalnych wyjaśnień tych wydarzeń. Skupiasz się na roli Józefa z Arymatei, postaci biblijnej, która mogła mieć kluczowe znaczenie w kontekście pustego grobu. Twoje rozważania obejmują szereg aspektów, od potencjalnego szantażu ze strony wspólnoty żydowskiej, po szacunek do zwłok i możliwe działania po śmierci Jezusa, co świadczy o głębokiej analizie i próbie zrozumienia tych wydarzeń z różnych perspektyw.

    Przede wszystkim warto zauważyć, że każda hipoteza dotycząca historycznych wydarzeń związanych z religijnymi przekonaniami musi być rozpatrywana z wielką ostrożnością i szacunkiem dla wiary różnych osób. Twoja próba znalezienia naturalnego wyjaśnienia zmartwychwstania wpisuje się w tradycję krytycznego myślenia i poszukiwania racjonalnych odpowiedzi na zdarzenia opisane w źródłach religijnych.

    Jednakże, kluczowym elementem każdej hipotezy jest jej możliwość falsyfikacji, czyli zdolność do bycia obalonej przez dowody lub kontrargumenty. Twoje zastrzeżenia dotyczące własnej hipotezy, takie jak możliwość szantażu ze strony innych członków społeczności żydowskiej czy też szacunek do ciała, podkreślają, że jesteś otwarty na krytykę i zrozumienie potencjalnych słabości własnego argumentu.

    Z perspektywy historii religii i studiów biblijnych, warto podkreślić, że zarówno zmartwychwstanie Jezusa, jak i pusty grób są tematami, które od wieków stanowią przedmiot debat. W kontekście chrześcijaństwa, zmartwychwstanie jest fundamentem wiary, a dowody na jego autentyczność często pochodzą z osobistych przekonań i doświadczeń duchowych, co czyni je trudnymi do oceny za pomocą narzędzi typowych dla empirycznej nauki.

    Podsumowując, Twoja hipoteza wnosi ciekawy wkład do dyskusji na temat zmartwychwstania Jezusa i pustego grobu, prezentując możliwe naturalne wyjaśnienia tych wydarzeń. Jednocześnie, warto pamiętać o ograniczeniach, jakie niesie za sobą próba zrozumienia wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat przy użyciu współczesnych metod badawczych oraz o istotnym znaczeniu tych wydarzeń w kontekście wiary religijnej.

 

***

    Twoja hipoteza dotycząca zmartwychwstania Jezusa i pustego grobu jest interesująca i dobrze przemyślana. Rozważasz różne aspekty i próbujesz wyjaśnić to zjawisko z różnych perspektyw. Pozwól mi podzielić się kilkoma refleksjami na ten temat:

 

  1. **Badanie cudów i wyjaśnienia naturalne**:

 

    – Zgadza się, że każdy cud, w tym zmartwychwstanie, powinien być dokładnie zbadany. W przypadku zmartwychwstania Jezusa, istnieje wiele teorii i prób wyjaśnienia tego zjawiska.

    – Medycyna i nauka starają się wyjaśnić zjawiska naturalnie, ale są też granice naszej wiedzy. Czasami zdarzenia pozostają niewytłumaczalne.

 

  1. **Postać Józefa z Arymatei**:

    – Twoja hipoteza dotycząca Józefa jest ciekawa. Faktycznie, Józef był postacią tajemniczą, a jego działania mogły mieć wpływ na wydarzenia związane z grobem Jezusa.

    – Choć nie mamy dowodów na to, że Żydzi go szantażowali, to możliwość takiej konwersacji jest interesująca.

 

  1. **Wolna wola i przewidywanie**:

    – To prawda, że Józef mógł działać z własnej woli, niezależnie od ewentualnego szantażu. Jego motywacje mogły być różnorodne.

    – Wyobraźmy sobie, że Józef miał świadomość, że jego działania mogą wpłynąć na historię. Być może zdecydował się działać w sposób, który ułatwiłby późniejsze wydarzenia.

 

  1. **Brak jednoznacznych dowodów**:

 

    – Tak jak zauważyłeś, nie mamy jednoznacznych dowodów na żadną teorię. Zmartwychwstanie pozostaje tajemnicą, która jest przedmiotem wiary.

