A jeśli w ostatniej sekundzie życia dowiesz się, że nie ma żadnego piekła? Jak się wtedy poczujesz? Chcesz tak dalej?
Prawdopodobnie „piekło ” to słowo dla katolika jest najgorsze, gorsze od agonii, śmierci, tortur, a nawet – samobójstwa. Piekło. I wszystko jasne. Przynajmniej dla mnie. Tak pochowane, skryte, dające tyle objawów,. że wiem już, skąd są moje zachowania, słowa, myśli, czyny, zaniedbania.
Straszono mnie. Was też. Macie to tak wyparte, stłumione, że nie jesteście teraz w stanie – opisuję tylko, nie oceniam! – pomyśleć logicznie o piekle, logicznie, czyli w sposób zdrowy, nie neurotyczny i nie histeryczny.
Jeśli więc nie wiesz, co się z Tobą dzieje, a cierpisz wiele lat – spróbuj porozmawiać sama ze sobą o „piekle”. Kto ci nagadał takich bzdur? Kiedy pierwszy raz powiedziano ci o „Bozi, która się będzie gniewać”. I kto ci powiedział w ogóle, że jest coś po śmierci? Ok, może jest, może nie jest. Nie czekaj do śmierci, jak katolicy, aby „załapać się choćby na czyściec”. Nie czekaj. Teraz strać wiarę! Odrzuć to! Odrzuć przesądy, które zniszczyły Ci prawie całe życie!
Nie ma żadnego piekła. Czyście wszyscy powariowali…? – drze się jakąś inną prawdą bohater Iwan Bezdomny w „Mistrzu i Małgorzacie”. A jeśli miał rację? Do czego drogi katoliku, zwracam się do „tradyceuszy” szczególnie – potrzebne Tobie „piekło”. Masz dzieci? Straszysz je? Jeśli tak, to nawet nie wiesz, że mnożąc ludzi, mnożysz swoich rodziców, którzy opowiedzieli ci o piekle. Albo powielasz brednie kościelne, bo chcesz za wszelką cenę przynależeć. Lepsze piekło niż Nic?
Jeśli czujesz teraz przyspieszone bicie serca, gorąc uderza do głowy – to budzi się w Tobie gniew, złość i wściekłość na mnie, ale i na siebie samą, że dałaś się może wyrolować, że zabrano ci dzieciństwo, a szczególnie – wiek nastoletni, kiedy nie odzywają się demony, ale hormony.
Przez naukę Kościoła, chętnie dziś promowaną, ludzie dostają na głowę. Wmawiano mi. Sugerowano. Indoktrynowano. Ingerowano.
K….!!! Tak. Czasem katolickie (od)loty kończą się właśnie takim ostatnim słowem. Na „k”…
Okaże się na przykład, że piekła nie było, nie ma i nie będzie. I kogo oskarżysz o wprowadzenie w błąd i zniszczenie Tobie i najbliższym życia? Kogo? Bo ja wiem kogo oskarżę. Nie, nie Ciebie. Ty nic nie rozumiesz teraz. Ale dla mnie jest wszystko jasne…
Niestety, każdy musi pójść do piekła. Bo żeby móc z niego wyjść, trzeba wejść, przejść piekło i z niego wyjść, no logiczne. Nie da się skądś wyjść, jeśli się tam wcześniej nie weszło..
Czy wiesz, że piekło już jest? W tobie? Właśnie teraz, kiedy czytasz te słowa. Właśnie…
O piekle chętnie rozmawiają pacjenci pewnych wstydliwych miejsc. Byłem, byłem i to nie raz. Gdzie to nie byłem. I pamiętaj,. że jak przekroczysz pewną granicę, znajdziesz się wśród nich. Nie, nie w piekle. Gorzej niż w piekle – w szpitalu dla nerwowo i psychicznie chorych.
Będziesz wśród ludzi łatwiernych, którym można wszystko wmówić. Którzy przyznają ci się do wszystkiego. Bo nie mają już nic. Żyją w piekle za życia. Wtrąceni tam przez głupich, tłustych biskupów i durnych kapłanów, którzy są wilkami w owczej skórze. I wtedy umrze w Tobie piekło. Zagaśnie, emocje opadną, pojawić się może depresja. Ale spokojnie. W końcu, jak uczyli nas księża, „lepiej mieć piekło tu niż po śmierci”. Zwłaszcza, gdy siebie uznajesz za świętą/świętego, a chętnie byś wszystkich „złych” najchętniej posłała do diabła.
/cz.1 z cyklu „O przeklętych problemach Kościoła”/
cdn.
