***
Słowa te widnieją nad bramą do piekieł w średniowiecznym poemacie Aligheri Dantego “Boska Komedia”. Pojawiają się tam różne obrazy zaświatów. Pierwsza część tekstu opisuje wędrówkę autora po piekle, gdzie przewodnikiem jest starożytny pisarz, autor “Eneidy”, Wergiliusz. Jest to najciekawsza część eposu – pozostałe, czyli czyściec, raj ziemski oraz Empireum, siedziba samego Boga, niedostępna profanom, zieją właściwie nudą. W genialny sposób Dante oddał wyobrażenia ówczesnych ludzi, sobie współczesnych o piekle. Nie przypomina ono w niczym Hadesu z mitologii greckiej ani Szeolu z tradycji żydowskiej, nie jest też to obraz ewangeliczny.
Problem z wiarą w piekło to nie tylko odczucie dziwności ludzi, którzy je głoszą, zapominając o porządku miłosierdzia. Szczególnie osoby chore umysłowo oraz ci, którzy przeszli chorobę umysłową wierzą mocno w pośmiertną Gehennę. Są – jak chora na cyklofrenię Siostra Faustyna – pewni, że jest piekło, ale w niebo nie są skłonni już tak mocno wierzyć. To znamienny przykład – wiara w piekielne czeluście i lochy rodem ze średniowiecza bez nadziei na zbawienie. Ludzie chorzy umysłowo są więc pewni, że nie tylko “jest coś po śmierci”, ale i malują szczegółowo z niepotrzebnymi detalami, jakie to coś jest. Inaczej mówiąc, chorzy nie dlatego wierzą w piekło, że uwierzyli w słowa Jezusa czy ogólnie Biblię, ale dlatego, że “byli tam” (“Ja, Siostra Faustyna byłam w czeluściach piekła z rozkazu Bożego, aby świadczyć, że piekło jest” – klasyczny tekst psychotyczny z nadmiernym “ego” na wstępie) i że – jak dzieci fatimskie “je widzieli”. Osoby chore w ten sposób dodają sobie wartości, której nie potrafią zdobyć w normalny, adaptatywny sposób.
Tak więc wiara w piekło wynika z objawów psychozy, ciężkiej depresji, kanalizuje negatywne emocje i negatywną, nagromadzoną w czasie życia energię, jest sposobem domagania się sprawiedliwości dla wszystkich, które osobę chorą skrzywdziły (tzw. radość zbawionych z mąk potępionych w dawnej religijności). “Piekło” zatem jest takim wentylem bezpieczeństwa, który spuszcza nadmierne ciśnienie psychiczne z aparatu psyche, pozwala na utrzymanie chwiejnej równowagi, równoważąc dość nudne w kulturze i ubogie obrazy nieba. Piekło opisywane jest bardzo szczegółowo, w czym celuje niezastąpiona Faustyna. Jej “podróż do piekła” pełna jest detalicznych opisów, jakie to męki czekają na grzeszników, a to lochy, a to tortury dziwnie do złudzenia przypominające opisy średniowieczne.
Jakie piekło jest dziś? Uległo ewolucji, stało się bardziej psychiczne – tak więc jest to najczęściej nieprzenikniona ciemność, pustka, wręcz wieczna depresja, poczucie bezsensu i beznadziejności, poczucie, że to trwa od zawsze i nigdy się nie skończy, poczucie uwięzienia w czymś nieskończonym, a jednak dziwnie małym. Piekło dzisiejsze to nie ogień i siarka, nie kotły pełne smoły, lecz właśnie niekończąca się depresja, sekunda, która trwa wiecznie, na zawsze, nieodwołalnie. Ludzie chorzy psychicznie uwielbiają dodawać sobie wartości przez potępianie bliźnich, przez straszenie ich i psucie im i tak zatrutego życia na planecie. Myśl, że ten sam los spotyka świętych i zbrodniarzy wywołuje bunt i gniew oraz poczucie bezradności, które wywołują obrazy infernalne. Dziś właściwie nie ma katolika, który nie byłby zarażony “wirusem” piekła. Bardzo chętnie posyłamy bliźnich na wieczne męki. Bardzo chętnie się wywyższamy kosztem naszych wrogów, osób nam niemiłych, naszych nieprzyjaciół.
Ale Jezus o piekle wypowiedział się tylko kilka razy. I nikogo nie straszył, mówił zawsze w trybie warunkowym. Franciszek powiedział ostatnio, że sam jest komunistą, bo Jezus nim był. No, na pewno nie należał do PiS. I nie przyszedł, aby zastraszać, choć sam nieraz na pewno doświadczał strachu…