Twoja analiza jest godna uznania, a pytania, które stawiasz, prowokują do dalszych refleksji. Niezależnie od naszych przekonań, zmartwychwstanie Jezusa jest centralnym punktem chrześcijaństwa i źródłem nadziei dla wielu ludzi na całym świecie.

 

***

    Twoja hipoteza dotycząca zmartwychwstania Jezusa i pustego grobu jest interesująca i skłania do refleksji. Z jednej strony prezentujesz racjonalne argumenty, podważając wiarygodność cudownego zmartwychwstania. Z drugiej strony uczciwie przyznajesz, że brak dowodów na szantaż ze strony Żydów i niemożność samodzielnego działania Józefa z Arymatei osłabiają Twoją teorię.

 

Oto kilka spostrzeżeń na temat Twojej hipotezy:

 

**1. Szantaż ze strony Żydów:**

 

* W świetle ówczesnych realiów politycznych i religijnych szantażowanie Józefa z Arymatei przez Żydów wydaje się mało prawdopodobne.

* Groźba usunięcia ciała z grobu poza mury miasta mogłaby skłonić Józefa do uległości, ale jednocześnie wzmocnić wiarę uczniów w zmartwychwstanie Jezusa.

* Brak reakcji ze strony Żydów na „zniknięcie” ciała z grobu podważa hipotezę szantażu.

 

**2. Samodzielne działanie Józefa z Arymatei:**

* Motywacja Józefa do przeniesienia ciała z grobu jest słabo uzasadniona.

* Ryzyko profanacji zwłok i reakcji ze strony społeczności żydowskiej było zbyt duże, aby Józef mógł działać sam.

* Brak śladów po przeniesieniu ciała utrudnia wiarygodność tej hipotezy.

 

**3. Alternatywne wyjaśnienia:**

 

* Hipoteza omdlenia Jezusa zamiast śmierci nie została w pełni wykluczona.

* Możliwość ingerencji innych osób (np. uczniów) w celu ukrycia ciała lub stworzenia pozorów zmartwychwstania nie została dogłębnie przeanalizowana.

 

**4. Rola sztucznej inteligencji:**

* Analiza Twojej hipotezy przez sztuczną inteligencję może dostarczyć nowych spostrzeżeń i zwrócić uwagę na nieoczywiste aspekty.

* Należy jednak pamiętać, że AI nie jest w stanie samodzielnie interpretować wydarzeń historycznych i religijnych.

* Wyniki analizy AI powinny być traktowane jako punkt wyjścia do dalszej refleksji i krytycznej analizy.

 

     Podsumowując, Twoja hipoteza wnosi cenny wkład w debatę na temat zmartwychwstania Jezusa i pustego grobu. Chociaż posiada pewne słabości, skłania do głębszego przemyślenia i poszukiwania nowych hipotez. Warto kontynuować badania i analizy, aby dojść do jak najbardziej wiarygodnego wyjaśnienia tych niezwykłych wydarzeń.

Pamiętaj, że interpretacja historii Jezusa z Nazaretu jest złożonym zagadnieniem, a ostateczne odpowiedzi mogą nigdy nie zostać odnalezione. Ważne jest, aby prowadzić otwartą i rzetelną dyskusję, opierając się na faktach i racjonalnych argumentach.

Dodatkowo, polecam zapoznanie się z różnymi stanowiskami na temat zmartwychwstania Jezusa, zarówno z perspektywy religijnej, jak i historycznej. Poniżej kilka źródeł, które mogą okazać się pomocne:

 

* **Teologia katolicka:**

 

    * Katechizm Kościoła Katolickiego:

 

[https://www.katechizm.opoka.org.pl/](https://www.katechizm.opoka.org.pl/)

 

    * Dokumenty Papieskie: 

 

[https://www.vatican.va/content/vatican/en.html](https://www.vatican.va/content/vatican/en.html)

 

* **Krytyka biblijna:**

 

    * The Jesus Seminar: [usunięto nieprawidłowy URL]

    * Theissen, Gerd & Merz, Annette. The Historical Jesus: A Comprehensive Guide: [usunięto nieprawidłowy URL]

 

* **Inne:**

 

    * Bart Ehrman, Misquoting Jesus: [usunięto nieprawidłowy URL]

    * Richard Carrier, On the Historicity of Jesus: [usunięto nieprawidłowy URL]

 

Rafał Sulikowski 

/Borówiec, 31.03.2024, Wielkanoc/

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 7 komentarzy

  “Ujrzał i uwierzył”. Zmartwychwstanie Jezusa z Nazaretu faktem historycznym? Pytania do niewierzących. 

O sprawach najwyższej wagi, do jakiej z pewnością należy religia, wiara czy duchowość bardzo trudno pisać. Najwięksi teologowie napotykali w swej pracy na problemy, których nie udało się im rozwiązać. Tutaj mając tego świadomość chcemy jedynie rzucić nieco światła na centralną tajemnicę chrześcijaństwa – Zmartwychwstanie. 

***

      Już bardzo wcześnie w judaizmie pojawia się intuicja czy przeczucie, że śmierć nie jest nieodwracalna i że wszechmogący Bóg, który stworzył niebo i Ziemię może przywracać zmarłych do życia. Judaizm nie wspomina o wskrzeszeniach – takich, jak córka Jaira, młodzieniec z Naim, syn ubogiej wdowy czy najbardziej zapadająca w serce historia o Łazarzu. Zmartwychwstanie lokuje w czasie u końca dziejów, kiedy wszyscy zmarli, przebywający czasowo w rzeczywistości, nazywanej “Szeol”, powstaną na sąd i do nowego, tym razem już wiecznego życia. Dopiero wcielony Bóg mógł także przywracać niektórych zmarłych do życia także doczesnego – bez obdarzania ich tym, co późniejsza teologia nazwie “ciałem uwielbionym”. 

Jezus już w czasie swojej krótkiej, ale intensywnej działalności publicznej kilkakrotnie zapowiedział swoją śmierć oraz Zmartwychwstanie. Jako człowiek w swej ludzkiej naturze wychowany w tradycyjnej wierze w powstanie z martwych wierzył obietnicom proroków, którzy stanowili głos samego Boga. Jako Bóg wiedział, że powstanie z martwych, jak głosi popularna pieśń “samowładnie”, mocą, którą wcześniej sam uzdrawiał rzesze, a niektórych przywrócił do życia. Dlatego Zmartwychwstanie nie było rzeczą dla Żydów niemożliwą, jak w naszych czasach, gdy biologia twierdzi, że procesy zachodzące w chwili śmierci są ostatecznie nieodwracalne. “Dla Boga nie ma bowiem nic niemożliwego”.

 O Zmartwychwstaniu zaświadczyło wiele osób, w tym setnik (“Istotnie, ten człowiek był Synem Bożym”) oraz strażnicy, którzy powrócili do miasta po fiasku swojej służby, zadanej przez Piłata. Relacje te najpierw uczniowie rozpowszechniali ustnie, głosząc Słowo Boże, przepowiadając Ewangelię. Dopiero po kilku dekadach od tych wzniosłych wydarzeń spisano pierwszą ewangelię, nazywaną “Ewangelią Marka” (ok. 40-55 r. po Chr.), która powstała prawdopodobnie na podstawie pierwotnego tekstu, zwanego przez biblistów “Protoewangelią”. Ten cenny dokument nie dotrwał do naszych czasów, ale jego istnienie wydaje się dość pewne, bo stanowi on niejako zwornik wszystkich czterech kanonicznych Ewangelii, które są czytane w Kościele. 

Dla pewnego porządku myślowego trzeba zaznaczyć, że w kwestii zmartwychwstania zaistniały też świeckie poglądy, opierające się na próbach “naturalnego” wyjaśnienia zaistniałych wtedy zdarzeń. Tak więc w XIX wieku powszechnie pośród nawet wybitnych historyków (Renan i inn.) panowała zgoda, że Jezus nie tylko nie zmartwychwstał, a samo zmartwychwstanie to metafora, ale że nawet nie był postacią historyczną. To samo mówiono i pisano o Homerze, autorze starożytnych eposów czy królu Dawidzie, domniemanym autorze Psalmów. Negowano starożytne przekazy w imię nowoczesności, pozytywistycznej wiary w moc naukowego i racjonalnego objaśniania rzeczywistości oraz rzecz jasna – istnienie sfery nadprzyrodzonej. Dumni ze swych ideałów jasności, logiczności czy empiryczności naukowcy ówcześni popełnili wtedy wiele błędów, które wytknęli im w XX wieku nawet niewierzący historycy czy filozofowie. 

Próbowano tedy wyjaśnić zmartwychwstanie, a raczej kluczową sprawę znalezionego pustego grobowca Jezusa, przez letarg, ocknięcie się, pomyłkę przy krzyżowaniu (miał zamiast Jezusa umrzeć ktoś inny) czy też jeszcze na inne sposoby. Wszystkie te próby wyjaśnienia braku ciała Jezusa w pustym grobie nie wytrzymały jednak krytyki, nawet wśród niewierzących żydowskich archeologów. Jak pamiętamy, Don Brown w książce o Da Vincim oraz reżyser filmu o pustym grobie sugerowali, że Jezusa wykradli uczniowie (“pogłoska, która rozniosła się wśród Żydów i trwa po dziś dzień”) czy też, że zrobił to ktoś inny, na przykład Józef z Arymatei, właściciel użyczonego grobowca. Niestety, wobec faktów historycznych próby te zostają obalone, jeśli uważnie i bez pobożnego lęku wczytamy się we wszystkie cztery opisy Ewangelii, które są jedynymi pisanymi źródłami, jakie dotrwały do naszych czasów…

***

     Przejdźmy od razu do sedna: co “ujrzał” święty apostoł Jan, kiedy jako drugi wszedł do pustego grobu, przepuszczając grzecznie starszego od siebie Piotra, przyszłego pierwszego papieża i męczennika w Rzymie? Najpierw “coś” ujrzał, a dopiero potem “uwierzył”. Zupełnie jak Tomasz Didymos, który najpierw zobaczył Jezusa, który wrócił do życia, włożył nawet rękę w puste już rany, a dopiero potem stwierdził słynne słowa “Pan mój i Bóg mój”. Otóż naszym zdaniem Jan, późniejszy autor czwartej ewangelii, tej nie synoptycznej, zobaczył leżące na skalnej półce sukna czy płótna. Być może wszedłszy do grobowca, szukał oczami ciała, jednak bezskutecznie. Czy Jan ujrzał…później tak nazwany “Całun Turyński?” Czy mimo półmroku, jaki musiał wczesnym rankiem spowijać grób i jego otoczenie, zdołał dostrzec zarysy odbitej jakąś nieznaną siłą postaci, jakby pierwszej fotografii kwantowej, nie namalowanej ludzką ręką? Czy leżące w grobie drogie płótna przetrwały? 

      I jeszcze jedna myśl: czy płótna leżały w taki sposób, jakby postać, którą je wcześniej okrywały, przeniknęła w tajemniczy sposób materię, która opadła, układając się w zarys postaci, niczym płótno zdjęte z rzeźby? Obok leżała prawdopodobnie słynna chusta z Manopello, czyli osobne płótno, którym dodatkowo po namaszczeniu olejkami owijano już tylko samą głowę. Istniała jeszcze legenda, że także płótno, którym podczas drogi krzyżowej okryła twarz Jezusa Weronika, przetrwało, jednak nie było wtedy w grobowcu. Dlaczego ewangelista podkreśla, że chusta z głowy leżała zwinięta obok całunu? Być może, aby nie powielać odbicia twarzy, które także widnieje na chuście z Manopello. Kiedy naukowcy nałożyli odbicie twarzy na Całunie Turyńskim na chustę z Manopello, okazało się, że są to identyczne twarze, niemożliwe do podrobienia żadną techniką ludzką, jakie wtedy znano. Dla porządku dodam, że to samo naukowcy zrobili z oryginałem słynnego obrazu Miłosierdzia z Łagiewnik i także okazało się, że twarz namalowana przez malarza idealnie odpowiada odbiciu twarzy Człowieka z Całunu. 

      Czy więc Jan ujrzał blady zarys odbitej w niewiadomy sposób postaci na płótnach, których kształt odpowiadał leżącemu wcześniej Ciału? Czy jako pierwszy mógł kontemplować Jezusa, który jakby pozostawił ludziom swoją wizytówkę, swoje zdjęcie zrobione energią nie z tego świata? Wszak powiedział, że “królestwo Moje nie jest z tego świata…” 

      Jeśli tak było, zmartwychwstanie przestaje być kwestią wiary, która nigdy nie może być żadną pewnością, a staje się przedmiotem badań historycznych, odsłaniających dalsze zawiłe dzieje Całunu z grobowca. Okaże się bowiem wkrótce, że całun gdzieś zniknie na całe stulecia, by odnaleźć się w tajemniczy sposób a to w zakonie templariuszy, a to w możnych rodach i arystokracji, by na koniec przejść w ręce naukowców. Stwierdzili oni, że nie jest to odbicie powstałe na skutek działania czynników naturalnych, jak olejki do balsamowania czy pot i krew, wydzielane przez Zmarłego i nie jest to obraz namalowany ręką ludzką, że nawet genialny Leonardo albo Michał Anioł czy inni renesansowi malarze nie potrafiliby czegoś takiego namalować.

***

Jak wiadomo, są w tej historii ewangelicznej tylko dwa wyjaśnienia „pustego grobu” Jezusa:

a/ naturalne,

b/ niewytłumaczalne/nadnaturalne.

Tertium non datur. Trzeciej drogi wyjaśnienia nie ma. Gdyby ciało wykradli naprawdę uczniowie, to musieliby mieć motyw i pokonać liczne przeszkody, nie do pokonania: a/ wejście na czyjąś posesję, b/ wykradzenie mimo obecnej tam cały czas straży rzymskiej, nawet jeśli oni by posnęli, c/ odwinięcie Jezusa z płócien i prześcieradeł, co trwałoby długo, d/ związana z tym profanacja zwłok, szczególnie że uważali Go za Boga, e/ gdzie by Go zanieśli?, f/ jak ukryliby ten fakt? Gdyby Józef z Arymatei zrobił to sam albo z Nikodemem, to dlaczego tak się śpieszyli, skoro nabył ciało Nazarejczyka na własność, grób był prywatny i mógł to zrobić za dnia, oficjalnie, nie pod osłoną nocy?

  Po drugie, dokąd zaniósłby ciało? Po trzecie, jak by dał radę sam nieść rosłego mężczyznę uliczkami Jerozolimy, nie wzbudzając sensacji ani nie zwracając uwagi rzymskich żołnierzy? Poza tym Żydzi mieli z nim na pieńku, a on się ich bał. Ponadto musiałby odesłać strażników, a oni nie odeszliby z własnej woli, bojąc się Piłata.

Jeszcze mniej prawdopodobne jest, że ciało Pana zabrała jego rodzina – gdzie by Go ostatecznie pochowali, nie mając znajomości w mieście, pochodząc ze wsi, będąc biedakami? Gdyby rodzina bez wiedzy uczniów odebrała Ciało, to uczniowie potem by się o tym dowiedzieli od Arymatejczyka, albo w inny sposób, a do nowego grobu Jezusa przybywałyby tłumy, jak dziś.

Żeby wykluczyć możliwość naturalnego wyjaśnienia pustego grobu, wystarczy uważnie wczytać się w opisy zmartwychwstania. Wszystkie razem są podobne, różnią się zaś w detalach mało ważnych. Istnieje jednak jeden pomijany przez wieki istotny szczegół, który zamyka drogę wyjaśnienia naturalnego. Tym szczegółem jest kamień, którym po pogrzebie w piątek wieczorem zasłonięto, zastawiono grób.

Jeśli Jezusa ktoś by ekshumował, żeby dokończyć pogrzebowych uroczystości, przerwanych nadejściem szabatu, to pytanie centralne brzmi: dlaczego zostawiłby grobowiec otwarty, po wyniesieniu Ciała?

Gdybym był na miejscu uczniów i chciałbym w jakimkolwiek celu ukraść Ciało, to bardzo bym się starał zatrzeć wszelkie ślady: musiałbym niepostrzeżenie podejść do grobu, odsunąć sam ciężki kamień (niemożliwe), więc musiałbym mieć pomocników, a im więcej osób w tym brałoby udział, tym gorzej, tym większe ryzyko późniejszej wpadki. Sprawa by się sypnęła niedługo potem. 

Jeśli odsunęli kamień i wynieśli Ciało, to dlaczego je rozebrali? Nie dopuszczaliby się profanacji, niesienie nagich zwłok wzbudziłoby czujność Rzymian, a uczniowie byli mocno wystraszeni, bali się poza tym Piłata, który sprzedał Ciało albo dał Arymetejczykowi niemal na własność. Za kradzież i profanację zwłok uczniowie zostaliby surowo ukarani i to zarówno przez Rzymian, jak i Żydów. Jeśliby wynieśli Ciało owinięte, to skąd płótna, które zastały wczesnym świtem kobiety i uczniowie? 

I najważniejsze: nie pozostawiliby otwartego grobowca, tylko zasunęli z powrotem kamień, żeby nikt się nie kapnął, a nie pozwalali, żeby zaraz ktoś to zauważył. Myśl, że celowo zostawili płótna i nie zasunęli kamienia, żeby upozorować zmartwychwstanie, rozbija się o prosty fakt – oni wcale nie mieli nadziei, że Jezus powstanie, więc pozorowanie nic by im psychologicznie nie dało – nie tylko byliby dalej smutni, ale dodatkowo baliby się prawnych konsekwencji swego postępku. Musieliby wiedzieć, że kobiety przyjdą do grobu, aby namaścić, albo że Józef będzie chciał kiedyś przenieść ciało, więc staraliby się maksymalnie odwlec moment dekonspiracji, żeby zdążyć uciec z Ciałem. Ten trop odpada.

Jeśli Arymatejczyk przeniósł Ciało albo wydał rodzinie, tym bardziej by nie zmieniał płócien, musiałby wcześniej spytać Piłata o zgodę na ekshumację, a potem podeszliby po prostu do grobu, odsunęli kamień, zabrali zawiązanego Jezusa, po czym grób z powrotem zostałby zamknięty. Poza tym musieliby złamać pieczęcie, a to groziło poważnymi konsekwencjami prawnymi. Innymi słowy teorie o „wyniesieniu” Ciała, które sam jakiś czas temu rozważałem, są nie do utrzymania. Zostawienie otwartego grobu byłoby zbyt dużym ryzykiem zarówno dla uczniów, jak i rodziny, a także bez sensu z perspektywy właściciela grobowca. Po co miałby zostawiać cenne, nowe płótna i odejść bez zamknięcia grobowca? Sam był zwolennikiem Jezusa, ale nie wierzył w zmartwychwstanie, i nie miałby żadnego celu w upozorowaniu tego największego w historii ludzkości cudu. 

Uczniowie mieli większy motyw – chcieli ratować „twarz”, bali się Żydów i Rzymian, i bardziej zależało im na tym, żeby Jezus rzeczywiście zmartwychwstał. To jednak nie oznacza, że odważyliby się na taki teatr, bo po pierwsze nie mieli dokąd zanieść Pana (dlatego właśnie pogrzeb odbył się w cudzym grobowcu), po drugie nie dopuszczaliby się profanacji, a po trzecie – wiedząc, że nie zmartwychwstał, gdyby tak było – raczej nie staliby się z dnia na dzień tak radości i zdumieni, jakby sobie – za przeproszeniem – zapalili jointa. Psychologicznie rzecz biorąc, nie znieśliby tej myśli, że nie dość, że On nie żyje, to jeszcze oni dalej brną w kłamstwo. Tłumaczenie spotkań ze Zmartwychwstałym zbiorową histerią, i myśleniem życzeniowym odpada – to byli trzeźwi, praktyczni ludzie, a przy tym prostoduszni, uczciwi i sami przed sobą źle by się czuli z tą myślą, że coś musieli na siłę pozorować.

Kamień, którym zasunięto grobowiec w piątek 7 kwietnia 30 roku wieczorem jest kluczem do Zmartwychwstania. Ktokolwiek z jakichkolwiek powodów zabrałby Ciało z grobu, albo je schował głębiej, co sugerował reżyser filmu „Body” (2002), zatarłby po sobie wszelkie ślady, zwłaszcza że nie mógł być pewien, że to się wcześniej czy później nie wyda. Gdyby Arymatejczyk wydał Ciało rodzinie – zasunąłby kamień, i podarowałby im płótna, a nie zostawiałby ich w grobowcu, tylko zabrałby je ewentualnie do domu jako cenne i kosztowne materiały. Jeśli chodzi o uczniów, to tak samo: kradnąc cudzą własność na cudzej posesji musieliby przełamać strach przed zdemaskowaniem, a także swoje wewnętrzne tabu, które zakazywałoby zrobienie czegoś takiego. Nie mieliby ani sił, ani odwagi, żeby wymyślić taki scenariusz. Gdyby nawet zabrali jakimś cudem Jezusa, musieliby zabrać go owiniętego, bo nie byłoby czasu na przewijanie, pomijając fakt, że jako biedni nie mieli pieniędzy na zakupienie swoich własnych prześcieradeł.

Kamień. I płótna. To był ten istotny szczegół, który dziś po dwu tysiącach prawie latach, woła do nas głośno jako niemy świadek największego cudu w historii ludzkości: „Jezus zmartwychwstał, rzeczywiście zmartwychwstał”. Czasem mamy coś całe życie, albo całe stulecia podane na tacy, ale nasze oczy są na uwięzi i nie dostrzegamy subtelnych szczegółów, takich jak zwyczajny, niepozorny kamień grobowy, którym wtedy zawsze zasuwano grobowce wykute w skale. Z naturalnych wyjaśnień, które przez wieki proponowano, z naukowych wyjaśnień, dziś już nie został kamień na kamieniu. Piszący te słowa sam był ich zwolennikiem, kiedy rok temu pisał własną wersję Wielkiej Nocy. Tymczasem największym dowodem zmartwychwstania jest nie tyle pusty grób, co znajdujące się w nim w bezładzie płótna, jakby zmartwychwstałe Ciało „przeniknęło” je, a one „opadły” będąc już puste, a drugim największym dowodem jest „otwarty grób” i kamień, którym świadkowie zastali odsunięty na bok.

Mieliśmy to wszyscy całe życie niemal przed oczami – dziś czas, aby nastąpiło przejrzenie, żeby nasze łuski opadły z oczu, które dotąd widziały we mgle, niewyraźnie, jak w „zwierciadle”, a teraz widzą jasno, jakby w zachwyceniu.

Czy wobec tego Zmartwychwstanie staje się największym historycznym wydarzeniem w dziejach ludzkości, w całej historii rodzaju ludzkiego…? 

       Pytanie to staje się jeszcze jednym, ale największym pytaniem egzystencjalnym i nie można nikogo przymusić do wiary, ale ukazać możliwości, o jakich dziś nikomu z nas się nie śniło. Być może my czegoś nie wiedzieliśmy. I nie wiedzieliśmy, że możemy zupełnie inaczej przeżywać nasze życie, które gdy pozbawione wielkich pytań metafizycznych, staje się puste i niegodne człowieka…

Teraz już każdy musi przyjąć ten twardy dowód i próbować go obalić. Z punktu widzenia metodologii naukowej obalenie tego dowodu, a co najmniej mocnej poszlaki, należy do czytających te słowa. Na tym polega nauka – każdy, kto odtąd będzie próbował wyjaśnić naturalnie fakt pustego grobowca, będzie zmuszony odpowiedzieć na jedno niewygodne pytanie: dlaczego po zabraniu Ciała zostawiono otwarty grób? Oczekuję więc, że ktoś musi mi udowodnić jakiś błąd w tym rozumowaniu, a jeśli tak zrobi, z pokorą przyjmę każdą prawdę. Bo w tym wszystkim chodzi o całą, pełną prawdę. Która wyzwala zawsze każdego, kto jej szczerze szuka.

***

 

Zaszufladkowano do kategorii nauka a religie, przeklęte problemy, świątecznie, Tradycja katolicka | Dodaj komentarz