
Najpierw odpowiedzmy na pytanie, skąd pochodzi nuda, co jest jej przyczyną, a potem na pytanie, jak z nudą walczyć czy jak jej zapobiegać. Otóż nuda co prawda znana jest ludzkości od zarania, także w świecie zwierząt, ale stopień jej nasilenia dziś jest szczególny. Wydaje się, jakby zapanowała cywilizacja nicości, depresji, nudy, zmęczenia życiem i znużenia, niektórzy dodają – śmiertelnego. Mówi się więc, że opanowała kogoś “piekielna nuda” albo właśnie “śmiertelna nuda”. Mówi się, że “nudzi mi się jak cholera”, że “wszystko już było”.
Właśnie to chyba jest istotą nudy – “wszystko znam”, nic nowego pod słońcem, jak mawiał mędrzec biblijny Kohelet, cokolwiek się stanie, to będzie tylko powtórka, nic nowego nas nie spotka. To właśnie jest sednem nudy – nie warto się niczym zajmować, bo nie sposób wyjść poza świat zastany, więc znany i powtarzający się tylko w pewnych cyklach: biologicznym, rocznym, dobowym czy historycznym. Postmodernizm jako epoka obecna, jako pewien obecny sposób myślenia, zaprzecza, aby mogła powstać oryginalna jakość, więc unikalne dzieło sztuki, rewolucyjne odkrycie w nauce czy nowe zachowania społeczne. Mówi się, że cokolwiek jest i będzie już kiedyś było, można więc tylko w kółko powtarzać czynności biologiczne, psychiczne czy społeczne sposoby zachowywania się.
***
Dlaczego jednak taka myśl, że “wszystko już kiedyś było”? Zauważmy, że współczesny człowiek w jednej dobie przeżywa całe życie człowieka z poprzednich stuleci. Dociera do niego tyle bodźców w sekundzie, co dawniej w ciągu tygodnia. Zewsząd bombardują nas obrazy, dźwięki i słowa, teksty mówione, szepty, pisma, druki. Dawniej dominowało życie wewnętrzne, bo na zewnątrz prócz przyrody nie było jeszcze dzieł człowieka. W miarę jak rosła zarówno demografia, jak i produkcja rzeczy i dóbr materialnych wnętrze człowieka poddane zostało dekompresji. Teraz wewnątrz odczuwamy pustkę i nudę, bo wszystko zostało wyprojektowane na zewnątrz w postaci rzeczy, dzieł sztuki, techniki czy projektów społecznych, reklam i ogłoszeń, wszechobecnej informacji. Jeżeli na zewnątrz jest chaos, to wdziera się on do środka i aby nie doszło do przeciążenia ludzkiej psyche, włączają się mechanizmy obronne, takie jak blokada przyswajania. Kto czyta dużo książek wie, że po przekroczeniu pewnej bariery ilości przyswajanych słów, następuje zmęczenie umysłowe i psychiczna blokada. To naturalne – przebodźcowanie umysłu groziłoby naruszeniem równowagi, więc następuje podniesienie progu dla bodźców z zewnątrz.
To tylko teoria, ale jest coś na rzeczy. Ilość książek do lektury, filmów do obejrzenia, dzieł sztuki do oglądnięcia, rozmów do odbycia – wszystko to tworzy chaos, brak w nim orientacji, a to grozi zagubieniem w morzu danych mało istotnych. Upada hierarchia wartości – wszystko wydaje się ciekawe, równie ważne, koniecznie trzeba przeżyć jak najwięcej. Jednak ilość ta nie przechodzi w jakość – zamiast jednej dobrej książki, chcemy pochłonąć dosłownie wszystko, co jest na rynku, oglądnąć wszystkie filmy, poznać wszystko. Odwrotną stronę więc medalu nudy stanowi obok chaosu “wszystkoizm” – wszystko trzeba przeżyć w życiu, bo kończy się ono definitywnie, nie ma dalszego ciągu, więc jak najwięcej trzeba przeżyć, zobaczyć, doświadczyć. Nic bardziej mylnego – im więcej i szybciej tym gorzej, o czym wiedzieli już rękodzielnicy, kiedy ich manufaktury zastąpiono fabrykami i wszechobecną “taśmą”. Bo nuda to dziecko życia taśmowego, nastawionego na ilość i pośpiech. Zwolnij – nuda zniknie w try-miga.
