Psychiatrzy nie walczą z wiarą – oni prostują skrzywioną wiarę…

Trwa spór o życie i dzieło Siostry Faustyny. Z jednej strony krytyka idzie ze środowiska psychiatrycznego, które redukuje wszystkie naprzyrodzone zdarzenia w życiu Świętej do objawów niewykrytej wtedy choroby nerwowej, czemu dał wyraz swego czasu Strojnowski jako autor opinii psychiatrycznej na potrzeby kanonizacji w roku 2000 (odbyła się mimo negatywnej opinii lekarza 30 kwietnia 2000 roku w Łagiewnikach i w Rzymie, a między miastami powstał most transmisyjny, który w wizjach miała widzieć przyszła święta). 

Z drugiej strony krytyka i to coraz ostrzejsza idzie od środowisk tradycjonalistycznych, związanych z lefebrystami, Bractwem Piusa X i tym podobnymi (w tę stronę w niektórych tekstach zdaje się zmierzać też środowisko redakcji popularnego pisma “Miłujcie się”) stowarzyszeniami (np. PCh24, środowisko suspendowanego ks. Natanka, portale na wpół religijne, na poły “ufologiczne”). Krytyka ta postuluje uznanie przesłania o Bożym miłosierdziu za “przesadzone”, negujące rzekomo potrzebę sprawiedliwości, pokuty, zadośćuczynienia. 

Załóżmy przez chwilę, że rację mają psychiatrzy, którzy zdążyli postawić już diagnozy znanym postaciom z historii świata i Kościoła. Jeśli całą mistykę zredukujemy do psychopatologii, to również zdrowie psychiczne – w tym ich własne – musimy uznać za jedynie równowagę w biochemii mózgu i nic poza tym. Z drugiej strony przez chwilę stańmy po stronie ludzi soboru trydenckiego, którzy chcą powrotu Kościoła przedsoborowego. Jak się z tym czujemy? Dziwnie. Jest trochę tak, jakby z jednej strony bieguna skrajności stali materialistycznie ukształtowani medycy, z drugiej – redukujący wszystko do duchowości, oczywiście tej “prawowiernej” tradycjonaliści. Istnieje tak zwany “redukcjonizm spirytualistyczny”, redukujący człowieka do “ducha” i gardzący – jak gnostycy i manichejczycy – wszystkim, co materialne. I sądzę, że i jedni i drudzy się mylą. Z trzeciej strony nie jest też prawdą, iż racja leży gdzieś pośrodku. Raczej jest tak, że prawda leży zupełnie gdzie indziej. I naszym zadaniem w życiu jest jej szukać. 

Wiara, pobożność i duchowość mogą być w normie, mogą też szwankować. Zbytnie wychylenie w każdym kierunku grozi utratą duchowej i mentalnej równowagi. Ale wiara “centrowa”, jak ją nazywam często faktycznie jest zubożoną wiarą, daleką od spektakli i kadzideł oraz barokowych kirów, kiedy w pogrążonej w mrokach ledwo rozświetlanych świecami świątyni lud w XVII wieku aż po połowy XX wczuwał się w nastrój podniosły, uroczysty, ale także podszyty grozą, jak podczas kazań ks. Skargi. Hasłem po Trydencie było: “przez oczy do duszy” i chodziło o wypełnienie ascetycznych katedr gotyckich przepychem i bogactwem barokowych malowideł iluzjonistycznych i olśniewającą muzyką organową. To wtedy zaczęły się obecne problemy katolickiego świata. Kościół zwarł szeregi, stał się na powrót (po odwilży na fali reformacji i renesansu) zamknięty, nietolerancyjny, scentralizowany, nadmiernie hierarchiczny, uporządkowany odgórnie i wymagający od wiernych noszenia ciężarów nie do uniesienia przez zwykłych ludzi. 

Dziś wielu katolików nie chce iść w razie depresji do psychiatry. Kojarzy im się to z rzekomym brakiem wiary lekarzy, co jest trochę racją. Tymczasem zarówno nerwica i depresja, podobnie jak poważniejsze schorzenia są częściowo uleczalne. I fakt istnienia leków na depresję nie znaczy, że “nie ma duszy”. Leki na depresję działają na mózg, nie na duszę i poprawiają myślenie, które jest zależne, przynajmniej częściowo od jakości pracy mózgu. Psychiatria nigdy oficjalnie w żadnym dokumencie nie zaprzeczyła istnieniu duszy, ani jakimkolwiek twierdzeniom Kościoła dotyczącym antropologii człowieka, choć każdy z osobna lekarz może i ma osobisty pogląd na tę sprawę. Lekarze leczą system nerwowy – nie leczą duszy, więc słowo “psychiatra” jest mylące (gr. psyche – dusza, iatros – leczyć). Większość psychiatrów po stwierdzeniu braku choroby umysłowej, kieruje pacjentów do księży, często egzorcystów. Jedno drugiego nie wyklucza – czasem psychiatrzy rozkładają ręce, a bywa, że egzorcyści odsyłają do lekarza, aby wykluczyć np. schizofrenię czy inną psychozę. 

Mądrzy psychiatrzy, a jest wielu takich nie neguje wartości religijnych pacjentów, nawet jeśli ich wiara nie jest zgodna z Magisterium. Bardzo wielu pacjentów wierzy “po swojemu” – dla jednych taki subiektywizm jest dobry, inni zaś wpadają w pułapki integryzmu i tradycjonalizmu. Dopóki jednak jakakolwiek wiara w cokolwiek kogoś ratuje – wszystko jest ok. Nie da się sprawić, aby wszyscy wierzący wierzyli na jedną modłę, bo rzeczywistość duchowa jest pluralistyczna i  skomplikowana. Dlatego większość psychiatrów neguje tylko te przekonania pacjentów, które są dysfunkcjonalne, powodują cierpienie (np. nadmierne poczucie grzeszności, skutkujące skrajnie niską samooceną) i zaburzają życie codzienne, zawodowe, towarzyskie. 

A nawet, jeśli psychiatra prywatnie nie wierzy w Boga, to ma do tego prawo. Nie spotkałem się natomiast z żadnym lekarzem, który próbowałby “nawrócić mnie na niewiarę”. Pomagali mi tylko uporządkować poglądy i odrzucić te sprzeczne z rozumem – tu w tym punkcie spotyka się dobra psychiatria (zupełnie inna od tej XX-wiecznej) i dobra, zdrowa wiara. Bo wiara też może chorować.

O Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski, *1976 w Krakowie, absolwent polonistyki UJ, miłośnik muzyki, autor muzyki elektronicznej - dotąd około 100 utworów instrumentalnych, które wciąż powstają. Gra na syntezatorach, gitarze, śpiewa i publikuje swoje interpretacje w serwisach typu ising.pl, od 2016 roku kompozytor muzyki niszowej. Przez 20 lat w Krakowie bardzo zaangażowany w prace Akdemickiego Chóru "Organum", za co w 2009 został odznaczony srebrnym medalem Polskiego Związku Chórów i Orkiestr za całokształt pracy społecznej na niwie muzycznej. Żonaty, mieszka i pracuje niedaleko Poznania.
Ten wpis został opublikowany w kategorii nauka a religie i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *