***
Wigilia, Boże Narodzenie, wspomnienie świętego Szczepana, którego zamordował Szaweł, przyszły wielki święty, faktyczny twórca chrześcijaństwa.
Co do historii, czyli wielkiego pytania każdego rzetelnego historyka „jak było naprawdę” – nie wiemy. Żyjemy 80-100 pokoleń po Jezusie. To tak, jakbyś wzięła kartkę i napisała 100 razy „pra” przed słowem „babka” albo „dziadek”. 100 pokoleń to otchłań czasu, w której zdarzyć się mogło wszystko i zdarzyło tylko to i to. Dziś w dobie relatywizmu historycznego („nie pytajmy, jak było, pytajmy, jak ludzie wyobrażają sobie, co było”) jest mi samotnie, bo ja nadal pytam „jak było naprawdę”. Wiem, że im dalej w przeszłość, tym mniej pewna wiedza. Że nie wiemy nawet tego, co się obecnie dzieje na świecie. Zauważ, że teraz to czytasz, więc jesteś w jednym punkcie twojej czasoprzestrzeni i nigdzie indziej. Nie wiesz nawet, co robi za ścianą dziecko czy sąsiad, a co dopiero – co się teraz dzieje w Singapurze, w Australii, w USA czy na Ukrainie. Wyobrażasz sobie coś bliżej lub dalej, ale każde wyobrażenie opiera się na tym, co zapamiętałaś wcześniej. Projektujesz wiedzę zdobytą uprzednio na to, co jest i co gorsza na to, co będzie. A skąd wiesz, co będzie za 5 minut… Odpowiesz: „to samo, co zwykle”. Ok, ale pamiętaj, że coraz więcej jest w świecie anomalii i wyjątków – jeśli nuży cię codzienność, zacznij medytować – to pomogło wielu ludziom niezależnie od wiary czy wyznania.
Nie wiemy zatem nawet tego, co się teraz dzieje na autostradzie A2 na 167 km, a może zaraz tam ktoś zginie, a ja – gdybym o tym wiedział – mógł powiadomić służby i ostrzec. Ale tego nie wiem.
Podobnie jest z przeszłością, którą sobie wyobrażamy z reguły jako lepszą („dawne, dobre czasy”, „za młodu to było”, etc.), bardziej bezpieczną – to projekcje dzieciństwa, z reguły nie musieliśmy martwić się o nic w sensie bytowym, a ci, którzy wcześnie musieli odejść z domu i zacząć zarabiać, zahartowali się na trudy życia.
Jeśli chodzi o przyszlość – jest otwarta, zawsze była i taka będzie. Ale o niej decydujemy wszyscy razem, nie jedna osoba, choćby sam Prezes. To nie on kształtuje, ale Ty sama teraz siejesz coś, co potem zbierzesz. Jeśli zasiejesz ziarna zboża – zbierzesz do spichlerza zboże. Jeśli rozsiewasz chwasty – zbierzesz takowe. Prawo przyczyny i skutku działa w obie strony. Los już teraz może nagrodzić cię w formie „zaliczki” za dobro, które uczynisz na przykład za 5 lat i jednocześnie zawczasu „ukarać” za zło, które popełnisz za 3 lata. Ty decydujesz – naukowcy mówią o różnych mechanizmach, ale jak to oni – muszą coś publikować, aby mieć z czego żyć.
Wiedzy historycznej o Jezusie jest coraz więcej, ale wciąż mało. Mało kto wie, że jeszcze w XIX wątpiono w to, czy w ogóle ktoś taki istniał. Podobnie było z autorstwem psalmów, „Trenów” czy z kwestią homerycką – okazało się jednak, że Istniał Homer, że król Dawid napisał tylko ok. jedną trzecią „Psalmów”, ale jednak coś napisał, że Kochanowski naprawdę miał ukochaną córeczkę, która zmarła. I wreszcie – że istniał Jezus z Nazaretu.
O Jezusie spekulujemy, a teologia wikła się w coraz bardziej zażarte spory, które sprawiły, że poeta ks. Twardowski modlił się słowami „a na końcu zbaw teologów”. Nie wiemy nic rzetelnego o poczęciu Jezusa (mój tata zwrócił mi tylko uwagę, że jeśli mężczyzna z Całunu to Chrystus, to musiał mieć ziemskiego ojca, bo w zbadanej krwi są dwa chromosomy – XY, jeden od mamy, drugi od taty), okolicznościach narodzin (wiemy, że nie w żadnej „szopce”, tylko w grocie skalnej), dzieciństwie w Egipcie, możliwej wyprawie do Indii (wiele z tego, co mówił spokojnie potwierdziłby Budda, Konfucjusz i inni mędrcy świata, monarchowie…), o śmierci Józefa, o tym, dlaczego w ogóle postanowił zostać wędrownym kaznodzieją (takich było wtedy więcej, żyli w czasach zamętu i fermentu), o jego konflikcie religijnym – na jakim było to tle, dlaczego tak ostro krytykował faryzeuszy i uczonych w piśmie, nie wiemy nawet, ile miał lat, gdy Go zabito – 30, 33 czy 36. Wedle prawdziwego kalendarza dziś jest rok nie 2022, ale 2028/29, bo mnich we wczesnym średniowieczu przepisując kalendarz kropnął się o kilka lat (jakieś 6-7 lat do tyłu, więc Jezus się narodził ok. -6/7 r. p.n.e.). Nie wiemy dokładnie, co się zdarzyło w Wielką Noc, wierzymy tylko i chcemy, aby zamrtwychwstanie przyszli historycy wpisali do podręczników historii powszechnej i uznali je także za pełnoprawne zdarzenie historyczne, unikalne, ale przecież nieraz historycy zajmowali się unikalnymi zdarzeniami, jak wyprawa dookoła świata Magellana, odkrycie Ameryki, wynalazek druku – wydarzenia te tylko raz się zdarzyły. Większość jednak w życiu zdarzeń się powtarza do tego stopnia, że historiografia ich nie notuje, bo są redundantne, powtarzalne, więc schematyczne.
Podobnie jest z całą warstwą nadnaturalną w Ewangeliach – nie wiemy, czy „naprawdę” Jezus uwalniał faktycznie „opętanych”, czy „tylko” leczył nieznane wtedy zaburzenia nerwowe, nie wiemy, czy „na pewno” zdarzały się wskrzeszenia, rozmnożenia chleba i ryb, chodzenie po wodzie, uciszenie burzy na jeziorze, etc. Wierzymy, a raczej marzymy, aby tak było, aby to była prawda. Ale tego się za życia nie dowiemy. Podobno wielu mistyków widziało przeszłość Jezusa, zwłaszcza jego śmierć, a także przyszłość. Ale to od nas zależy, czy chcemy „abyś był”. Czy chcę, „abyś Był”? Czy chcemy, pragniemy, tęsknimy i marzymy, aby Bóg był…?
Bo miłość najlepiej określa jedno zdanie. Zapamiętajcie je: „Chcę, abyś była, chcę, abyś był…” Chcieć czyjegoś życia i to jego życia w obfitości – oto najlepsza z możliwych definicja Miłości. Słowa, które dziś jest źle rozumiane, więc wielu katolików woli nie mówić „kocham”, ale „miłuję”. Ale to jedno i to samo. Miłość jest Jedna. Nie ma osobno miłości rodziców, przyjaciół, żony, sąsiada, Boga – miłość jest Jedna, bosko-ludzka, niepodzielona, łącząca, a nie dzieląca, wprowadzająca pokój i spokój w naszych złamanych czasem sercach…
/Bórówiec, 26.12.2022/
