
Nie chodzi o pas w brydżu. Chociaż coś z brydża jednak tutaj zostaje: moment, w którym człowiek musi zdecydować, czy gra dalej według dotychczasowego układu kart, czy pasuje, bo zobaczył coś, czego już nie da się zlekceważyć.
Chodzi o pas. O złoty pas Jezusa. O szczegół tak drobny, że przez lata można go czytać i nie zobaczyć. A potem nagle zobaczyć — i już nie da się odwidzieć.
W „Dzienniczku” świętej Siostry Faustyny Kowalskiej są takie miejsca, które wydają się dobrze znane, niemal „oswojone” przez religijną pamięć. Płock, 22 lutego 1931 roku, biała szata, jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, druga dotykająca szaty na piersiach, dwa promienie: czerwony i blady. Zapis ten stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych tekstów polskiej duchowości XX wieku, ponieważ dał początek obrazowi „Jezu, ufam Tobie”. Ten obraz wszedł do kościołów, domów, szpitali, książeczek do nabożeństwa, na ściany mieszkań i do pamięci milionów ludzi. Można powiedzieć, że stał się jedną z ikon katolickiej nowoczesności: nie ikoną triumfu, lecz ikoną ufności.
Ale dwa lata wcześniej, w roku 1929, w „Dzienniczku” pojawia się scena mniej znana, a być może hermeneutycznie niezwykle ważna. Faustyna zapisuje:
“+ 1929 rok. W pewnej chwili, w czasie Mszy świętej czułam bliskość Boga w szczególniejszy sposób, pomimo bronienia się i odwracania od Boga. Dlatego uciekałam nieraz od Boga, bo nie chciałam być ofiarą złego ducha, jako mi nieraz mówiono, że nią jestem. A ta niepewność trwała czas dłuższy. W czasie Mszy świętej przed Komunią świętą było odnowienie ślubów. Kiedy wyszłyśmy z klęczników i zaczęłyśmy mówić formułę ślubów, nagle stanął Jezus obok mnie w szacie białej, przepasany pasem złotym – i rzekł do mnie: Udzielam ci wieczystej miłości, aby czystość twoja była nieskalana, i na dowód, że nie będziesz nigdy doznawać pokus nieczystych – zdjął Jezus pas złoty z siebie i przepasał nim biodra moje. Od tej chwili nie doznaję żadnych poruszeń przeciwnych cnocie ani w sercu, ani w umyśle. Zrozumiałam później, że to jest jedna z największych łask, którą mi wyprosiła Najświętsza Maryja Panna, bo o tę łaskę prosiłam Ją przez wiele lat. Od tej pory większe mam nabożeństwo do Matki Bożej. Ona mnie nauczyła wewnętrznie kochać Boga i jak we wszystkim pełnić Jego świętą wolę. Radością jesteś, Maryjo, bo przez Ciebie Bóg zszedł na ziemię do serca mego.”
To jest scena zaskakująca. Nie tylko dlatego, że zawiera gest o wielkiej sile symbolicznej, lecz także dlatego, że wprowadza do duchowej biografii Faustyny element bardzo konkretny, niemal fizyczny: pas. Nie „światło”, nie „pociechę”, nie ogólne „umocnienie”, lecz przedmiot widzialny w wizji, część ubioru Chrystusa. Jezus jest w białej szacie i ma złoty pas. Następnie zdejmuje ten pas z siebie i przepasuje nim Faustynę.
W mistyce chrześcijańskiej gesty nie są dekoracją. One znaczą. Czasem znaczą więcej niż słowa, ponieważ słowo wyjaśnia, a gest ustanawia. Słowo może obiecać łaskę; gest może ją wcielić. W tej scenie Jezus nie tylko mówi Faustynie o czystości. On przekazuje jej znak czystości. Nie tylko zapewnia ją o wolności od pokus. On opasuje ją własnym pasem.
I tutaj zaczyna się rzecz najciekawsza.
Siedem akapitów dalej pojawia się opis wizji płockiej z 1931 roku:
“+ 1931 rok, 22 lutego Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady. W milczeniu wpatrywałam się w Pana, dusza moja była przejęta bojaźnią, ale i radością wielką. – Po chwili powiedział mi Jezus: Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie. Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie.”
Opis jest prosty, precyzyjny, ikonograficzny. Faustyna widzi postać, której układ ma zostać przeniesiony na obraz. Jezus mówi: „według rysunku, który widzisz”. Nie chodzi tu o rysunek jako kartkę papieru, lecz o wzór, układ, postać, kompozycję. Mistyczka ma zapamiętać to, co widzi, a potem przekazać to malarzowi. Później rzeczywiście będzie czuwać nad pracą Eugeniusza Kazimirowskiego. Będzie niezadowolona, bo żaden obraz nie odda piękna widzianego Jezusa. Ale zasadniczy wzór zostanie ustalony: biała szata, gest błogosławieństwa, dłoń przy piersiach, promienie krwi i wody.
Czego w tym opisie nie ma?
Nie ma pasa.
Nie ma złotego pasa.
Nie ma nawet wzmianki o przepasaniu szaty.
Ten brak można oczywiście potraktować obojętnie. Można powiedzieć: Faustyna nie opisała wszystkiego. Można powiedzieć: szata była luźna, promienie zasłaniały środek postaci, szczegół nie był ważny. Można powiedzieć wiele rzeczy. Ale im dłużej patrzy się na oba zapisy razem, tym trudniej uznać to za zwykły przypadek. W 1929 roku Jezus ma złoty pas i oddaje go Faustynie. W 1931 roku Jezus ukazuje się jako wzór obrazu Miłosierdzia — i pasa już nie ma.
Nie chodzi o dowód matematyczny. Teologia nie jest geometrią, a mistyka nie jest protokołem laboratoryjnym. Chodzi raczej o coś, co można nazwać niezamierzoną spójnością wizji mistycznych. Dwa zapisy nie są przedstawione jako zagadka. Faustyna nie komentuje: „zauważyłam, że Jezus nie miał pasa, bo wcześniej mi go oddał”. Nie buduje argumentu apologetycznego. Nie mruga do przyszłego czytelnika. Po prostu zapisuje jedno doświadczenie, a potem drugie. Dopiero uważny czytelnik, po latach albo po dekadach, może zobaczyć między nimi połączenie.
To właśnie nadaje temu szczegółowi wagę.
Gdyby Faustyna celowo chciała stworzyć system symboli, zapewne podkreśliłaby go mocniej. Gdyby pisała literacką konstrukcję, mogłaby wrócić do pasa, przypomnieć go, zbudować pointę. Tymczasem nic takiego się nie dzieje. Pas pojawia się w scenie łaski czystości i znika. A potem na obrazie, który stanie się światowym znakiem Miłosierdzia, Chrystus nie jest przepasany. Jest odziany w biel, ale jakby ogołocony z tego jednego, królewskiego, złotego szczegółu.
To nieobecność mówiąca.
Pas w symbolice biblijnej i duchowej nie jest dodatkiem krawieckim. Przepasanie oznacza gotowość. Izrael ma spożywać Paschę z biodrami przepasanymi, bo Bóg wyprowadza go z niewoli. Prorocy przepasują się do drogi i misji. W tradycji ascetycznej pas oznacza panowanie nad sobą, czystość, dyscyplinę, skupienie rozproszonego człowieka. W Liście do Efezjan pojawia się „pas prawdy”, element duchowej zbroi. W Apokalipsie Syn Człowieczy ukazuje się w szacie i złotym pasie, znaku godności, królewskości i kapłańskiego majestatu.
Pas zbiera ciało. Porządkuje szatę. Umożliwia ruch. Oddziela chaos od gotowości. Jest znakiem tego, że człowiek nie jest rozlany, rozproszony, wydany każdemu impulsowi. Kto jest przepasany, ten jest gotów. Kto jest przepasany, ten panuje nad sobą. Kto jest przepasany, ten nie żyje w stanie wewnętrznego rozchełstania.
Dlatego gest Jezusa wobec Faustyny jest tak mocny. Chrystus nie daje jej abstrakcyjnej „idei czystości”. Nie wygłasza moralizującego kazania o ciele. Nie potępia ludzkiej zmysłowości. Przeciwnie: dotyka właśnie tej sfery, która w życiu człowieka bywa miejscem napięcia, lęku, wstydu, niepewności, duchowej walki. Przepasuje jej biodra. Innymi słowy: łaska nie omija ciała. Łaska przechodzi przez ciało, porządkuje je, uzdrawia, uspokaja, czyni zdolnym do wolności.
To bardzo ważne, bo chrześcijaństwo bywa czasem karykaturalnie przedstawiane jako religia pogardy wobec ciała. Tymczasem w scenie z „Dzienniczka” ciało nie zostaje potępione. Ono zostaje objęte łaską. Czystość nie jest tu nienawiścią do seksualności, ale wolnością od przymusu. Nie jest zamrożeniem życia, ale jego uporządkowaniem. Faustyna nie pisze, że stała się mniej ludzka. Pisze, że otrzymała jedną z największych łask. Czystość jawi się więc nie jako neurotyczna blokada, lecz jako pokój: „ani w sercu, ani w umyśle”.
A jednak najbardziej zdumiewające jest to, że pas należy najpierw do Jezusa. To Jego pas. Złoty. Królewski. Chrystus nie wyczarowuje nowego pasa dla Faustyny. Nie podaje jej osobnego przedmiotu. On zdejmuje swój pas z siebie.
W tym geście zawiera się cała logika chrześcijaństwa: Bóg daje nie coś obok siebie, lecz coś z siebie. Łaska nie jest przesyłką z nieba, wysłaną z dystansu. Łaska jest udziałem w życiu Chrystusa. To, co jest Jego, zostaje dane człowiekowi. Jego synostwo staje się naszym usynowieniem. Jego Duch zostaje wlany w nasze serca. Jego Ciało staje się pokarmem. Jego Krew staje się napojem. Jego Matka zostaje dana uczniowi. Jego pokój zostaje dany Kościołowi. Jego rany stają się naszym uzdrowieniem.
A tutaj: Jego pas staje się pasem Faustyny.
To drobny szczegół, ale teologicznie niemal paschalny. Chrystus jest tym, który rozdziela siebie. Daje szatę, daje ciało, daje krew, daje Ducha, daje Matkę, daje miłosierdzie. Nie zachowuje dla siebie nawet znaku własnej królewskiej czystości, jeśli ten znak ma stać się łaską dla duszy, którą kocha.
W tym sensie scena złotego pasa jest małą ikoną ekonomii zbawienia. Zbawienie polega na tym, że Bóg nie tyle poprawia człowieka z zewnątrz, ile udziela mu własnego życia. Faustyna zostaje przepasana nie „jakimś” pasem. Zostaje przepasana pasem Chrystusa. To jest mistyczna wymiana: On bierze na siebie ludzką słabość, a człowiek zostaje przyobleczony Jego mocą.
Jeżeli teraz wrócimy do obrazu Miłosierdzia, brak pasa zaczyna wyglądać inaczej. Chrystus z Płocka nie jest po prostu Chrystusem w białej szacie. Jest Chrystusem, który już dał. Jest Chrystusem po geście oddania. Staje przed Faustyną jako Ten, z którego piersi wychodzą promienie krwi i wody, a więc jako Zmartwychwstały noszący w sobie pamięć przebitego boku. Serce nie jest na obrazie wyeksponowane wprost, jak w ikonografii Najświętszego Serca Jezusowego. Ono jest ukryte pod szatą, ale działa. Z uchylenia szaty wychodzą promienie. Wnętrze pozostaje tajemnicą, ale jego skutki rozlewają się na świat.
To także jest logika miłosierdzia: źródło jest ukryte, ale łaska widzialna.
Nie widzimy serca, ale widzimy promienie. Nie widzimy włóczni, ale widzimy krew i wodę. Nie widzimy grobu, ale widzimy Zmartwychwstałego. Nie widzimy momentu, w którym pas został oddany, patrząc tylko na obraz, ale jeśli czytamy „Dzienniczek” uważnie, zaczynamy rozumieć: ta szata jest bez pasa nie przez przypadek. Ten brak może być śladem wcześniejszego daru.
W ten sposób obraz Miłosierdzia staje się jeszcze bardziej radykalny. Jezus nie tylko błogosławi. Jezus nie tylko ukazuje promienie. Jezus nie tylko poleca: „Jezu, ufam Tobie”. Jezus staje jako Ten, który nie zatrzymuje niczego dla siebie. Nawet złotego pasa.
Można powiedzieć: ale przecież obraz nie ma obowiązku zawierać wszystkich szczegółów wizji. Oczywiście. Tak trzeba powiedzieć, jeśli chcemy zachować intelektualną uczciwość. Argument z braku jest zawsze argumentem delikatnym. Nie można z niego zrobić młota na sceptyków. Nie można powiedzieć: skoro nie ma pasa, wizja jest udowodniona. Wiara nie rodzi się z detektywistycznego triumfu nad szczegółem. Wiara rodzi się ze spotkania, z łaski, z wolnej odpowiedzi człowieka.
Ale z drugiej strony nie wolno tego szczegółu zbyć zbyt szybko. W tekstach mistycznych szczegóły bywają nośnikami spójności. Zwłaszcza wtedy, gdy nie są nachalnie wyjaśniane. Faustyna ma wyjątkowo realistyczny sposób opisywania chrystofanii: zauważa postawę ciała, kierunek spojrzenia, gest dłoni, ruch, szatę, rany, promienie, światło, czas i miejsce. To nie są opisy mgławicowych nastrojów. To są opisy zdarzeń wewnętrznych, które dla niej mają ciężar konkretu. Jeżeli w 1929 roku zauważa złoty pas, a w 1931 roku opisuje wzór obrazu bez pasa, to przynajmniej warto się zatrzymać.
I właśnie to zatrzymanie jest początkiem filozofii.
Filozofia zaczyna się tam, gdzie rzecz oczywista przestaje być oczywista. Teologia zaczyna się tam, gdzie szczegół objawia całość. Hermeneutyka zaczyna się tam, gdzie pytamy nie tylko: „co tekst mówi?”, ale także: „co tekst robi, kiedy mówi właśnie tak, a nie inaczej?”. W tym przypadku tekst robi coś bardzo subtelnego. Uczy, że dar zostawia ślad także wtedy, gdy sam przedmiot daru znika z pola widzenia.
Pas znika z Jezusa, ponieważ zostaje przekazany Faustynie. Ale to zniknięcie nie jest stratą. W Bogu dar nie oznacza ubytku. Bóg nie staje się mniej Bogiem, gdy daje siebie. Przeciwnie: objawia, kim jest. Miłość nie posiada przez zatrzymanie, lecz przez udzielenie. Gdy człowiek coś oddaje, często ma mniej. Gdy Bóg oddaje, objawia pełnię. To jedna z największych różnic między ekonomią świata a ekonomią łaski.
Świat mówi: zachowaj, zabezpiecz, kontroluj, posiadaj, broń granic własnego „ja”. Ewangelia mówi: kto straci swoje życie, znajdzie je. Świat mówi: złoto jest znakiem bogactwa. Chrystus mówi: złoto jest po to, aby stało się łaską dla umiłowanej duszy. Świat mówi: pas jest oznaką godności właściciela. Chrystus pokazuje: prawdziwa godność polega na tym, że można nią przepasać drugiego.
W tym sensie złoty pas jest antytezą władzy jako dominacji. Jest władzą jako udzielaniem. Jezus nie kontroluje Faustyny przez pas. Nie wiąże jej. Nie zniewala. Przepasuje ją, aby była wolna. To ważne rozróżnienie. Religijne symbole mogą być używane przemocowo, jeśli stają się narzędziem kontroli. Ale w tej scenie pas nie jest smyczą. Jest łaską wolności. Nie odbiera podmiotowości, lecz ją umacnia. Nie zamyka ciała, lecz przywraca mu pokój. Nie poniża kobiety, lecz uznaje jej duchową godność.
Jest w tym również wymiar oblubieńczy. Faustyna bywa nazywana oblubienicą Chrystusa, ale trzeba uważać, aby nie spłycić tego języka do sentymentalnej metafory. Oblubieńczość mistyczna nie jest religijnym romansem. Jest radykalną formą przynależności, w której dusza zostaje wprowadzona w przymierze. Pas przekazany przez Chrystusa jest więc także znakiem przymierza: „to, co moje, staje się twoje; twoja walka staje się miejscem mojej wierności; twoja kruchość zostaje opasana moją mocą”.
Nieprzypadkowo Faustyna łączy tę łaskę z Maryją. Pisze, że zrozumiała później, iż była to jedna z największych łask wyproszonych przez Najświętszą Maryję Pannę. To zdanie jest bardzo istotne. Maryja pojawia się tutaj nie jako pobożny dodatek, lecz jako ta, która uczy wewnętrznie kochać Boga i pełnić Jego wolę. W scenie pasa spotykają się więc trzy wielkie tematy katolickiej duchowości: Eucharystia, czystość i Maryja.
Eucharystia, ponieważ wydarzenie dokonuje się w czasie Mszy świętej, przed Komunią. Czystość, ponieważ pas oznacza wolność od pokus nieczystych. Maryja, ponieważ Faustyna odczytuje łaskę jako owoc Jej wstawiennictwa. A nad tym wszystkim znajduje się Chrystus, który sam jest źródłem daru.
To nie jest moralistyka. To mistagogia. Faustyna nie dostaje instrukcji, jak zacisnąć zęby i być lepszą. Dostaje udział w czystości Chrystusa. To różnica między etyką wysiłku a teologią łaski. Chrześcijaństwo oczywiście zna wysiłek, ascezę, walkę duchową. Ale wcześniej jest dar. Najpierw Bóg działa. Najpierw Chrystus przepasuje. Dopiero potem człowiek może żyć inaczej.
Dlatego obraz Miłosierdzia bez pasa można odczytać jako dalszy ciąg tej samej logiki. W 1929 roku łaska zostaje dana Faustynie osobiście. W 1931 roku przez obraz ma zostać dana światu. Najpierw Chrystus przepasuje jedną duszę. Potem ukazuje promienie dla wszystkich. Najpierw dar intymny. Potem dar powszechny. Najpierw łaska czystości. Potem orędzie ufności.
Te dwie sceny nie konkurują ze sobą. One układają się w rytm. Czystość nie jest celem samym w sobie, lecz przygotowaniem do misji. Faustyna zostaje uwolniona wewnętrznie nie po to, aby zamknąć się w prywatnym pocieszeniu, ale po to, aby stać się narzędziem orędzia Miłosierdzia. Pas nie jest ozdobą jej duchowej biografii. Jest elementem formacji apostołki. Kto ma nieść światu obraz Miłosierdzia, musi być wewnętrznie przepasany: skupiony, wolny, zdolny do posłuszeństwa, niezależny od chaosu impulsów.
W tym miejscu pojawia się także spór ze współczesnym redukcjonizmem. Ateista może powiedzieć: wizje Faustyny są produktem psychiki, kultury, presji religijnej, języka epoki, mechanizmów kompensacyjnych. Taka interpretacja jest możliwa jako hipoteza. Ale jeśli chce być poważna, musi wyjaśnić nie tylko ogólny fakt wizji, lecz także ich wewnętrzną strukturę, spójność i płodność. Musi wyjaśnić, dlaczego tekst nie rozpada się na przypadkowe obrazy, lecz tworzy teologiczną całość. Musi wyjaśnić, dlaczego drobne szczegóły — takie jak złoty pas — potrafią po latach otworzyć sens, którego autorka nie eksponuje wprost.
Nie chodzi o to, aby kogokolwiek zmusić do wiary. Wiara wymuszona przestaje być wiarą. Chodzi raczej o uczciwość wobec fenomenu. Jeżeli ktoś czyta „Dzienniczek” wyłącznie jako dokument patologii, powinien przynajmniej zmierzyć się z faktem, że ta rzekoma patologia stworzyła jedną z najbardziej spójnych i płodnych duchowo ikon XX wieku. Jeżeli ktoś czyta go wyłącznie jako literaturę dewocyjną, powinien zauważyć, że jego symbolika bywa głębsza niż schematyczna pobożność. Jeżeli ktoś czyta go jako świadectwo mistyczne, powinien nie tylko wzruszać się wielkimi scenami, ale także badać drobne elementy, bo w nich często ukrywa się logika całości.
Pas jest właśnie takim elementem.
Jest mały, a otwiera wielką perspektywę.
Pokazuje, że w „Dzienniczku” obraz Miłosierdzia nie spada z nieba bez przygotowania. Poprzedza go formacja Faustyny: bolesna, eucharystyczna, maryjna, ascetyczna, oblubieńcza. Jezus z Płocka nie jest pierwszym przypadkowym widzeniem. Jest centrum pewnej historii. Zanim Faustyna usłyszy: „Wymaluj obraz”, wcześniej doświadcza, że Chrystus może wejść w jej najintymniejszą walkę i przepasać ją swoim pasem. Zanim będzie miała przekazać światu promienie miłosierdzia, sama zostaje dotknięta miłosierdziem w miejscu swojej kruchości.
To prowadzi do jeszcze jednej intuicji: miłosierdzie nie jest pobłażliwością. Miłosierdzie nie polega na tym, że Bóg mówi: „nic się nie stało”. Miłosierdzie polega na tym, że Bóg wchodzi w ranę, lęk, niepewność i nieporządek, aby stworzyć człowieka na nowo. W scenie pasa Jezus nie bagatelizuje pokus. On je przezwycięża łaską. Miłosierdzie nie znosi prawdy o człowieku, lecz czyni tę prawdę znośną, uzdrawialną, możliwą do przemiany.
Dlatego podpis obrazu — „Jezu, ufam Tobie” — zyskuje w świetle sceny pasa jeszcze większą głębię. Ufać Jezusowi to nie znaczy mieć religijne uczucie bezpieczeństwa. Ufać Jezusowi to pozwolić Mu przepasać te miejsca, których człowiek sam nie potrafi uporządkować. To pozwolić, aby Jego dar stał się mocniejszy niż moje rozproszenie. To zgodzić się, że czystość, wolność, pokój i misja nie zaczynają się ode mnie, ale od Niego.
Złoty pas nie jest więc tylko „dowodem” na spójność wizji. Jest przypowieścią o łasce.
Jest znakiem, że Chrystus nie zbawia człowieka ogólnie, masowo, abstrakcyjnie. Zbawia konkretnie. Zna biodra, serce i umysł Faustyny. Zna jej lęk przed złudzeniem. Zna jej obronę przed Bogiem. Zna jej pragnienie czystości. Zna jej modlitwę do Maryi. I odpowiada nie teorią, ale gestem.
A potem, dwa lata później, staje przed nią już bez tego pasa.
Jakby mówił: to, co dałem tobie, naprawdę dałem. Nie cofam daru. Nie udaję, że go nie było. Teraz masz patrzeć na Mnie jako na Miłosierdzie dla świata.
Właśnie dlatego brak pasa na obrazie może być tak poruszający. Bo najgłębsze ślady miłości nie zawsze są obecnością czegoś. Czasem są nieobecnością. Puste miejsce przy stole mówi o kimś, kto odszedł. Blizna mówi o ranie, której już nie ma. Luźna szata mówi o pasie, który został podarowany.
Obraz Miłosierdzia jest pełen światła, ale jedno z jego świateł pochodzi z braku.
Nie ma złotego pasa.
Bo został dany.
I jeśli to odczytanie jest trafne, choćby tylko jako medytacja teologiczna, to mamy przed sobą jeden z najpiękniejszych drobnych szczegółów „Dzienniczka”. Szczegół, który łączy mistykę ciała, teologię łaski, mariologię, Eucharystię, ikonografię i filozofię daru. Szczegół, który mówi więcej, niż powinien móc powiedzieć zwykły szczegół.
Pas Jezusa znika z obrazu, ale nie znika z historii zbawienia. Przechodzi na Faustynę. Staje się częścią jej duchowej konstytucji. A przez nią, pośrednio, zostaje wpisany w dzieło Miłosierdzia. Bo może właśnie tak działa Bóg: daje coś jednej duszy w ukryciu, aby przez tę duszę przygotować znak dla milionów.
Wtedy obraz „Jezu, ufam Tobie” nie jest tylko obrazem Chrystusa błogosławiącego. Jest obrazem Chrystusa, który już oddał. Chrystusa bez pasa, ale nie z braku majestatu. Chrystusa bez pasa, bo Jego majestat okazał się darem. Chrystusa, który nie zatrzymał złota dla siebie, lecz przepasał nim kruchość człowieka.
I może dlatego właśnie można Mu ufać.