SYGNAŁ Z DZIENNICZKA…

Esej o miłosierdziu bez szumu

I. Trzysta osiemdziesiąt trzy strony

Dzienniczek jest długi. Trzysta osiemdziesiąt trzy strony w wydaniu internetowym, sześć zeszytów, tysiące numerowanych akapitów. Powstał w latach 1934–1938, ale nie z potrzeby literatury, tylko z polecenia. Kazali jej pisać spowiednicy, ksiądz Michał Sopoćko i jezuita Józef Andrasz. Autorka, prosta siostra ze Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia, nie miała szkoły, która nauczyłaby ją kompozycji. Zapisywała to, co miała.

Dlatego jest szum. Kto otworzy tę książkę z nadzieją na wykład o Bogu, natrafi na życie klasztorne w skali jeden do jednego: furtę, kuchnię, drobne zatargi, zmęczenie, rachunek dnia. Natrafi na modlitwy, akty strzeliste, akty oddania. Natrafi na ekstazy opisywane językiem, który się powtarza, bo doświadczenie, które opisuje, nie znało innego. Natrafi na wizje piekła i czyśćca. Natrafi wreszcie na autorkę, która o sobie mówi ciągle w tonie pomniejszenia. Jestem nicością. To nie ozdobnik, to jej sposób stawania przed Bogiem.

Szum, ale nie bezsens. Dziennik duchowy rządzi się prawem dziennika: sygnał nie przychodzi w wykładzie, przychodzi w kawałkach, między jednym dniem a drugim, i trzeba go z tych dni wyławiać.

II. Jedno zdanie

Gdybym miał ścisnąć całość do jednego zdania, brzmiałoby tak: Bóg jest przede wszystkim miłosierdziem, a człowiekowi zostaje ufność. Wszystko inne obraca się wokół tej osi.

Przyjrzyjmy się, jak radykalna jest ta teza w swojej prostocie. Nie mówi, że Bóg jest także miłosierny. Mówi, że miłosierdzie jest tym, przez co Bóg wchodzi w świat, i że żadna dusza nie znajdzie usprawiedliwienia, dopóki nie zwróci się ku niemu z ufnością. Ufność nie jest tu nagrodą za dobre życie. Jest drzwiami. Nawet grzesznik najbardziej zatwardziały ma otwartą drogę, jeśli tylko raz się odwróci. Rachunek zasług przestaje być pytaniem głównym. Głównym pytaniem staje się to, czy człowiek odważy się zaufać.

Warto pamiętać, skąd ta teza się bierze. W pierwszym zeszycie jest fragment ciemności, i to nie retorycznej. Autorka nie śmie podnieść oczu ku niebu, każda myśl o cnocie i dobrym uczynku wydaje jej się daremna, sens starania się rozpada. Zna więc z własnego doświadczenia to, przed czym miłosierdzie ma ratować: rozpacz człowieka, który liczy siebie i wychodzi mu zero. Teologia miłosierdzia w Dzienniczku nie wyrasta z optymizmu. Wyrasta z przejścia przez noc.

III. Ufność, która musi mieć ręce

Łatwo byłoby z tego zrobić pobożność miękką i wygodną. Dzienniczek sam się przed tym broni. W jednym z najważniejszych zapisów autorka słyszy, że to ona ma się odznaczać ufnością jako pierwsza, i że od niej samej wymaga się uczynków miłosierdzia. Podane są trzy sposoby ich czynienia: czyn, słowo, modlitwa. W tych trzech stopniach mieści się pełnia miłosierdzia i to ona ma być niezbitym dowodem miłości. Nie wolno się od tego wymówić ani usunąć. Zapis idzie jeszcze dalej: nawet wiara najsilniejsza nic nie pomoże bez uczynków.

To zmienia sens całości. Miłosierdzie nie jest tu ubezpieczeniem na życie wieczne. Jest ruchem podwójnym: przyjmuję, więc daję. Zostało mi darowane, więc muszę zacząć darować. Kto zatrzymuje się na pierwszym ruchu, zrozumiał połowę.

IV. Cztery narzędzia

Z tej osi wyrastają konkretne formy, które później stały się nabożeństwem. Jest ich cztery.

Pierwsza to obraz. Chrystus w białej szacie, jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, z piersi wychodzą dwa promienie, czerwony i blady, u dołu podpis „Jezu, ufam Tobie”. Autorka opisuje wieczór w celi i polecenie, by obraz namalować. Obietnica dołączona do jego czci mówi o duszy, która nie zginie, i o obronie w godzinie śmierci.

Druga to święto. Pierwsza niedziela po Wielkanocy ma być świętem Miłosierdzia, a kapłani mają w tym dniu mówić duszom o miłosierdziu. To ważne zakotwiczenie. Miłosierdzie nie jest prywatną dewocją, wynika z tajemnicy paschalnej.

