Ewangelia w XXI wieku – czy Siostra Faustyna ma coś do zaproponowania dzisiejszemu Kościołowi i światu?

     

       Życie świętej Faustyny pokazuje, że dla Boga nie ma nic niemożliwego; że może On wybrać kogo chce do największych dzieł na świecie i w Kościele; że skrajną porażkę może przekuć w niebywały sukces. Święta Faustyna została wybrana prawdopodobnie już w łonie matki, podobnie jak to pisze prorok w Starym Testamencie: “już w łonie matki ukształtowałem cię i wybrałem na to, abyś był prorokiem i nie zważał na swój młody wiek, kiedy będziesz przemawiać, bo Ja jestem z tobą.” (cytat luźny z pamięci). Prześladowani chrześcijanie na świecie powinni pamiętać o słowach Jezusa, że Duch Święty podsunie im odpowiednie słowa, kiedy będą ciągali ich po “synagogach”. Oczywiście, dzisiaj nikt nie będzie ich prowadził dosłownie do synagog – synagoga była w pierwszym chrześcijaństwie symbolem opresyjnej religijności. 

      Święta Faustyna od małego dziecka ciężko pracowała, pasąc krowy i pomagając w gospodarstwie wielodzietnej rodziny, która ledwo utrzymywała się na powierzchni życia. Usłyszany w wieku 7 lat głos Boży wielu ateistów-psychiatrów interpretuje jako początek jej “schizofrenii.” Kłopot dla nich w tym, że w autentycznej schizofrenii dyskutują ze sobą albo komentują zachowanie pacjenta rozliczne głosy, a jak napisze później w Dzienniczku Siostra Faustyna: “mowa Boża wyraźna jest”; jest to jeden, wyraźny głos, który już starożytni określali jako sumienie, czyli daimonion, który w filozofii sokratejskiej prowadził człowieka niczym GPS kierowców na nowoczesnej autostradzie.  

       Faustyna nie mogła się uczyć, bo musiała wrócić do domu, aby pomagać rodzicom, którzy sprzeciwili się jej decyzji wstąpienia do klasztoru prawdopodobnie z przyczyn ekonomicznych. Miała liczne rodzeństwo, a starszy brat Stanisław kształcił się na lotnika. Tradycją na wsi było to, że przynajmniej jedno z dzieci zostaje na gospodarstwie, pomaga w pracy na polu, a potem przejmuje po rodzicach cały dobytek. Myślę, że chociaż o tym nie napisała na kartach Dzienniczka, to dzień, w którym oznajmiła rodzicom, że wstępuje do klasztoru musiał być trudny.  Prawdopodobnie doszło po prostu do rodzinnej awantury, po której Faustyna ostatecznie wyprowadziła się od rodziców i poszła za głosem woli bożej.  Analizując życie świętych, można dojść do wniosku, że to, co wyróżnia ich od zwykłych ludzi, to postawienie Boga absolutnie na pierwszym miejscu i usilne, momentami dramatyczne poszukiwanie we wszystkim Jego woli. Z tym, że nie oznacza to unicestwienia wolnej woli, lecz uznanie woli Boga za najważniejszą wskazówkę, w którą stronę pójść, czym się zająć i w ogóle co robić w życiu.  

      Faustyna miała jasny cel: po przeżyciu mistycznej wizji umęczonego Jezusa w trakcie zabawy karnawałowej w Łodzi już wiedziała, że musi osiągnąć to, co sobie postanowiła. Scena wizji inicjacyjnej Jezusa jest szokująca: oto Faustyna, która przebywa na balu, czyli jak byśmy powiedzieli dzisiaj na zwykłej imprezie (choć oczywiście ówczesne imprezy były zupełnie inne niż dzisiejsze), nagle widzi obok siebie tego samego człowieka-Boga, który narodził się w Betlejem, który nauczał kilka tysięcy kilometrów od Łodzi na południowy wschód i który umarł na krzyżu w bardzo młodym wieku i jak donoszą niezliczeni świadkowie bezpośrednio po zmartwychwstaniu oraz później przez stulecia (objawień Chrystusa w ciągu 2000 lat chrześcijaństwa było mniej niż maryjnych, ale wystarczająco dużo, aby dostrzec pewne podobieństwa), który znowu żyje. Faustyna cytuje dokładnie słowa Jezusa: “Dokąd Cię cierpiał będę i dokąd Mnie zwodzić będziesz?” Jest to przykład prawdziwej wizji mistycznej, która nie ma nic wspólnego z omamami schizofrenicznymi czy paranoidalnymi halucynacjami. Piszący te słowa niegdyś redukował wszystkie przeżycia mistyków i świętych do psychopatologii, popełniając rażący błąd redukcjonizmu w psychologii. O ile podejście redukcyjne sprawdza się w naukach ścisłych i w technicznych, to w przypadku nauk humanistycznych i społecznych przynosi więcej szkody niż pożytku. Gdyby to była wizja psychotyczna, to na pewno nie znikłoby towarzystwo tańczące na balu z oczu Faustyny; nie poczułaby się wyraźnie oddzielona od “wdzięcznej muzyki”, jak ją nazywa, tylko zalałaby ją fala bodźców z otoczenia, a Jezus niekoniecznie byłby umęczony, lecz prawdopodobnie stanowiłby tylko projekcję wyobraźni.

     Właśnie ten fakt, a także później w katedrze, kiedy Faustyna – nie zwracając na nic uwagi – pada krzyżem przed ołtarzem głównym w obecności osób tam przebywających, jest argumentem za tym, że wizja z imprezy karnawałowej jest prawdziwa. Jest to nagłe wtargnięcie innego świata, interwencja z innego wymiaru do naszego horyzontalnego postrzegania rzeczywistości, w której wszystkie miejsca są  homogeniczne, podobnie jak czas, który nie dzieli się na czas profanum i sacrum, lecz zlewa się w jedną nieskończoną magmę. Właśnie ten aspekt wertykalny – nagłe wtargnięcie innej rzeczywistości – świadczy o prawdziwości wizji; przypomina przeżycie Świętego Pawła, który jeszcze jako Szaweł zmierzał do Damaszku, aby zabijać chrześcijan i nagle w południe doznał wizji zmartwychwstałego i uwielbionego Chrystusa, co zmieniło jego życie dokładnie o 180 stopni, podobnie jak życie Faustyny.  

     Jeszcze jeden fakt wskazuje na to, że była to wizja prawdziwa –  zazwyczaj psychotycy i paranoicy bardzo chętnie obnażają swoje przeżycia wewnętrzne, stosują wręcz nachalny ekshibicjonizm, więc gdyby to była wizja fałszywa, oparta jedynie na fantazji Faustyny, zaczęłaby opowiadać wszystkim na balu na przykład tak: “Słuchajcie, przed chwilą widziałam Jezusa, który mi powiedział, że muszę wstąpić do klasztoru, no więc muszę was pożegnać i iść do katedry, a potem wsiąść do pociągu, jechać do Warszawy, bo tam mnie wzywa Chrystus, etc.”  Tymczasem Faustyna nikomu nie mówi o tym przeżyciu, o którym napisze wiele lat później pamiętając je tak szczegółowo, jakby wydarzyło się wczoraj, chociaż Dzienniczek zaczęła pisać dopiero w 9 roku życia w zakonie.  

     Mało tego: nie tylko nie mówi publicznie o tym, co właśnie przeżyła i jak te kilka minut zmieniło bieg jej przeznaczenia, ale wręcz stosuje małe, niewinne kłamstewko wobec swojej siostry, której mówi, że ją rozbolała głowa i dlatego musi iść do domu.  Kiedy wróciła do domu, opowiedziała w oszczędnych słowach, co się jej przydarzyło. A jeszcze wcześniej w katedrze św. Stanisława Kostki usłyszała słowa wyraźne i był to jeden głos (a nie “głosy”), że ma natychmiast jechać do Warszawy, gdzie wstąpi do klasztoru. Tak też zrobiła i chociaż o tym nie pisze, można wyobrazić sobie, że wsiadła do pociągu, mając przy sobie jedynie najpotrzebniejsze rzeczy osobiste, wysiadła na Dworcu Głównym w Warszawie (obecnie już nieczynnym), gdzie jak pisze ogarnął ją lęk, bo nie wiedziała, w którą stronę ma się udać i co dalej robić.  I wtedy krótka modlitwa, właściwie akt strzelisty do Maryi, sprawił kolejny cud: usłyszała, że ma udać się do pewnej miejscowości pod Warszawą (niestety nie podaje nazwy tej miejscowości, nie jest to zresztą istotne), gdzie znajdzie bezpieczny nocleg. Jak to często bywa w życiu mistyków, które czasami przypomina dobrą powieść sensacyjną, znalazła ów nocleg, a następnego dnia pojechała do stolicy, aby w kościele św. Jakuba na Ochocie modlić się o dalszą wolę Bożą.  

      Co było dalej, wiadomo z Dzienniczka, ale jeszcze raz wracając do wizji z balu trzeba powiedzieć jedno – Faustyna nie straciła wtedy świadomości, nie wpadła w żaden trans ani ekstazę, była całkowicie przytomna, ale jednocześnie Jezus był na pierwszym planie, a cały szum zabawy został odesłany do tła i jak pisze Faustyna “pozostał tylko Jezus i ja.” Niesamowite w tym wszystkim jest to, że Faustyna przeżywa wizję Jezusa w trakcie balu karnawałowego, a już będąc w zakonie zdaje sobie sprawę, ile zła przynosi ze sobą społecznie ten okres przed Wielkim Postem.

         Na podstawie powyższej analizy należy stwierdzić, że ten moment zwrotny w życiu Świętej Faustyny odbywał się nie tylko w zwykłym świecie, ale i w przestrzeni profanum, a nawet w pewnym sensie w mrocznym grzechu demonicum.  Oczywiście, patrząc z dzisiejszej perspektywy ówczesne zabawy były wręcz niewinne w porównaniu z dzisiejszymi, jednak dla wrażliwego sumienia Faustyny i tak “tańce, hulanki, swawole” – choć przecież dozwolone w pewnych granicach – stanowiły jednak pewną rysę na szklistej tafli jej duszy.

 

/cdn./ 

O Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski, *1976 w Krakowie, absolwent polonistyki UJ, miłośnik muzyki, autor muzyki elektronicznej - dotąd około 100 utworów instrumentalnych, które wciąż powstają. Gra na syntezatorach, gitarze, śpiewa i publikuje swoje interpretacje w serwisach typu ising.pl, od 2016 roku kompozytor muzyki niszowej. Przez 20 lat w Krakowie bardzo zaangażowany w prace Akdemickiego Chóru "Organum", za co w 2009 został odznaczony srebrnym medalem Polskiego Związku Chórów i Orkiestr za całokształt pracy społecznej na niwie muzycznej. Żonaty, mieszka i pracuje niedaleko Poznania.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Życie i dzieło Siostry Faustyny i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *