W dziejach świata można wyróżnić kilka eonów, czyli er w historii życia na Ziemi. Pierwszym byłby “geocen”, kiedy ukształtował się jeden super-ląd (nazywany “pan-geą”); kolejne – “florocen”, potem “faunocen” i zaraz po nim pra-antropocen. Ten ostatni termin wymaga wyjaśnień – dziś mówi się, że żyjemy w “antropocenie”, jednak rozumianym jako “dominacja gatunku ludzkiego i skupienie na świecie tu i teraz, potrzebach i pragnieniach ludzkich”.
“Pre-antropocen” to po prostu pierwsze plemiona homo sapiens sapiens – które wcale nie były paradoksalnie skoncentrowane na pragnieniach, lecz po prostu walczyły o przetrwanie w groźnej dla nich przyrodzie. W tym sensie dalej nastąpił “tanatocen” – gdy ludzie uświadomili sobie własną śmiertelność i od celowych pochówków zaczęły się kulty przodków, z których ewoluowały wszystkie wierzenia religijne, najpierw animistyczne, potem politeistyczne, wreszcie – monoteistyczne.
Później byłyby to kolejno – “urbanocen”: powstawanie pierwszych cywilizacji miejskich oraz wielka epoka po odkryciu pisma, którą nazwać można “graphocenem”. Odkrycie to po krzesaniu ognia i wynalazku koła oraz kalendarzy zmieniło wszystko. Następnie można mówić o epoce “mitocenu”, gdy powstawały zalążki literatury powszechnej, z kolei ów przeszedł dość płynnie, ale zarazem antagonistycznie w “erę pierwszych filozofów”, czyli “filozocen”.
Stąd już blisko było to trwającego najdłużej po powstaniu chrześcijaństwa “teocenu”, którego kres nastąpił w jesieni średniowiecza. Od czasów zwrotu reformacyjnego, odkrywania ludzkiej natury Jezusa, a także zwrotu neoantycznego można mówić o właściwym “antropocenie” i tu daje się wyróżnić epoki “nowożytną”, nowoczesną, późny modernizm (albo “płynną nowoczesność” – Z. Baumann) i…wszelkie “post”.
Właśnie mamy do czynienia z “końcem końców” – albo z początkiem końca. Wchodzimy w nową erę, epokę, a może nawet – eon: nazwałem go wstępnie i roboczo z braku lepszej nazwy “ai-tropocenem”. To era “sztucznej inteligencji”, jeszcze oddzielonej od inteligencji naturalnej, lecz jak napisał w eseju “naturalne i sztuczne u Lema’ J. Jarzębski, będzie potem bardzo trudno odróżnić to, co “sztuczne” (gr. techne – sztuka, także artystyczna) od tego, co naturalne. Sztuczne można wstępnie rozumieć jako wszystko to, co potencjalnie zawarte jest w prawach fizyki, obecne tylko tedy potencjalnie, ale to człowiek ostatecznie odpowiada za jego aktualizację i materializację. Historia uczy, że wszystko to, co możliwe – a możliwe technicznie jest dziś teoretycznie niemal wszystko – ktoś gdzieś kiedyś zrealizuje, nie bacząc na efekty, skutki uboczne czy dalekie konsekwencje. To dotyczyło już czaów nanotechnologii, genetyki, biologii molekularnej – swego czasu trwała dyskusja o klonowaniu, przeszczepach mózgu i tym podobnych sprawach.
Teraz na świeczniku jest “AI” (po polsku “SI”), czyli artificial inteligence, o której głośno z powodu produktów firmy Microsoft, OpenAI oraz szybko goniącego ich Google. Czat ChatGBT, który potrafi odpowiedzieć – na razie jednak dość ogólnikowo – ale sprawnie stylistycznie i unikalnie na niemal wszelkie pytania (w tym – nieetyczne) – został już w niektórych krajach zakazany jako narzędzie pracy oraz w szkołach i na uczelniach.
Oto próbka możliwości tego narzędzia. Poleciłem AI napisać dwuzwrotkową piosenkę o ekologii, ochronie przyrody z jednym refrenem i w kilkanaście sekund otrzymałem taki oto wynik:
“Witaj, to jest Bing. Spróbuję napisać tekst piosenki o ekologii, zieleni i ochronie przyrody. Oto mój pomysł:
Zwrotka 1:
Żyjemy na planecie pięknej i bogatej
Lecz nie doceniamy jej darów i skarbów
Zanieczyszczamy powietrze, wodę i ziemię
Niszczymy lasy, zwierzęta i rośliny
Refren:
Ekologia to nie moda, to nasza odpowiedzialność
Zieleni nie ma za dużo, to nasza potrzeba i zdrowie
Ochrona przyrody to nie luksus, to nasz obowiązek i szansa
Na lepsze życie dla nas i dla przyszłych pokoleń
Zwrotka 2:
Mamy moc zmienić ten świat na lepsze
Lecz musimy działać razem i świadomie
Dbajmy o środowisko, oszczędzajmy energię
Segregujmy odpady, sadźmy drzewa i kwiaty.”
***
Jak widać, sztuczna inteligencja nie potrafi – na szczęście – jeszcze stworzyć niczego wartościowego, a tym bardziej – arcydzielnego, w sensie pisania dobrej literatury, to samo można zresztą sprawdzić, polecając napisać AI opowiadanie czy powieść albo dramat. Niestety, to się może wkrótce zmienić i nasunąć pytania nie tylko etyczne, ale i prawne. Symbolicznym początkiem AI była chyba słynna przegrana Kasparowa, mistrza szachowego z ówczesnym superkomputerem, który jednak działał off-line (był to najlepszy wtedy z możliwych programów typu “chess-play”, dziś dostępnych za darmo on-line).
Niestety, AI potrafi już pisać wszelkie teksty proste, użytkowe, copywritingowe – stąd upadają po kolei wszystkie portale dla copywriterów takie, jak “good content” czy niedawno uruchomione “contentovo”. Po prostu nie ma już sensu zlecać człowiekowi napisania precla, artykułu na zaplecze, na bloga czy wpisu na portal społecznościowy i mu za to płacić, skoro SI może to zrobić za darmo w kilka minut.
Niestety, dotyczy to nie tylko prostych tekstów, powtarzalnych i schematycznych, lecz także bardziej skomplikowanych w formie i treści szkiców, artykułów tematycznych na głównych portalach typu interia.pl. Dotyczy to – o zgrozo – także najwyższej formy dyskursu, jaką jest pewnie esej, uważany przez niektórych literaturoznawców za czwarty rodzaj literacki. Istnieją już co prawda programy do wykrywania tekstów AI, ale wkrótce – podobnie jak w przypadku programów antywirusowych – mogą przestać odróżniać teksty analogowe od cyfrowych.
To samo zresztą dotyczy wszelkich generatorów fotografii, grafiki czy obrazów malarskich – AI na podstawie własnego, co prawda unikalnego opisu werbalnego użytkownika, potrafi stworzyć naprawdę olśniewające dzieła. Niedawno głośna była sprawa wygrania w konkursie sztuk wizualnych obrazu stworzonego przez AI. Twórca stwierdził jednak, że aby uzyskać taki wynik, musiał sporo się napracować, a potem na kanwie stworzonej przez AI, dopiero dopracować i doszlifować efekt końcowy w bardziej wymagających współpracy ludzkiej programach graficznych typu PhotoShop czy Adobe Illustrator. Nagrodę więc uznano za prawnie ważną.
Jeśli chodzi o muzykę, to tu jest dla nas najlepiej, a dla AI najgorzej – moje próby wygenerowania losowej muzyki przez popularny program melobytes.com doprowadziły do powstania zarysu całkowicie przypadkowej, chaotycznej kakofonii, gorszej nawet od najgorszego “black metalu”. Póki co więc kompozytorzy i autorzy piosenek mogą spać spokojnie; natomiast gorzej jest z grafikami, urzędnikami piszącymi stosy okólników, marketingowcami i pracownikami agencji reklamowych, a także z tłumaczami – obecna jakość tłumaczeń z dowolnego języka na dowolne narzecze nie jest już praktycznie przez przeciętnego klienta do odróżnienia od wytworu wiedzy i kompetencji translatorów analogowych.
Zatem w zakresie muzyki i literatury (z wyjątkiem esejów, ale tylko o niskiej i średniej jakości) jeszcze – ale jak długo? – nie będzie możliwe prześcignięcie najzdolniejszych twórców, artystów czy naukowców – badaczy. Podobnie w grafice – zawsze będą malarze używający pędzla i akwareli na płótnie, zawsze ktoś będzie pisał ręcznie, na maszynie albo najwyżej na pustym edytorze tekstu (bez sugerowania choćby następstwa słów lub dalszego ciągu), zawsze też będą kompozytorzy piszący w zeszytach z pięciolinią, co najwyżej korzystać będą z pustych programów nutowych czy narzędzi do rozpoznawania improwizowanej na jakimś instrumencie melodii.
Niestety, za kilka lat znajdą się zapewne ludzie, którzy nie będą mieli już żadnych oporów i hamulców moralnych, aby tworzyć dużo i szybko i na tym zarabiać spore pieniądze. Co gorsza, bez wprowadzenia ograniczeń treściowych AI może posłużyć bardzo złym celom, mówiąc wprost – celom przestępczym, wojennym, może generować fake-newsy, a nawet coraz częstsze “deep-fejki” (głębokie fejki, bardzo trudno demaskowalne), powstaną nowe, całkiem prawdopodobnie brzmiące “teorie spiskowe”, pojawią się również szantaże finansowe – na przykład można już teraz stworzyć realistyczny obraz pornograficzny (a nawet wygenerować krótkie video w tzw. “dark-necie”, to rodzaj “internetu podziemnego, służącego głównie wszelkim cyber-przestępcom), którym potem można będzie szantażować ofiary tych procederów. Symbolem możliwości w tej sferze jest jednak dość nisko szkodliwy społecznie obraz-fotografia Papieża Franciszka w białej kurtce zimowej zamiast alby.
Wielką rolę będą więc spełniać wszelkie organy powołane do walki z nadużyciami AI, także tak zwane firmy “fact-checkingowe”, których zadaniem będzie weryfikacja wszelkiej wiedzy generowanej sztucznie. Pomijam fakt, że zaraz rozpocznie się dyskusja o prawach autorskich, tantiemach, a z drugiej strony o całych wykluczonych cyfrowo rzeszach ludzi z III i II świata, którzy nie dostosują się do możliwych światów (bo nie będzie to jeden “świat”) AI.
W tym sensie nie jesteśmy już w epoce kontrowersyjnego 5G, bo zarówno ona, jak i słynne automatyczne samochody Tesli czy “internet rzeczy”, to już historia. AI będzie meta-bytem, który jest wszędzie i nigdzie. Może ostatecznym celem naukowców, stylizujących się na szalonego uczonego z “Powrotu do przyszłości”, jest stworzenie czegoś, czego nie jeszcze znamy, dosłownie z niczego, np. czerpanie energii z próżni albo stworzenie nieznanej w kosmosie, jakiejś nowej sztucznej cząsteczki elementarnej. Nie wiadomo, co tak naprawdę robią zespoły fizyków w słynnym zderzaczu hadronów pod Genewą. Na pewno nie chcą zniszczyć kosmosu, ale ów zderzacz – jak jak rozszczep jądra atomu – można będzie, jak wszystko, użyć do dobrych lub niecnych celów. W tym kontekście paradoksalnie wrócą stare pytania metafizyczne i moralne – jak żyć? Co robić, a czego nie? Wzrośnie więc rola zarówno twórców, jak i bioetyków, humanistów i wszystkich, co będą w ariergardzie od tyłu ubezpieczać ten zbyt jednak szybki pęd ku nowym światom.
***
Jednego można być pewnym – nawet, jeśli AI będzie potrafić już zrobić wszystko, co dotąd robiliśmy my, a na dokładkę będzie to robić na najwyższym, możliwym poziomie, to niekoniecznie jeszcze wszystko stracone. Jednego nigdy AI nie będzie mogło zrobić – rozwijać się duchowo, niezależnie od wyznania, rodzaju duchowości. Bo choćby nawet powstała wszechwiedząca (i wszechmocna) Inteligencja, nie będzie mieć tego, w co nadal jednak wierzy większa część ludzkości – nieśmiertelnej duszy (“boskiej iskry” Romantyków) oraz wolnej woli.
W ten sposób doszedłszy niejako do granicy, a nawet do ściany w ślepym korytarzu progresu – ludzkość niejako zatoczy koło i z jednej strony powróci – dzięki zielonym programom społecznym – do utraconej częściowo natury, z drugiej – może odkryje jakąś zapomnianą, pradawną duchowość, niczym legendarny kielich Graala przez arturiańskich rycerzy “okrągłego stołu” w celtyckiej, przepięknej Kornwalii, gdzie piszący te słowa był osobiście w 1988 roku…
rafał sulikowski