Trzecia to koronka. Krótka modlitwa, z obietnicą ratunku nawet dla największego grzesznika, jeśli tylko zostanie zmówiona. Czwarta to godzina trzecia, pora konania Jezusa. Prośba brzmi: błagaj miłosierdzia dla świata i dla grzeszników, a choćby przez krótką chwilę zagłęb się w mękę, szczególnie w opuszczenie w chwili konania.

Zwróćmy uwagę na tę ostatnią. Godzina miłosierdzia nie jest godziną triumfu. Jest godziną opuszczenia. Ta sama ciemność, którą autorka poznała w pierwszym zeszycie, staje się tu miejscem, w którym miłosierdzie zostaje ofiarowane światu. Układ jest spójny: nie ma miłosierdzia bez zejścia tam, gdzie człowiek jest sam.

V. Co zostaje po odjęciu wizji

Odejmijmy na moment wszystko, co w Dzienniczku przychodzi w formie widzenia i głosu. Co zostaje? Przesunięcie akcentu.

W religijności, którą Faustyna odziedziczyła, dominował lęk. Sprawiedliwość, kara, rachunek, skrupuły. Dzienniczek nie znosi sprawiedliwości, ale ją przesuwa. Miłosierdzie ma pierwszeństwo, bo sprawiedliwość, która nie widzi człowieka w jego słabości, nie byłaby prawdziwa. To rewolucja tonu, nie dogmatu, bo nauka o miłosierdziu Bożym jest znacznie starsza niż ona. Rewolucja akcentu, a akcent w religii bywa ważniejszy od treści, ponieważ to on decyduje, czy wierzący żyje w napięciu, czy w zaufaniu.

Dlatego Jan Paweł II mógł nazwać te zapisy swoistą Ewangelią miłosierdzia napisaną dla dwudziestego wieku. Wiek obozów i wojen potrzebował usłyszeć, że ostatnie słowo nie należy do rachunku krzywd.

VI. Pytanie, którego tekst nie rozstrzyga

Tu uczciwość wymaga zatrzymania. Dzienniczek przedstawia się jako zapis rozmów z Chrystusem. Z samego tekstu tego sprawdzić się nie da i tekst nie próbuje. Czytelnik wierzący przyjmie to jako objawienie prywatne, które Kościół uznał za godne wiary, choć nie za obowiązujące. Czytelnik sceptyczny zapyta o mechanizmy psychiczne, o wpływ spowiedników, o formację epoki i klasztoru. Oba pytania są uprawnione.

Historia recepcji dokłada do nich coś istotnego. W 1959 roku Kościół zakazał szerzenia kultu w kształcie proponowanym w Dzienniczku, jak się przyjmuje, w dużej mierze z powodu wątpliwości wokół wadliwych tłumaczeń. Zakaz zdjęto w 1978 roku. Dwa lata po wyborze Jana Pawła II wydano polskie wydanie z imprimatur krakowskim, a w 2000 roku Faustyna została kanonizowana, święto Miłosierdzia zaś wpisano do kalendarza całego Kościoła. Ta droga od zakazu do kanonizacji pokazuje, że Dzienniczek nie wszedł do obiegu na fali entuzjazmu. Przeszedł przez sito.

Ale nawet to nie jest sedno. Sygnał nie zależy od odpowiedzi na pytanie o objawienie. Teza o miłosierdziu i ufności da się ocenić jako teza: czy jest prawdziwa, czy szlachetna, czy wytrzymuje zetknięcie z tragedią. Na to pytanie każdy odpowiada sam, w ciszy swojego doświadczenia.

VII. Zamiast zakończenia

Wydobyć sygnał znaczy przestać pytać, kim była ta zakonnica, a zacząć pytać, co mówi jej zdanie. Mówi jedno. Nie jesteś tym, co o sobie policzysz. Jest ktoś, kto się do ciebie schyla, zanim zdążysz się poprawić. A ty, skoro to usłyszałeś, masz się schylić do drugiego.

Trzysta osiemdziesiąt trzy strony po to, żeby powiedzieć to jeszcze raz. Może dlatego, że tej jednej rzeczy człowiekowi nie da się powiedzieć dość razy.

O Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski, *1976 w Krakowie, absolwent polonistyki UJ, miłośnik muzyki, autor muzyki elektronicznej - dotąd około 100 utworów instrumentalnych, które wciąż powstają. Gra na syntezatorach, gitarze, śpiewa i publikuje swoje interpretacje w serwisach typu ising.pl, od 2016 roku kompozytor muzyki niszowej. Przez 20 lat w Krakowie bardzo zaangażowany w prace Akdemickiego Chóru "Organum", za co w 2009 został odznaczony srebrnym medalem Polskiego Związku Chórów i Orkiestr za całokształt pracy społecznej na niwie muzycznej. Żonaty, mieszka i pracuje niedaleko Poznania.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bóg, przeklęte problemy, religia, Tradycja katolicka, wiara, Życie i dzieło Siostry Faustyny. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *